środa, 30 grudnia 2015

Carla Montero - Wiedeńska gra

Hiszpania, rok 1913. Młoda szlachcianka Isabel przeżywa wielki dramat: nie tylko straciła rodziców, ale też na chwilę przed ślubem zostaje porzucona przez narzeczonego. Na szczęście pomocną dłoń wyciąga do niej ciotka, austriacka arystokratka blisko związana z cesarskim dworem Franciszka Józefa.

Podróży Isabel do Austrii towarzyszą dziwne i niepokojące zdarzenia, a w pozornie spokojnym Wiedniu coraz wyraźniej czuć narastające napięcie. W powietrzu wisi wojna, której starają się zapobiec prowadzący zakulisowe rozmowy dyplomaci, podczas gdy spotykająca się potajemnie orientalna sekta dąży do jej rozpętania za wszelką cenę.

Piękna Hiszpanka wbrew swoim zamiarom rozbudza namiętność kolejnych mężczyzn. Okazuje się, że żadna z osób, z którymi się styka, nie jest tym, za kogo się podaje. Stopniowo dziewczyna staje się elementem twardej męskiej gry, prowadzonej przez agencje wywiadowcze różnych krajów.

"Wiedeńska gra" to dynamiczna powieść szpiegowska w eleganckim klimacie schyłku Austro-Węgier, pełna namiętności i egzotyki, niespodziewanych zwrotów akcji oraz trudnych życiowych wyborów. Wartka, fantastyczna lektura.



Jak zapewne większość czytelników rozpoczynałam swoją przygodą z tą autorką od genialnej "Szmaragdowej tablicy". Tymczasem ostatnio trafiła w moje ręce debiutancka powieść tej samej autorki-"Wiedeńska gra". Tym razem autorka przedstawia nam historię Isabel, która to najprościej ujmując jest szpiegiem i za zadanie ma odkryć kto przewodniczy sekcie, która zagrozić może porządkowi światowemu pchając Europe w widmo konfliktu zbrojnego. Może sama działalność sekty- wywodzącej swoje korzenie z indyjskich wierzeń nie do końca mi się podobała, to jednak cała szpiegowska intryga wokół niej już dużo bardziej przypadła mi do gustu. Okazywało się bowiem, ze autorka tak dobrze przygotowała postacie-barwne, wielowymiarowe i skrywające mnóstwo tajemnic, że akcja wielokrotnie mnie zaskakiwała, wiele postaci okazywało się być kim innym, niż można się tego było spodziewać, co tym bardziej podsycało chęć na więcej.

Narratorami akcji są Isabel i jej przyszły szwagier - Karol. Tym samym mamy ogląd na to, co się dzieje z dwóch perspektyw. Jeżeli do tego dodamy potencjalne romanse, walkę o względy kobiety i rozgrywki szpiegów z różnych krajów to dostaniemy zapowiedź bardzo dobrej lektury. Czy obietnica ta zostanie spełniona? Moim zdaniem "Szmaragdowa tablica" wypada jednak lepiej, tym niemniej tą pozycję polecam również. Do tego Wiedeń i Paryż początku wieku, klimat retro i pozytywne zakończenie :)
Podobało mi się!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Daniel Silva - Wielki skok

Nikt nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Ekscentryczny londyński marszand Julian Isherwood zostaje zatrzymany w charakterze podejrzanego o dokonanie mrożącej krew w żyłach zbrodni. Doszło do niej w willi nad jeziorem Como we Włoszech. Ponieważ sprawa wygląda nieciekawie, włoska policja zwraca się z prośbą o pomoc do przyjaciela Isherwooda, legendarnego szpiega i konserwatora dzieł sztuki, Gabriela Allona. Żeby pomóc przyjacielowi, Gabriel musi wytropić prawdziwych zabójców, a później wykonać jeszcze tylko jedno proste zadanie: odnaleźć najsłynniejsze zaginione malowidło świata – znakomite „Narodzenie pańskie ze świętymi Franciszkiem i Wawrzyńcem” Caravaggia. Nie wszystko jednak pójdzie gładko, bowiem Isherwood skrywał pewien bardzo niebezpieczny sekret. 

By rozwiązać tajemnice narastające wokół zbrodni, Gabriel Allon wymyśla brawurową zagrywkę. Jego poszukiwania zamienią się w niebezpieczny i ekscytujący pościg – od migotliwych bulwarów Paryża i Londynu poprzez szemrany półświatek Marsylii i Korsyki, aż do niewielkiego banku prywatnego w Austrii. Gabrielowi przyjdzie się zmierzyć z pewnym niebezpiecznym człowiekiem, który stoi na straży nieuczciwie zdobytego majątku okrutnego dyktatora. Allon pomoże również młodej dziewczynie dokonać odwetu na klanie, który pozbawił ją rodziny.





Uwielbiam Daniela Silvę i jego głównego bohatera - Gabriela Allona. Tak po prostu. Zupełnie nie przeskadza mi to, że jego powieści czytam zupełnie nie w zalecanym porządku, bo każda jedna zachwyca mnie tak samo i całe szczęście bo zostało mi jeszcze kilka z cyklu, o paradokście chyba nawet pierwsze kilka tomów.

Najnowszy wciągnął mnie na dwa dni całkowicie. Tym którzy znają twórczość  autora z pewnością nie trzeba zachwalać i rekomndować, tym którzy nie znaja napisze dlaczego warto. Usatysfakcjonowani będą przed wszystkim wielbiciele powieści szpiegowskich, bo po raz kolejny mamy tu doskonale skonstruowana szpiegowską fabułę z mnóstwem zagadek, zakamarków, nieziczoną ilościa zwrotów akcji i zaskakujacych momentów. Do tego dołożyć należy dbałość o każdy, nawet najmniejszy szczegół i detal, tak, że czytelnik od samego początku czuje się włączony w całą akcję, jako obserwator, z boku podziwiać może bardzo dobre przygotowaną akcję izraelskiego wywiadu. Jedyne w swoim rodzaju. Do tego plejada bohaterow- tych znanych mi wcześniej i tych całkiem nowych - kazdy z nich fascynujący, tajeniczy i ciekawy, a ich wzajemne relacje (zwłaszcza z Allonem) to niamal gotowe tematy na kolejne pewnie niemniej dobre powieści.

Do tego autor umiejscawia akcję, czy raczej jako przyczynek wprowadza temat znany, altualny, którego to kolejne epizody oglądać mozemy na ekranach telewizyjnych - konflikt i wojna domowa w Syrii. Po lekturze nieodzownie nasuwa się pytanie, czy gdyby taki bohater istaniał naprawdę, to czy szansa na zażegnanie tego bolesnego konfliktu byłaby większa?

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić  to pewna schematyczność - małam wrażenie, że zastosowany element wprowadzenia kreta do organizaci wroga przez Daniela Silvę już poznałam, więc przy następnej powieści chciałabym, żeby autor mnie bardziej zaskoczyl. Tym niemniej moja ocena to 9/10

wtorek, 22 grudnia 2015

Dziś muzycznie, dziś świątecznie

Tym razem inaczej... na ten cudowny czas, który przed nami wszystkimi podzielić chciałabym się z wami cudownym muzycznym odkryciem, życząc samych dobrych chwil w tym szczególnym okresie

https://www.youtube.com/watch?v=P8jOQUsTU9o

Coldplay towarzyszy nam od wielu lat i z nieustającą siłą wlewa nam spokój w nasze dusze. Łagodne tony i melodyjny głos otula nas niczym ciepły kocyk i rozgrzewa niczym grzane wino. Na tę zimową porę życzymy Wam jedynie takich przyjemnych doznań.

Jørn Lier Horst - Poza sezonem

Jesienna mgła spowija nadmorski krajobraz. Ove Bakkerud zamierza spędzić ostatni spokojny weekend w domku letniskowym przed końcem sezonu. Jednak, gdy przybywa na miejsce, odkrywa, że dacza została splądrowana i wywrócona do góry nogami, a w sąsiednim domku znajduje mężczyznę pobitego na śmierć.

Komisarz William Wisting widział niejedną groteskową śmierć, ale desperacja, z jaką tej jesieni spotyka się w Stavern, jest dla niego zaskoczeniem. Jakby sprawca nie miał nic do stracenia. Dlatego nie jest zbytnio zachwycony, kiedy jego córka Line wprowadza się do drewnianego domku u ujścia fiordu. Jego niepokój wzrasta, kiedy policja odkrywa wśród szkierów kolejne zmasakrowane ciała, a z nieba spadają martwe wróble.





Abstrahując od zasadności wydawania cyku o komisarzu Wistlingu w zupełnie odwrotnej kolejności niż to jest logiczne to bardzo lubię tą serie kryminalną. Może ten akurat tytuł nie będzie moim ulubionym z serii to jednak czytało mi się go - jak zawsze przy tym autorze - dobrze, bo to, co jest znakiem rozpoznawczym Horsta to dobry pomysł na akcję, dobrze dopracowane wątki poboczne, zgrabne połączenie w całość wraz z wątkami obyczajowymi.
Tak jest i w tej powieści, podczas lektury której to wielokrotnie udało się autorowi mnie zaskoczyć. 
To co najbardziej mi się podobało to włączenie wątku osobistego - okazuje się bowiem, że chłopak córki komisarza jest jednym z podejrzanych - to nurtów wydarzeń stricte kryminalnych. Oczywiście wszyscy, którzy znają inne powieści Horsta wiedzą, ze mogą spodziewać się również zaangażowania Line w całą akcje, jak to zawsze w kulminacyjnym, najmniej przez ojca oczekiwanym momencie.
Dbałość o szczegóły, dopracowanie detali, przeniesienie części akcji do Wilna spowodowało, ze książka jest dobrym pomysłem na lekturę. Pewna mroczność zagadki, pojawiające się coraz to nowe trupy powoduje, ze dla tęskniących za dreszczykiem fanów kryminału będzie idealnym rozwiązaniem.
Jedyne, co nie do końca przypadło mi do gustu to wyjątkowo pejoratywne przedstawienie imigrantów ze wschodniej Europy. Owszem według autora Polacy są lepsi od pojawiających się w powieści podejrzanych Litwinów, to duże zaskoczenie biedą i żebrakami w Wilnie do którego przybył Wisting szukać podejrzanych, powoduje, że moja sympatia do bohatera (ignoranta?) ciut zmalała.

Moja ocena 7,5/10






poniedziałek, 21 grudnia 2015

Katarzyna Tubylewicz - Rówieśniczki

Nowa powieść Katarzyny Tubylewicz opowiada o trudnej, kobiecej przyjaźni i ludzkich grach o władzę.
W opisanym przez nią świecie odbijają się istotne zagadnienia współczesności, takie jak problemy relacji między płciami, rasizm i brak tolerancji. Świetnie nakreślone, wyraziste postaci, poczucie humoru autorki i przemyślana konstrukcja powieści sprawiają, że czyta się ją jednym tchem. Pomimo tego, iż większość akcji toczy się w Sztokholmie, jest to także ironiczna opowieść o współczesnej Polsce. 

Trzy przyjaciółki z podstawówki spotykają się po latach w Sztokholmie. Joanna jest znudzoną żoną polskiego dyplomaty, który łączy w sobie cechy zastraszonego urzędnika i opętanego żądzą władzy karierowicza. Na przekór światu sztywnych konwenansów oraz źle ukrywanej ksenofobii swojego otoczenia Joanna coraz częściej odwiedza imigranckie przedmieścia. Powody jej wizyt mogą okazać się dyplomatycznym skandalem… Zofia to uciekająca przed sobą samą emigrantka, której niemal udało się zostać Szwedką. Jej obecne życie jest na pozór idealne, jednak narasta w niej poczucie obcości, a przemilczane wydarzenia z przeszłości i krzywda wyrządzona w dzieciństwie przez najlepsze przyjaciółki coraz mocniej wpływają na teraźniejszość. Sabina jest konserwatywną i przekonaną o wyższości swoich racji dziennikarką katolickiego pisma, której świat rozsypał się właśnie na kawałki z powodu wyborów życiowych jej ukochanego syna. Czy kilka dni w Sztokholmie może zmienić losy trzech kobiet? I czy ujawnienie bolesnych tajemnic z przeszłości jest lekarstwem na wszechobecną hipokryzję?

Jeżeli oczekujesz lekkiej babskiej opowieści o damskiej przyjaźni, ckliwej opowiastki o psiapsiółach ze szkolnej ławy to się zawiedziesz. Bo wbrew opisowi z okładki nie jest to lektura łatwa i jednoznaczna. trochę mnie zdziwiły liczne negatywne opinie o tej książce, bo moje o niej zdanie jest zgoła inne. 

O czym jest ta powieść? Najprościej ujmując o trudnych relacjach, o niespełnieniu, rozczarowaniach, zawiedzionych nadziejach i niemożności poradzenia sobie z własnym życiem. Każda z naszych bohaterek coś ukrywa, z czymś się boryka, skrywa jakąś tajemnice, której to nie chce powierzyć dawno niewidzianej przyjaciółce. Przyjaciółce? Czyży? Okazuje się, że dawnym znajomościom zarówno kiedyś, jak i teraz brakuje szczerości i wspaniałomyślności, wypełniają je za to nieszczerość, zazdrość i zakłamanie. Znacie to? Zapewne, dlatego uważam, że to bardzo ciekawa książka, bo pokazuje z dużym realizmem to, co często ukrywany, pokazując na zewnątrz jakich to cudownych mamy przyjaciół. 
Może główne bohaterki czasem drażnią, czy irytują swoim zachowaniem, to wole takie niż cukierkowe postacie w powieściach wielu polskich autorek. 
Wiadomo każda z bohaterek poszukuje miłości, w swoim własnym stylu stara się radzić z problemami. a zderzenie 3 tak różnych osobowości sprawia, że lektura staje się ciekawsza.

Do tego postawa Sabiny-ksenofobia, chołdowanie pseudochrześcijańskim wartościom, wykluczenie z własnej rodziny najukochańszego syna, który odważył się być innym, zderzona z otwartością szwedzkiego społeczeństwa, zwłaszcza w kontekście ostatnich zmian na naszym rodzinnym podwórku politycznym, razi szczególnie i zmusza do refleksji.

Polecam, moja ocena 8/10








wtorek, 15 grudnia 2015

Johanny Basford - Tajemny ogród dla wtajemniczonych

Trochę się wahałam, czy to pozycja dla mnie..bo w końcu malowanki to ja i owszem, ale raczej z moim dwuletnim synem niż takie zdecydowanie bardziej zaawansowane ;) i to dla mnie dorosłej kobiety. Przy tych rozważaniach i przemyśleniach spojrzałam na mój biurwar na biurku w pracy i już jakby odpowiedź leżała na wprost mnie. Gdyby nie brak kolorowych kredek i ograniczenie do czarnych i niebieskich długopisów, to byłby najlepszy dowód, ze dorosłym taka rozrywka również jest potrzebna (się należy ;)). Powiem więcej patrząc z jakim zapałem rodzice "pomagają" swoim pociechom w tym arcytrudnym zajęciu, jakim jest kolorowanie książka do kolorowania dla dorosłych to również całkiem udany pomysł na prezent gwiazdkowy :)





Znacie "Tajemny ogród"? To niezwykła książka do kolorowania, o której mówi już cały świat. Teraz powraca w wydaniu specjalnym dla kolekcjonerów – w znacznie większym formacie, na grubym, zadrukowanym jednostronnie papierze i z wyrywanymi kartkami – po to, by móc je pokolorować, oprawić i powiesić.
Ta ekskluzywna publikacja, zawierająca dwadzieścia ilustracji wybranych przez autorkę z "Tajemnego ogrodu", zachwyci kolorofanów w każdym wieku.



Tajemniczy ogród, to druga z kolorowanek dla dorosłych, z którą mam do czynienia i muszę przyznać, że pewnie na długi czas pozostanie punktem odniesienia dla kolejnych, które z pewnością ;) się pojawią. Dlaczego? Bo daje mnóstwo możliwosci, wiele obrazków do kolorowania - pięknych nawet w czerni i bieli -  ich różnorodnośc, mimo, ze powiązanych tematem wiodącym - ogrodem, sprawia, że są to kolorowanki na każdy dzień tygodnia. Tak bardzo mi się one podobają, że ciężko było mi zdecydować się, które z nich pokolorować jako pierwsze. Bardzo dobry czas na odstresowanie po ciężkim dniu... Polecam dla małych i dużych.



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Gabriela Gargaś - Droga do domu

Pięć kobiet, pięć historii, pięć marzeń do spełnienia, jedna wspólna podróż.
Ewa rozstaje się z Pawłem, mężczyzną swojego życia.
Alicji wciąż trudno pogodzić się ze śmiercią męża. Matylda obwinia siebie za wypadek samochodowy, w którym straciła najważniejszą osobę.
Antonina, starsza pani z bagażem doświadczeń i wielką pogodą ducha, postanawia odwiedzić przyjaciółkę, która mieszka nad morzem. 

Namawia ją do tego wnuczka, Majka, która za wszelką cenę pragnie wyrwać się z małego miasteczka. Wszystkie kobiety mają powód aby udać się w podróż, choćby na koniec świata. Każda z nich szuka czegoś innego, ale razem jest łatwiej stawić czoło swoim demonom. Na końcu podróży, w pięknym, słonecznym Sopocie przekonają się, że dom to szczęście i spokój duszy, nieważne w jakim miejscu się znajdujemy. A wybaczenie to jedno z najważniejszych słów. Poruszająca opowieść o tym, jak trudną sztuką czasem jest przyjęcie tego, co otrzymujemy od życia.










Jestem chyba jedną z niewielu czytelniczek, których ta powieść nie zachwyciła i którą to odłożyłabym na półkę - jedna z wielu podobnych. 

Może najpierw opowiem co mi się podobało ;) Zdecydowanie forma  i  pomysł - poznajemy 5 różnych kobiet, które to znajdują się na życiowych zakrętach i to w zasadzie jedyna rzecz, która je łączy. Ani upodobania, ani charaktery ani nawet wiek nie jest wspólnym mianownikiem. Bardziej to chęć zrobienia czegoś innego, podążanie za nutą szaleństwa i swoistego rodzaju ucieczka od kłopotów, trudnych decyzji, czy zagubienia skłania je do szalonej podróżny nad morze autem nie pierwszej już młodości...
Perspektywa wielu bohaterek, ich historie i trudności życiowe to zdecydowanie najmocniejsze strony powieści, bo każda z czytelniczek, bez względu na wiek znajdzie tutaj coś dla siebie, odszuka bohaterkę, którą darzy sympatią większa niż pozostałe i zaczyna jej kibicować. Oczywiście najwięcej sympatii wzbudza początkowo babcia Tosia, ale jak się okazuje to tylko pozory, bo każda z nich ma swoje mroczne tajemnice i decyzje, które teraz, z perspektywy czasu podjęłaby inne...

Co mnie rozczarowało?Najbardziej kiczowatość i przewidywalność zakończenia. Ckliwe uściski, wybaczanie starych grzechów, odnalezione miłości i pogodzenie z przeszłością. Brzmi znajomo?Owszem, bo wszystko to już było, tysiące razy i tym samym dobra lektura obyczajowej książki staje się tylko powielaniem schematu. A szkoda.

Moja ocena 5,5/10


czwartek, 10 grudnia 2015

Leila Meacham - Róże

Kiedy Toliverowie i Warwickowie przybyli do Teksasu, a było to w roku 1936, przywieźli ze sobą czerwone i białe róże świadczące o ich lojalności względem swoich angielskich przodków – rodów Lancasterów i Yorków. Zakładając wspólnie miasto Howbutker, rodziny uzgodniły, że, na znak panującej między nimi zgody będą w swoich ogrodach hodować obydwie odmiany róż. „Będą nam przypominać o szacunku, jaki winniśmy naszej przyjaźni, wspólnym staraniom i wysiłkom” – powiedział Jeremy Warwick do Silasa Tolivera.


Saga opisuje losy trzech pokoleń, ukazując bohaterów w czasach wojny i pokoju, w okresach wielkiego powodzenia i dotkliwych porażek, ciężkiej pracy na plantacjach bawełny, święcących triumfy i przeżywających swoje ludzkie tragedie – zawsze z różą w tle.














Może nie jestem fanką "Przeminęło z wiatrem" to jednak z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam książkę Leili Meacham. Mimo, ze na wskroś amerykańska, zarówno w warstwie obyczajowej, jak i historycznej, to zaprezentowane w bardzo przystępny sposób, tak, ze lektura okazała się wyjątkowo przyjemna.

Opisując historię głównych bohaterów do przewidzenia jest to, o czym ona będzie - o miłości wiadomo..., ale z drugiej strony ta miłość okazuje się być nieoczywista, trudna, targana watpliwościami, namiętnościami i trudnymi wyborami, których to bohaterom nie poskąpiła autorka. 
Sama historia rodzin ojców założycieli miasta ukazana w bardzo interesujący sposób - z perspektywy wielu osób, jakby oglądało się wszystko w kalejdoskopie- jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, zaskakujących decyzji i barwnych postaci sprawiając, że błaha z pozoru historia miłosna wciąga pokazując jak wiele jedna życiowa decyzja determinuje w życiu , nie tylko osoby ją podejmującej...
Parokrotnie autorce udało sie mnie zaskoczyć, zdziwić, a dodając do tego mój sprzeciw wobec postępowania głównej bohaterki - Marry, powstaje wrażenie powieści, która okazuje się nie aż tak oczywista, jakby mogło sie na początku wydawać.

Moja ocena 7,5/10

wtorek, 8 grudnia 2015

Opowiem Ci mamo, co robią samoloty; Opowiem Ci mamo, skąd się bierze miód

"Opowiem ci, mamo, co robią samoloty" Marcina Brykczyńskiego z ilustracjami Artura Nowickiego


Najnowsza pozycja w popularnej serii "Opowiem ci mamo", narysowanej z humorem przez Artura Nowickiego, tym razem pozwoli się wybrać w podniebną podróż i poznać bogaty świat odrzutowców, myśliwców, helikopterów i innych aeroplanów.
"Opowiem ci, mamo, co robią samoloty" to znakomity prezent dla dzieci w wieku od 2 do 6 lat. Książka ćwiczy spostrzegawczość, ilustracje wzbogacają rymowane zagadki Marcina Brykczyńskiego, a sztywne kartki pozwolą przetrwać wielokrotne przeglądanie.



To jest druga książka z serii Opowiem Ci mamo, którą z synem czytamy przed snem. Po przebojowym Co robią samochody, pozostając w sferze transportu i mechanicznych urządzeń przenosimy się nad nasze głowy. Myślę, że każdy chłopczyk w wieku naszego syna zafascynowany jest wszelkimi pojazdami, czy to będzie 'tit-tit', czy też 'Duuu brrr' - od koparki do szybującego po niebie samolotu wszystkie maszyny są w cenie. Z tym związany jest też sukces (przy, myślę, wzajemnej radości) książek tego typu. Samochody - rewelacja, samoloty cieszą się jednak troszeczkę mniejszym zachwytem. Pewnie to wynika z mniejszej dostępności samolotów na co dzień, albo wieku młodzieńca, któremu  samochodziki towarzyszą od dawna, a mała "dostępność" samolotów powoduje mniejszy popyt na lekturę. 
Zdecydowanie nasz syn byłby zachwycony opcją z pociągami, o którą tym samym postulujemy ;)

Książka rzeczywiście jest nieco trudniejsza, wprowadza perspektywę w trzech wymiarach, wyobraźnię przestrzenną, w tym rzutowanie (samolotów) z różnych stron (smyk nigdy nie widział samolotu od góry), większą ilość detali (wymusza większe skupienie, przy mniej rozpoznawalnych kształtach), nazwy i funkcje samolotów dotąd nieznane. Mamy balony, helikoptery, hydroplany, sterowce i poduszkowce. Ptaki, pszczoły i latające ryby. Cały ogromny nieznany świat. Niewątpliwie dla taty ten ogrom trochę go przerasta, nie nadąży z opowiadaniem o jednym, gdy jak w teledysku serwowane są już kolejne rzeczy.

Ogólnie rzecz biorąc poziom z Aut jest zachowany, obrazki ciekawe, śmieszne i pełne potencjalnych historyjek do opowiadania (Autka już w tym są nieco wyeksploatowane) jednak nie bardzo wiem jak wyjaśnić dwulatkowi czym jest Wilga i dlaczego zeskrobuje miodek... albo dlaczego samolot transportowy ma dwie pary oczu...



"Opowiem ci, mamo, skąd się bierze miód" Marcina Brykczyńskiego z ilustracjami Katarzyny Bajerowicz

Sztywne kartki (dzięki którym książka przetrwa wielokrotne przeglądanie), poręczny format, a przede wszystkim niezwykłe ilustracje Katarzyny Bajerowicz, którym towarzyszą rymowanki Marcina Brykczyńskiego – to prawdziwe dzieło sztuki!

Twoje dziecko z wypiekami na twarzy będzie oglądać ilustracje pełne licznych detali, przy okazji zdobywając wiedzę na temat życia pszczół i procesu powstawania miodu. To książka nie tylko do czytania, ale głównie do oglądania, zgadywania i opowiadania. Ćwiczy spostrzegawczość dziecka, umiejętność opowiadania, pobudza zainteresowanie światem, rozwija wiedzę na temat przyrody, ale przede wszystkim jest fantastyczną zabawą oraz sposobem na miłe i twórcze spędzenie czasu.

...a miód się bierze z...? 


na to pytanie odpowiedzi udzieli troszkę starszy smyk po lekturze książki "Opowiem Ci mamo, skąd się bierze miód". W tej części, właściwie, to w obu ksiązkach, do rysunków wiersze napisał Marcin Brykczyński. Przygodę z pszczołami młody czytelnik zaczyna wraz z pojawieniem się na drzewach puchatych baź wierzb. Później, przez całą wiosnę i lato, na kolejnych kartkach książki poznaje kolejne etapy powstawania miodu oraz wszystkich uczestników tego procesu. Przygodę z miodem kończymy jesienią, ale autor oprócz historii miodu ma dla młodych czytelników mnóstwo dodatkowych atrakcji. Z książki możemy dowiedzieć się także skąd się biorą owoce, jak w zbliżeniu wygląda pszczoła, odbyć możemy krótki kurs jak zostać pszczelarzem, by na koniec założyć ogród dla pszczół. Do tego na każdej kartce czekają na dzieci, ćwiczące spostrzegawczość, rozmaite zadania i zagadki. Książka na pewno spodoba się trochę starszym dzieciom, bo o ile historie samolotów zaciekawią już nawet dwulatka, to na historie o pszczołach i kwiatkach będzie musiał trochę zaczekać.



wtorek, 1 grudnia 2015

Małgorzata Musierowicz- Feblik

Feblik – najnowsza książka Małgorzaty Musierowicz – to ciąg dalszy bestsellerowej "Wnuczki do orzechów". Akcja przebiega w czasie tych samych kilku upalnych dni sierpniowych, a dotyczy przełomu w życiu Ignacego Grzegorza. Humor, dobra energia, radość życia i ciepło – znajome postacie i zaskakujące wydarzenia! – jednym słowem: Jeżycjada! – Tom 21!













Są takie książki, które czytam z sentymentu. To tego grona zaliczyć można niewątpliwie wszystkie tomy Jeżycjady. Chociaż, może jest to związane z wiekiem, innymi oczekiwaniami, czy bagażem doświadczeń, podchodzę do nich całkiem inaczej niż to miało miejsce kilkanaście alt temu. Teraz po prostu wiem, że wraz z lekturą czek a mnie miły wieczór, spędzony w cieple rodzinnych Borejków. i wiem, ze spodziewać mogę się mądrości ojca Borejko, ciepła Gabrysi i jej mamy... I tak się zastanawiam, czy nie chętniej sięgam po kolejne tomy serii ze względu na ta przewidywalność i gwarancję dobrze spędzonego wieczoru niż ciekawość, co teraz u nich się wydarzy...

O ile poprzednia cześć "Wnuczka do orzechów" (recenzja tutaj) mnie nie zachwyciła, to ta niezmiernie przypadła mi do gustu. Mimo początkowego sceptycyzmu i obawy powtórki z Wnuczki okazało się to powieść ta to powrót do znanych i lubianych przeze mnie historii letnich u Borejków. Tym razem autorka główną postacią uczyniła lubianego przeze mnie Ignacego Grzegorza oraz przeznaczyła dla niego momentami pogmatwaną, czy też śmieszną historię miłosna. Ale taką młodzieńczą, przyjemną, o której się czyta z sentymentem... 
Bardzo ucieszyło mnie również mnóstwo odwołań to codzienności, czy też należałoby napisać nowoczesności, w której muszą odnaleźć się starsi członkowie rodzinny, a młodsi korzystają z zyskiem dla lektury ;) - maile Idy są wprost genialne! Ale autorka nie byłaby sobą, nie przemycając w całej historii kilku mądrości...
Moja ulubiona:

"A zauważcie (...) jak media pilnie pracują nad tym, by ludzie uwierzyli, że dobrze jest być głupim, aroganckim, wulgarnym i niewykształconym. I ludzie wierzą, bo wtedy jest się po prostu kimś przeciętnym, a więc żyje się bezpiecznie."

To niewątpliwie jeden z tych tomów, do których zamierzam często wracać.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Jacek Getner - Pan Przypadek i fioletowoskórzy

To moje czwarte spotkanie z detektywem amatorem Jackiem Przypadkiem, który to amator zagadek skuteczność ma większą niż śledczy warszawskiej policji. Jednak skuteczność w rozwiązywaniu zagadek przysparza mu nie tylko zwolenników, ale również wrogów, których to jak się okazuje coraz więcej....

„Pan Przypadek i fioletowoskórzy” to czwarty tom przygód rodzimego detektywa geniusza. Tytułowy bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, ponownie musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki, tym razem z bezdomnymi zbieraczami surowców wtórnych w rolach głównych. W pierwszej ze spraw, o kryptonimie „Winetu i Old Spejs”, Jacek stara się odnaleźć zaginioną w dziwnych okolicznościach partnerkę swojego przyjaciela. W drugim ze śledztw, „Wszyscy jesteśmy winni”, detektyw musi oczyścić z zarzutów wszystkich przyznających się ochoczo do pewnego napadu i znaleźć prawdziwego sprawcę. W ostatniej zagadce, „Świentoszku”, Jacek bada komu tak naprawdę zależało na zabójstwie podfruwajki brązowonosej, .
Przy rozwiązywaniu tych spraw Przypadek wykaże się swoją powszechnie znaną umiejętnością przysparzania sobie wrogów wśród możnych tego świata. Najpotężniejszy z nich, złowrogi Klempuch, przystąpi do ataku. Jacek będzie się zmagał z kryzysem wiary w swoje słynne motto, że „ludzie są banalnie przewidywalni”.


Hmm muszę przyznać, że to chyba według mnie najsłabszy tom przygód Jacka Przypadka. dlaczego?Po pierwsze mało w tym tomie głównego bohatera. Jakoś tak zagadka się pojawia, detektyw wkracza, działa, ale skromnie, potem rach ciach zagadka rozwiązana. Ten trend zdecydowanie mi się nie podoba, bo skoro ma być to powieść o Przypadku to musi być go więcej i to zdecydowanie!
Tym razem miałam wrażenie, że mało było zagadki w tajemnicy, z którą to miał się zmierzyć nasz bohater. Mimo, ze ostatecznie Jacek wydawać by się mogło zażegnał kryzys związany ze swoim mottem i ostatecznie znów przyznał, że ludzie są banalnie przewidywalni to zabrakło mi czegoś więcej niż rozczarowania głównego bohatera, z którym zmaga się przez całą powieść, czy to swoistej gry podjazdowej, którą prowadził we wcześniejszych powieściach z podejrzanymi, czy też odniesień osobistych?

Musze przyznać też, że nie do końca za trafny uważam tytuł powieści, bo jakkolwiek z dużym przymrużeniem oka by nie patrzeć na głównych bohaterów akurat tego tomu, to tutaj jednak dla mnie to określenie bardziej ma wydźwięk pejoratywny, czy nawet nie do końca jest poprawny obyczajowo. Przymrużenie oko widoczne chociażby w poniższym cytacie:

"Wszyscy siedzieli z minami dość grobowo ponurymi i raczyli się Kwiatem Pustyni podawanym solidarnie, po jedynym wypitym łyku, w kręgu zgromadzonych. I mimo delikatnej natury jabłek dojrzewających na równinach Mazowsza, wzbogaconej o dodatki smakowe z grupy E, wzmocnionej siarczanami, złamanej średnim czasem dojrzewania, słowem głębi idealnej dla wytrawnych smakoszy potrafiących docenić kunszt winiarzy z doliny środkowej Wisły, nie potrafili z siebie wykrzesać choć odrobiny entuzjazmu"

to jednak w tytule się nie sprawdziło ;)
Pewna niekonsekwencja wkradła się również w przypadku jednej z postaci - Michrowski - właściciel skupu złomu, którego to klientelę stanowią tytułowi ;) bohaterowie, w pierwszej części kradnie pieniądze, popychając Old Spice to dramatycznych decyzji, w ostatniej historii tomu jest jednym z głównych ofiar batalii rozgrywanej przez ekologów. 

Moja ulubiona historia, to zdecydowanie ta środkowa, w której to wspomniany handlarz złomem nie bierze czynnego udziału ;), ale akurat to nie jest główny powód, dla którego akurat ja uważam za lepszą od pozostałych. Historia kamienicy, tajemnic z przeszłości, wielkich pieniędzy i jeszcze większych developerów z ochroniarzami w dresach jest w klimacie bardzo podobna do wcześniejszych zagadek, z którymi zmierzył się Jacek Przypadek i mając nadzieję na więcej takich historii w kolejnym tomie ten oceniam na 7/10.








czwartek, 26 listopada 2015

Sabina Waszut - Rozdroża i W obcym domu

Widocznie listopad to dla mnie miesiąc dobrej lektury kobiecej :) 



Tym razem było to bardzo ciekawe spotkanie z bohaterką z Górnego Śląska, a co lepsze nawet podwójnie przyjemne, bo od razu dane mi było przeczytać obie części.


Górny Śląsk, kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej. Dla młodziutkiej Sophie jedyną odskocznią od domowych obowiązków i pracy w jadłodajni są spotkania z Władkiem Zaleskim, chłopcem mieszkającym w tym samym domu. Wkrótce przelotna znajomość przeradza się w silne uczucie. Młodzi zakochują się w sobie na przekór rodzinom, którym trudno zaakceptować związek niemieckiej dziewczyny z synem śląskiego powstańca. Wydaje się, że wszystko zmierza do szczęśliwego zakończenia. 


Sophie i Władek pobierają się w maju 1939, pełni nadziei i perspektyw na lepsze i dostatniejsze życie. Wrzesień rujnuje wszystkie ich plany. Władek walczy w polskim wojsku, dostaje się do niewoli, a wkrótce zostaje wcielony do Wehrmachtu. Tymczasem Sophie kończy kurs stenotypistek i dostaje pracę w pszczyńskim urzędzie. Wyjazd z rodzinnego domu dla młodej, wchodzącej właśnie w życie kobiety nie jest łatwy, a kilkuletnia rozłąka z mężem wystawia ich uczucie na wiele prób. Sophie musi dokonywać trudnych wyborów i podejmować wiele niełatwych decyzji...


Oba tomy powieści, pomimo dość trudnego tła historycznego zauroczyły mnie tak, że nie mogłam oderwać się od lektury. Pierwszy tom to najpierw historia rodzącej się miłości dwojga bohaterów, będącej tutaj niemal preludium, do akcji, która to z młodzieńczym zauroczeniem będzie mieć niewiele wspólnego. Bo oto wybucha II wojna światowa, Władek zostaje wcielony do wojska, a Sophie zaczyna przymusowa pracę w niemieckim urzędzie. Ten dysonans będzie przewijał się przez całą powieść, bo jako Ślązak Władek dostawszy się do niewoli zostanie siłą wcielony do niemieckich sił zbrojnych. A Sophie zyska wielbiciela - niemieckiego oficera w niej zakochanego, będącego jednocześnie jej bezpośrednim przełożonym...Dysonans to także zderzenie młodości i świeżości z bolesną rzeczywistością-tutaj w wydaniu górnośląskim, tak innym, niż to, do czego przyzywczaiły nas powszechnie dostępne lektury. Widać, ze to temat bliski autorce, wzbogacony dodatkowo charakterystycznym dla regionu słownictwem. Fascynująca historia, dobrze zbudowane napięcie, dbałość o detale i niepospolity pomysł, pomimo pierwotnych obaw o schematyczność, okazało się, ze to bardzo dobra powieść, od której ciężko się oderwać.


W obcym domu to historia opowiadająca dalsze losy bohaterów Rozdroży.
Jest rok 1945, wojna dobiegła końca. Przychodzi czas oczekiwania na powracających mężczyzn. Czas gojenia ran.
Trudno jest odnaleźć się w powojennej rzeczywistości, bez względu na pochodzenie, na wyznawane zasady. Znów historia zmusza do dokonania wyborów, znów należy stanąć po którejś ze stron.

Zosia i Władek, główni bohaterowie książki, w tych pierwszych, powojennych latach, muszą odnaleźć coś jeszcze – siebie. Pobrali się w maju 1939 roku, więc nie mieli czasu na własne szczęście.
Czy uda im się walka o miłość, której tłem jest szara i niejednokrotnie smutna codzienność?
Książka porusza tematy, o których jeszcze do niedawna nie wolno było mówić: obóz na Zgodzie, wywózki górników w głąb ZSRR, to tylko niektóre z tragedii tamtych czasów.

Ale na stronach tej książki czytelnik odnajdzie również nastrój dawnego Śląska. Gwar miejskiego magla, ulice pachnące domowym obiadem i ludzką życzliwość, pomagającą przetrwać najtrudniejsze czasy.

Tutaj też historia była dla mnie przyjemną lektura nie tylko jeżeli chodzi o opowiedzianą historię obyczajową, ale również, czy może przede wszystkim o walory poznawcze - historia Górnego Śląska zaraz po wojnie, losy jej mieszkańców, w tym tych pochodzenia niemieckiego, walka o polskie obywatelstwo, a do tego zderzenie z nowym ustrojem to tylko niektóre z poruszonych przez autorkę zagadnień. wprowadzanie komunizmu na Górnym Śląsku okazało się być procesem dużo bardziej złożonym, ale tym samym wnikliwie przedstawiona sytuacja, problemy i rozterki bohaterów an tle zmieniającej się rzeczywistości dają gwarancję niezwykle ciekawej lektury.
W części obyczajowej poznajemy losy Sophie i Władka, któremu to udało się powrócić z wojennej tułaczki. Jednak wojenne wspomnienia, rodzinna przeszłość i problemy z nadaniem Sophie polskiego obywatelstwa powodują, że nie tylko ubóstwo i brak pracy są problemami, z którymi przyszło się im zmierzyć. Czy odnajdą szczęście w tak trudnym okresie? Tego już drogie czytelniczki musicie dowiedzieć się same, jedyne, co mogę napisać, że z każdą strona jest ciekawiej, ani przez moment lektura nie była nudna, co zwłaszcza w kontynuacji jest rzadko spotykane. 

To nie jest saga, czy historia rodzinna jakich wiele, to dwutomowa opowieść o wzbudzających sympatię bohaterach, którym to przyszło żyć w tak trudnych czasach. Dobrze przemyślana, z innym tłem historyczno-społecznym niż powszechnie proponowana warszawska rzeczywistość ;)

wtorek, 24 listopada 2015

Anna Klejzerowicz - List z powstania

Kiedy wciąż czujesz przeszłość za plecami, kiedy całymi latami skrada się ona za tobą jak zamaskowany zabójca – nigdy nie odnajdziesz spokoju. Możesz tylko uparcie szukać odpowiedzi, by cię ostatecznie nie dopadła... One tak właśnie zrobiły. Ale czy wygrały z przeznaczeniem? Kto odzyska, a kto straci swoje życie? Dwie kobiety, matka i córka. Kilka pokoleń, jedna zaginiona w powstaniu łączniczka. Rodzinna legenda i obsesja. Trudno uporać się z traumą przegranego powstania, trudno przejść do porządku dziennego nad tajemnicą zaginięcia młodej kobiety. Szczególnie jeśli los od czasu do czasu skutecznie o niej przypomina. Ta powieść to panorama epoki – od czasu powstania, przez okres Polski Ludowej, transformację, aż po czasy współczesne. Historia, która każe stawić czoło najbardziej nawet niewygodnym prawdom. Fascynująca powieść o tajemnicach z przeszłości i desperackim poszukiwaniu prawdy, pomimo że rozwiązanie zagadki wydaje się przekleństwem.







Jestem pod dużym wrażeniem tej powieści. Może patrząc na tytuł spodziewałam się bardziej powieści o tematyce II wojny światowej, to jednak po zakończeniu lektury muszę przyznać, że nie czuję się w żaden sposób rozczarowana. Więcej, mogę wystawić ocenę 9/10, a to przy powieściach tego wydawnictwa, które jak dotąd czytałam jest raczej rzadkością. 

Dzięki autorce poznajemy historię rodziny, w której to starsza córka - Hanna zaginęła podczas powstania warszawskiego. Jednak nigdy nie odnaleziono ani jej ciała, ani świadków jej śmierci. Tym samym Julia - młodsza siostra Hanny, postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, co się z nią stało. W swoje poszukiwania wciąga zarówno męża, jak i córkę...tym samym cała trójka niejako poświęca się poszukiwaniom i dążeniu do rozwikłania tajemnicy. 
A, że czasy, w których przyszło im żyć są specyficzne, a temat poszukiwań dla ówczesnej władzy niewygodny, to i mieszkanie zaczynają odwiedzać agencji bezpieki. Kiedy to ojciec rodziny ginie w tajemniczym wypadku akcja komplikuje się jeszcze bardziej... Więcej szczegółów zdradzać nie będę, gdyż nie chcę psuć lektury tym, którzy tej powieści nie czytali. Dodam tyle, że dalej jest tylko ciekawiej, a wraz ze zmiana ustroju wcale nie robi się łatwiej....
Po śmierci Joli pałeczkę poszukiwań przejmuje jej córka Marianna, która w młodości sceptyczna wobec obsesji matki, staje się jej godną następczynią. 
Wisienką na torcie jest samo zakończenie, które to okazuje się być całkowicie inne, od tego, czego moglibyśmy się spodziewać.

Postępowanie obu pań niewątpliwie skłania do przemyślenia, gdzie jest granica takiej obsesji i czy warto poświęcaj wszystko w imię poszukiwań prawdy, która może prowadzić do takich konsekwencji, jak w tym przypadku.

Trudne uczucia, silna determinacja, czy nawet obsesja,  i namiętność, która sprowadza tragedie - takie nagromadzenie uczuć gwarantuje bardzo dobrą lekturę. 


poniedziałek, 23 listopada 2015

Katarzyna Misiołek - Ostani dzień roku

Monika zdaje się nie mieć żadnych problemów. Jest szczęśliwą mężatką, pracuje w bibliotece uniwersyteckiej i żyje pełnią życia. A jednak któregoś mroźnego dnia, w przeddzień Nowego Roku, wychodzi z mieszkania i przepada bez wieści. Życie jej młodszej siostry Magdy zamienia się w koszmar, na przemian karmi się nadzieją lub wątpi w to, że jeszcze Monikę zobaczy. Mijają pełne rozpaczliwych poszukiwań dni, tygodnie i miesiące. Rodzina zaginionej szuka jej wszędzie: w sektach, szemranych spelunach ze striptizem, za granicą. Zgłaszają się anonimowi życzliwi, których jedyną motywacją jest szansa na wyłudzenie paru groszy. Historią młodej mężatki, która przepadła bez śladu, zaczynają się interesować media. Przy okazji na jaw wychodzą skrzętnie dotąd ukrywane rodzinne tajemnice, a cały dotychczasowy, bezpieczny świat głównej bohaterki bezpowrotnie się rozpada. Magda dowiaduje się, że kilka miesięcy przed zaginięciem siostra usiłowała popełnić samobójstwo. Słyszy też od matki, że tato nie jest biologicznym ojcem Moniki. Dziewczyna stara się być podporą dla zrozpaczonych rodziców i pogrążonego w depresji szwagra, sama jednak kompletnie traci kontrolę nad własnym życiem. Rzuca studia, zrywa z chłopakiem i włóczy się po nocach, wikłając w przypadkowe znajomości z mężczyznami, jakby chciała się ukarać za to, że jej siostrę spotkał tak okrutny los. Mija rok i półtora. Pomimo pracy kilku detektywów, pomocy jasnowidzów i starań całej rodziny po dziewczynie wciąż nie ma śladu. Ale nadzieja umiera ostatnia, a w oczekiwaniu na cud zawsze jest cień nadziei.


Mam duży problem z oceną tej książki, bo wywołała we mnie bardzo skrajne odczucia i wystawienie jednoznacznej oceny w tym przypadku jest dla mnie wyjątkowo trudne.

Może najpierw o tym, co mnie, podobnie jak pewnie wiele innych czytelniczek, urzekło.
Prawda, to coś, co przemawia od pierwszej strony powieści. Autorka nie pokusiła się, całe szczęście, o stworzenie ckliwej historii o zaginięciu, poszukiwaniu i szczęśliwym odnalezieniu. Nie jest to szablonowa opowiastka o dramacie rodzinnym, czy wielkiej miłości przerwanej tragicznym zaginięciem żony.

Jest to historia momentami do bólu prawdziwa, momentami brutalna, pozbawiająca złudzeń i pokazująca życie członków rodziny, którym to przyszło zmierzyć się z tragedią. Wielka niewiadoma, bezsilność i całe mnóstwo pytań, z którymi trzeba się zmierzyć naznaczają Magdę i jej bliskich na cąłe życie. Przeciągające się poszukiwania-bez rezultatów-cichy dramat przeżywany w domu rodzinnym, szwagier, który zupełnie nie potrafi sobie poradzić i młoda dziewczyna, której przyszło się z tym wszystkim zmierzyć. Magda, jak się okazuje jako drogę do poradzenia sobie z całą sytuacją wybiera swoisty bunt i ucieczkę w ekstremalne sytuacje i rozwiązania. Nie mnie oceniać, czy słusznie, ale sama główna bohaterka, czy raczej jej wybory mi podobały się najmniej. Często podczas lektury czułam się zirytowana, czy nawet zmęczona, nie tyle samą akcja, co zachowaniem konkretnych bohaterów.  I to zdecydowanie uważam za największy minus, chociaż to odbiór całkowicie indywidualny.
Poza tym realizm sytuacji, konstrukcja i niebanalny pomysł na historię zasługuje na uwagę. 
Sam temat niewątpliwie skłania do refleksji, co by się zrobiło w takiej a nie innej sytuacji, czy warto aż tak zmagać się z codziennością, kiedy obok rozgrywają się takie ludzkie tragedie. Do przemyślenia...

Moja ocena 7,5/10


wtorek, 17 listopada 2015

Christopher W. Gortner - Mademoiselle Chanel

Powiem szczerze, że wybór tej właśnie książki był impulsem. Bo ani nie jest fanką Mademoiselle ani autor nie był mi znany - tymczasem lektura okazała się strzałem w 10, na tyle dobrym, że ciężko mi było się od niej oderwać!
Okazuje się, ze impulsy czasem bywają dobre :)


Widzę odwieczny konflikt między skromną dziewczyną, którą kiedyś byłam, a legendą, którą celowo wykreowałam, żeby nikt nie mógł zajrzeć w moje serce. W tej opowieści postaram się w miarę możliwości trzymać prawdy, choć mity i plotki spowijają mnie w nie mniejszym stopniu niż moje słynne krepdeszyny i tweedy.
Postaram się pamiętać o tym, że mimo wszystkich swoich triumfów, mimo wszystkich błędów, które popełniłam – wciąż jestem tylko kobietą…

Kim naprawdę była Coco Chanel? Wielką wizjonerką, niemieckim szpiegiem, namiętną dziewczyną poszukującą uczucia? Teraz nareszcie może opowiedzieć własną historię. Z powieści Mademoiselle Chanel wyłania się obraz kobiety pełnej pasji, wdzięku i uroku, której sława i fortuna nie uchroniły przed złamanym sercem.

Nowa powieść C.W. Gortnera. Zanim został poczytnym pisarzem, autorem wielu powieści przetłumaczonych na ponad dwadzieścia języków, C.W. Gortner pracował w przemyśle modowym. Coco Chanel fascynowała go od zawsze. Teraz powraca do niej w swojej najnowszej książce, poszukując odpowiedzi na nurtujące go pytanie: jakie sekrety skrywała Coco Chanel?







Historię osławionej bogini świata mody dzięki autorowi poznajemy od jej dzieciństwa - tak trudnego, ale z którego to potrafiła się poniekąd wyswobodzić, tworząc punkt wyjścia czy raczej determinant dla dalszych swoich poczynań. Wychowana przez siostry w klasztorze szybko odkrywa swój talent, a co za tym idzie zdeterminowana młoda dziewczyna zaczyna zastanawiać się co może z takim talentem uczynić....A potem? Potem jest już dużo ciekawiej, bo historię Coco poznajemy przez jej pryzmat, wiemy co nią kierowało, co w danej chwili sobie myślała i jak powstawały pomysły jej kreacji - tym perfum i małej czarnej. Dzięki temu zabiegowi Gabriele Chanel przestaje być guru, czy niedoścignioną ikoną, a staje się bohaterką powieści. Kobietą targaną emocjami, często sprzecznymi, kobietę dążącą do sukcesu, ale przede wszystkim osobę, która przez całe swoje życie szukała miłości i akceptacji. Lokująca swoje uczucia w nie zawsze właściwych mężczyznach przeżywając romans za romansem wzbudzała skrajne emocje. Jednego jednak nie można było jej zarzucić- wyrazistości. Musze przyznać, ze jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści, bo autor w doskonały sposób zawarł nie wszystkim tak dobrze znaną historię takiej osobistości w powieści obyczajowej, od której nie sposób się oderwać. Historia, którą czytamy pełna jest dobrze skonstruowanych postaci, wyrazistych i barwnych, umieszczonych w doskonale przemyślanym - z najmniejszymi drobiazgami-otoczeniu właściwym dla epoki, w której rozgrywa się akcja. Aż momentami chciałoby się wraz z bohaterami znaleźć w centrum tych wydarzeń, poznać Coco, ale bardziej znaną z powieści Gortnera niż tą uchodzącą za ikonę mody.

Moja ocena 9,5/10


czwartek, 12 listopada 2015

Grégory Samak - Księga życia


Po przejściu na emeryturę Elias Ein, ostatni potomek niegdyś potężnej i znanej żydowskiej rodziny, zdziesiątkowanej przez Holocaust, przenosi się z Wiednia do Braunau nad Innem, by spędzić w tym sennym miasteczku ostatnie lata życia. Wcześnie owdowiały, bezdzietny, zgorzkniały mężczyzna ma nadzieję, że odzyska tu wewnętrzny spokój. Nadal nie przestają go jednak nękać myśli o tragicznych losach rodziny Einów, a przede wszystkim świadomość, że zawiódł własnego ojca, nie wypełniając uroczystej obietnicy, którą złożył na jego łożu śmierci: że nie pozwoli, by wyginął jego ród. 


W Braunau, położonym na granicy Austrii z Niemcami, Elias dokonuje odkrycia, które w jednej chwili odmieni jego życie, przywróci mu siły i chęć działania. Nowo nabyty dom skrywa niesamowitą tajemnicę. Bohater znajduje schody prowadzące do dużej biblioteki, gdzie jego uwagę przykuwa jedna z książek. W ten sposób odnajduje wielką Księgę Życia: rejestr, w którym Bóg zapisuje przeznaczenie każdego człowieka. Przeglądając kolejne wpisy w księdze, Elias natrafia na życiorysy swoich rodziców, przyjaciół, postaci historycznych. Szybko uświadamia sobie, że nic nie zostało przesądzone w boskim rejestrze raz na zawsze, że on sam może odmienić nie tylko własny los, lecz także losy swojej rodziny, a nawet całego swojego narodu. Nieziemska moc Księgi Życia pozwala mu nie tylko podróżować w czasie, ale także wpływać na bieg wydarzeń z przeszłości. Zawiedzie Eliasa między innymi do Berlina lat trzydziestych ubiegłego wieku i do warszawskiego getta. Dwukrotnie stanie on twarzą w twarz z samym Adolfem Hitlerem. Czy uda mu się ocalić swych bliskich? Czy możliwa jest inna wersja Historii?


Myślę, że każdy z nas często stawia sobie pytanie co by było gdyby historia potoczyła się inaczej?Nie tylko ta nasza osobista, ale również ta ogólnoświatowa. Czy była szansa na powstrzymanie Hitlera, jak wyglądałby ten świat, gdyby nie było II wojny światowej? Wielu autorów czy to książek, czy reżyserów filmów często pokusza się również o podjęcie takiego wątku i snucie swojej własnej wizji świata w wersji co by było gdyby. o ile jedne z nich są komiczne - jak choćby film Machulskiego Ambassada, inne poważniej podchodzą do tematu. Tak też jest i z powieścią " Księga życia", gdzie to autor pokusi się o obdarowanie Eliasa Flina możliwością podróży w czasie dzięki znalezionej w nowo zakupionym domu księdze życia, umożliwiającej podróż w czasie.

Musze przyznać, ze po tak dobrze zapowiadającej się historii spodziewałam się trochę więcej. Dlaczego ? Bo  po pierwsze książka rozczarowuje rozmiarem, bo to zaledwie lektura na jedno popołudnie. Do tego wprowadzając mnóstwo ciekawych postaci to wątku głównego, co super się udało, bo dzięki temu akcja dużo zyskała, to jednak losy postaci zostały włąśnie przez tą małą objętość książki okrojone, a to już spore rozczarowanie. Owszem sam wątek główny okazał się być ciekawy i zajmujący, a w pewnych momentach podkręcona akcja trzymała w napięciu, to jednak całość była dla mnie nie do końca dopracowana. 
W kontekście zmian w Europie, rodzących się ruchów skrajnych czy nacjonalistycznych i niechęci wobec imigrantów książka skłania również do zastanowienia co dalej z naszym kontynentem. Jej zakończenie skłania do refleksji, czy może należałoby dobrze się zastanowić nad politycznymi decyzjami i rozwiązaniami proponowanymi przez europejskich polityków, bo pewne scenariusze historia już przerobiła, a ich przebieg jest nam znany.


wtorek, 10 listopada 2015

Katarzyna Enerlich - Prowincja pełna złudzeń

Podobno jest to ostania książka z cyklu "Prowincja...". Byłoby to duże rozczarowanie, bo seria jest moim zdaniem wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju na polskim rynku wydawniczym. 
Z drugiej strony akurat ten tom mnie trochę rozczarował. Uważam go za najsłabszy z całej serii. 
Po lekturze mam wrażenie, ze autorka na fali niosącej całej jakże dobrze przyjętej przez czytelniczki serii postanowiła napisać kolejny tom, zapowiadając rychłe zakończenie historii Ludmiły i jej bliskich.
Tom ten, którego nawet tytuł jest odległy od tego, do czego nas przyzwyczaiła autorka, jest najkrótszy z dotychczasowych, jakby to pożegnanie było takie napisane na szybko, bo w planach mam coś nowego, lepszego?
Myślę, że czytelniczki (albo przynajmniej ja) przyzwyczajone do szybko wydawanych kolejnych tomów z chęcią poczekałyby ciut dłużej na coś tomowo grubszego, jak już ma to być pożegnanie z bohaterką.

Tym niemniej jak zawsze dzięki lekturze wracamy do tego, czym tak, jak zawsze czaruje Pani Kasia - ciepła domowego ogniska, bliskości innych, jogi, cudownych smaków. Miłości ot tak po prostu.
Myślę, ze na tym właśnie polega fenomen tej serii - na prostocie i cieple, które to nam czytelnikom zaoferowane są chociaż na kilka godzin lektury. Mnie każda czytelnicza przygoda z książkami Pani Kasi skłania do wielu przemyśleń, poszukiwania nowych smaków ( i tu jak zawsze postulować będę o książkę kucharską!) i zwrócenia się ku prostocie. Takiej prostocie, która wyróżnia się własnym ogródkiem, sobie robionymi kremami oraz mięta z miodem pitą o każdej porze roku...
Z drugiej strony wszystko to nie jest przesadnie przesłodzone i sztuczne. Ludmiła to bohaterka, która popełnia błędy,myli się, błądzi, musi się nie bez trudu zmierzyć z tym, co przygotował dla niej los. A często nie jest to droga usłana kwiatami. Przez co cala ta historia jest autentyczna i prawdziwa. Za co niezmiennie lubię autorkę i mam nadzieje, ze to jednak nie będzie ostatni tom.





Życie pełne złudzeń. Może właśnie po to czasami załamuje się w nim światło, byśmy na ekranie naszych marzeń zobaczyli tęczę?

Złudzenia bywają czasem siłą. Na tym polega niezwykłość tego świata, że w tym, co z pozoru błahe, efemeryczne i nietrwałe, znajdujemy na koniec oparcie dla następnych dni. Bohaterka kolejnego tomu powieści Katarzyny Enerlich już wie, że ma prawo do szczęścia, jak każdy z nas. Postanawia tym razem o to szczęście walczyć sama; nie zdając się już na łaskawe sploty wydarzeń. 

Wypełniona bolesnymi doświadczeniami, przekonuje się, że to, co przeżyła, jest w rezultacie jej siłą. Dzięki temu potrafi więcej rozumieć i więcej widzieć – bo po to właśnie w naszym życiu istnieją życiowe zakręty. Sztuka jogi, którą od lat uprawia, sprawia, że otwiera się na nowe życie i nowe myślenie. Horyzonty jej odczuwania poszerzają się, dzięki czemu zaczyna żyć coraz piękniej. 

Czy będzie to ostatni tom prowincjonalnej sagi zależy w dużej mierze od Was Czytelników, na razie Autorka pisze opowieść „odrębną”, choć jak zawsze związaną z jej regionem.


poniedziałek, 9 listopada 2015

Konrad Lewandowski - Ksin Sobowtór

Trafiła do mnie po (jak zwykle w takich przypadkach) zbyt długim oczekiwaniu kolejna część przygód kotołaka. Mimo długiego czekania rozczarowałem się bardzo! Zbyt szybko się kończy!

Nie znalazłem wątku spinającego obie książki. Kapitan gwardii królewskiej czyni co tylko w jego mocy, aby królestwo trwało. Niezależnie, czy to wróg wewnętrzny, spisek, duży czy mały, czy też może zagrożenie 10-milionowej armii z innego świata.

Cała powieść zaczyna się od spisku na życie króla - jedna z jego faworyt, zgodnie z zamiarami nieznanych spiskowców ma urodzić zamiast dziecka, potwora, którego zła moc ma go skłonić do zabicia swojego ojca... Oczywiście plany spiskowców bazują na celowym zafałszowaniu w księgach opisu sprowadzania takiego stwora do świata żywych. W związku z tym wyrusza na wyprawę stabilizującą wszystkie światy tego uniwersum, które nagle połączyły się przez pewien mały wypadek zbyt wielkiego maga. Niekontrolowana eksplozja magii powoduje przerwanie osnowy świata, jej zapętlenie, wymieszanie wymiarów i otwarcie przejścia do światów równoległych.

Opowieść snuta ciekawie i całkiem wartko, kiedy już Ksin dowiaduje się co ma zrobić (czyli zabić najpotężniejszego maga świata równoległego, który przebywa w stu ciałach jednocześnie, jest otoczony wielomilionową armią i wieloma mocnymi czarodziejami). Nagle zostaje jakieś 10% książki. Ale co tam, wchodzimy, zabijamy, wracamy i jeszcze mamy dość czasu na lokalny spisek.


Niestety odejmuję 1 punkt z punktacji za ten zbyt nagły i zbyt naiwny koniec - trudniej było uratować kobietę lekkiego obyczaju z podrzędnej karczmy, niż zabić imperatora. Urywam też pół punktu za tytułowego sobowtóra. Mam wrażenie, że autorowi przy pisaniu nagle zaczęło się śpieszyć oraz zabrakło pomysłu przy wyborze tytułu. Ów sobowtór to wątek tak nieznaczny, tak minimalny, że nie uważam by było warto pisać o co chodzi.
Wyszło solidne 7/10 !

Gdyby jeszcze można było odebrać punkty za to, że za krótka, że chce się jeszcze, że będę czekał na kolejny tom cyklu... Niewątpliwie książka trafia po przeczytaniu na półkę, gdzie będzie cieszyć oko i radować wspomnieniami bardzo dobrej lektury.




W spisku kryje się spisek, a w nim jeszcze jeden spisek... Skutkiem splotu intryg Ksin rozpoczyna wędrówkę przez równoległe światy. W każdym z nich odkrywa kolejne znaczenia i cele swojej misji oraz prawdy o sobie samym. Wkrótce kotołak będzie musiał stawić czoło najpotężniejszemu z dotychczasowych wrogów i nowej miłości. Na którą drogę wstąpi, gdy przyjdzie moment nieodwracalnego wyboru pomiędzy sercem a rozumem...? Podstawą "Ksina sobowtóra", tomu trzeciego sagi w nowym wydaniu, jest dawna "Wyprawa kotołaka", która zyskała obecnie misterną szkatułkową konstrukcję.

wtorek, 3 listopada 2015

Emilia Dziubak - Rok w lesie

Jeżeli natężenie i czas trwania ochów i achów mojego syna przy lekturze miało odzwierciedlać moją recenzję, to taki występ trwał czas długi ;) jako, ze ta książka króluje u nas od ponad tygodnia, nieustannie zachwycając.





Książka, jak mówi sam tytuł podzielona jest na 12 kartek-każdy poświęcony innemu miesiącowi oraz, co fajne innej porze dnia, bo w czerwcu pojawia się również opcja nocna :).
Oczywiście bohaterowie na każdej ze stron są ci sami i możemy wraz z dziećmi obserwować, co się z nimi dzieje w danym miesiącu, jak się zmieniają, rozwijają i zdobywają pożywienie.
Oczywiście, jak w przypadku każdej z takich pozycji możliwości snucia opowieści jest mnóstwo, bo pole do popisu jest przeogromne. Każde bowiem zwierzątko daje różnorakie możliwości do opowieści o jego życiu i przygodach. U nas oczywiście na razie ze względu na wiek syna opowieści te są raczej krótkie i skupiają się na jednym zwierzątku, ale tych, którzy podejdą do tematu ambitniej i poszukiwać będą interakcji też nie będą zawiedzeni.
Moim osobistym faworytem jest łoś, mój syn optuje za kretem, chociaż niedźwiedź tez bywa królem dnia.
Co jeszcze warte podkreślenia-książka zawiera mnóstwo detali, ciekawostek, które można odkrywając w nieskończoność, bo ciągle c o innego może nas zaskoczyć. Jak chociażby to, co dzieje się, gdy staw zamarza, czy jak żółwie składają jaja. A wszytko to w fajnej, łatwo dostępnej i przyjemnej formie dla maluchów. Walor poznawczy docenią zapewne starsze dzieci, ale przemyślenie całego konceptu łącznie z tym, ze wiemy o czym/o kim do zjedzenia marzą poszczególni bohaterowie oraz jego wykonanie jest jednym z lepszych wśród obrazkowych książek dla dzieci dostępnych aktualnie na rynku.

Do tego kolory-barwnie odzwierciedlające to, co dzieje się na danej stronie stanowią doskonałe uzupełnienie. Ja osobiście jestem zachwycona jesienią.

Książka zawiera również dwa bonusy - we wprowadzeniu mamy szansę poznać wszystkich bohaterów, bo towarzyszą im opisy, a na zakończenie dzieci mogą zmierzyć się z podziemnym labiryntem.

 

Polecam gorąco, moja ocena 10/10




Dziki, wilki, bażanty, niedźwiadek, mrówki, dzięcioł, lisy, borsuk, zaskrońce, żaby, łoś i wiele innych zwierzaków zamieszkuje pewien las. Jak się bawią, a jak odpoczywają? Kto śpi w dzień, a kto w nocy? Kto się z kim lubi? Kto jakie ma przysmaki? Poszukajcie odpowiedzi na kartach tej niezwykłej książki.
„Rok w lesie” zawiera dwanaście rozkładówek z kolejnymi miesiącami jednego roku. Każdy miesiąc to ten sam szczegółowo rozrysowany kadr lasu z mieszkańcami pokazanymi w innych sytuacjach, warunkach pogodowych, w innej porze dnia lub nocy. Dwie dodatkowe rozkładówki zawierają prezentację bohaterów i interaktywną zabawę.
„Rok w lesie” można oglądać godzinami. Ta niezwykła książka pobudza wyobraźnię, rozwija spostrzegawczość, zdolność logicznego myślenia, szukania związków przyczynowo-skutkowych, umiejętność opowiadania, a przede wszystkim gwarantuje świetną zabawę.

czwartek, 29 października 2015

Jodi Picoult - Świdectwo prawdy

W oborze na farmie amiszów w Pensylwanii znaleziono zwłoki noworodka. Lokalna społeczność jest w szoku -o odebranie dziecku życia zostaje oskarżona jego domniemana matka, osiemnastoletnia Katie Fisher, niezamężna dziewczyna z rodziny amiszów. Sprawę Katie przyjmuje Ellie Hathaway, adwokatka z wielkiego miasta. Po raz pierwszy w swojej karierze spotyka się z wymiarem sprawiedliwości rządzącym się innymi zasadami niż ten, który zna na wylot. Zagłębiając się w świat amiszów, musi znaleźć sposób, aby dotrzeć do swojej klientki i porozumieć się z nią w jej języku. Praca nad tą zawikłaną sprawą prowadzi ją także w głąb własnego ja, a kiedy jeszcze pojawi się w jej życiu mężczyzna z przeszłości, Ellie stanie oko w oko ze swoimi najtajniejszymi lękami i pragnieniami.


Jodi Picoult jest autorką, która niezmiennie mnie zaskakuje, przy każdej wydanej powieści. I to chyba lubię najbardziej.

Jej książki czyta się niemal jednym tchem-oczywiście jak w przypadku innych autorów zdarzają się i słabsze pozycje-wiedząc, ze zakończenie powieści będzie najlepsze, bo nie ma możliwości, żeby tym razem autorka zrezygnowała z zaskoczenia. To po prostu pewniak.

Tak był i tym razem. Wydawać by się mogło, że wszystko jasne, adwokatka broni klientkę, która jest winna, musi tylko wywalczyć dla mniej jak najłagodniejszy wyrok. Okazuje się jednak, ze nie będzie to powieść rozgrywająca się li i jedynie na sali sądowej-chociaż spragnieni amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości czytelnicy też znajdą tutaj coś dla siebie, a autorka ukazuje dużo więcej wątków i tajemnic niż początkowo można byłoby oczekiwać.
Jak zawsze mamy tutaj również całą plejadę bohaterów - dobrze dopracowanych, pojawiających się w odpowiednich momentach akcji i skłaniający często swoim postępowaniem do przemyśleń, co by było gdyby, a dlaczego...

Dodatkowo duża zaletą poznawczą tej książki jest wprowadzenie Amiszów, jako głównych bohaterów. Amisze to żyjący w Ameryce protestanci, żyjący w izolowanych wspólnotach, kierujący się w swoim życiu zbiorem niepisanych zasad - Ordnungiem. To wspólnota nie akceptująca nowoczesnych zdobyczy techniki, ubierająca się w bardzo tradycyjne stroje i praktykująca małżeństwa tych w swoim obrębie.





Wszystko to zderza autorka z brutalnym procesem sądowych, zabójstwem, które to u Amiszów się nie zdarzają, ciążą poza małżeńską i robi się ciekawie. Do tego nowoczesna pani adwokat zostaje zmuszona do zamieszkania na farmie rodziców swojej klientki, gdzie to nawet nie ma możliwości naładowania baterii do laptopa. Jesteście zaintrygowani? I tak powinno być, bo książkę czyta się bardzo dobrze, do czego serdecznie zachęcam!