poniedziałek, 30 grudnia 2013

Steve Berry - Klucz Jeffersona

Chociaż w wyniku zamachu zginęło czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych – Abraham Lincoln (1865), James Garfield (1881), William McKinley (1901) i John F. Kennedy (1963) – nikt nigdy nie podejrzewał, że zabójstwa te mogą być ze sobą powiązane.
A jeśli wszyscy oni zginęli z tego samego powodu: pewnego fragmentu Konstytucji Stanów Zjednoczonych,  który mógłby zbulwersować większość Amerykanów?

Nowe przygody słynnego agenta Departamentu Sprawiedliwości, Cottona Malone. 


Kiedy w okolicy hotelu Grand Hyatt, w samym sercu Manhattanu, dochodzi do zuchwałego zamachu na życie prezydenta Danny’ego Danielsa, Malone podejmuje próbę udaremnienia spisku. Śledztwo prowadzi do niebezpiecznej konfrontacji ze korsarską Wspólnotą, tajnym bractwem piratów, które powstało za czasów amerykańskiej rewolucji. Razem z Cassiopeią Vitt, Malone przemierza Stany i wypływa na szerokie wody oceanów. W trakcie dochodzenia łamią sekretny szyfr używany przez Thomasa Jeffersona i ujawniają tajemnicę prezydenta Andrew Jacksona – stary dokument sporządzony przez Ojców Założycieli, który dzięki klauzuli konstytucji jest wystarczająco potężny, aby zapewnić bezkarność Wspólnocie.



To aż dziwne, że tyle czasu prowadzimy bloga, a jeszcze nie znalazła się na nim recenzja ani jednej książki autora, którego książki od dawna mnie fascynują. Całe szczęście Wydawnictwo Sonia Draga sprezentowało mi przed Świętami możliwość przeczytania najnowszej książki tego autora :) A jak sie okazało Mikołaj również skorzystał i zainspirowany tą niespodzianką obdarował mnie pozostałymi - brakującymi w mojej kolekcji- książkami tego autora. W związku z tym niewątpliwie początek roku 2014 upłynie mi pod znakiem Cottona Malone :)

Muszę przyznać, że z dużym dystansem podchodzę do książek amerykańskich autorów, którzy piszą o swojej historii. Ciężko byłoby mi wymienić takich, którzy robią to na dobrym poziomie a jednocześnie bez patosu, trudnego często do zniesienia dla czytelników spoza USA.
Tym razem jest jednak inaczej. Steve Berry przedstawia nam historię, jej fragmenty, które po pierwsze nie zawsze są chwalebne, a po drugie stanowią tylko punkt wyjścia dla akcji głównej.
Do tego miałam możliwość przeczytania o faktach nieznanych mi do tej pory, takich, które niewątpliwie zaskakują, bo trudno sobie wyobrazić, ze w takim kraju jak Ameryka, ciągle tak wielka władzę, czy raczej możliwość funkcjonowania poza nią, mają korsarze, którzy pomimo upływu czasu ciągle rabują i grabią. W dodatku robią to bezkarnie, na mocy przywilejów nadanych im przed wiekami.
By to ukrócić te procedery i rozwiązać zagadkę, której klucz sięga aż do czasów Jeffersona, na pomoc prezydentowi zostaje wezwany Cotton Malone i jak zawsze u Stev'a Berrego jest mnóstwo niewiadomych, szybkie tempo akcji, mnóstwo jej zakrętów i niespodziewanych zwrotów. Do tego ciekawe odwołania do historii, które nie nudzą, a zaciekawiają czytelnika i pewne elementy powieści obyczajowej sprawiają, że nie sposób oderwać się od tej lektury.
Każda z powieści tego autora to również dla mnie podróż w świat szpiegów, tajemnic i zagadek, grata, dla tych, którzy lubią takie klimaty,
Jedyny minus jaki zauważyłam, to to, że na początku akcja może rozkręcała się ciut wolniej, niż w poprzednich książkach tego autora, no i mój ulubieniec Cotton pojawiał się w dużo mniejszej dawce, niż spragniona fanka tego oczekiwała ;) Ale autor szybko to nadrobił.
Thriller historyczny, to chyba, oprócz dobrego kryminału. mój ulubiony gatunek, a lektura każdej z powieści Stev'a Berrego tylko mnie w tym utwierdza. Jego książki to dla mnie mistrzostwo gatunku.


Moja ocena 9,5/10, ale w przypadku Steva Berrego ja po prostu nie jestem obiektywna ;)

niedziela, 29 grudnia 2013

Monika Szwaja - Matka wszystkich lalek

Na każdą z książek tej autorki czekam z ogromnym zainteresowaniem. dawno żadnej nie czytałam, więc jak udało mi się tą upolować w bibliotece moja radość byla ogromna. 


"Korrigany, małe bretońskie duszki, potrafią porządnie zamieszać w ludzkich losach. Może to jakiś korrigan postanowił zburzyć spokój Claire Autret z maleńkiej wyspy u brzegów Bretanii? 


Wysłał ją w polskie góry, aby tam spotkała dziwną i tragiczną postać Matki Wszystkich Lalek? Kazał jej przewartościować całe swoje dotychczasowe życie?

Pamiętajmy jednak, że korrigany umieją też leczyć rany i naprawić to, co same zepsuły..."


Zapowiedź mówi jednak dużo mniej o książce, niż możemy znaleźć w środku.
Akcja książki toczy się dwutorowo wokół dwóch kobiet, którym w końcu będzie dane się spotkać, chociaż początek bynajmniej tego nie zapowiada, bo zdawałoby się, że nic nie może połączyć młodej kobiety żyjącej na małej wysepce u brzegów Brytanii - Claire i Elżuni, małej dziewczynki, urodzonej przed wojną, mieszkającej na Śląsku.
 Los (autorka ;) ) chciał jednak inaczej - na skutek wielu zawirowań, niespodzianek i zmian w życiu obu z nich Clarie i Elżunia spotykają się współcześnie w malowniczej miejscowości na Dolnym Śląsku i mieszkają w jednym domu - cudownej willi Klara. Jak do tego doszło? Tego nie będę zdradzać, bo perypetie obu bohaterek są interesujące i szkoda byłoby pisać o nich więcej, bo książkę niewątpliwie przeczytać warto. Według mnie bardziej ze względu na postać i losy Elżuni. Niczego nieświadome dziecko, którego życie tak bardzo zmieniło się na skutek włączenia do niemieckiego programu Lebensborn. Polka, którą na siłę zmieniono na Niemkę w rodzinie zagorzałych nazistów, nie przyjmujących do wiadomości prawdy historycznej, dla których Polacy to okupanci a obozy koncentracyjne to wymysł propagandowy. Bardzo ciekawe ujęcie wojennej i powojennej historii - z perspektywy dziecka i młodej osoby, której pamięć o życiu w Polce zostaje z czasem wyparta a jedyna prawda jaką zna to ta, którą przedstawiali jej dziadkowie i rodzice. Czy spotkanie z opiekunką z czasów młodości pomoże Eli odnaleźć prawdę?
Przeczytajcie same - piszę do pan, bo to raczej babska lektura, chociaż nie tak powierzchowna i oczywista, jak mogłoby się wydawać.
Na tle losów Eli, od którego to wątku ciężko mi było się oderwać, losy Clarie, pomimo ciekawego punktu wyjścia są dość przewidywalne i oczywiste. w tym elemencie książka zdecydowanie traci na wartości. Moim zdaniem dużo ciekawsza byłaby to pozycja, gdyby autorka ograniczyła sie tylko do jednego wątku i go rozbudowała. Byłoby ciekawiej.
Bardzo podobało mi się również umiejscowienie -  w przeciwieństwie do większości książek autorki, gdzie akcja dzieje się nad morzem- na Dolnym Śląsku, który to miałam okazje w niewielkim stopniu poznać latem. I gdzie z pewnością wrócę, bo nie sposób nie tęsknić za jakąś tajemnicą, historią, która jest tam aż namacalna.

Moja ocena 7,5/10



niedziela, 15 grudnia 2013

Zaczytany grudzień

W naszej, a raczej głównie mojej babskiej, kolekcji przybyło trochę książek do przeczytania i zrecenzowania.


Część z nich otrzymaliśmy od wydawnictw, z którymi współpracujemy - Zwierciadła, Sonii Dragi, Instytutu Wydawniczego Erica.



Reszta to Mikołajkowe prezenty no i oczywiście przyszłościowy prezent - "Bolek i Lolek" dla naszego dwumiesięcznego synka, który swoją obecnością sprawia, że na czytanie mamy ciut mniej czasu, ale za to dużo radości w zamian :)

sobota, 7 grudnia 2013

Tadeusz Biedzki - Zabawka Boga

Autor dostaje list od dawnego przyjaciela, zakonnika z Etiopii, który trafił na ślad pamiątki sprzed dwóch tysięcy lat. Odnalezienie jej – ze względu na pierwszego właściciela – byłoby światową sensacją. Mnich prosi przyjaciela o podjęcie poszukiwań. Autor jedzie do klasztoru św. Katarzyny na Synaju, gdzie odbiera kopertę z wierszem-szyfrem. Wynika z niego, że musi przebyć trasę z Jerozolimy do Efezu. Czyni to, ale dowiaduje się niewiele. Dopiero kolejne podróże, wizyty w klasztorach Prowansji i w kościołach Lalibeli w Etiopii stwarzają mu szansę na odnalezienie historycznego skarbu. Czy ją wykorzysta?





Nigdy nie lubiłam powiedzenia "nie sądź książki po okładce", bo po czym mamy osądzać książkę, którą mamy pierwszy raz w ręku? Poza tym jak w przypadku poznawania ludzi pierwsze wrażenie czasem się sprawdza innym razem nie.
Tym razem mamy do czynienia z pięknie wyglądającą, świetnie wydaną, pełną dobrych zdjęć i do tego cudnie pachnącą ;) Dobrze, że pierwsze pozytywne wrażenie pokrywa się z moimi odczuciami po przeczytaniu książki.

Muszę przyznać, ze chyba po raz pierwszy czytałam książkę, której akcja dzieje się trójtorowo - współcześnie, w latach wczesnego chrześcijaństwa i w czasach krucjat. A do tego do wszystkie miejsc, które poznajemy z historycznego ujęcia, trafiamy później wraz z głównym bohaterem-autorem i jego żoną. Do tego podróż tą umilają nam dołączone zdjęcia z miejsc, o których mowa. Muszę przyznać, że lektura w ten sposób zyskuje na wartości, bo gotowe obrazy mamy przed oczami, wyobraźnia musi tylko dopracować trochę wersję historyczną ;)
Po lekturze muszę przyznać, że ta część akcji rozgrywająca się w czasach wczesnego chrześcijaństwa podobała mi się najbardziej. Część miejsc dane mi było już kiedyś odwiedzić, te, które poznałam dzięki podróży Jana z Maryją zapragnęłam odwiedzić, sprawdzić, poszukać tajemnicy i magii. I własnie ten element - pewnego mistycyzmu, powrotu do korzeni, poszukiwania prawdy podobał mi się w tej powieści najbardziej. Był on na tyle nienachalny, że nie czytało się tej historii jak opowieści biblijnej, tylko jak wciągająca powieść z dodatkiem religii.
Do tego tajemniczy przedmiot, którego szuka autor, okazuje się być drewnianym osiołkiem, który dla Jezusa wystrugał przed wiekami Józef - w ten sposób tytuł, który interpretowałam zupełnie inaczej, okazuje się taki prosty, ale niepozbawiony tajemniczości.
Najmniej podobała mi się część współczesna - zwłaszcza początek i koniec powieści pozostawia wiele do życzenia. Oba wydają się ciut naciągane. A zakończenie nawet nierzeczywiste. Początek mnie zaskoczył o tyle, że ciężko mi sobie wyobrazić, jak można podjąć decyzję o podroży w nieznane tylko na podstawie takiego zagadkowego listu, od osoby, której nie znało się aż tak dobrze. do tego zabrakło mi wprowadzenia, kim są autor i jego żona, nie dowiedziałam się, dlaczego taką decyzje było im łatwo podjąć, bo nie dane mi ich było poznać na początku powieści. Niestety twórczość autora nie jest mi tak dobrze znana, żeby takie wprowadzenie nie było potrzebne.

Tym niemniej pomysł i wykonanie trójdzielnej akcji, poukładanej niczym tysiące puzli, gdzie ostatecznie każdy kawałek znajduje swoje miejsce, było wyjątkowo wciągające i nowatorskie. Do tego dobrze oddane tło historyczno-obyczajowe spowodowało, ze lektura była, pomimo wspomnianych minusów, udana.
Być może jakiś reżyser pokusi się o ekranizację tej powieści? Gdyby udało się zrobić to dobrze powstałoby z pewnością coś wyjątkowego.


Moja ocena 7,5/10

wtorek, 3 grudnia 2013

Body of proof (Anatomia prawdy), czyli tak nam minęło lato

Już jakiś czas temu miałam napisać recenzje serialu, pod znakiem którego upłynęło nam tegoroczne lato. Nieprzerwanie i aż szkoda, że to tylko 3 sezony, bo już dawno nie oglądaliśmy serialu tak wciągającego.

Dr Megan Hunt (Dana Delany), która kiedyś była jednym z najlepszych neurochirurgów w kraju, po dramatycznym wypadku samochodowym musi zacząć wszystko od nowa. Podejmuje pracę lekarza sądowego. Pomimo, iż ciężko jest jej zerwać ze starymi nawykami, pomaga w odnajdywaniu prawdy i przyczyn zgonów ofiar oraz ujawnianiu kto był odpowiedzialny za ich śmierć. Do rozwiązywania zagadek kryminalnych często stosuje niekonwencjonalne metody, które nie zawsze podobają się jej przełożonym. Niestety jest gadułą i często zapomina gdzie kończy się jej praca, a gdzie zaczyna dyskretny świat policji.



Dlaczego aż tak nas wciągnęło? Po pierwsze to bardzo dobra fabuła, ciekawe wątki, dobrze skonstruowane zgadali. A do tego bardzo dobrze wplecione wątki obyczajowe z życia głównych bohaterów. Trochę polityki, dużo zbrodni, przyjaźń, miłość, konflikty i tajemnice rodzinne oraz spora dawka medycyny sądowej w wyjątkowo przystępnym wydaniu- to bardzo dobry miks serialowy.
Do tego spora dawka humoru i ironii w dobrym stylu, tak, że serial ogląda się z niekłamaną przyjemnością a wątki są na tyle interesujące, że nie można się nudzić. Ja do tej pory nie miałam często styczności z filmami, które bazują na tajemnicach medycyny sądowej, tym bardziej dla mnie sposób pracy i rozwiązywania kolejnych zbrodni był tym bardziej ciekawy, czasem nawet imponujący.
Kiedy wydawało się, że tempo serialu wyraźnie zwalnia to producenci w 3. sezonie zaskoczyli - najpierw interesującym zakończeniem drugiego, potem nowymi bohaterami już w kolejnej serii, wątkami nie ograniczającymi się do jednego odcinka, tylko łączącymi dwa lub trzy kolejne. By ostatecznie zaprowadzić widza do bardzo ciekawego finału.
Spotkałam się z opinią, że Megan to damski Dr House. Niestety Dr Housa obejrzałam może 2 odcinki, więc ciężko mi porównywać, ale myślę, że coś jest na rzeczy. Megan to irytująca, prostolinijna postać, która prawdą strzela prosto w oczy. Albo ją się kocha albo nienawidzi, podobnie jak Housa. 

No i oczywiście jeżeli chodzi o główną bohaterkę to wszystkie fanki szpilek i dobrego obuwia z przyjemnością popatrzą na imponującą kolekcję, której właścicielką jest główna bohaterka ;)




wtorek, 26 listopada 2013

Jacek Getner - Pan Przypadek i celebryci

Pan Przypadek i celebryci to druga z książek opowiadająca o przygodach rodzimego detektywa geniusza. Jej bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki. Pierwsza ze spraw nosi kryptonim "Miłość i medycyna". Opowiada o morderstwie dokonanym na planie najpopularniejszej w Polsce telenoweli pod tym właśnie tytułem. Bohaterem drugiej zagadki, "Znamiennych stanów świadomości" jest starzejący się "szołmen". Pada on ofiarą szantażysty grożącego, że ujawni kompromitujące go materiały. W "Blondynie wieczorową porą" uczestniczka wielu reality i talent show, słynna Kasiya, będzie poszukiwać swego zaginionego, nie mniej słynnego narzeczonego, Mikele. 


W rozwiązywaniu tych zagadek głównemu bohaterowi pomaga jak zwykle nieoceniona pani Irmina Bamber, która zna absolutnie wszystkich wartych znania w Warszawie. A po każdym następnym sukcesie Jacka w odkrywaniu prawdy gwałtownie wzrasta liczba jego wrogów, którzy najchętniej pozbyliby się detektywa z tego świata.


Więcej o bohaterze można się dowiedzieć z jego bloga znajdującego się pod adresem www.panprzypadek,blogspot.com





Z dużą niecierpliwością czekałam na kolejny tom przygód Jacka Przypadka, byłam ciekawa, czy autorowi uda się powtórzyć z sukcesem pomysł zastosowany w pierwszym tomie (recenzję znajdziecie tutaj). Książkę przeczytałam w jeden wieczór, więc chyba sukces udało się powtórzyć.
Dlaczego?Po pierwsze ci sami bohaterowie, których poznaliśmy w pierwszej części, po drugie te same wątki, które tutaj są kontynuowane, co jest fajnym zabiegiem, który mi zawsze urozmaica lekturę.
Takie zabiegi sprawiają, że poszczególne części, mimo osobnej akcji i wątków głównych jednak tworzą dobrze zgarną całość i kończąc lekturę już ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejny tom. Co mam nadzieję stanie się szybko, bo ja akurat za długo na kolejne części czekać nie lubię.
Oczywiście główny bohater również ten sam, co mi się zdecydowanie najbardziej podoba, bo postać Jacka Przypadka jest w tym wszystkim chyba najbardziej interesująca. Irytujący, momentami męczący, przy tym inteligentny, spostrzegawczy i błyskotliwy. I jak tu go nie lubić? Przypomina troszkę jednego z moich ulubionych bohaterów serialowych - Patricka Jane z Metalisty. Dlatego tym łatwiej było mi sobie go wyobrazić, chociaż jednocześnie zastanawiam się, jak wyglądałaby ekranizacja przygód Jacka Przypadka w polskiej wersji. 
Również tym razem każde ze zleceń, które otrzymuje detektyw to krótka osoba historia, ale sprawnie połączona z kolejną, rozpoczynająca się kilka kartek dalej.
Co jeszcze zwraca uwagę - to ciekawy sposób narracji zastosowany przez autora, przypominający mi osobiście trochę słuchowisko. Takie zabiegi zawsze umilają mi lekturę i sprawiają, że czuję się osobiście przez autora zachęcona do zagłębienia się w kolejne wątki. 
Ciekawe i zaskakujące pomysły rozwiązania spraw, z którymi przyszło się zmierzyć Przypadkowi są przysłowiową wisienka na torcie. 
Wszystko to sprawia, że ciężko zdefiniować gatunek, na który zdecydował sie autor przy pisaniu tej powieści. nie jest to klasyczny kryminał, zawiera elementy satyry, powieści obyczajowej. Cały ten miks sprawia, że książki o przygodach Jacka Przypadka są swoistym unikatem wśród książek, które do tej pory przeczytałam.
Co mi się nie podobało?Celebryci, których po lekturze trzech wątków im poświęconych, miałam po prostu dość ;) Taki swoisty gatunek -męczący dla czytelnika.

Moja ocena 8,5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi. 

niedziela, 24 listopada 2013

Katarzyna Miller - Blaski życia







Codzienność przynosi nam dziesiątki zmartwień i problemów. Trudno wyłuskać z niej drobne radości przydające życiu blask. A może to właśnie one są prawdziwym kluczem do szczęścia? Katarzyna Miller przekonuje, że warto przyjrzeć się chwilom z pozoru prostym i zwyczajnym. Delektować się z nimi i czerpać z nich prawdziwą radość oraz siłę.








O czym jest ta książka? Najprościej ujmując o radości życia...tak po prostu. O herbacie w ulubionym kubku, radości z prostych gestów, spotkań z bliskimi, wspomnień, do których się wraca, radości z chwil, które dano nam przeżyć. 

Idealna książka na jesienną chandrę, na zastanowienie się nad tym, co ważne, a ulotne, na poukładanie galopujących myśli, rozwianie wątpliwości, którą drogą iść. Takie proste zasady ubrane w historie, które mimo, że przystępne i proste, nie są infantylne. Ja nie jestem fanką ani anegdot ani krótkich historyjek, a te sprawiły, że przeczytałam książkę w półtorej godziny, tak na dobry mglisty i ponury listopadowy dzień. Dla mnie to po prostu zbiór felietonów o życiu, które nie zawsze nas rozpieszcza, ale zawsze oferuje nam coś dobrego. Czy książka nie jest zbyt cukierkowata? Otóż nie, autorka nie tworzy słodkiego obrazka, nie bombarduje złotymi radami w stylu "jakoś to będzie, zobaczysz ułoży się", ale zwraca uwagę na proste przyjemności, o których tak często zapominamy, poszukując idealnego życia.

Sam układ książki - każda historia w osobnym rozdziale o chwytliwym tytule, poprzedzonym myślą, motywem, który zapowiada, o czym będzie dana opowieść. Często ta krotka myśl wystarczy, żeby się zastanowić nad sobą, nad tym co robię, co warto zmienić...

Jedyne, co mi się nie podobało to nawiązywanie przez autorkę często do krążących w powszechnym obiegu anegdot i żartów, które mimo, że znane a zarazem pasujące do kontekstu to troszkę trącały przysłowiową myszką. Ale fanom takich żarcików z pewnością nie będzie to przeszkadzać, ja po prostu takich rzeczy nie lubię.


Moja ocena na dobry i zły dzień to 7,5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło 













poniedziałek, 18 listopada 2013

Katarzyna Gacek & Agnieszka Szczepańska - Moc i cesarzowa

"Komisarz Anna Sarnowicz zostaje wezwana na miejsce tajemniczego morderstwa. Grupa licealistów znalazła ciała kobiety i mężczyzny splecione w miłosnym uścisku. Okoliczności zbrodni są zadziwiająco podobne do sprawy, którą komisarz prowadziła przed rokiem.


Czy to możliwe, że sprawcą znów jest obdarzony ezoterycznymi zdolnościami mężczyzna, który obecnie siedzi w więzieniu? A może ktoś, wzorując się na dawnych zbrodniach, pragnie kontynuować jego dzieło? Anna będzie musiała użyć wszystkich swoich umiejętności śledczych, aby rozwiązać tę sprawę. Czy to jednak wystarczy?"




Jakiś czas temu dostałam tą książkę w prezencie od portalu Zbrodnia w biblitece. Trochę u mnie leżała ta książka zanim ją przeczytałam. Zapowiedź ezoteryzmu trochę mnie odstraszała, bo to zdecydowanie nie są klimaty mi bliskie. Z drugiej strony to nie jest moje pierwsze spotkanie z duetem Gacek & Szczepańska (tu można przeczytać recenzję), więc skuszona okładką sięgnęłam w końcu po tą pozycję.
Bardzo lubię policyjne kryminały, w zasadzie odkąd pamiętam były one moimi ulubionymi serialami. Bo tak się składa, że w większości w tym gatunku są to raczej seriale niż książki. U nas ostatnio pojawił się Miłoszewski ze swoim Szackim, ale on jest prokuratorem, a nie policjantem ;) 
dlatego tym bardziej zaciekawiła mnie okładka tej książki zapowiadająca coś, z czym do tej pory na naszym rodzimym podwórku nie miałam do czynienia.
Fajna, ciekawa okładka, lecz książki mało w książce, aż chciałoby się dodać po lekturze- chcę więcej bo było za krótko na dobry kryminał. Dla mnie może dużym naciągnięciem było wplecenie do akcji wróżki, która pomaga prowadzącej śledztwo głównej bohaterce, bo myślę, że sama policjantka również bez problemu by sobie poradziła, ale skoro zamysł autorek był właśnie taki to się nie czepiam ;)
Akcja całkiem nieźle poprowadzona, dobrze się czyta, pomysł i rozwiązanie też nie najgorszy, tylko tego wszystkiego było za mało i za krótko. Pozytywne jest również to, że autorkom udało się mnie kilka razy zaskoczyć, a sama pani komisarz Anna Sarnowicz okazuje się wyjątkowo pozytywnym, budzącym ciepłe emocje bohaterem. Może to troszkę kopiowanie Marininy w polskich realiach, ale myślę, że całkiem udane. Trochę straciłam na lekturze, bo nie czytałam pierwszych dwóch części serii Przeznaczenie, dlatego też postać głównego podejrzanego, który nie wiadomo jak popełnia swoje zbrodnie, była mi obca, bo nie znałam jego historii z poprzednich części.
Po które z chęcią sięgnę, jak tylko będę miała taką możliwość.

Moja ocena 7/10

wtorek, 1 października 2013

Michael Benoit - Tajemnica 13 apostoła

"Co ukryto przed wiernymi po śmierci Jezusa, kiedy tworzyły się podwaliny wiary chrześcijańskiej? Czy faktycznie było trzynastu, a nie dwunastu apostołów? Jaki cel mógłby przyświecać Watykanowi, by ten fakt utrzymać w tajemnicy? Na postawione pytania odpowiada inteligentny thriller Michela Benoît, w którym teraźniejszość i przeszłość splatają się w jedną logiczną intrygę. Kościelny erudyta, ojciec Andriej, wchodzi w posiadania dowodu na istnienie trzynastego apostoła. Z listu apostolskiego dowiaduje się, że Jezus był tylko prorokiem, a nie Synem Bożym. Andriej zostaje zamordowany w pociągu, w drodze do Watykanu. Jego najbliższy przyjaciel, ojciec Nil, rozpoczyna śledztwo. Odkrywa nieznany wcześniej dokument
mówiący o początkach chrześcijaństwa, o wykluczonej z Kościoła społeczności nazarejczyków, z której w VII wieku narodzi się islam. Teraz i on znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie..."










Wydawałoby się, że temat frapujący, zagadkowy, taki, który zmusza do zastanowienia się, co jest prawdą a co fikcją. Do tego zagadka dotycząca religii chrześcijańskiej w połączeniu z islamem i wątkami żydowskimi. Brzmi obiecująco? do tego akcja podzielona na to, co dzieje się współcześnie - intryga w Watykanie połączoną z elementami kryminału, zagadki i polityki, oraz szeroka płaszczyzna historyczna odwołująca się do wydarzeń z przeszłości na przestrzeni wieków, mających wpływ na to, co dzieje sie aktualnie i to, co niektórzy starają się odkryć lub ukryć...

Niestety im większe obietnica tym większe rozczarowanie w przypadku tej książki, bo cóż z tego, że intryga dobrze skonstruowana, pomysł dobry, jak akcja się po prostu ciągnie, a książka jest nudna.
Z czego to wynika?Może autor mógłby trochę więcej miejsca poświecić akcji w teraźniejszości, bardziej podkręcić napięcie, popracować nad akcją, urozmaicić ją? Wtedy byłaby to pozycja od której nie można się oderwać, tak jest tylko jedną z wielu dużo zapowiadających, a nic nie wnoszących, bo ani szczególnie nie frapuje ani nie zaciekawia.

Jest za to pewnym rozliczeniem z hierarchią kościelną. Wydaje się, że auto w tej powieści chciał wyprać wszystkie możliwe brudy, z którymi sie spotkał lub o które podejrzewa przedstawicieli wysokich urzędów w Watykanie. Jeżeli to miało na celu zaakcentować rozbieżność pomiędzy dwójką mnichów, ich życiem i możliwościami, a realiami życia w Watykanie, to chyba aż nazbyt skupił sie autor na tym, co złe i niegodziwe, rozdźwięk, jak na potrzeby tej książki jest moim zdaniem przesadzony.

Sami główni bohaterowie, czy to pozytywne czy negatywne postacie, też zbudowane są niedbale, co w efekcie sprawia, że są po prostu nijacy. Myślę, że pomimo tego, że akcja dzieje się wśród środowiska kościelnego można byłoby wprowadzić jedna bohaterkę - kobietę, co z pewnością też urozmaiciłoby lekturę. Tak mamy walkę testosteronu z testosteronem na tle WIELKIEJ tajemnicy, której na koniec autor również nie rozwiązał, a tym samym niedosyt po lekturze się powiększył. 

Podobało mi się włączenie do głównego nurtu elementów politycznych i wywiadowczych w postaci spiskujących przedstawicieli islamu i agenta Mossadu. Niestety na tle rozgrywających się wydarzeń ich udział jest stosunkowo mały, a szkoda, bo to jeden z ciekawszych wątków powieści.

Moja ocena 4/10

czwartek, 26 września 2013

Bogna Ziembicka - Droga do Różan

"Romantyczna opowieść o miłości, przyjaźni i rodzinie

Dworek w Różanach to rodzinny dom Zosi Boruckiej, która żyje tam szczęśliwie z ojcem, swoją dawną nianią Zuzanną, wśród przyjaciół. Z pasją zajmuje się kwiatowym ogrodem oraz ekologicznymi uprawami. I marzy o założeniu rodziny z Krzysztofem, którego kocha od dawna.
Jednak życie bywa przewrotne – rodzina Boruckich traci ukochane Różany. W Krakowie Zosia zaczyna nowe, zupełnie inne życie. Czy zazna jeszcze radości i szczęścia? Spełni marzenia o miłości? Czy otuchę i wsparcie da jej Krzysztof czy Eryk – przyjaciel, który nie ukrywa, że chciałby być kimś więcej?

Romantyczna opowieść o miłości, przyjaźni i rodzinie. O tym, że chcemy kochać i być kochane. O przyjemności, jaką czerpiemy z drobnych rzeczy: zapachu świeżego chleba, smaku konfitury z czereśni, feerii barw różanego ogrodu, spotkań z bliskimi. O radości życia. O szczęściu."



Z uwagi na moje, jak się okazało jakiś czas temu, pewne intelektualne ograniczenia wynikająca z ciąży oraz panująca za oknem ponura aura sprawiły, że moje zapotrzebowanie na romantyczne, łatwe i przyjemne książki gwałtownie wzrosło, bo fajnie jest czytać, może być mało wymagająco... ;)

Co można powiedzieć o tej książce?Wbrew jej objętości nie tak dużo. Na pewno jest klimatyczne - mamy stary dworek, przemierzamy wraz z bohaterami magiczny Kraków, podróżujemy z Zosią w góry. Jest miło, bo z góry wiadomo, jakie będzie zakończenie. Bo to raczej typowa babska książka, po której wielkiego odkrycia raczej nie należy się spodziewać.
Fajny zabieg to przeplatane historie z życia trzech głównych bohaterek - Zosi, Marianny i Zuzanny, umiejscowione w różnych realiach historycznych i obyczajowych. Dobrze skonstruowana mozaika.

Niestety to, co sprawiło, że lektura do tak przyjemnych, jak się spodziewałam nie należała to głupota głównej bohaterki Zosi - całkowicie zaślepionej w bezsensownym uczuciu, zachowującej się jak nastolatka a nie dorosła kobieta. Parokrotnie podczas lektury pojawiało się w mojej głowie pytanie: "Czy ona się otrząśnie, czy dalej będzie żyć mrzonkami?". Niestety mrzonki pozostały do końca książki. Nie lubię infantylnych bohaterek, lubię takie, które owszem może się gubią, ale ostatecznie wykazują się zdrowym rozsądkiem. Tutaj tego brak, przez co cała historia jest jak dla mnie nie do końca wiarygodna, trochę naciągana i bazuje na tandetnej głupocie.

Klimat klimatem, zapachy z kuchni Zuzanny nęcą i pobudzają apetyt, bohaterom się zazdrości miejsc, w których przyszło im mieszkać, ale niestety wszystko to przyćmiła mi nie do końca udana główna bohaterka. Chyba raczej nie spotkamy się już podczas lektury kolejnej części.

Moja ocena 4/10

środa, 25 września 2013

Barbara Iskra Kozińska - "Czerwone niebo nad Wołyniem" i "Maria"

"Jest to książka wartościowa z kilku względów. Jej Autorka, aczkolwiek z racji wieku nie uczestniczyła bezpośrednio w opisywanych zdarzeniach, zna je bardzo dobrze z relacji uczestniczących w nich członków swej najbliższej rodziny - ziemiańskiej rodziny Kozińskich, zamieszkałej na Kresach "od zawsze"; stąd jej wartości dokumentalne.


Są i wartości inne - humanistyczne i artystyczne. Autorka mocno podkreśla to, co łączy, a nie to, co dzieli narody polski i ukraiński. Uwidacznia się to w jej głębokim uznaniu i podziwie dla bogactwa kultury ukraińskiej - jak choćby w cytowaniu ukraińskich pieśni, opisywaniu obyczajów, szczegółów ubioru, i ukazywaniu i podkreślaniu postaw bohaterów książki"



O historii tego obszaru mówi się niewiele, oprócz tego, co przekazano nam w szkole, tego, co niewspominane jest podczas rocznic, nierzadko bolesnych, czy niewygodnych z politycznego punktu widzenia - bo w końcu jak budować wspólną Europe, kiedy tak wiele nas dzieli?

Tym bardziej z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po tą książkę  która okazała się być barwną opowieścią o życiu ziemiańskiej rodziny podczas dwudziestolecia międzywojennego i w czasie II wojny światowej. Autorka dużo więcej miejsca i uwagi poświęciła w tej opowieści czasom przed wybuchem wojny - poznajemy więc razem z nią szerokie tło historyczno -obyczajowe tych ziem. Ta nostalgiczna opowieść, powstała na podstawie wspomnień przodków autorki, przedstawia nam świat częściowo nieznany - świat  gdzie odwieczna polska tradycja zderzała się przez lata z ukraińskim patriotyzmem  czy nacjonalizmem. Obraz konfliktu poznajemy bardzo dokładnie - zwłaszcza w kontekście wołyńskich zakochanych, którym animozje narodowościowe nie pozwoliły cieszyć się szczęściem.

Jedyne co mi się nie podobało w tej historii to język, którym została napisana - coś pomiędzy pamiętnikiem, gawędą a powieścią historyczno-obyczajową. Tak jakby autorka nie potrafiła się zdecydować na którąś konkretną formę i eksperymentowała ze wszystkimi. Do tego dialogi prowadzone są w dwojaki sposób - raz standardowo, po to, żeby za moment przejść do cudzysłowu  nie wiadomo po co. bardzo mnie to męczyło podczas lektury, często musiałam ją przerywać, by trochę odpocząć od takich zabiegów stylistycznych i znów powrócić po kilku dniach, bo sama historia przedstawiona przez autorkę jest bardzo ciekawa i interesująca.

Moja ocena 4,5/10




"Dalsze losy rodziny Kozińskich, od zakończenia wojny. Przesiedlenie na tereny zachodniej Polski w Wierzbicy. Losy Kozińskich w Wierzbicy ulegają zwrotowi z chwilą powrotu Niemców, właścicieli gospodarstw, do swoich opuszczonych domów. Niemieckie rodziny przyjmują obywatelstwo Polskie i zamieszkują na powrót w swoich opuszczonych domach, już jako obywatele Polski. Równolegle z losem rodziny Kozińskich, toczy się opowieść o rodzinie Zawadzkich z Wileńszczyzny, którzy zostali przesiedleni na tereny przy granicy polsko-niemieckiej. Książka opowiada o pracy, trudnych początkach na nowym miejscu, codziennym życiu i miłości."


Ta część opowieści o losach przesiedlonych z dawnych terenów Polski Wschodniej podobała mi się dużo bardziej. To wbrew zapowiedziom na okładce zdecydowanie bardziej rzetelna historia tysięcy Kargulów i Pawlaków zmuszonych do opuszczenia własnych domów, dotychczasowego życia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa w rzeczywistości całkowicie im nieznanej, zbudowanej na lęku i obawie, że ci mieszkający po drugiej stronie granicy powrócą lada dzień i nie wiadomo co się z nimi stanie.

Historie dwóch rodzin ukazane w tej powieści wyczerpują pełen wachlarz możliwości jakie mieli przesiedleńcy w tamtym okresie. Poznajemy ich z różnych perspektyw -  punkt wyjścia to decyzja o wyprowadzce, opuszczeniu domu rodzinnego, pakowaniu i trudnych decyzjach co ze sobą zabrać a co zostawiać. O tym pisze się mało, a obraz, który przedstawiła nam autorka na podstawie wspomnień swojej rodziny jest bardzo wyczerpujący. Obrazy, z których składa się ta historia, walka o życie w nowym świecie na długo zapadną mi w pamięć.

Druga perspektywa to podróż i wielka niewiadoma  co i gdzie czeka na mieszkańców Kresów Wschodnich no i ostatecznie rozpoczęcie życia od nowa, w miejscu gdzie zatrzymał się transport i tam, gdzie udało im się znaleźć dom, czy raczej domostwo, bo dom rodzinny często musieli budować na nowo, żyjąc w obawie, że to tylko stan przejściowy.

Niestety podobnie jak i w pierwszej części narracja autorki sprawiła, może książka traci dużo podczas lektury, aczkolwiek mi trochę lepiej czytało się akurat tą część. 

Przeszkadzało mi również przedstawienie głównej bohaterki - Marii, matki autorki - w tylko pozytywnym świetle, gdzie jawi się ona jako kobieta pozbawiona wad, radząca sobie doskonale ze wszystkim i w każdej sytuacji. Na tle dramatycznych wydarzeń historii, kiedy toczy się akcja wydaje się to być aż nazbyt wyidealizowane. Owszem pozytywni bohaterowie są potrzebni, jednak przydałoby się tutaj troszkę więcej realizmu, żeby postać tak bardzo nie kontrastowała z tłem powieści.

Moja ocena 6/10


Za możliwość przeczytania obu książek dziękuję Wydawnictwu 

wtorek, 24 września 2013

Katarzyna Miller - Słone ciasteczka. 10 opowiadań erotycznych

"Ceniona i lubiana psychoterapeutka, psycholożka, poetka i felietonistka – w zupełnie nowej odsłonie!


Słone ciasteczka to zbiór pikantnych opowiadań erotycznych autorstwa Katarzyny Miller.

Znakomity portret ludzkich uczuć, pragnień i fantazji erotycznych realizowanych w stałych związkach, przelotnych romansach lub pozostających jedynie w sferze pragnień…"






Katarzyna Miller znana mi jest przede wszystkim z comiesięcznych felietonów, które bardzo lubię czytać w miesięczniku "Zwierciadło". Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie z jej prozą w wersji opowiadań erotycznych.

Po pierwsze okładka - chyba to nie do końca stylistyka, której bym oczekiwała, o ile lukrowany róż może dałoby się się radę znieść to ten obrazek niczym z tandetnego Harlequina już nie zapowiadał niczego dobrego...
Niestety jak się okazało równie rozczarowująca jest treść tej książki.
Opowiadania przede wszystkim ciężko nazwać erotycznymi. Owszem w niektórych z nich pojawiają się jakieś fantazje czy ukryte pragnienia, ale że raczej są to zapowiedzi erotyzmu niż to, czego należałoby oczekiwać po książce promowanej pod hasłem "opowiadania erotyczne". Niestety tego, czego oczekujecie nie znajdziecie w środku.
Po drugie, moim zdaniem, brak w nich budowania napięcia, są takie powiedziałabym dość nijakie, ani podczas lektury wątki się nie rozwijają ani nie ma tak charakterystycznego dla opowiadań niedosytu w lekturze, który często odczuwam przy tego rodzaju formie literackiej.
Do tego wplątanie w niektóre z opowiadań wulgaryzmów i braku wyczucia stylu powodują, że niestety lektura nie zyskuje na wartości. Samo słownictwo nie do końca jest też właściwie dobrane, momentami nawet wyjątkowo mało wyszukane.
Wszystko to po prostu mało pikantne, nieerotyczne i bardzo powierzchowneNie mam możliwości porównania tej książki z innymi, podobnymi dostępnymi na rynku, jednak muszę przyznać, ze spodziewałam się dużo więcej i w trochę lepszym stylu.


Moja ocena 3/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło.


piątek, 20 września 2013

Katarzyna Michalak - Bezdomna

"To historia, która może toczyć się obok ciebie. Zawsze warto wysłuchać historii drugiego człowieka do końca. W ten sposób można uratować komuś życie.

Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka. Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń.
Czy to wyrzut sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan? Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki – historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić. Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę?
Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?

"Bezdomna" to książka pełna dramatyzmu, skrajnych emocji, tajemnic, skomplikowanych relacji rodzinnych i niespodziewanych przyjaźni. To historia, która może toczyć się obok ciebie. To opowieść, której musisz wysłuchać do końca."

Kiedy ta książka trafiła do moich rąk radość była ogromna. Kiedy zaczęłam ją czytać emocje i euforia opadły i ta nie tylko raczej ze względu na temat, który autorka podejmuje. Po pierwsze - mimo, że książka mnie nie wciągnęła to przeczytałam ją w jeden wieczór - dla mnie była po prostu za krótka i do tego niestety za męcząca. Irytowało mnie dużo rzeczy - główne bohaterki, ich fałszywa gra - każda w swoją stronę, niby razem, ale się okłamujemy  Ok, często takie jest właśnie życie, tylko co tym chciała autorka udowodnić?
Oczywiście problem podjęty przez pisarkę jest ważki i nie należy go lekceważyć. Baby blues to temat aktualnie szeroko dyskutowany wśród mam i kobiet oczekujących z obawą swoich dzieci. Ale okazuje się, że książka oprócz zwrócenia uwagi na problem niczego nie uczy, nie pokazuje.. Chociaż może tylko głupotę bliskich Kingi. Trochę absurdalny wydaje mi się również proces leczenia, któremu poddania jest rzekomo winna zbrodni matka - raczej naciągana jest ta historia i nawet w swoim dramatyzmie nieprzerażająca dla mnie, mimo, że sama jako oczekująca na synusia mama obawiam się trochę baby bluesa ;)

Ja chyba po prostu nie lubię czytać o ludzkiej głupocie i ślepocie, a tutaj w tej krótkiej książce mam jej aż nad to. Wprawdzie skłania do refleksji - moja główna myśl była taka, że dobrze, że moi bliscy mają trochę więcej rozumu niż bohaterowie tej książki - ale nie wiem, czy będę długo pamiętać o tej lekturze.

Mam wrażenie, że Katarzyna Michalak popada w pewne skrajności w swoich powieściach - od przewidywalnych i cukierkowych, jak recenzowana przeze mnie powieść "Rok w poziomce" - do "Bezdomnej" aspirującej chyba do miana powieści ze społecznym przesłaniem. Może warto byłoby poszukać czegoś po środku?


Bo niestety wszystko to, co przeczytałam w "Bezdomnej" jest jakieś powierzchowne, płytkie i tanio dramatyczne. Odczuwam duży niesmak czytelniczy i z pewnością sporo czasu minie aż sięgnę po kolejną powieść tej autorki.

Moja ocena 3/10


niedziela, 15 września 2013

Iwona Menzel - Czas tarantul

"Vera jest młodą dziewczyną, której przyszło urodzić się w pierwszych latach minionego wieku, w prowincjonalnym miasteczku, w porządnej niemieckiej rodzinie o surowej dyscyplinie, pełna energii i radości życia, obdarzona została przez los wspaniałym głosem. Nic więc dziwnego, że gdy jako osiemnastolatka trafiła do szykownego wielkomiejskiego Berlina, do domu bogatej i światowej matki chrzestnej, poczuła się niczym bohaterka bajki o Kopciuszku. A Kopciuszek musiał jedynie spotkać swojego Księcia, a potem już tylko żyć długo i szczęśliwie. Był początek lat trzydziestych XX wieku..."


Przeczytalam już całe mnóstwo książek potyczących zarówno dwudziestolecia międzywojennego jak i II wojny światowej. Myślę, że mogę powiedzieć, że to mój ulubiony czas akcji w literaturze ;)
No może jeszcze lubię współczesność i cały zastęp szpiegowskich gadźetów w różnych powieściach szpiegowskich...
Tym niemniej moje oczekiwania - czy to książka obyczajowa, czy wojenna, czy też kryminał- są duże.
I właśnie dlatego książkaIwony Menzel wydaje mi się nijaka, momentami nawet nudna. Powieść można podzielić na dwie części - czas dochodzenia Hitlera do władzy i czasy wojjenne. I zdecydowanie ta pierwsza część jest ciekawsza, bo możemy poznać różne reakcje zwykłych obywateli na to, co aktualnie dzieje się na scenie politycznej. To zaciekawiło mnie najbardziej - jak Niemcy, zarowno ci przywiązani do tradycji, ale ci którzy upatrują w dojściu Hitlera do władzy szansy na karierę i awans dla siebie - radzili sobie w takiej sytuacji.
Do tego autorka poświęca dużo uwagi zmianom obyczajowym - emancypacji kobiet, ch walce o  równouprawnienie, jak również swobodę seksualną, a co za tym idzie skrywane często tajemnice.

Samemu okresowi II wojny śiwatowej autorka już nie poświęca aż tak dużo uwagi, wprawdzie dowiadujemy się, jak żyło się ludzion po drugiej stronie barykady, ale to wszystko wydaje się być bardzo powierzchowne.

Sama główna bohaterka to naiwna młoda panna, która przez większość powieści irytuje czytelnika, taj jakby prawdziwe życie i historia nie znajdywały m-ca w jej głowie. Najważniejsza jest ona, jej miłość, walka o zaistanieje i swoje zdanie.
Dopiero jako matka adoptowanego dziecka wzbudza bardziej pozytywne uczucia, ale jej postępowanie i motywy pozostają dla mnie ciągle jakimś nieporozumieniem.
Dużo większą sympatię wzbudzają inni bochaterowie powieści.



Niewatpliwie z plusów mogę wymienić jeszcze obraz mojego ukochanego miasta - Berlina, który przedstawiła autorka - świat teatrów, muzyki, artystów i przepych z nimi związany. 

To jednak tak naprawdę raczej na pocieszenie, bo moja ocena tej pozycji to 4,5/10


czwartek, 12 września 2013

Konkurs z Panem Przypadkiem

Jakiś czas temu recenzowałam książkę Jacka Getnera "Pan Przypadek i trzynastka".


W oczekiwaniuna kolejny tom autor zaproponował konkus, który dzięki pomocy internautow - zarowno w pierwszym etapie - przedstawienie projektu, jak i w drugim -
głosowaniu na konkretne propozycje - wyłoniona dostanie okładka kolejnego tomu.

Więcej szczegołów na stronie: www.panprzypadek.blogspot.com 


środa, 11 września 2013

M. M. Petlińska - Fundusz

"Na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych dochodzi do niespotykanych dotąd spadków, które doprowadziły do ruiny inwestorów, przedsiębiorców i gospodarkę. Piotr Mylczek, młody pracownik Ministerstwa Finansów zostaje zaangażowany do specjalnego zespołu, który ma wyjaśnić przyczyny zamieszania. Podczas pracy odkrywa, że doszło do olbrzymich manipulacji, w które mogą być zamieszane spółki notowane na GPW. Odsunięty od sprawy, postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, kto stoi za spadkami na GPW, manipulacjami szefa KNF i tajemnicą FOZZ. Nie wie, że równolegle rozgrywa się inna bitwa, która może doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej i wojny w Europie."




Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony czyta się ją bardzo dobrze, pomimo różnych zawiłości finansowych, które dla mnie były dość wymagające, bo nie są to rzeczy, na których się znam i były momenty, że rzeczywiście trzeba było porządnie się skupić. Ale jednak czytało się ją dobrze. 
Postacie, które przewijają się przez kartki powieści też dobrze skonstruowane, wyraziste i charakterystyczne, pomimo, moim zdaniem zbytniej ich liczby. 
Autorka przedstawia świat, o którym czasem czytamy w różnych tygodnikach, czy  gazetach, ale jednak jest to jakaśtam abstrakcja, tutaj, w powieści Petlińskiej wszystko to opisane jest tak realnie, że skłania do przemyśleń. Dla mnie, może trochę naciągany jest w tym wszystkim wątek potencjalnego konfliktu ogólnoeuropejskiego i w konsekwencji rozłamu UE. Według mnie to zbyt naciągana teoria. 
Podobało mi się też sprawne połączenie wątków politycznych, finansowych i obyczajowych w jedną całość. Wszystko to wzajemnie na siebie się nakłada, przenika tworząc precyzyjnie skonstruowaną intrygę, która wciąga, a kolejny jej etap jest całkowicie niespodziewany.
Zakończenie niestety w porównaniu z całością mogłoby być lepsze. 

Moja ocena 7/10

wtorek, 10 września 2013

Kevin Michael Connolly - Drugi rzut oka Jak świat się na mnie gapił

"Ludzie przyglądali się Kevinowi od zawsze. Jedni ukradkiem, inni natarczywie. Niektórzy robili mu zdjęcia.
Chłopak bez nóg, do tego śmigający na deskorolce, budził sensację.  

Wreszcie Kevin  stracił cierpliwość i zaczął fotografować tych, którzy się na niego gapią. Po zrobieniu kilkuset zdjęć stwierdził, że reakcje gapiów są zawsze takie same, niezależnie od wieku, rasy, płci.  Kupił, więc profesjonalny aparat, spakował plecak,
trzy pary zapasowych kółek do skateboardu, i pojechał w świat, podglądać gapiów spoza USA.

Z tej trwającej kilka miesięcy podróży przywiózł tysiące zdjęć – tak powstała wystawa „The Rolling Exhibition”, o której napisano: „15 krajów, 31 miast, 32 tysiące zdjęć, jedno spojrzenie”. A swoje przygody opisał w tej książce.



Kevin Michael Connolly (1985) – amerykański fotograf, absolwent University of Montana (wydział filmu i fotografii), narciarz, podróżnik. Pewnego dnia postanowił objechać świat, poznać różne kultury i ciekawych ludzi. I skutecznie to realizuje, udowadniając, że fizyczne ograniczenia nie są żadną przeszkodą. Kevin... urodził się bez nóg."





O czym jest ta książka?O życiu. Na pierwszy rzut oka wydawałaby się, że trudnym, ale tutaj Kevin przekonuje nas raczej, że z życiem pełnym wyzwań i przez to niewątpliwie bogatszym, niż można mieć wrażenie.
Nie jest to również typowa książka podróżnicza, raczej książka o konfrontacji różnych miejsc na mapie podróży autora z jego ograniczeniami i tym, z czym musiał sobie w danym mieście radzić. Tym bardziej jest to ciekawe, bo perspektywa Kevina -co widać na zdjęciach - jak dla mnie momentami jednak zbyt przerysowanymi, jeżeli chodzi o perspektywę, ale pewnie to zabieg celowy dla wzmocnienia dramatyzmu i podkreślenia jednak pewnej odrębności- jest zupełnie inna niż wszystkich tych, którzy podróżując mogą bez problemu spojrzeć nowo poznanym ludziom w oczy. Tutaj widok na wszytko jest "z dołu". Tym samym tez jego odbieranie i postrzeganie świata, który zapragnął poznać podczas swojej podróży jest zupełnie inne niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Co jeszcze zadziwia?To, że Kevin to nie jest zwykłe dziecko, czy nastolatek. Pomimo swoich oczywistych ograniczeń jego życie nie sprowadza się do jakby mogło się wydawać, czytania książek, oglądania telewizji czy siedzenia przed komputerem. Warunki, do których przez swoją chorobę został ograniczony sprawiają, że wszystko, czego spróbuje jest "bardziej" niż to, czego pragniemy my. Nie wystarcza mu jazda na wózku, czy chodzenie z protezami, swoich sił próbuje również w rożnego rodzaju sportach, nie zawsze wydawałaby się przeznaczonych dla niego. Dla mnie to zdumiewające, jakby chciał światu udowodnić, że można życie przeżyć na 200% i trzeba to wykorzystać. Pełna afirmacja.

Jedyny minus tej książki według mnie to kulejąca narracja, nie wiem czy wynika to z tego, że pisał to ktoś, dla kogo pisanie książek to nie jest główne zajęcie, czy słaba redakcja lub byc może kwestia przekładu. Na pewno można byłoby tą stronę trochę lepiej dopracować.

Tym niemniej moja ocena to 7/10

Polecam wszystkim tym, którzy kochają życie. 

poniedziałek, 9 września 2013

Arna Skula - Słodkich snów

"W tej książce rodzice znajdą wiele informacji na temat snu dziecka w wieku niemowlęcym, a przede wszystkim poznają różne sposoby na to, jak można mu pomóc spać i być szczęśliwym. Sen nie jest jednak wyizolowanym zjawiskiem, a raczej wiąże się z wieloma czynnikami w życiu dziecka, i dlatego autorka odwołuje się do tematów związanych z rozwojem dziecka, jego odżywiania, osobowości, indywidualnego rytmu rozwoju, okoliczności zewnętrznych i ogólnego dobrostanu dziecka.
W książce znajdują się specjalnie opracowane wykresy przedstawiające fazy snu i czuwania u dzieci w różnym wieku, z których rodzice mogą korzystać, by sprawdzić, jak dziecko śpi i czuwa, i czy śpi dostatecznie długo oraz tyle, ile potrzebuje, dopilnują, by okresy snu i czuwania przypadały na odpowiednie dla całej rodziny pory dnia i nocy."




W związku z naszą przygodą, rozpoczynającą całkiem nowy życiowy etap, której początek planowany jest na listopad ;-) z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po książkę o tak newralgicznym aspekcie życia maluchów. Już sama okładka jest w stanie zaczarować nie jedną aktualną, czy tak jak ja przyszłą mamę. W środu oczywiście znajdziemy dużo więcej zdjęć zmiękczających serce.
Jeżeli chodzi o zawartość - dla mnie - antyfana poradników wszelkich - bardzo przystępna forma, dużo wykresów, teksty dobrze ułożone, do tego wyszczególnione najważniejsze informacje, dużo wykresów, listów od zatroskanych mam  i profesjonalnych odpowiedzi na nie.
Ogrom ważnych informacji, praktycznych wskazówek i porad pomagają oswoić się z wyzwaniem, które czeka na nas już za kilka tygodni.
W związku z brakiem doświadczenia w tej materii, nie jestem w stanie skonfrontować tych wskazówek z rzeczywistością, jednak wydaje się, że porady są praktyczne i rozsądne. Cieszę się, że dane mi było przeczytać tą książkę, tym samym moje przerażenie jest ciut mniejsze.

Moja ocena 8,5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu


sobota, 24 sierpnia 2013

Philipp Vandenberg - Cienie purpury

"Alexander Brodka, wzięty fotograf pracujący dla najbardziej poczytnych magazynów mody, dowiaduje się, że nagła śmierć jego matki nie nastąpiła w sposób naturalny. Kiedy załatwia w Monachium sprawy spadkowe, ze zdumieniem odkrywa też, że matka nie tylko dysponowała sporym majątkiem, który zgromadziła z poparciem wpływowego, wysoko stojącego w hierarchii kościelnej duchownego, lecz jeszcze do tego znała pewne niebezpieczne tajemnice. Tajemnice, które prawdopodobnie były przyczyną jej śmierci.

Próbując wspólnie z przyjaciółką, Juliette Colins, właścicielką galerii sztuki, rozwiązać zagadkę śmierci matki, Brodka trafia na ślad potężnej organizacji działającej za murami Watykanu i prowadzącej na szeroką skalę swoje ciemne interesy. Wpadając na ich trop Brodka i Colins wydają na siebie wyrok śmierci. Ich życie nie ma od tego momentu żadnej wartości, gdyż purpurowe cienie przywódców watykańskiej mafii są wszechobecne i sięgają bardzo daleko"



Jest to już kolejna książka tego autora, którą dane mi było przeczytać. Z przykrością muszę stwierdzić, że najgorsza z dotychczasowych. Już samo umiejscowienie tajemnicy - za murami Watykanu jest dość szablonowa, bo wydaje się, że spora rzesza autorów właśnie tam upatruje siedliska tajemnic wszelkich. Do tego przedstawienie papieża jako marionetki, służącej tylko udzielaniu błogosławieństw, w rękach prawdziwych graczy jest jak dla mnie kiepskim pomysłem, bo w przypadku akcji tej książki dość naciąganym. Zwłaszcza, kiedy zna się już koniec powieści. Akcja jest dość przewidywalna, toczy się w bardzo powolnym tempie, ciężko wskazać punkty zwrotne. 
Do tego wątek obyczajowy - ckliwy i wręcz tandetny momentami. Tak jakby autor na siłę chciał dołączyć coś jeszcze do głównego wątku. Tu dołączył bardzo kiepsko napisany romans - ani to ciekawe ani lektura książki na tym nie zyskuje.
Najkrócej ujmując książka jest po prostu nudna i szkoda na nią czasu.
Moja ocena 5/10 ze względu na sentyment do autora ;)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Zygmunt Miłoszewski - Bezcenny

"1946. Do Polski powracają zrabowane dzieła sztuki z "Damą z gronostajem" Leonarda da Vinci na czele. Brakuje "Portretu Młodzieńca" Rafaela Santi, który od tej pory pozostaje najcenniejszym zaginionym na świecie dziełem sztuki i symbolem grabieży dokonanych w czasie II wojny światowej. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie od ponad sześćdziesięciu lat na Rafaela czeka pusta rama.

Współcześnie. Doktor Zofia Lorentz, historyk sztuki i urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, próbująca sprawić, aby do Polski wróciło choć kilka z ponad 60 000 zaginionych dzieł, zostaje wezwana do kancelarii premiera. Sprawa jest pilna i ściśle tajna. Arcydzieło Rafaela zostało w końcu namierzone, a ona musi odzyskać je dla Polski. Legalna droga nie wchodzi w grę. Jedynym możliwym sposobem jest kradzież. Zofia podejmuje się zadania. Do jej zespołu dołączają cyniczny młody marszand, świeżo emerytowany oficer służb specjalnych i legendarna szwedzka złodziejka, specjalnie w tym celu wyciągnięta z więzienia."


Bardzo byłam ciekawa, jak autor powieści "Uwikłanie" poradzi sobie z całkiem innym tematem - intrygą powiązaną z historią, światem dzieł sztuki i zakulisowych rozgrywek wśród ich entuzjastów.
I powiem szczerze - zdziwiło mnie wiele niepochlebnych recenzji, które przeczytałam całe szczęście dopiero po lekturze tej książki.
Oczywiście jeżeli ktoś oczekiwał polskiego Dana Browna to mógł się ciut przeliczyć czytając zachęcający opis: "Bezcenny" to międzynarodowy thriller łączący najlepsze cechy prozy Dana Browna, Arturo Perez-Reverte i Umberto Eco".

Moim zdaniem to po prostu dobrze napisany kryminał, który wciąga, akcja zmienia się szybko, jest wartka, a autorowi udaje się często zaskoczyć przeciwnika. Do tego bardzo dobrze skonstruowane główne postacie, których sekrety poznajemy wraz z rozkręcaniem się akcji, co dodatkowo wzbogaca lekturę. No i tema, który tak naprawdę zawsze mnie ciekawił, zwłaszcza po ostatnim pobycie na Dolnym Śląsku, gdzie swoją drogą tą książkę czytałam. Tajemnice końca II wojny światowej zawsze mnie fascynowały - ukryte skarby, tajemnicze tunele służące tajnym projektom... wszystko to, co oglądałam podczas naszej wycieczki nakręciło mnie jeszcze bardziej, a sama lektura była po prostu wisienką na torcie.
Nie mogę również nie dodać, że podobnie jak sam autor jestem niepoprawnym fanem Pana Samochodzika, więc pewne odwołania czy aluzje do jego przygód w książce Miłoszewskiego przywołały pewien sentyment lektur przeczytanych przeze mnie dano temu i bohatera będącego pierwszym poszukiwaczem prawdy , z którym dane mi było się spotkać.
Oczywiście Miłoszewski nie byłby sobą, gdyby nie odwołał się do realiów Polski współczesnej - scena spotkania z premierem, podczas której uczestnicy są  bez butów trąca humorem z przymrużeniem oka, jednak pozostałe karzą zastanowić się czytelnikowi, czy wprowadzenie tych postaci jest celowe i jak naprawdę wygląda poszukiwanie skarbów kultury polskiej utraconych podczas zawirowań historycznych.

Dwie rzeczy które mi przeszkadzały podczas lektury to brak konsekwencji przy wprowadzeniu bohaterki, która podobno zna język polski tylko z grypsu więziennego, który jest dość specyficzny. Tymczasem ta sama bohaterka kilkanaście stron dalej posługuje się nienaganną polszczyzną. To błąd, który raczej nie przystoi takiemu autorowi. Miejmy nadzieje, że zostanie to zmienione podczas kolejnych wydań, czy tez przed ekranizacją.
No i błędy drukarskie, brak liter, opuszczone linie to chyba jak dla takiego wydawnictwa błąd raczej karygodny niż przeoczenie.

Moja ocena to 8,5/10



wtorek, 20 sierpnia 2013

Konrad T. Lewandowski - Śląskie dziękczynienie

"Jest druga połowa listopada 1929 roku, do Polski docierają pierwsze skutki Wielkiego Kryzysu. Jerzy Drwęcki na prośbę pułkownika Wieniawy-Długoszowskiego ma przekonać Wojciecha Korfantego do zawarcia ugody z rządem. Oficjalnym powodem przyjazdu nadkomisarza do Katowic są wykłady kryminalistyki dla podoficerów Policji Województwa Śląskiego. Przypadkowa z pozoru banalna sprawa, którą Drwęcki zamierzał wykorzystać do celów dydaktycznych, okazuje się mieć kluczowe znaczenie dla jego misji. Polityka, gangsterskie interesy i porachunki splatają się w iście gordyjski węzeł."




Nie lubię kryminałów retro, nigdy nie byłam szczególnym entuzjastą książek chociażby Krajewskiego, bo też nigdy nie znalazłam takiej pozycji, która by mnie zachwyciła. Dość sceptycznie podeszłam również i do tej książki, zwłaszcza, że ten obszar Śląska nie jest mi zupełnie znany zarówno historycznie jak i kulturowo. Tymczasem okazało się, że książka mnie wciągnęła, mimo, że się tego nie spodziewałam po kryminale retro, w dodatku z elementami politycznych zagrywek.
Dobrze skonstruowana akcja, ciekawie przedstawione realia Dolnego Śląska, wraz z jego historią okresu po pierwszej wojnie światowej - dla mnie o tyle ciekawsze, że wcześniej nie miałam okazji czytać o losach tego obszaru. Tu podane było to w sposób przystępny i dobrze wplecione w fabułę całej powieści.
Sama intryga jak się okazuje też dobrze skonstruowana, z fajnym zakończeniem.
Do tego postać głównego bohatera - Jerzego Drwęckiego - wyrazista, ale jednocześnie ludzka na tle rzeczywistości tak odbiegającej od tej, w której pracuje na co dzień spowodowały, że lektura wciągnęła mnie na całe popołudnie i aż żal było tak szybko ją zakończyć.
Do tego cała plejada barwnych postaci - zarówno historycznych jak Wojciech Korfanty jak i tych wymyślonych przez autora spowodowała, że zaczęłam się przekonywać do lektury tego gatunku ;)
Z pewnością sięgnę po kolejne powieści tego autora, których bohaterem jest nadkomisarz Drwęcki.


Moja ocena 8,5/10