wtorek, 8 marca 2016

Robert Ludlum - Dyrektywa Jansona

Paul Janson w młodości walczył w Wietnamie pod dowództwem sadystycznego psychopaty Alana Demaresta. Po powrocie do kraju przystał do supertajnej komórki amerykańskiego wywiadu, tak zwanego Wydziału Operacji Konsularnych, i złożył zeznania obciążające byłego dowódcę. W rezultacie Demarest został rozstrzelany. 
Obecnie Janson jest niezależnym konsultantem do spraw bezpieczeństwa korporacyjnego. Niespodziewanie kontaktuje się z nim wicedyrektor Fundacji Wolności – organizacji, założonej przez słynnego miliardera i filantropa, Petera Novaka, który wpadł w ręce islamskich buntowników. Janson organizuje odbicie zakładnika, ale samolot z Novakiem na pokładzie eksploduje w powietrzu. 
Paul odkrywa, że w sprawę zamieszany jest sam prezydent Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie dowiaduje się o supertajnym programie Moebius, nad którym waszyngtońscy stratedzy pracowali od lat. Teraz były agent jest im niezbędny. Jego odwieczny wróg, żądny władzy, okrutny dowódca z Wietnamu, jednak żyje - i zagraża nie tylko jemu, ale rządowi Stanów Zjednoczonych i pokojowi na całym świecie. Tylko Janson jest w stanie zapobiec nadciągającej katastrofie…






Ludlum to w moim rodzinnym domu autor niemal kultowy, czytany po tysiąckroć przeze mnie i moja mamę, uwielbiany od zawsze. Niestety jakoś tak wyszło, że w naszej domowej kolekcji akurat tej części zabrakło. Z dużym napięciem sięgnęłam po książkę wielkiego autora mojej młodości z nadzieją na powrót do tamtych emocji i napięcia, które zawsze towarzyszyło mi podczas lektury. Tymczasem okazało się, że może na skutek zbyt dużych oczekiwań, sam sentyment nie wystarczył, żeby powieścią Ludluma zachwycić się i z przejmującym zainteresowaniem przekładać kolejne kartki. 

Owszem, jak w przypadku poprzednich powieści mamy tutaj do czynienia z charyzmatycznym głównym bohaterem, któremu przyszło zmierzyć się z trudnym zadaniem, z którym jak nietrudno przewidzieć oczywiście sobie poradzi, uciekając przed wszystkimi możliwymi snajperami i zasadzkami. Po drodze okaże się, że jeden z czyhających na niego snajperów to kobieta, w dodatku odczuwająca do niego pewną słabość...
Intryga dobrze skonstruowana, momentami dobrze skumulowane napięcie i narastająca akcja, ale powiem szczerze w pewnym momencie czułam pewne zmęczenie czy przytłoczenie ciągłymi ucieczkami i wymykaniem się polującym na Jansona mordercom. Zbyt piękne, żeby było realne, nawet w powieści.

Całe szczęście zakończenie okazało się być już ciekawsze, sam spisek zaintrygował, mimo, ze książka napisana już jakiś czas temu aktualna w dobie powszechnej cyfryzacji jeszcze bardziej. 

Trochę z sentymentu, trochę z tęsknoty oceniam na 7,5/10

1 komentarz:

  1. U mnie dla mojego męża Ludlum to też bez mała kultowy pisarz:)

    OdpowiedzUsuń