
To zdecydowanie dużo lepsza powieść autorki niż jej wcześniejsza propozycja ( "Terapeutka"). Ten kryminał wciąga niemal od pierwszej strony wprowadzając czytelnika w tajemnice małego miasteczka na Mazurach, pokazując, ze tajemnica i zbrodnia to nie tylko domena metropolii.
W Węgorzewie, gdzie niemal od zawsze rządzi przychylny mieszkańcom burmistrz ponad dwadzieścia lat temu wydarzyła się zbrodnia (wypadek?), która zmieniła już na zawsze życie kilkorga jego mieszkańców.
Przybycie obcego z Warszawy, jego dociekliwość i ciekawość burzy spokój mieszkańców. Dociekliwy psychiatra, który dość niespodziewanie nawet dla siebie zaczyna się interesować przeszłością jednego ze swoich pacjentów dociera do zbrodni i tajemnic sprzed lat. Nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, którego celem jest dotarcie do prawdy i odkrycie, co naprawdę wydarzyło się przed laty. odkrywane tajemnice jednak według niektórych mieszkańców powinny jednak nigdy nie wyjść na jaw.
Tajemnic jednak jest więcej, bo doktor znajduje na strychu również skrzynię z dokumentami i zdjęciami z okresu wojny, kiedy to w domu, który on aktualnie wynajmuje mieszkał niemiecki doktor. Co się z nim stało? To pytanie tak go nurtuje, że postanawia rozwikłać tą zagadkę.
Przeszłość dawnych terenów niemieckich, który po drugiej wojnie światowej przyznano Polsce, dramaty jej mieszkańców, bolesne decyzje, bolesne rozstania rozstania i następstwa tych wydarzeń to kolejny element tej historii, który sprawi, że jeszcze ciężej będzie wam się od niej oderwać.
Jest to zdecydowanie jeden z lepszych kryminałów z rodzimego rynku czytelniczego, który zdecydowanie wybija się na tle innych, udowadniając, ze u nas też mogą powstać historie, od których ciężko się oderwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz