piątek, 19 sierpnia 2016

Marta Galewska-Kustra - Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych

Jako, ze u nas nauka mówienia nie osiągnęła zakładanego -przez rodziców- tempa i okazało się być trudnej niż można się było spodziewać z dużym zainteresowaniem i nadzieją sięgnęłam po propozycję dla dzieci będących na własnie takim etapie, jak mój syn.

Zwłaszcza, ze ta seria wydawnicza Naszej Księgarni moim zdaniem należy do typu edukacyjna z pomysłem, co w przypadku pracy z dziećmi sprawdza się najlepiej.
Pucio to sympatyczny chłopczyk, którego przygody autorka ukazała w różnych okolicznościach i sytuacjach na kilkunastu sztywnych kartkach. Oprócz chłopca poznajemy też jego rodzinę, którzy wraz z nim przezywają codzienne przygody. To co mi się podoba, to fakt, że wszystkie te sytuacje i wydarzenia są autentyczne, umiejscowione w codzienności, z która styka się dziecko. Co fajnie przekłada się również poza książkę- można z użyciem poznawanych właśnie przez dziecko nowych sylab i wyrazów dźwiękonaśladowczych odgrywać te same zdarzenia w realu. Każda ze stron podzielona jest na historyjki, do której dołożone są dymki z sylabami i wyrazami, które również znajdują się pod głównym obrazkiem. dzięki temu dziecko łatwiej kojarzy i zaznajamia się z literami.
Co ważne we wprowadzeniu autorka przygotowała zestaw rad i wskazówek dla rodziców- na co zwracać uwagę i czego unikać- m.in. tak powszechnego polecenia "powtórz"...
Nieoceniona pomoc dla rodziców maluchów, które zaczynają mówić. 



Mi tylko chyba nie do końca pasują wizualnie te czerwone nosy bohaterów ;) 


Poznajcie Pucia i jego wesołą rodzinkę! Ten sympatyczny maluch stanie się ulubionym towarzyszem Waszego dziecka w stawianiu pierwszych kroków w nauce mowy!
Pierwsza część przygód Pucia przeznaczona jest dla dzieci najmłodszych oraz tych nieco starszych z opóźnionym rozwojem mowy. Koncentruje się przede wszystkim na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych i samogłoskach, które są używane już przez roczne dziecko. Celowo prosta w formie i wzbogacona pięknymi ilustracjami, zachęcającymi do nazywania obiektów i powtarzania dźwięków, w naturalny sposób wspiera rozwój mowy dziecka. Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych to czwarta po Wierszykach ćwiczących języki, Z muchą na luzie ćwiczymy buzie oraz Zeszytowym treningu mowy książka z bestsellerowej serii Uczę się: mówić, wymawiać, opowiadać.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak - Ty jesteś moje imię

Trwa wojna, zniewoleni mieszkańcy Warszawy
żyją w cieniu łapanek i ulicznych egzekucji.
Gruzy pozostałe po kampanii wrześniowej,
wszechobecne cierpienie i strach
to nie najlepsza sceneria dla miłości.

Jednak właśnie wtedy krzyżują się drogi
Basi i Krzysztofa.

Dziewiętnastoletnia dziewczyna i piękny poeta.
Trochę nieśmiali, odrobinę zagubieni, bardzo zakochani.
Ponad czarną otchłanią okupacji,
w czasach najtrudniejszych wyborów,
rozkwita niezwykła miłość, biała magia.








Jestem zauroczona tą książką. Krzysztof Baczyński to mój ulubiony poeta z czasów licealnych, miło było po latach powrócić do jego historii, tym razem widzianej z perspektywy miłości do kobiety. Historii pięknej, mimo, że z tragicznym finałem.
Bo ta książka przede wszystkim jest piękna, klimatyczna i cudowna. To taka powieść i historia po której ma się ciarki i chłonie się każdą stronę. Może jestem nieobiektywna, bo przemawia przeze mnie pewien sentymentalizm w stosunku do bohatera, ale biała magia mnie urzekła.

Owszem historia typowo wojenna - z jej brutalnymi epizodami, łapankami, śmiercią najbliższych i dramatyzmem wojny to raczej nie jest lekka opowieść. Ale na tle uczucia, które odgrywa tutaj kluczową rolę  sanowi ona dodatek. Nie jest to jednak cukierkowa historia, abstrahując od wiadomego zakończenia, to również opowieść o Krzysztofie poecie, jego twórczości, wierszach, oponentach i talencie. To również historia rodzinna o niełatwych relacjach synowa - teściowa, to historia walki o dziecko w tak trudnych warunkach. 

Autorka zaproponowała cały wachlarz emocji, historii i wątków, wszystko, czego dotknęła literackim piórem nie jest jednocześnie powierzchowna i płytkie, raczej wyważone i w sam raz. Całość urzekająca. Polecam, pozostając pod ogromnym wrażeniem.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Ilona Łepkowska - Pani mnie z kimś pomyliła

Życie Joanny nie rozpieszcza. Samotnie wychowuje nastoletnią córkę i co miesiąc sprawdzając stan swojego konta, obawia się, że znowu nie będzie miała z czego opłacić rachunków. Nie chce zawieść swojej córki, której obiecała wyjazd na kurs językowy w Londynie, więc przyjmuje dobrze płatne zlecenie jako tłumaczka na planie nowego programu telewizyjnego. Wkrótce nieoczekiwanie i trochę wbrew sobie staje się gwiazdą telewizji. 

Paradoksalnie świat show-biznesu kompletnie nie interesuje Joanny. Nie śledzi portali plotkarskich, nie jest dla niej ważne kto wywołał jaki skandal i czy występuje w reklamie. Jest ostatnią osobą, która mogłaby marzyć, by być bohaterką pierwszych stron tabloidów. I przewrotnie to właśnie Joanna sięga samego szczytu sławy, staje się celebrytką i otrzymuje szansę, by przekonać się, jak wygląda życie w luksusie. Czy uda jej się nie zatracić siebie wśród kolejnych sukcesów i być szczęśliwą? 


Popularność mniej lub bardziej plotkarskich gazet i czasopism skłania do wysunięcia wniosku, że większość naszego społeczeństwa żywo zainteresowana jest jak to jest być gwiazdą czy celebrytą. Kulisy prawdziwego życia osób popularnych postanowiła odkryć przed nami w swojej pierwszej powieści znana scenarzystka polskich serialów obyczajowych Ilona Łepkowska.

Główna bohaterka, to kobieta jakich tysiące - pracująca dorywczo jako tłumaczka, matka nastoletniej córki z byłym mężem nie płacącym alimentów. Jej życie całkowicie się odmienia, kiedy to dostaje zlecenie na tłumaczenie na planie programu telewizyjnego. Niespodzianek nie koniec bo dość nieoczekiwanie zostaje również gwiazdą tego programu. Z dnia na dzień staje się rozpoznawalna, jej twarz widać na okładkach gazet i w programach śniadaniowych. Problemy finansowe znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pojawiają się jednak nowe, bo jak się okazuje łatwowierność Joanny, jej podejście do życia i wiara w prawdę i uczciwość ludzką nijak nie przystają do nowych warunków jej życia. Warunków, w których trudno szukać prawdy i autentyczności, a jedynym wyznacznikiem jest większa klikalność. Wraz z każdą przeczytaną stroną okazuje się, że oprócz pieniędzy świat gwiazd nie oferuje nic wartościowego, zanim jednak Joanna to zrozumie będzie dużo za późno. Do pewnego momentu postawa Joanny nie zaskakuje, bo myślę, że wielu zwykłych ludzi, gdyby znalazło się w takiej sytuacji też nie widziałoby jak się odnaleźć, niestety w pewnym momencie miałam ciut dość jej naiwności i łatwowierności. To w zasadzie jedyny mój zarzut, bo całość czyta się bardzo dobrze. Do tego skłania do wielu przemyśleń i refleksji nad tym, co w życiu ważne. Pogoń za sławą, pieniędzmi wyzwalają w ludziach bardzo prymitywne instynkty, świat celebrytów jak się okazuje to świat układów i manipulacji, większych strat a nie korzyści, a głównym beneficjentem okazują się być poradnie psychologów i psychaitrów oferujących celebrytom namiastkę normalnego życia. Brutalne i prawdziwe.

Oczywiście obok gorzkich refleksji autorka przewiduje szczęśliwe zakończenie, które jest uwieńczeniem naprawdę dobrej powieści obyczajowej. Gratulacje dla autorki.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Czarna seria - Viveca Sten W zamkniętym kręgu i Anders de la Motte Szczątki pamięci

Ostatnio przeczytałam dwa kolejne kryminały z Czarnej serii. Muszę przyznać, że co do niej mam dość mieszane uczucia, bo owszem zrażają się ciekawe pozycje, jednak uważam, ze dużo z nich wydawanych jest na fali popularności skandynawskich twórców, nie zawsze godnych polecenia. Dlatego mimo wszystko dużo wydanych z tej serii pozycji ciągle wolę pożyczyć/wypożyczyć niż kupić, bo warto mieć i wrócić.


Viveca Sten - W zamkniętym kręgu

Jest słoneczny, lipcowy dzień. W powietrzu czuć ekscytację, na morzu w okolicach Sandhamn aż roi się od jachtów. Wszyscy chcą zobaczyć start Gotland Runt, największych morskich regat północnej Europy.

Płynący na czele jacht, nagle traci kurs… Kapitana zastrzelono na otwartym morzu. Inspektor policji kryminalnej Thomas Andreasson, który również znajduje się wśród widzów, natychmiast zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.

Ofiarą jest Oscar Juliander, adwokat, wiceprezes Szwedzkiego Królewskiego Klubu Jachtowego i szanowany ojciec rodziny. Wkrótce okazuje się, że za idealnym wizerunkiem Juliandera kryją się tajemnice i kłamstwa, i nic nie jest takie, jakie się wydaje.

I wtedy zamordowany zostaje kolejny członek klubu jachtowego…

Zapowiada się ciekawie, bo mamy do czynienia z precyzyjnym morderstwem, zaplanowanym co do sekundy - albowiem strzał pada dokładnie w momencie wystrzału rozpoczynającego wyścig... i w zasadzie cała precyzja i detaliczność powieści na tym się kończą. Później oprócz drugiego morderstwa, które trudno prowadzącym śledztwo połączyć z pierwszym, jest po prostu nudno. Śledztwo się toczy - ospale, śledczy ciągle kogoś przesłuchują, ale nic z tego nie wynika. Jak tak w okolicach 3/4 powieści wiedziałam kto zabił... Do tego główny śledczy uwikłany w dziwny romans przez większość czasu próbuje jakoś albo się z niego wykręcić, albo bardziej zaangażować, bo w sumie sam nie wie, co lepsze.
Całość niestety wypada wyjątkowo słabo.

Całe szczęście, drugi przeczytany przeze mnie kryminał okazał się być zdecydowanie lepszy:

Anders de la Motte - Szczątki pamięci

Oszust poszukujący prawdy.
Minister, który może stracić wszystko.
Oficer policji David Sarac odpowiada za kontakty z informatorami. Do jego zadań należą rekrutacja i opieka nad tajnymi źródłami informacji. Na co dzień ucieka się do manipulacji, łapówkarstwa i zastraszania. Dopóki osiąga wyniki, nikt nie zadaje mu pytań. Pewnego dnia wszystko się jednak zmienia… 
Kiedy w wypadku samochodowym traci pamięć, a wraz z nią kontrolę nad rozbudowaną siatką oszustw i kłamstw, staje się łatwym celem dla wszystkich, którzy chcą zyskać dostęp do jego tajemnic. 
Aby ochronić siebie i swoje kontakty, musi odnowić znajomość z bardzo niebezpiecznym człowiekiem. Okazuje się, że wiele osób, działających po obu stronach prawa, jest gotowych, nawet za cenę życia, poznać prawdziwą tożsamość przestępcy…


Pomimo dość ciężkawego i słabo rozkręcającego się początku książka ta okazała się być dobrym thrillerem, którego rozwiązanie całkowicie zaskakuje i w związku z tym, ze jest to pierwsza książka z serii skłania do sięgnięcia po kolejne tomy. 

David Sarac to policjant, który po wypadku budzi się w szpitalu nie pamiętając, co wydarzyło się w jego życiu w ciągu ostatnich dwóch lat, jest to o tyle problematyczne, że był on prowadzącym głównego informatora, dzięki któremu udało się policji ująć wielu przestępców i udaremnić mnóstwo kluczowych akcji. Jak nietrudno się domyśleć, wiele osób po różnych stronach barykady próbuje wydobyć od niego informacje kim jest Janus... okazuje się również, ze zdolny policjant ma dużo więcej przyjaciół niż przed wypadkiem... Kto jest tak naprawdę szczery, a kto próbuje ugrać coś dla siebie? Co jest fikcją, a co prawdą? I kim jest Janus? Zdezorientowany, z dziurawą pamięcią David postanawia zmierzyć się z  rzeczywistością. A prawda okaże się zaskakująca. To mogę obiecać. Polecam.




wtorek, 9 sierpnia 2016

Patricia Cornwell - Scarpetta

Kiedy spojrzałem na Wikipedii na listę książek Patricii Cornwell napisanych w cyklu Scarpetta oniemiałem - jest ich naprawdę dużo. Dotychczas miałem okazję zaznajomić się jedynie z kilkoma pierwszymi...
Te pierwsze spowodowały natychmiastową miłość do twórczości autorki. Post mortem było tak wciągające, że nie przeszkadzało mi zupełnie czytanie tych powieści w oryginale.

W Scarpetcie zrobiło się jednak inaczej... Dziwniej... zamiast wprowadzania do powieści wątku z akcją (w końcu tytułowa Scarpetta jest lekarzem sądowym - rozwiązuje sprawy 'post mortem' a nie na ulicy, więc nie ma co oczekiwać trzymającej non-stop w napięciu fabuły) autorka pokusiła się o wprowadzenie elementów obyczajowych.
Szczerze mówiąc nie ona pierwsza i nie ostatnia, ale moim zdaniem to właśnie zabija dobry kryminał (patrz dajmy na to serial Broadchurch, gdzie właśnie wątki obyczajowe IMHO wpływały bardzo ujemnie na odbiór, czy też Ann Cleves - Czerń Kruka gdzie ważniejszym od zbrodni było skupienie się na ludziach).

Mimo ciezkiego początku, po pewnej przerwie powróciłem do lektury, ale nie pamiętałem (nie używam zakładek - zbyt często je gubiłem) numeru strony na której skończyłem czytać, w związku z tym otworzyłem "Gdzieś w środku" i okazało się, że nic nie straciłem...

Powieść tak naprawdę ciągnie się bez sensu... Mamy wątek 
a) szkalowania Scarpetty on-line 
b) zabójstwa rzekomo dokonanego przez karła, który zażądał badania przez Scarpettę i 
c) rzekomego gwałtu na Scarpetcie przez jej współpracownika i te wątki są tak zajmujące, że przerwałem lekturę!

Szkoda... może kiedyś wrócę do twórczości autorki.
Niestety bardzo łatwo jest wyczuć kiedy zamiast porządnej wzniosłej treści mamy rzemieślniczy bubel, pisany wg wzorca 2/3 bzdetów a na końcu zróbmy ciekawie. Skok na kasę, czyli odcinanie kuponów. Ja rozumiem, że czasem wychodzi nawet najlepszemu pisarzowi bubel, ale to warto się zastanowić trochę, a nie pisać po osiemnastu latach od wielkiego sukcesu czegoś co nawiązuje do wzorca tylko postaciami (bo niestety już nie polotem).


Kay Scarpetta – młoda lekarz sądowa otrzymuje zlecenie zbadania rannego mężczyzny, Oscara Bane’a, który dobrowolnie zgłosił się na więzienny oddział psychiatryczny. Pacjent, podejrzany o brutalne zamordowanie swojej dziewczyny – czemu zaprzecza – zgadza się na badania, ale pod warunkiem, że zostaną przeprowadzone Scarpettę i jej męża. Wiadomo, że dziewczyna była torturowana przed śmiercią i że dojdzie do kolejnych morderstw. Bane, cierpiący na liczne fobie, jest paranoikiem przekonanym, że ktoś śledzi jego każdy ruch. Scarpetta stwierdza, że mężczyzna ma obsesję również na jej punkcie.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Katarzyna Enerlich - Rzeka ludzi osobnych

W 1830 roku na Mazury, do Puszczy Piskiej przybywają pierwsi staroobrzędowcy. Karczują puszczę, budują domy, uprawiają ziemię. Powstają wyznaniowe wsie, między innymi Wojnowo (Eckertsdorf), ukryte w lasach, wzdłuż rzeki Krutyni. Jednym z osadników jest Fiodor Malewan. Jego wyzwolona jak na tamte czasy córka Anna daje początek rodowi silnych, niezależnych kobiet, ściśle związanych z ziemią sadami i... klasztorem nad Jeziorem Duś, gdzie mieszkają mniszki, wiodące życie proste i ubogie, a jednak pełne ufności w przeznaczenie. Ta przejmująca powieść jest wędrówką po historii wsi, nierozłącznie związanej z staroobrzędowcami, ich wiarą i zwyczajami. Pojawiają się tu postaci prawdziwe i fikcyjne, a ich dramatyczne losy rozgrywają się na tle historii Prus Wschodnich. A wszystko zaczyna się pewnego listopadowego dnia. We wsi pojawia się obca kobieta. Zamieszkuje w domu Sidora Kurta - najstarszym we wsi. Z niepokojem przygląda się jej sąsiadka, osiemdziesięcioletnia Augusta, potomkini Fiodora Malewana. Co wyniknie z tej niespodziewanej wizyty? Jakie tajemnice, skrywane przez lata, ujrzą światło dzienne? Co kryje się pod wielkim kamieniem na Głazowisku, niedaleko klasztoru? Czy staroobrzędowcy rzeczywiście znikną z wyznaniowej mapy Mazur? Czas Lata wie, że w Wojnowie jest miejsce i na staroobrzędowe, i na pruskie, i na polskie dusze i tak już tu zostanie na zawsze – bo to dzięki splątaniu wiary i ludzkich serc wieś ta przetrwała różne burze i złe chwile i pozostanie na swoim miejscu jeszcze długi czas. Niepamięć o niej zamieni się w pamięć. Nad wsią zawsze unosić się będzie zapach ziemistej wiosny, wilgoć z letnich poranków, mgły z jesiennych uśpień i biała zadymka z ostrych zim, ludzie będą się tu rodzić i umierać, kamienie okrywać mchem, konie wypasać na ogromnych pastwiskach, jabłka dojrzewać, a uważny człowiek zawsze wyczuje zapach rzeki. Rzeki ludzi osobnych. (fragment powieści) Ocalić od zapomnienia. Opowiedzieć staroobrzędowy świat, póki jeszcze żyją wyznawcy - powieść Rzeka ludzi osobnych to zaproszenie do wyprawy w przeszłość. Po raz kolejny ziemia mazurska odkrywa swoje tajemnice - mówi o swojej książce Katarzyna Enerlich.



Bardzo bylam ciekawa jaką propozycję będzie miała Katarzyna Enerlich po tak udanej serii "Prowincja..". Z jednej strony były to obawy, ze coś innego niekoniecznie się sprawdzi, bo trudno będzi eprzebic historię Ludmiły, z drugiej ciekawość czegoś nowego po dłuższym czasie tylko z Ludmiłą ;)

I muszę przyznać, że autorka po raz kolejny sprawiła, że rozczarowania nie było. Owszem nie było również oszałamiajacego zachwytu i lektury do ostatniej strony na wstrzymanym oddechu, ale tym czytelniczkom, które znają twórczość autorki nie trzeba chyba tłumaczyć, że było to zupełnie niepotrzebne. Bo i tym razem Pani Kasia trzyma poziom. A pewien klimat, który udało się jej stworzyć w poprzednich powieściach jest wszechobecny i w tej najnowszej. Odkładajac książkę po zakończonej lekturze ma się ochotę spakowac i jechać na Mazury...

Jedyny minus dla mnie to trochę chaotyczny poczatek, było mi dość ciężko zorientować się w akcji, poukładać sobie wątki... Ale jak wspomniałam to tylko początek.

Później czyta się zdecydowanie łatwiej. Poznajemy dzięki autorce kilkoro bohaterów, co ciekawe nie tylko kobiet, które jak mogłaby sugerować okładka, będa tu wiodły prym... Bohaterowie, których losy w róznym czasie i za sprawą różnych połączeń splatają się z losami staroobrzędowców. Mi osobiscie ta grupa społeczna nie była do tej pory zupełnie znana - żyjący od wieków na Mazurach, pracowici, cisi, skupieni na swoich zadanaich i rozwoju przyjaźnie współegzystowali z różnymi narodowościacmi żyjącymi przed laty na tych terenach. Mimo upływu czasu wojen i politycznych zmian ostani przedstawiciele społeczności ciągle mieszkaja na Mazurach. Jak przekażą swoje dziedzictwo i co najważniejsze komu... Przeczytajcie, a nie będziecie zawiedzione. 

Jak zawsze Pani Katarzyna skłania do przemyśleń, reflekscji and prostotą życia i własnym chlebem. Lubię. Niezmiennie i czekam na więcej!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Nowości na dziecięcej półce

Ostatnio pojawiło się na półce z książkami mojego syna kilka nowości:

Jan Kallwejt - Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa



Książka dla maluchów do pokazywania i opowiadania. Czternaście kolorowych rozkładówek wprowadza dzieci w świat – ten najbliższy i ten bardziej odległy. Każda strona prowokuje do wielu pytań. Jaki jest twój ulubiony kolor? Co wkłada się na stopy? Gdzie jest odkurzacz? Co możemy wypić, a co musimy pogryźć? Kto stoi blisko, a kto daleko? Które zwierzęta mieszkają na wsi, a które w lesie? Czym można wykopać wielką dziurę?  Kto pracuje w szpitalu? To, na co zwrócicie uwagę, zależy tylko od Was. Wymyślajcie własne pytania, bawcie się i uczcie razem ze swoim dzieckiem.

Bardzo fajna obrazkowa propozycja dla najmłodszych, zarówno dla tych, dla których np. Czereśniowa jest jeszcze za trudna, bo zbyt szczegółowa; jak i dla tych, którzy już czegoś się uczą. U nas ostatnio największym zainteresowaniem cieszą się strony z cyferkami. Oprócz cyferek mały czytelnik poznaje m.in. pory roku, pory dnia oraz różnorakie miejsca - jak plac zbaw, przedszkole, miasto, czy wieś. Rysunków jest na danej stronie dokładnie tyle, ile potrzeba - na tyle dużo, żeby poznać i zrozumieć, ale nie aż tak dużo, żeby przytłoczyć i zniechęcić. Mam w zasadzie tylko 2 male uwagi - emocjom poświęcono kilka malutkich zaledwie buziek - emotikonów, które dla maluchów są zdecydowanie za mało zarozumiałe. Nie wiem też, czy do końca mnie przekonują niemal identyczne postacie na każdej stronie. 





Ewa Kozyra-Pawlak - Szopięta


Nowa książka-wyszywanka autorki "Liczypiesków" oraz "Ja, Bobik!". Pan i pani szop są czyściochami. Bez wytchnienia piorą i sprzątają, ale mają też wielkie zmartwienie: ich dzieci okropnie się brudzą! Co rodzice upiorą, małe szopy natychmiast ubłocą, zatłuszczą i zaplamią, robiąc przy okazji straszliwy bałagan. Czy jest coś, co sprawi, że te dwa światy się połączą? Że dzieci zaczną sprzątać (przynajmniej od czasu do czasu), a rodzice pozwolą sobie na odrobinę szaleństwa? To urocza, pełna ciepła historia o rodzinie, o praniu (białym, ale i kolorowym), a także o tym, że na wszystko jest miejsce i pora pod słońcem.



Ta książka przede wszystkim przypadła wizualnie do gustu mamie, którą przede wszystkim zauroczona została całą mnogością różnego koloru szmatek ;) ot taka miłość matki do tkanin. Myślę jednak, że mimo naprawdę ładnych obrazków książka przed wszystkim, czy raczej wbrew pozorom, skierowana jest własnie do rodziców. Ukazana bowiem historia pokazuje, ze tak naprawdę idealnie wysprzątane mieszkanie, czy pusta pralka to nie do końca są synonimy szczęśliwej rodziny. Ważne

przesłanie dla wiecznie zaganianych, zapracowanych i zajętych rodziców, prawda?
Dla mnie jeszcze fajną opcją byłoby dodanie-może w wydaniu dla mniejszych dzieci-kilku kawałków tych pokazanych na stronach tkanin, żeby dziecko namacalnie mogło poznać ich fakturę.


Oraz może niekoniecznie nowo wydane ale dla nas nowe "Opowiem ci mamo, co robią mrówki" (Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński) oraz "Opowiem ci mamo, co robią pająki" (rysunki Daniel de Latour, teksty Marcin Brykczyński). Książki te idealnie wbiły się w zainteresowania syna, bo ostatnio wszelkie żyjątka cieszą się wielkim zainteresowaniem. Po tym jak odwiedziliśmy park edukacyjno-rozrywkowy Mikrokosmos (polecamy!) zainteresowanie jeszcze się nasiliło. Syn zdecydowanie byłby jeszcze zainteresowany książką o biedronkach i muchach, bo tego mu zabrakło ;)








Obie książki to pewien standard, do którego przyzwyczaiło nas wydawnictwo, bo to kolejna obrazkowa książka, po której wiadomo, czego się spodziewać- jest poznawczo, z detalami, mnóstwo bohaterów, nie tylko znanych z tytułu, ale całe szczęście ich przyjaciół i nieprzyjaciół również; jest wyszukiwanie różnic, labirynty i wierszowane zagadki.
Mamie do gustu bardziej przypadły mrówki (bardziej pracowite-wiadomo!), tacie pająki. Dziecko zachwycone oboma :) Polecamy.