
Tymczasem agent specjalny FBI Reilly od miesięcy szuka mężczyzny, który porwał jego pięcioletniego syna. Poszukiwany mężczyzna jest jak duch - to urzędnik bez nazwiska i tożsamości, chroniony przez CIA, który na dodatek może mieć powiązania z ojcem Reilly’ego. Reilly - obserwowany, manipulowany i wrobiony w przestępstwa, których nie popełnił - musi uciekać. Musi też odkryć prawdę na temat swojej przeszłości. Aby chronić rodzinę musi zaryzykować wszystko i ujawnić tajemnice, które wstrząsną całym krajem. Czy zdąży zanim go dopadną?
Motyw rozliczenia/zamknięcia przeszłości to dość popularny wątek, tym razem do tego motywu-klucza sięgnął i Raymond Khoury. Dał Railleyowi możliwośc poznania i rozwikłania tajemnicy śmierci jego ojca i znalezienia porywaczy syna. To dużo, prawda? Kto nie skorzystałby z takiej okazji?
Jednak w odkryciu prawdy za wszelką cenę będą mu przeszkadzać ci, którzy postanowili nie dopuścić do jej ujawnienia. Do tego wysyłają w ślad za Reillim płatnego zabójce, któremu mimo, że przy pierwszej próbie nie udało się go zlikwidować, to skutecznie uniemożliwić mu prowadzenie własnego śledztwa, wrabiając go w zabójstwo. Przecież z więzienia nie da rady prowadzić swojego śledztwa...Czy agentowi uda się wydostać z aresztu i dotrzeć do prawdy?Kto mu pomoże, na kogo może liczyć, skoro bezwzględnemu zabójcy udało się już zlikwidować pomagającego Railliemu jego partnera z FBI.
Ciekawie skonstruowana akcja, dobrze rozwijająca się intryga, napięcie utrzymujące się przez całą książkę, ale całość niestety nie jest tak zachwycająca w odbiorze, jak mogłaby się wydawać.
Dlaczego? To, co przede wszystkim utrudnia odbiór to fakt nieznajomości poprzednich książek z serii (to 5. tom cyklu Sean Reilly i Tess Chaykin), co powoduje, ze historia de facto jest niekompletna i przyjemność z lektury jest dużo mniejsza, dużej ilości rzeczy trzeba się domyślać i układać sobie własny scenariusz, co mogło się wydarzyć. Do tego poszczególne rozdziały mają inny sposób narracji -część z nich to narracja w pierwszej osobie - prowadzona przez Seana, reszta to narracja w trzeciej osobie. Zabieg niby fajny i ciekawy, ale dla mnie wsprowadzająca pewien element chaosu.
Te dwie rzeczy sprawiły, ze odbiór powieści suma sumarum był dużo gorszy niż zakładałam.
Zapowiadała się ta książka bardzo ciekawie.
OdpowiedzUsuń