Depresja, tamy, wiatraki, poldery i po horyzont pola tulipanów, tolerancja, pełen luz, sex and drugs… Zapytani o Holandię te skojarzenia wymienimy bez wahania. Taką Holandię chcemy widzieć: nowoczesną, w której wszystko wolno, tętniącą życiem, wielokulturową, zanurzoną w globalnym świecie. I to jest możliwe w każdej chwili. Koninkrijk der Nederlanden, Królestwo Niderlandów, jak oficjalnie się nazywa, nie leży przecież gdzieś daleko. Ale to tylko zewnętrzna warstwa, pisze Marek Orzechowski. Holandie są dwie. Obie pociągające. Jedna, ta wprost z widokówki, druga skryta między wodą i tamami. Inna od innych. Ukształtowana przez naród mistrzowskich budowniczych tam i krajobrazów, śmiałych żeglarzy-odkrywców i bezwzględnych kupców.
Zawsze chciałem odwiedzić Holandię. Fascynowała mnie od dawna, im więcej się dowiadywałem, tym bardziej chciałem jechać. Nie przez chodaki i tulipany, nie przez narkotyki i rowery, ale przez Vermeera, przez wąskie kamieniczki, kanały, burzliwą historię, podboje Nowego Świata, piłkę nożną i wiele innych...

Holandia okazuje się nie taka jaką ją sobie wyobrażałem, pełna wewnętrznych różnic - jak sam autor opowiada, w zależności z której strony wjeżdża się do kraju, poznaje się inną Holandię...
Niesamowita wiedza autora pozwala poznać genezę tego czym ten kraj się stał, jak i dlaczego, począwszy od wydzierania wodzie lądu aż do Dzielnicy Czerwonych Latarni.
Po lekturze nie pozostaje mi nic innego jak wybrać sie w podróż i zweryfikować to co przeczytałem z rzeczywistością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz