wtorek, 6 maja 2014

Iwona Menzel - Szeptucha

"W zagubionych wśród nadbiebrzańskich bagien Waniuszkach modlitwą i ziołami leczy stara Oleszczukowa. Kiedy niespodziewanie umiera, wieś oczekuje od jej wnuczki Oleny, że będzie kontynuowała rodzinną tradycję. Olena rezygnuje z marzeń o studiach medycznych i zostaje wioskową szeptuchą.

Życie w Waniuszkach wciąż jeszcze opiera się na niewzruszonym fundamencie zasad, tradycji i Słowa Bożego. Wszystko ma tam swój ład, ludzie czynią to, co do nich należy, każdy wie, gdzie jest jego miejsce. Jednak nawet i do Waniuszek nieuchronnie nadciąga nowe.



Legenda o tajemniczym pustelniku, który na uroczysku Łojmy zbierał popsute lalki i przybijał je do drzew, sprowadza do Waniuszek znanego filmowca z Warszawy, Alka Litwina. Olena pomaga mu odnaleźć ślady zagadkowego samotnika, uważanego przez okoliczną ludność za świętego. Choć szeptucha i reżyser żyją w dwóch zupełnie odmiennych światach, wspólne poszukiwania zbliżają ich do siebie. Olena znajduje w Alku przyjaciela i powiernika, z którym może się podzielić sekretami swojej sztuki lekarskiej i najskrytszymi myślami. Po raz pierwszy w życiu nie czuje się samotna…"

Jeżeli oczekujecie kolejnej typowej babskiej, oczywistej książki to ta nią nie jest! Już samo miejsce akcji zapowiada, że przewidywalnie nie będzie - mała wieś, niedaleko Białoruskiej granicy, żadne modne Mazury, gdzie nagminnie wyjeżdżają bohaterki książek dostępnych na polskim rynku ;) Wieś, gdzie czas, a przede wszystkim obyczajowość zatrzymała się już jakiś czas temu, gdzie powoli wkrada się nowoczesność, europejskość i modernizacja, ale gdzie tak naprawdę tradycja zakorzeniona jest tak bardzo, że wszystko, co nowe musi z nią poniekąd stoczyć walkę. I to zdecydowanie największy walor tej książki - starcie starego z nowym, w miejscu, gdzie ludzie nie zawsze chcą nowinki przyjmować i akceptować. Ciekawe ujęcie obyczajowości opartej na wierzeniach, ziołach, czasem magii w zetknięciu z nowoczesnością w postaci internetu, agroturystyki, lansu i bogatych gości z warszawskiej śmietanki towarzyskiej. Ciekawe, inne, momentami śmieszne. Tak z przymrużeniem oka pozwalające patrzeć na obie strony - tą tradycyjną i tą nowoczesną. Duży plus za trafne obserwacje, autentyczność postaci, języka, motywów i wierzeń.

Minusem na tle tego wszystkiego jest zdecydowanie postać głównej bohaterki Oleny, która wydaje się być w tym wszystkim bezwolna, ślepo poddając się wszystkiemu temu, co dostaje od losu. Czy to dobre, czy złe ona po prostu niesie się na fali życia. Raz potrafi sprzeciwić się temu, co zgotował jej mężczyzna, któremu ona zaufała. Ale nie potrafi wyciągnąć żadnych wniosków z losu kobiet w jej rodzinie. A szkoda, bo gdyby Olena była postacią dużo bardziej wyrazistą, lektura byłaby o wiele ciekawsza i pasjonująca. Tak mamy tylko nijaką bohaterkę, w miejscu i czasie, na tle którego mogłaby ona wiele zdziałać. w mojej głowie widocznie pojawiło się dużo więcej scenariuszy i możliwości dla Oleny niż miała dla niej sama autorka. 
Do tego zabrało mi trochę w niej tej tytułowej szeptuchy, chciałabym więcej - poza przygodą miłośną i szukaniem pustelnika - przeczytać o tym jak radziła sobie z tym swoistym darem, jak leczyła ludzi itp.Mało szeptuchy w "Szeptusze"!


Mity, wierzenia, tradycje, podania i historie o pustelniku ubogacają lekturę pokazując, że wiele z tego, czym ludzie żyli kilkanaście lat temu jest ciągle gdzieś aktualne i jak mówią bohaterowie żadne internety tego nie zmienią. Czy to dobrze? Myślę, że każdy po lekturze tej książki będzie miał swoją własną odpowiedź. Tym bardziej w kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Czy mieszkańcy Waniuszek wzięliby w nich udział? Dobre pytanie... 

Moja ocena 7/10

Dziękuję Wydawnictwu z egzemplarz recenzencki





2 komentarze:

  1. Aktualnie moje półki zbyt mocno uginają się od wspaniałych powieści, po które jeszcze nie sięgnęły, że na razie nie będę zabierać się za szukanie "Szeptuchy". Może kiedyś, kto wie... :)

    OdpowiedzUsuń