poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jørn Lier Horst - Felicja zaginęła

Drugi tom bestsellerowej serii o komisarzu Williamie Wistingu, cyklu kryminałów mistrzowsko przedstawiających śledztwa norweskiego policjanta z Larviku. 


Obecnie w Norwegii jest prawie tysiąc zaginionych osób. Za każdym zniknięciem kryje się swoiste misterium, zagadka. Książka Felicia zaginęła opowiada jedną z takich historii.

Gdy komisarz William Wisting otwiera nową sprawę o zaginięcie, w tym samym czasie podczas prac budowlanych zostaje znalezione ciało kobiety. Dochodzenie odkrywa sieć kłamstw i brzemiennych w skutkach wydarzeń, i pomimo że sprawa jest stara, jej dramatyczne następstwa wciąż są odczuwalne.

Wisting walczy z czasem i ze zbliżającym się przedawnieniem sprawy, ale przede wszystkim z ukrytym mordercą, który myślał, że uda mu się uniknąć kary…


Im więcej książek o komisarzu Wistlingu czytam tym większego nabieram przekonania, że im poźniejsze książki autora tym s? one lepsze, a sama intryga i rozwiązanie tajemnicy ciekawsze. 
Tymczasem przy lekturze książki - de facto jednego z pierwszych tomów serii - a wydanej niedawno, okazuje się, że moja teoria tym razem się nie sprawdziła. Bowiem mamy tutaj do czynienia z powieścią dorównującą ostatnim tomom w serii.

Tym razem bowiem komisarz Wistling będzie miał za zadanie zmierzyć się z tajemnicami zaginięć dwóch kobiet. Jednej z nich - tej, której ciało zostało znalezione przypadkiem przy budowie drogi, a która to prawdopodobnie zaginęła przed wieloma laty. Drugiej - młodej kobiety, która wyszła z domu po kłótni z narzeczonym i nie wróciła do domu, a chłopak nie może się z nią skontaktować. Okazuje się w toku śledztwa, te te dwie sprawy mogą się ze sobą łączyć? Czy odnaleziony szkielet może należeć do zaginionej przed laty matki dziewczyny? I co tak naprawdę wydarzyło się 25 lat temu, że do tej pory zagadka nie została wyjaśniona? Czy zaginiona współcześnie dziewczyna popełniła samobójstwo, czy ktoś ją zamordował? 

Na te i wiele innych pytań komisarz Wistling będzie musiał znaleźć odpowiedź. 
Muszę przyznać, że bardzo długo nie było wiadomo kto jest winny, a autorowi udało się skonstruować ciekawą intrygę, połączyć wiele wątków w jeden, którego rozwiązanie poznajemy dopiero pod koniec powieści.No i na tle całości zakończenie jest ciut słabsze, bo odbiega od trzymającego w napięciu thrillera policyjnego, który dostajemy od pierwszej strony. 

Prywatnie cofamy się wraz z bohaterem do szczęśliwego dla niego czasu, kiedy to żyła jego żona i syn. Poznajemy jego życie od kuchni, w przełomowym dla małżeństwa momencie - kiedy to dzieci dorastają, stają się coraz bardziej niezależne, a żona decyduje się na wielomiesięczny wyjazd do Afryki. Całe szczęście wydawnictwo obiecuje kolejny tom jeszcze w tym roku. Mam nadzieję, ze będzie to kolejny, bo dobrze byłoby uzupełnić brakujące luki.

Lubię pisarzy, którzy trzymają pewien poziom przez wiele tomów serii, tak, żeby czytelnik nie był rozczarowany po przeczytaniu najnowszego, żeby wiedział, czego się spodziewać i do tego nie czują niedosytu po zakończonej lekturze. Jørn Lier Horst  zdecydowanie należy do takich autorów. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom. 

środa, 9 sierpnia 2017

Erling Kagge - Cisza

W świecie, w którym od rana bombardują nas setki informacji, telefony nieustannie wysyłają powiadomienia o nowych wydarzeniach, komentarzach, kiedy w kolejce do kasy w sklepie co druga osoba spogląda na ekran swojego telefonu cisza staje się dobrem luksusowym. Takim, o które wyjątkowo trudno, bo ciężko odciąć się od ogromu bodźców, którymi jesteśmy atakowani nieustannie.

Do tego jak się ma w domu nieustannie wypytującego się o cały świat czterolatka cisza staje się niemal marzeniem ;)

Erling Kagge jest norweskim pisarzem, podróżnikiem i odkrywcą, który to podjął się odpowiedzi na pytania "Czym jest cisza?", "Gdzie ją odnaleźć?" oraz "Dlaczego współcześnie jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd?". W trzydziestu trzech historiach/anegdotach strata się czytelnika przekonać, o tym, jak bardzo cisza jest potrzeba i gdzie jej szukać. Jako podróżnik miał on niewątpliwie łatwiejsze zadania, bo odosobnienie było mu łatwiej znaleźć niż chociażby mieszkańcom wielkich miast. Tym niemniej poza historiami stricte podróżniczymi przywołuje również opowieści ze swojego zwykłego, rodzinnego i codziennego życia - i całe szczęście, bo wtedy łatwiej o punkt odniesienia dla czytającego, który raczej nie wybierze się zdobywać bieguny ;)




Książka zawiera mnóstwo zdań i fraz, które skłaniają do przemyśleń i zatrzymania się się nad tym, co ważne. Myślę, że dla autora cisza jest tylko punktem wyjścia do skierowania naszych myśli ku temu, co powinno być w życiu priorytetowe...

" Potrafię znaleźć ciszę, leżąc pięć minut dłużej we własnym łóżku"

"Cisza wiąże się z powtórnym odkrywaniem przyjemności, jaką sprawia zrobienie sobie przerwy"


Erling Kagge jest myślicielem na miarę XXI wieku, znanym podróżnikiem, barwną i niezwykle interesującą postacią. Jako pierwszy człowiek na świecie doszedł samotnie na biegun południowy i jako pierwszy zdobył „trzy bieguny”: biegun południowy, północny i oraz najwyższy szczyt - Mount Everest. Studiował filozofię w Cambridge, a na studia te zapisał się dopiero po zdobyciu obu biegunów. Napisał kilka książek i założył w Norwegii własne wydawnictwo; pisze też artykuły. Jest ponadto prawnikiem i przedsiębiorcą, a także kolekcjonerem - zbiera dzieła sztuki, m.in. rosyjskie ikony.

Ta książka to refleksje na temat ciszy. Są to rozważania w dużej mierze oparte na osobistych przeżyciach i doświadczeniach z wypraw (samotnych) w odległe zakątki świata. Autor zadaje trzy zasadnicze pytania: Czym jest cisza? Gdzie ją odnaleźć? Dlaczego w obecnych czasach jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd? I udziela na nie 33 odpowiedzi w 33 krótkich rozdziałach.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Mariusz Koperski - Po własnych śladach

Wigilijny wieczór. Z drogi wypada samochód i przebija się przez ścianę chaty. Na miejscu ginie kierowca auta. Uwagę policjanta śledczego zwraca twarz ofiary zdarzenia. Czy jest możliwe, by była tak zmasakrowana na skutek wypadku? Pocięta skóra głowy, a zamiast twarzy – miazga mięsa, spod której wyziera biel kości. Być może wypadek to tylko kamuflaż dla brutalnej zbrodni.

Mariusz Koperski jako miejsce akcji wybiera Zakopane z całą złożonością tego urokliwego kurortu. Jak sam podkreśla – miejsce jest tu kluczowe. Autor przelewa na papier „napięcie” obecne w Zakopanym. Składają się na nie różnice – od podziału na tutejszych i przyjezdnych po kierunki spojrzenia na rozwój miasta. Kreując swoich bohaterów, opierał się na własnych doświadczeniach ze spotkań z ludźmi, które dostarczyły mu gotowych wzorców. Kryminał tworzą krótkie, oddzielne historie – w całość wiążą je główni bohaterowie, wszyscy związani w jakiś sposób ze śledztwem. Nie ma tu przypadkowości, każdy szczegół jest istotny. To kryminał dla lubiących zagadki, którym nie umykają pozornie nieznaczące błahostki.


Dobra passa spotkań z dobrymi kryminałami autorstwa rodzimych pisarzy trwa u mnie nadal. Tym razem również było to spotkanie z autorem dotąd mi nieznanym, które to okazało się zaskakująco przyjemne.

Mariusz Koperski przenosi nas do mroźnego Zakopanego w czas Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to żadnemu z policjantów nie spieszy się na miejsce wypadku, w którym zginął lokalny biznesmen. Wypadku śmiertelnego, który po dokładniejszym sprawdzeniu miejsca, w którym do niego doszło okazuje się być zabójstwem. Zmuszeni do przeprowadzenia śledztwa z bardziej skomplikowanymi elementami zaczynają odkrywać wiele tajemnic mieszkańców kurortu.
Do pomocy śledczej zgłasza się dawny podwładny komendanta Derebasa komisarz Karpiel. sytuacja jest o tyle skomplikowana, że zmarły kiedyś spowodował wypadek, w wyniku którego siostra komisarza została kaleką, a sam komisarz był ostania osobą, do której zadzwonił przed śmiercią denat. Szybko okazuje się jednak, że Karpiel wykazuje się dużą skutecznością odkrywając wiele tajemnic, które to mieszkańcy Zakopanego chcieliby pozostawić w ukryciu.

To, co zdecydowanie przypadło mi do gustu to super pomysł autora i wiele zaskoczeń w trakcie lektury. Akcja bowiem została skierowana tak, że wspomniane w opisie błahostki układając się w całość na różnych etapach śledztwa w świetle podejrzeń stawiają coraz to nowych bohaterów. O ile niektóre z nich okazują się bezpodstawne i autor szybo je demaskuje, to niektóre z nich czekać będą na finał. Mimo nagromadzenia tych błahostek i wątków akcja poprowadzona jest na tyle sprawnie, że nie ma się wrażenia chaosu, którego to po kilku pierwszych rozdziałach bardzo się obawiałam.

To tego autor - od jakiegoś czasu mieszkaniec Zakopanego - pokazuje niejako miasto i jego mieszkańców od podszewki kiedy to nie koncentruje się ani na Krupówkach ani na Gubałówce. Pokazuje ciemne strony koegzystencji mieszkańców rdzennych i tych napływowych - wzajemne animozje i ich konsekwencje. Szczerze i bez turystycznego lukru. Co w połączeniu z dobrym pomysłem na kryminał (mimo dość przewidywalnego zakończenia, które jest zdecydowanie najsłabsze względem całości) daje gwarancję udanej lektury.