Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MG. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2020

Jowita Kosiba - Zagubiony ptak

 Klaudia to niezwykła kobieta, artystka, która spełnia się w życiu zawodowym, jednak nie ma szczęścia w życiu osobistym. Trzydziestolatka, która nie potrafi ułożyć sobie z kiś życia, do tego zupełnie nie potrafi dogadać się ze swoją, zbyt idealną, matką, która nie akceptuje ani jej wyborów zawodowych ani osobistych. Do tego młodą kobietę męczą koszmary senne, w których pojawi się tajemniczy straszny dwór. 

Pewnego dnia, wracając ze służbowego wyjazdu jej auto psuje się w małej miejscowości, zaniepokojona kobieta prosi o pomoc mieszkańców pobliskiego domostwa. Domostwa, w którym po chwili pobytu a ochotę zostać na dłużej. 

Następnego dnia po przebudzeniu okazuje się, że tajemniczy dwór ze snów Klaudii znajduje się bardzo blisko domostwa nowych znajomych.

Kuszona tajemnicą i powracającymi snami, a także dobrocią nowo poznanych Ewy, Anny i Andrzeja postanawia wrócić do Wileszczyc na dłużej, by rozwiązać tajemnicę męczących ją snów oraz odnaleźć spokój, którego potrzebuje. 

Okazuje się, ze historia tajemniczego dworu nierozerwalnie połączona jest z historią sławnej malarki Róży Jaskólskiej. A postać Klaudii cieszy się wyjątkowo dużym zainteresowaniem mieszkańców miasteczka, młoda kobieta przypomina bowiem córkę właścicieli dworu.

Historia, którą odkrywać będzie Klaudia będzie historią o trudnych związkach rodzinny, trudnych decyzjach, nieszczęśliwych miłościach i konsekwencjach połączenia tych wszystkich elementów. To będzie również historia o macierzyństwie, miłości i szczęśliwym zakończeniu, może nie do końca - i całe szczęście - szablonowych, ale jednak szczęśliwym. To opowieść o poszukiwaniu siebie, prawdy i odkrywaniu na nowo życia. 

Dość nieszablonowa historia  z ciekawym zakończeniem, niestety według mnie czytałoby się ją zdecydowanie lepiej gdyby autorka zrezygnowała ze zbyt rozbudowanych opisów i elementów wizyjno-mistycznych, które moim zdaniem niepotrzebnie "obciążają" akcję. 


W snach Klaudii, dwudziestodziewięcioletniej absolwentki wydziału sztuk pięknych, regularnie pojawia się stary dwór, otoczony umarłym ogrodem. Dziewczyna nie przywiązuje większej wagi do tych iluzorycznych wizji aż do dnia, w którym zobaczy ów dwór na jawie. Zaintrygowana, postanawia wszcząć prywatne śledztwo na temat jego przeszłości. Badając historię tego opuszczonego i nieprzyjaznego miejsca, zanurza się w głąb innej historii, znacznie mroczniejszej, która powiedzie ją do odkrycia szokującej prawdy o najbliższych jej osobach i o sobie samej.



wtorek, 4 sierpnia 2020

Katarzyna Enerlich - Ziele Marianny


Kontynuacja Akuszerki z Sensburga. Podobnie jak pierwsza część, powieść jest wysycona zapachem ziół, smakami Mazur i prostym życiem ludzi „z ziemi i z pór roku”. Marianna, córka akuszerki, ucieka przed wojną na Mazury. Udaje jej się przeżyć, zaszytej głęboko w małej chacie w puszczy. Jednak już po wojnie przychodzi taki moment, że o mały włos nie traci życia. Marianna staje też przed wyborem – posłuchać serca czy intuicji? Czy miłość od pierwszego wejrzenia jest ważniejsza niż lojalność i gotowość do pomocy? 



Razem z matką, pielęgniarką w mrągowskim szpitalu, uparcie realizują marzenia o zielarni w polskim już Mrągowie, choć nie jest to łatwe zadanie, są bowiem oskarżane o szerzenie ciemnoty i zabobonów. Kobiety zbliżają się do siebie i wspólnie odbudowują swoje życie. Bieda, niechęć do dawnych mieszkańców, którzy pozostali w mieście, traumy wojenne i powojenne, epidemie – temu wszystkiemu muszą stawić czoła. 


"Ziele Marianny" to kontynuacja "Akuszerki z Sensburga" (recenzja tutaj) W tej powieści jednak główną role odgrywa Marianna, córka tytułowej akuszerki. Tym razem tłem wydarzeń są Mazury (niezmiennie kuszące swoją osobliwością, trudną historią i zawiłymi relacjami... czyli Nasza autorka jak zawsze w mazurskiej formie!) okresu wojennego i czasów komunistycznych.
Mnie w powieściach autorstwa pani Katarzyny urzeka od zawsze ogromny autentyzm miejsca, historii, które rozgrywają się na kartach jej powieści - tak jest i tym razem. Trudny czas wojenny i powojenny widzimy oczami mieszkańców tej przepięknej krainy - Niemców, Mazurów i Polaków, dla których to zarówno wojenna rzeczywistość , jak i powojenne realia okazały się nie lada wyzwaniem, dla każdego z nich z innego powodu.
Oprócz cudownych historii, o miejscach, w których rozgrywa się akcja mamy tutaj również niezwykłe historie - często kontynuacje - losów naszych bohaterek. Na karatach powieści poznamy historię miłości i rozsądku tytułowej Marianny, historię zaskakujących miłości i małżeństw jej matki oraz zaskakującą opowieść o dawnej mniszce Galinie, której po latach uda się odnaleźć porzuconego syna.
Powieść ta to również zaskakująca historia prywatnego biznesu w czasach komunistyczny - to historia zielarni Marianny, do której z ogromną przyjemnością wstąpiłaby również współczesna czytelniczka.
Jeżeli ktoś już poznał powieści Katarzyny Enerlich z pewnością nie będzie rozczarowany i tą najnowszą, jeżeli nie zna jej twórczości i kocha Mazury to z pewnością również zachwyci się "Zielem Marianny".

środa, 1 lipca 2020

Sylwia Skuza - Tylko nie Mazury

To nie jest do końca powieść kryminalna, to raczej powieść z wątkiem kryminalnym. Owszem powiązany on jest bardzo ściśle, z tym, co dzieje się w wiodącej obyczajowej scenerii, zazębia się  z nią, prowadząc do zaskakującego zakończenia, jednak na tle wszystkiego, co dzieje się z naszymi bohaterami jest to zdecydowanie wątek poboczny. Nasz bohater główny, to mężczyzna po przejściach, który po błyskotliwej karierze w Interpolu i stołecznej policji narażając się komuś na górze zostaje zesłany na prowincje, z której to poniekąd w latach młodości uciekł, zostawiając przyjaciela, bolesną przeszłość i wiele niezamkniętych spraw. Dość niespodziewanie dla niego w pierwszym dniu trafia mu się morderstwo lokalnego pijaka zamordowanego na bagnach. Człowieka, któremu wielu życzyło bardzo źle. Wraz z poznawaniem lokalnej społeczności i jej mieszkańców Grom poznaje także lokalną specyfikę i zwyczaje mieszkańców miasteczka. Okazuje się, że część z nich znacznie odbiega od racjonalizmu policjanta, trudno mu w związku z tym pojąć, co i dlaczego rozgrywa się wokół niego. Do tego wraz z rozwojem śledztwa okazuje się, że tajemnic jest więcej, niż mogłoby się wydawać, a zderzenie z magiczną rzeczywistością Mazur, historią Prus i jego mieszkańców zaprowadzi naszego bohatera w miejsca, których się nie spodziewał. Na dlatego, co się wydarzy rozwiązanie zagadki będzie niejako wątkiem pobocznym. Z wielu powieści obyczajowych poznałam bohaterki, które na Mazury uciekają w poszukiwaniu innego życia, odnalezienia siebie itp. Tym razem na Mazury trafia mężczyzna, bynajmniej nie przez własne decyzje... to, co przeżyje, czego doświadczy i z czym przyjdzie mu się zmierzyć będzie tak niezwykłe, ze decyzja o adopcji przez niego szczeniaka, będzie najłatwiejszą, jaką przyjdzie mu podając. Ta powieść to również całe mnóstwo bohaterów, którzy łącząc pojawiając się w życiu Groma ubarwiają cała powieść. Mamy tutaj tajemniczą zielarkę, małą dziewczynkę o nieprzeciętnej wrażliwości i inteligencji, starego przyjaciela Groma ze szkoły policyjnej, jego matkę, która niczym, gwałtowny wiatr pojawia się w życiu naszego bohatera, chwiejąc jego życiem, mamy w końcu piękna panią lekarz medycyny...., ukrywającą, podobnie jak Grom bolesną przeszłość...
Magia, historia, tajemnice i Mazury... ta książka mnie urzekła, jest tak inna od wszystkich, które ostatnio czytałam, ze nie mogłam się od niej oderwać... Magia i natura mnie urzekły! Dobrze, że tegoroczne wakacje zaplanowałam na Mazurach :)




Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjantowi przyjdzie ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika.


Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.

niedziela, 23 lutego 2020

Anna Rosłoniec - Zorza

Styczeń 1939 roku. Zorza, agentka polskiego wywiadu, legendarnej „Dwójki”, dostaje zadanie przetransportowania wraz z partnerem ściśle tajnej, śmiercionośnej broni chemicznej o kryptonimie S-10 w bezpieczne miejsce. Akcja przybiera niespodziewany obrót, a Zorza i walizka z bronią giną bez śladu. Wszystko wskazuje na to, że wykradła broń dla Sowietów.

Styczeń 2017 roku. Historyk, Piotr Wilczyński, zbiera materiały do książki na temat „Dwójki”. Trafia na ślady świadczące o tym, że największa zdrada w historii polskiego wywiadu nie była tym, czym sądzono.  

Co tak naprawdę wydarzyło się w styczniu 1939 roku? Co stało się z S-10? Czy Wilczyńskiemu uda się odpowiedzieć na te pytania? Czy uda mu się odnaleźć zaginioną broń? Czy może ubiegnie go w tym Patria - radykalna organizacja marząca o zamachu, który wstrząsnąłby polskim społeczeństwem? 




Młoda, rezolutna i przebojowa młoda kobieta, która dość niespodziewanie, nawet dla niej staje się szpiegiem polskiego wywiadu krótko przed wybuchem II wojny światowej. 
Jej potomkowie, którzy przez całe życie musieli zmagać się z piętnem przodkini zdrajcy, w którą to zdradę nikt z nich nigdy nie uwierzył. Bolesna historia z przeszłości, która położyła się cieniem na życiu rodziny.
Nagle, za sprawą za nieustępliwego historyka, który za wszelką cenę postanawia dowieść niewinności Zorzy, wszytko zaczyna się zmieniać i nagle dość ustabilizowane życie rodziny zmienia się nie odwracalnie. Do poszukiwań prawy o ciotce przystępuje stopniowo niechętna i sceptyczna Julia - wnuczka Stanisława, męża Heleny- Zorzy. Julia tak naprawdę podświadomie - poza oczywistym celem będącym chęcią poznania historii rodzinnej i odkrycia prawdy o tym, coś się wydarzyło w styczniu 1939 roku - pragnie podświadomie wyrwać się z dość nudnego i przewidywalnego życia z mężem, z którym łączy ją coraz mniej.
Babcia i dziadek dziewczyny przeżywają te poszukiwania szczególnie emocjonalnie, bojąc się, że odkryta prawda potwierdzi to, w co od lat nie wierzą.
W poszukiwaniach Piotra Wilczyńskiego wspomaga jego szef, którego zamiary są zgoła inne niż życzliwa pomoc podwładnemu, a tym samym sam finał powieści będzie niczym finał dobrego thrillera.

Autorka prowadzi akcję dwutorowo - z jednej strony mamy zdarzenia rozgrywające się współcześnie i poszukiwania prawdy o Helenie.
Z drugiej mamy czasy wcześniejsze i historię naszej pani szpieg, która z powodzeniem mogłaby być pomysłem na osobną historię.
Co mnie urzekło to zdecydowanie wysoki poziom obu płaszczyzn, każdy bohater, który pojawia się w powieści ma swoją rolę do odegrania, każdego historia zostanie dokończona, za każdym wątkiem kropka postawiona jest w odpowiednim miejscu. A sam pomysł na powieść mi przypadł zdecydowanie do gustu, wciągając od pierwszej strony. Mam nadzieję, że autorka nie poprzestanie tylko na tej jednej historii.

środa, 3 lipca 2019

Katarzyna Enerlich - Akuszerka z Sensburga

Stanisława, młoda kobieta z Mystkówca Starego w samym sercu Puszczy Białej, zbiera zioła i marzy o tym, by zostać pielęgniarką. Niestety, życie nie układa jej się tak, jak by tego chciała. Kiedy nagle umiera ukochany mąż Edmund, a na świat przychodzi córeczka Marianna, młoda kobieta musi stawić czoła nowym wyzwaniom i zapomnieć o marzeniach. 



Niespodziewanie dla samej siebie zostaje akuszerką i pod okiem wiejskiej „babki” doskonali umiejętności lecząc ziołami. We wsi pojawiają się nowi sąsiedzi, przybyli z Prus Wschodnich i opowiadają jej o tej nieznanej krainie a w niej niewielkim mieście Sensburg (obecne Mrągowo), gdzie ludzie żyją zupełnie inaczej. Stanisława postanawia wyjechać z rodzinnej wsi i osiąść właśnie tam. Akurat w nieodległej od Sensburga wsi Eckertsdorf (dzisiejsze Wojnowo) planowane są obchody 100-lecia osadnictwa staroobrzędowców, a tamtejszy klasztor poszukuje akuszerki i zielarki, która mogłaby pomóc siostrze Galinie. Stanisława postanawia wybrać się w daleką podróż, która zmieni jej życie. 

Powieść pachnie ziołami i jest przesycona prawdziwymi opowieściami mieszkańców Prus Wschodnich. Pokazuje świat wiejskich zielarek i akuszerek, który wprawdzie już odszedł, ale wciąż jeszcze powraca w ludzkich wspomnieniach. 

I znów za sprawą autorki mamy szansę wyruszyć na Mazury początku ubiegłego wieku. Pani Kasia nie byłaby sobą, gdyby ta podróż nie pachniała polami, ziołami i naturą. Bohaterką bowiem tym razem uczyniła Stanisławę - kobietę, którą już na początku dorosłego życia los doświadcza, zostawiając samą z malutką córeczką, opuszczoną przez zmarłego męża. Dość niespodziewanie prosta młoda kobieta, której nie dane było się uczyć odnajduje w sobie dar niesienia pomocy innym, lecząc ich naturalnymi sposobami i przyjmując porody jako akuszerka. W świat tajemnic takiego życia wprowadza Stanisławę stara szeptucha. Jednak życie Stanisławy z jednej strony - w końcu spokojne, bo ma zapewniony byt, z drugiej trudne, bo otacza ją brak zrozumienia dla nowej profesji ze strony bliskich - zmienia się diametralnie. Jakaś siła pcha ją do zmian, do ciągłego niesienia pomocy innym, gdy dość niespodziewanie pojawia się możliwość wyjechania z Polski do Prus i pomoc w zakonie staroobrzędowców, kobieta decyduje się na jeszcze większą zmianę. Odtąd jej życie nabierze jeszcze większego tempa. Nie chcąc zdradzać dalszych losów naszej bohaterki, które zaskoczą czytelnika wielokrotnie mogę tylko napisać, że historia życia Stanisławy z każdą niemal stroną staje się ciekawsza i bardziej wciągająca. 

Oprócz historii niezwykłej kobiety, która, dziś nazwałybyśmy ją pewną siebie feministką, udowadnia, ze nawet w trudnych czasach można było podążać swoją ścieżką, realizując swoje marzenia.
Ta historia to również wielowątkowa opowieść o społeczeństwie i obyczajach początku i polowy ubiegłego wieku - czasach trudnych, ale i przełomowych, to opowieść o ziemiach, o których pisze się mało i akcje niewielu książek rozgrywają się własnie tam. Dwudziestolecie międzywojenne, trudne relacje narodowościowe, odradzająca się świadomość na ziemiach polskich w kontrze do fascynacji faszyzmem w Prusach, wielokolorowa mozaika, która zachwyca na tle historii głównej bohaterki. Nie ukrywam, że z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny tom.

poniedziałek, 14 maja 2018

Katarzyna Enerlich - Piękno z pól i łąk

Piękno z pól i łąk przesycone jest zapachem ziół, pasją ich zbierania oraz praktyką uważności nad tygielkiem pełnym olejów i aromatów.
To nie tylko zbiór przepisów na naturalne kosmetyki, ale również okazja do spotkania z osobami, które na drodze pełnej naturalnych składników odnalazły istotę swojego życia.
To zapiski z domowej alchemii, której może nauczyć się każdy, i zachęta do tego, by codziennie poznać coś nowego. Autorka zaraża zielarskim entuzjazmem i zachęca do własnych eksperymentów, twierdząc, że wiele z potrzebnych składników mamy w domu, nie wiedząc nawet o tym, że możemy z nich produkować kosmetyki.




Ja na tą książkę czekałam od dawna. Zakochana w książkach autorki czekałam na poradnik z przepisami pojawiającymi się w jej powieściach, na rady (w końcu sprawdzone i prawdziwe) na spotkanie przy kuchannym stole ze zbiorami z pól i łąk. Spotkanie o tyle autentyczne, o ile autentyczna jest sama autorka. W końcu nie jest to kolejny eko poradnik kolejnej celebytki, która nafali bycia tredny zdobywa większą popularność wdając poradnik nic nie wnoszący. To poradnik prawdziwy, bliski i co najważniejsze normalny i nieudziwniony. Kto zna książki Pani Kasi wie czego się spodziewać, kto znie zna musi poznać!

Autorka proponuje czytelnikom szereg przepisów na domowe kosmetyki - pielęgnacyjne i te zastępujące domową chemię przemycając po drodze mnóstwo porad dotyczących małych zmian w tym, czego używamy w domu i po co sięgamy w łazienkowych szafkach. Do tego przepisy te są proste i pozwalające wykorzystać wszystkie produkty - jak chociażby sam ryż, jak i wodę , która nam zostanie z przygotowania mleka ryżowego. Co najciekawsze proponowane składniki w większości nas nic nie kosztują - możemy je bowiem sami zerwać i zebrać na pobliskich łąkach i polach, a że teraz jest idealny czas na takie zbiory zamierzam skorzystać z kilku przepisów, by móc cieszyć się samodzielnie przygotowanymi mieszankami i kosmetykami. Polecam, nie tylko fascynatkom! 

wtorek, 13 czerwca 2017

Katarzyna Enerlich - Wiatr od jezior

Rok 1922. Większość mieszkańców Zełwąg w pobliżu Mikołajek, tworzących niezwykle zżytą społeczność, staje się mormonami.

Rok 1998. W podmrągowskich lasach ktoś podpala na kamieniach ofiarnych zabite zwierzęta. Anna Sołowiecka, dziennikarka „Głosu Mrągowa” chce dociec, kim jest sprawca i dlaczego to robi. Jednocześnie próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci swojej przyjaciółki, mimo iż policja przyjęła wersję samobójstwa. Ma przeczucie, że obie sprawy coś łączy.

W mieście pojawia się czarnoskóry Bernard Mulunda Mayingo Bajohr. Spotkanie z nim prowadzi do odtworzenia przedwojennej historii Zełwąg. Fakty zaczynają się ze sobą splatać. Niespodziewanie jednak dziennikarska dociekliwość staje się śmiertelnie niebezpieczna.





Po bardzo udanej serii "Prowincja..." Katarzyna Enerlich przenosi nas w swojej kolejnej książce również na Mazury tym razem w centrum zainteresowania umieszczając kolejną po staroobrzędowcach (recenzja tutaj) grupę, tm razem wyznaniową - mormonów. Musze przyznać, że to kolejna książka, w której spotykam się z wyznawcami tej właśnie wiary i nieustannie w pewien sposób mnie ta grupa fascynuje. Byłam bardzo ciekawa, jak autorka pokaże ich początki na ziemi mazurskiej i jak powiąże akcję rozgrywającą się współcześnie (w tym wątek niejako kryminalny) z początkiem ruchu mormońskiego. O ile zazwyczaj nie do końca jestem fanką prowadzenia akcji dwutorowo - w dwóch różnych epokach - bo mało znam autorów, którym to się udaje, tutaj byłam pozytywnie zaskoczona, bo mimo wspomnianego podziału akcji lektura całości okazała się bardzo ciekawa. I co najważniejsze, żadna z płaszczyzn czasowych nie traci względem drugiej.

Chociaż nie ukrywam, że bardziej podobał mi się wątek współczesny - gdzie Anna, dziennikarka lokalnej gazety, po śmierci swojej przyjaciółki zaczyna prowadzić prywatne śledztwo. Podczas sprzątania mieszkania po zmarłej odkrywa coraz to nowe sekrety i tajemnice dawnej przyjaciółki. Ich rozwikłanie staje się dla niej niejako obsesją. Do tego w pracy dostaje temat napisania sprawozdania z prawdopodobnie rytualnych morderstw zwierząt, które ostatnio stały się regularne i ich częstolitliwość i charakter zaczęły niepokoić lokalną społeczność. Czy te sprawy coś łączy?Czy Annie grozi niebezpieczeństwo?Ma bowiem wrażenie, że ktoś poza nią szuka czegoś w mieszkaniu przyjaciółki.

Fascynująca historia, jak zawsze w przypadku autorki, ciekawie zarysowana tajemnica, dobre zbudowanie napięcia, wszystko to w połączeniu z historią, która wciąga i Mazurami, gdzie autorka zdaje się nieustannie zapraszać daje mieszankę godną polecenia. Z niecierpliwością będę czekać na kolejną powieść autorki, mam bowiem wrażenie, ze za punkt honoru postawiła sobie odkrycie nieodkrytych powszechnie i standardowo Mazur przed czytelnikami z całej Polski.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Katarzyna Enerlich - Rzeka ludzi osobnych

W 1830 roku na Mazury, do Puszczy Piskiej przybywają pierwsi staroobrzędowcy. Karczują puszczę, budują domy, uprawiają ziemię. Powstają wyznaniowe wsie, między innymi Wojnowo (Eckertsdorf), ukryte w lasach, wzdłuż rzeki Krutyni. Jednym z osadników jest Fiodor Malewan. Jego wyzwolona jak na tamte czasy córka Anna daje początek rodowi silnych, niezależnych kobiet, ściśle związanych z ziemią sadami i... klasztorem nad Jeziorem Duś, gdzie mieszkają mniszki, wiodące życie proste i ubogie, a jednak pełne ufności w przeznaczenie. Ta przejmująca powieść jest wędrówką po historii wsi, nierozłącznie związanej z staroobrzędowcami, ich wiarą i zwyczajami. Pojawiają się tu postaci prawdziwe i fikcyjne, a ich dramatyczne losy rozgrywają się na tle historii Prus Wschodnich. A wszystko zaczyna się pewnego listopadowego dnia. We wsi pojawia się obca kobieta. Zamieszkuje w domu Sidora Kurta - najstarszym we wsi. Z niepokojem przygląda się jej sąsiadka, osiemdziesięcioletnia Augusta, potomkini Fiodora Malewana. Co wyniknie z tej niespodziewanej wizyty? Jakie tajemnice, skrywane przez lata, ujrzą światło dzienne? Co kryje się pod wielkim kamieniem na Głazowisku, niedaleko klasztoru? Czy staroobrzędowcy rzeczywiście znikną z wyznaniowej mapy Mazur? Czas Lata wie, że w Wojnowie jest miejsce i na staroobrzędowe, i na pruskie, i na polskie dusze i tak już tu zostanie na zawsze – bo to dzięki splątaniu wiary i ludzkich serc wieś ta przetrwała różne burze i złe chwile i pozostanie na swoim miejscu jeszcze długi czas. Niepamięć o niej zamieni się w pamięć. Nad wsią zawsze unosić się będzie zapach ziemistej wiosny, wilgoć z letnich poranków, mgły z jesiennych uśpień i biała zadymka z ostrych zim, ludzie będą się tu rodzić i umierać, kamienie okrywać mchem, konie wypasać na ogromnych pastwiskach, jabłka dojrzewać, a uważny człowiek zawsze wyczuje zapach rzeki. Rzeki ludzi osobnych. (fragment powieści) Ocalić od zapomnienia. Opowiedzieć staroobrzędowy świat, póki jeszcze żyją wyznawcy - powieść Rzeka ludzi osobnych to zaproszenie do wyprawy w przeszłość. Po raz kolejny ziemia mazurska odkrywa swoje tajemnice - mówi o swojej książce Katarzyna Enerlich.



Bardzo bylam ciekawa jaką propozycję będzie miała Katarzyna Enerlich po tak udanej serii "Prowincja..". Z jednej strony były to obawy, ze coś innego niekoniecznie się sprawdzi, bo trudno będzi eprzebic historię Ludmiły, z drugiej ciekawość czegoś nowego po dłuższym czasie tylko z Ludmiłą ;)

I muszę przyznać, że autorka po raz kolejny sprawiła, że rozczarowania nie było. Owszem nie było również oszałamiajacego zachwytu i lektury do ostatniej strony na wstrzymanym oddechu, ale tym czytelniczkom, które znają twórczość autorki nie trzeba chyba tłumaczyć, że było to zupełnie niepotrzebne. Bo i tym razem Pani Kasia trzyma poziom. A pewien klimat, który udało się jej stworzyć w poprzednich powieściach jest wszechobecny i w tej najnowszej. Odkładajac książkę po zakończonej lekturze ma się ochotę spakowac i jechać na Mazury...

Jedyny minus dla mnie to trochę chaotyczny poczatek, było mi dość ciężko zorientować się w akcji, poukładać sobie wątki... Ale jak wspomniałam to tylko początek.

Później czyta się zdecydowanie łatwiej. Poznajemy dzięki autorce kilkoro bohaterów, co ciekawe nie tylko kobiet, które jak mogłaby sugerować okładka, będa tu wiodły prym... Bohaterowie, których losy w róznym czasie i za sprawą różnych połączeń splatają się z losami staroobrzędowców. Mi osobiscie ta grupa społeczna nie była do tej pory zupełnie znana - żyjący od wieków na Mazurach, pracowici, cisi, skupieni na swoich zadanaich i rozwoju przyjaźnie współegzystowali z różnymi narodowościacmi żyjącymi przed laty na tych terenach. Mimo upływu czasu wojen i politycznych zmian ostani przedstawiciele społeczności ciągle mieszkaja na Mazurach. Jak przekażą swoje dziedzictwo i co najważniejsze komu... Przeczytajcie, a nie będziecie zawiedzione. 

Jak zawsze Pani Katarzyna skłania do przemyśleń, reflekscji and prostotą życia i własnym chlebem. Lubię. Niezmiennie i czekam na więcej!

poniedziałek, 22 lutego 2016

Joanna M. Chmielewska - Pod wędrownym aniołem


Nie wygrałam w totolotka. Nie dostałam spadku po bogatej ciotce. Porzuciłam codzienność znaną, bezpieczną, choć niekoniecznie satysfakcjonującą. Zaryzykowałam. Razem z mężem i dziećmi wyruszyłam w drogę, nie wiedząc, co kryje się za kolejnym zakrętem. 

Szklarska Poręba. Nowe miejsca, nowi ludzie, nowe ścieżki. Przeszkody i fascynacje. Perypetie remontowe, wędrówki śladami artystów, odkrywanie ludzkich losów zaplątanych w wielką historię. Poezja i proza życia.
Bywa różnie. Czasami bardzo trudno. Ale nie zamieniłabym tej mojej ścieżki na żadną inną.

I o tym właśnie mówi ta opowieść.



Autorka, ta druga Pani Chmielewska ;) znana jest mi z lektury książki "Mąż zastępczy" (recenzja tutaj). Z dużym zainterowaniem sięgnęłam po książkę o samej autorce. Co tu dużo ukrywać czytelniczki są ciekawe, jak wyglada życie od kuchni twórców powieści, skąd czerpią oni pomysły i inspiracje, jak jak powstaje książka.

Odpowiedzi na wszystkie te pytania znaleźć możemy w tej, bardzo osobistej i ciepłej powieści. Powieści, którą okresliłabym opowieścią o życiu, codziennych problemach i trudnościach, bez sztuczności, zbędnego lukru, za to z dużą dozą realizmu. Dlatego moim zdaniem czytało się ją tak dobrze. Przprowadzka na drugi koniec Polski, remont, zycie na walizkach oraz aklimatyzacja w nowym miescu połączona z historią pisarki, jej walką o publikacje nowych pozycji i własne nazwisko (to z drugim imieniem ;)) to elementy tej ciepłej opowieści. Mi tak dobrze znane i znajome boje z ekipami remontowymi i topniejącymi zasobami z kredytu czytało się szczególnie dobrze, z pewną ulgą, że wszyscy się z tym borykają. Do tego autorka zafascynowana nowym miejscem, w którym zamieszkala wraz z rodziną - Szklarską Porębą- wprowadza czytelnika w zawikłaną, ale ciekawą historię tej miescowości okraszając wszystko archwalnymi zdjęciami.
Wszystko to tworzy kolorową mozaikę umilającą czytelnikowi ponure, jeszcze niestety, wieczory. Ciepła opowieść na chłodne dni. Idealnie pasuje :)

wtorek, 10 listopada 2015

Katarzyna Enerlich - Prowincja pełna złudzeń

Podobno jest to ostania książka z cyklu "Prowincja...". Byłoby to duże rozczarowanie, bo seria jest moim zdaniem wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju na polskim rynku wydawniczym. 
Z drugiej strony akurat ten tom mnie trochę rozczarował. Uważam go za najsłabszy z całej serii. 
Po lekturze mam wrażenie, ze autorka na fali niosącej całej jakże dobrze przyjętej przez czytelniczki serii postanowiła napisać kolejny tom, zapowiadając rychłe zakończenie historii Ludmiły i jej bliskich.
Tom ten, którego nawet tytuł jest odległy od tego, do czego nas przyzwyczaiła autorka, jest najkrótszy z dotychczasowych, jakby to pożegnanie było takie napisane na szybko, bo w planach mam coś nowego, lepszego?
Myślę, że czytelniczki (albo przynajmniej ja) przyzwyczajone do szybko wydawanych kolejnych tomów z chęcią poczekałyby ciut dłużej na coś tomowo grubszego, jak już ma to być pożegnanie z bohaterką.

Tym niemniej jak zawsze dzięki lekturze wracamy do tego, czym tak, jak zawsze czaruje Pani Kasia - ciepła domowego ogniska, bliskości innych, jogi, cudownych smaków. Miłości ot tak po prostu.
Myślę, ze na tym właśnie polega fenomen tej serii - na prostocie i cieple, które to nam czytelnikom zaoferowane są chociaż na kilka godzin lektury. Mnie każda czytelnicza przygoda z książkami Pani Kasi skłania do wielu przemyśleń, poszukiwania nowych smaków ( i tu jak zawsze postulować będę o książkę kucharską!) i zwrócenia się ku prostocie. Takiej prostocie, która wyróżnia się własnym ogródkiem, sobie robionymi kremami oraz mięta z miodem pitą o każdej porze roku...
Z drugiej strony wszystko to nie jest przesadnie przesłodzone i sztuczne. Ludmiła to bohaterka, która popełnia błędy,myli się, błądzi, musi się nie bez trudu zmierzyć z tym, co przygotował dla niej los. A często nie jest to droga usłana kwiatami. Przez co cala ta historia jest autentyczna i prawdziwa. Za co niezmiennie lubię autorkę i mam nadzieje, ze to jednak nie będzie ostatni tom.





Życie pełne złudzeń. Może właśnie po to czasami załamuje się w nim światło, byśmy na ekranie naszych marzeń zobaczyli tęczę?

Złudzenia bywają czasem siłą. Na tym polega niezwykłość tego świata, że w tym, co z pozoru błahe, efemeryczne i nietrwałe, znajdujemy na koniec oparcie dla następnych dni. Bohaterka kolejnego tomu powieści Katarzyny Enerlich już wie, że ma prawo do szczęścia, jak każdy z nas. Postanawia tym razem o to szczęście walczyć sama; nie zdając się już na łaskawe sploty wydarzeń. 

Wypełniona bolesnymi doświadczeniami, przekonuje się, że to, co przeżyła, jest w rezultacie jej siłą. Dzięki temu potrafi więcej rozumieć i więcej widzieć – bo po to właśnie w naszym życiu istnieją życiowe zakręty. Sztuka jogi, którą od lat uprawia, sprawia, że otwiera się na nowe życie i nowe myślenie. Horyzonty jej odczuwania poszerzają się, dzięki czemu zaczyna żyć coraz piękniej. 

Czy będzie to ostatni tom prowincjonalnej sagi zależy w dużej mierze od Was Czytelników, na razie Autorka pisze opowieść „odrębną”, choć jak zawsze związaną z jej regionem.


środa, 21 października 2015

Elżbieta Wichrowska - Twarz z lustra

Pewnego dnia na stół operacyjny młodej, stojącej u progu kariery pani neurochirurg trafia Włodzimierz, znany wydawca i kolekcjoner. To poznanie zmieni dotychczasowe życie ich obojga. Łucja, która rozstała się właśnie z mężem i pragnie zapomnieć o nienajlepszym dzieciństwie spędzanym na warszawskiej Pradze, zmuszona zostanie do poznawania dramatycznych i czasem bardzo tajemniczych spraw i historii swojej rodziny, kompletnie jej dotąd nieznanych. Włodzimierz dzięki Łucji pozna wreszcie tożsamość kobiety z portretu, która przez całe lata nie dawała mu spokoju.

Twarz z lustra to opowieść o pragnieniu powrotu do źródeł i lęku przed własną tożsamością; o próbach rekonstrukcji świata przodków, o pasjach, miłości i nienawiści, które mimo upływu stuleci nie zmieniają się, tak samo cieszą i podobnie przerażają. To wreszcie opowieść o dokumentach, zjawach nie z tego świata i śledztwie, które powinno wiele ujawnić. Ale, czy tak się stanie?


Bardzo lubię powieści o poszukiwaniu korzeni, odkrywaniu tajemnic przeszłości i sekretów rodzinnych. 

Z ogromną ciekawością przystąpiłam więc do lektury, bo zapowiadało się ciekawie. 
Pierwsze moje odczucia były dość pozytywne- kobieta na rozdrożu, na skutek zewnętrznych okoliczności postanawia poszukać prawdy i odkryć historię swojej rodziny. Do tego na jej drodze staje bogaty i równie tajemniczy Włodzimierz, który posiada portret kobiety sprzed lat, mogącej być siostrą bliźniaczką Łucji. Tajemnic oczywiście jest więcej, bo nie wiadomo dlaczego tak naprawdę Włodzimierz został zaatakowany i co chcieli mu ukraść sprawcy.
Poniekąd zmuszona, ale może też wiedziona ciekawością z pomocą przyjaciółki Łucja otwiera stary rodzinny kufer, strzegący tajemnic przeszłości...

Ciężko mi ocenić tą książkę jako całość, bo ma po prostu lepsze i gorsze fragmenty i wątki.

Może w takim razie ocenię to, co najbardziej mi się podobało i co wręcz przeciwnie.

Książka to zdecydowanie gratka dla miłośników historii warszaw, której to Włodzimierz jest prawdziwym znawcą, a do tego autorka dołączyła sporo fotografii, co dodatkowo zasługuje na uwagę. Drobiazgowość w odwołaniach historycznych, zgrabne połączenie tych historyjek z akcją to super rozwiązanie, ale według mnie głównie dla tych zainteresowanych. Dla tych, którzy nie mieszkają w stolicy, czy jej nie znają, będzie to momentami męczące. Ja momentami czułam przesyt.

Podobny przesyt wywoływały we mnie bardzo liczne powiązania historyczne, które były ciekawe tylko na początku, wraz z rozwojem akcji zaczęły ją nawet momentami przesłaniać, co dla mnie niewątpliwym minusem, bo najbardziej interesowała mnie jednak droga Łucji do odrywania historii przodków i poszukiwanie tajemniczej prapraprababki.

Jeżeli chodzi o postacie to autorce udało się wprowadzić ich całkiem sporo, większość z nich ciekawych, z własnymi tajemnicami ;) Niestety moim zdaniem nie do końca został wykorzystany ich potencjał, bo chociażby Łucja poważna pani doktor wzbudzająca sympatie, po pewnym czasie zaczyna zachowywać się w sposób nieprzewidywalny i momentami infantylny? Zaczyna wierzyć w duchy i tajemnicze siły wyższe...Włodzimierz przez cały czas trwania akcji chowa się za sekretami obiecując, że już następnym razem powie Łucji wszystko...no moze to i dobry zabieg, ale jednorazowo, a nie ciągle.

O ile potencjał i pomysł super,  tylko mi wykonanie nie do końca przypadło do gustu.
Moja ocena 6,5/10




sobota, 6 czerwca 2015

Agnieszka Tomczyszyn - Ezotero Córka wiatru

Latte nigdy nie zastanawiała się nad przyszłością. Wydawało jej się, że przeszłość kryje wystarczająco wiele tajemnic. W poszukiwaniu miłości, przyjaźni i prawdy o swojej matce i sobie natrafiała wciąż na pytania bez odpowiedzi.

Czy człowiek ma wpływ na swoją przyszłość? Czy mogąc poznać losy bliskich osób, bohaterka zrobi to bez mrugnięcia okiem? Czy mistyka jest nierozerwalnym elementem nowoczesnego świata? Ta wciągająca historia z pogranicza kryminału, fantasy i powieści obyczajowej przeniesie czytelników w ezoteryczny świat matki i córki, które łączy wszystko, a jeszcze więcej dzieli i każe zastanowić się nad tym, czy świat faktycznie jest taki, jakim go widzimy? A może rozwiązanie tajemnicy znajduje się tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy…


Czasem lubię zmierzyć się z książką, która zupełnie nie jest moją bajką, tak, żeby sprawdzić, czy może warto sięgać po nieznane. Tak było i tym razem-nie jestem fanką książek fantasy, jakoś zupełnie nie potrafię się w nich odnaleźć. Tutaj też trochę się obawiałam przy takiej zapowiedzi, ale okazało się, że to co określone zostało mianem fantasy to raczej magiczna opowiastka w stylu Harrego Pottera, tylko bardziej dla kobiet, niż młodych czytelników.
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tą powieść, bo z jednej strony książka ma bardzo fajny wątek obyczajowy, który toczy się wokół Latte, zagubionej dziewczynki, izolowanej przez matkę, by ustrzec ją przed skutkami specyficznego daru, która t o w gronie walczących o nią przyjaciół powoli odnajduje siebie, czerpiąc radość we wspólnocie, nadrabiając bliskością swoją dotychczasową specyficzna izolację i życie w otoczeniu sekretów. Autorka włączyła w akcję również dobry wątek kryminalny - Latte zostaje poproszona przez policję, tak jak wcześniej jej matka, o pomoc w znalezieniu zabójcy ojca swojej przyjaciółki. Pomóc w tym ma oczywiście jej szczególny dar - umiejętność czytania z rąk, przewidywania przeszłości i widzenia zdarzeń wraz z ich historią. Watek ten prowadzi to najciekawszego w całej historii finału, będącego zarówno kulminacją i rozwiązaniem zagadki, jak również swoistą próbą dla Latte. Choć autora zostawia czytelnika z dużym znakiem zapytania to sam finał ciągle uważam za najlepszy w całej powieści.
Natomiast - mimo, że moźe nie mam za sobą wielu lektur,  którymi mogę tą porównać, jeżeli chodzi o elementy fantasy (chociaż dla mnie dużo lepszym określeniem byłoby tu magii) to były one tak naprawdę mało przekonywające i słabe na tle reszty, powodując, ze powieś w moim odczuciu dużo straciła na odbiorze. Tak jakby zabrakło w nich dopracowania, a pojedyncze elementy zostały po prostu wplecione w akcję główną. 
Jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi przeszkadzała w odbiorze-nie lubię kiedy autor skracać nazwy miejscowości, bo mi po prostu źle się czytało, mając przed oczami zdanie  chociażby takie nagromadzenie - Latte jadąc z T., zatrzymała się po drodze w J., wyruszając kolejnego dnia do K.. Jeżeli to celowy zabieg, to ja prosty czytelnik go nie rozumiem.

Jestem ciekawa, a jakim kierunku jeżeli chodzi oswoją dalszą drogę twórczą pójdzie autorka, której ta powieść jest debiutem. Oby nie była to tylko kolejna gorsza wersja Harrego.


Moja ocena 6,5/10

niedziela, 3 maja 2015

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak - Upalne lato Gabrieli

Rok 2015. Gabriela Kern, uznana pisarka i spełniona matka, opuściwszy Warszawę, wiedzie leniwą egzystencję w urzekającym zakątku Mazur. W jej hermetycznym, pozornie poukładanym świecie nie ma miejsca na rozpamiętywanie przeszłości i rozdrapywanie ran. Gaba do perfekcji opanowała sztukę życia hic et nunc, toteż nie tęskni za nikim i za niczym. Incydentalnie wikła się w niezobowiązujące związki, lecz od kochanków nie oczekuje deklaracji uczuć – sama także nikomu ich nie składa. Zamiast tego afirmuje wolność, ceni niezależność i uważa, że samotność to stan niezwykle wygodny, mimo że współcześnie niedoceniany…


Tymczasem nadchodzi kolejne upalne lato. Gaba wydaje kontrowersyjną powieść o swoim ojcu, znanym opozycjoniście okresu przemian. Rozliczenie się z fragmentem najnowszej historii z osobistych przyczyn nie jest dla niej proste. Ponadto w wyniku nieoczekiwanego telefonu na nowo powracają do niej sprawy, które jakiś czas temu z rozmysłem zamiotła pod dywan niepamięci. Wiadomości z Francji – gdzie przed laty spędziła brzemienne w skutkach wakacje – sprawią, że Gaba będzie musiała opuścić swoją strefę bezpieczeństwa, rozwikłać rodzinne tajemnice i zajrzeć w głąb siebie. Tylko czy na wybaczenie zadawnionych krzywd nie jest już za późno?


Z ogromną niecierpliwością czekałam na tą książkę, byłam ciekawa jaką historię najmłodszej z kobiet z tego nieszczęśliwego rodu przedstawi nam autorka. Mimo, że powieś stanowi kontynuację dwóch poprzednich części, to jednak stanowi odrębną całość i mogą ją czytać również, ci, którym wcześniejsze części nie są znane-dla mnie to ogromny plus, bo nie zawsze mamy możliwość sięgnięcia po wcześniejsze pozycje.

Czym zaskakuje powieść?Wszystkim! na tle dość prostych i często przewidywalnych historii w powieściach obyczajowych dostępnych na rynku powieści dla kobiet książka ta jest tak inna - wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy nie tylko kolejne epizody, ale również wracamy do tajemnic, które niczym stop klatki przewijają się na tle zdarzeń współczesnych, w taki sposób, ze wszystko to, co czytelnik jako oczywiste założył sobie na początku lektury, pod koniec już taką oczywistością nie jest. A wszystko to, co spotkało Gabriele widziane przez pryzmaty kolejnych rozdziałów każe nam zmieniać swój osąd diametralnie. Frapujące, skłaniające do myślenia, inne. Historie kobiet, którym nie dane było stać się matkami powodują, ze mnie matce, często ciężko znaleźć odpowiedź, co jest dobre, co złe, jakie decyzje są słuszna, a jakie nie. Paleta postaci, które Gabriela spotyka idealnie dopełniają ciekawą historię nie tylko głównej bohaterki, lecz również jej matki i babki. Odkrywane tajemnice rzucają coraz to nowe barwy, na bolesne wspomnienia, z którymi zmierzyć się musi Gabriela-postać, która na początku nie wzbudza sympatii czytelnika - rozwódka zacierająca wszystkie swoje wspomnienia związane z matką, kobieta szukająca zapomnienia w romansach, rozliczająca przeszłość swojego ojca w nowo wydane powieści autorka poczytnych powieści. A jednak poprzez pryzmat kolejnych rozdziałów udało mi się ją polubić.
Jestem pod sporym wrażeniem tej powieści, jej konstrukcji, zamysłu autorki i opowiedzianej historii. Moja ocena 9/10


niedziela, 25 stycznia 2015

Katarzyna Enerlich - Prowincja pełna snów


Prowincja pełna snów opowiada o snach, z których nie chcemy się budzić, o czarach codzienności i uświadamianiu sobie, że szczęście to stan duszy.

Bohaterka książki zajmuje się dorastającą córeczką, pisze książki, dużo podróżuje, prowadzi pensjonat dla praktykujących jogę, medytuje, zbiera zioła, zajmuje się ogrodem i tak jest tym wszystkim zajęta, że nie zauważa własnej samotności. Kiedy w jej życiu pojawia się COŚ, o czym już niemal zapomniała, czuje się jak we śnie. 



Katarzyna Enerlich – czarodziejka  jezior – miesza fikcję z prawdą i splata historię Mazur z opowieściami Czytelników.
Zdobyła ich serca umiejętnością słuchania, ale także uśmiechem, wiarą w marzenia, poetyckim językiem i zachwytem nad światem. Wiele zasłyszanych opowieści pojawiło się już w jej książkach.



Zdecydowanie Katarzyna Enerlich to czarodziejka, tylko nie wiem czy jezior, czy czytelniczek...
Na każdą jej nową powieść czekam z ogromną niecierpliwością, a samą Ludmiłę mam wrażenie, że znam od zawsze. No i mam nadzieję, że tak cudowna i ciepła osoba odnajdzie w końcu spokój i miłość. Także tym razem miałam taką nadzieję, niestety autorka i tym razem miała dla niej inne plany. Okazuje się, że śmierć męża nie jest największym ciosem, który na nią spadł, bo okazuje się, że jej zmarły mąż ma syna, którego matka przyjechała aż z Syberii, żeby u niej u u Janusza - dziadka chłopca szukać pomocy i wsparcia. To dla Ludmiły duży szok - zdrada męża, tajemnica, nowe problemy i niezrozumiała do końca postawa Janusza powodują, że czuje się jeszcze bardziej samotna, osaczona i stabilność emocjonalna, którą powoli odbudowała po tragedii zaczyna się burzyć.

A wszystko to w przede dniu pierwszego turnusu w Babie Jodze - przedsięwzięciu, które pomogło Ludmile uporać się z tragedią, która ją spotkała. Do tego były mąż planuje ślub, Ireneusz, z którym Ludmiła wiązała spore nadzieje związany jest z Magdą.... Trochę za dużo tego jak na jedną bohaterkę, prawda? Musze przyznać, że tym razem lektura byla dla mnie trudniejsza niż zazwyczaj, bo chciałam w końcu przeczytać o szczęśliwej Ludmile, takiej, która wewnętrzny pokój łączy z satysfakcją zawodową i szczęściem osobistym.I taki poproszę kolejny tom!Tego złego, co wydarzyło się w ostaniach jest aż nad to.

Z drugiej strony podczas lektury wiem czego mogę się spodziewać, co jest sztandarowym punktem książek Pani Kasi - dużo myśli o spokoju wewnętrznym, dużo spokoju i ciepła wewnętrznego, pomysłów na lepsze życie, przepisów na pyszne i proste dania. Te elementy powieści uwielbiam niezmiennie, zawsze chętnie wracam. Wszystkie te elementy przypominają mi troszeczkę Agnieszkę Maciąg - podobny klimat, przepisy, pomysły i joga, jak w książkach, czy na blogu Pani Agnieszki. Bardzo odpowiada mi taki klimat. dlatego chętnie przeczytałabym książkę kucharską Ludmiły :)

Jednym z minusów tej lektury była niewątpliwie po praz pierwszy zauważona przeze mnie pewna niedbałość- niektóre rozdziały kończyły się dość niespodziewanie, jakby po środku niczego, przy urwanym wątku, myśli itp. 

Tym niemniej moja ocena to 7,5/10 w oczekiwaniu na kolejny tom :)





poniedziałek, 17 listopada 2014

Iwona Menzel - W poszukiwaniu zapachu snów

Europa między Wschodem a Zachodem, początek burzliwych lat dziewięćdziesiątych. W Polsce zostaje obalona komuna, w Berlinie pada mur, droga do zjednoczenia Niemiec staje otworem. Na Bałkanach ziemia zaczyna nasiąkać bratnią krwią.



Między Niemcami i Polską krąży niestrudzenie matka dziesięcioletniego Jana, która od lat w Niemczech wychowuje samotnie syna.Z zapartym tchem obserwuje dramatyczny rozwój wydarzeń i heroiczne wysiłki swojej polskiej rodziny, która chwyta się każdego sposobu, żeby uratować przed ostateczną zagładą podupadły majątek.W przypływie szaleńczej odwagi matka Jana spełnia marzenie swojego dzieciństwa i kupuje konia. Marzenia nie spełniają się jednak bezkarnie: Lukrecja okazuje się wierzchowcem wyjątkowo krnąbrnym, nad związkiem bohaterki z ukochanym Joshem coraz bardziej ciąży cień jego byłej żony, a niepokojące nocne telefony rabują jej resztki snu. Euforia zjednoczeniowa mija szybko, kwitnące krajobrazy w nowych landach kwitną nie dla każdego i powoli powraca cicha tęsknota za dobrymi, starymi czasami.

Iwona Menzel to autorka znana mi już wcześniej - jej wcześniejsze, czy raczej  , powieści bardzo mi się podobały. Dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po powieść, którą debiutowała.
Spodziewałam się dużo, zwłaszcza że miała się ona rozgrywać w czasach, o których zawsze z chęcią czytam, czasach, o których lata temu pisałam swoją pracę magisterską.

Książka niestety bardzo mnie rozczarowała. Przede wszystkim przytłoczyła mnie mnogość wątków i postaci, które na swojej drodze spotyka bohaterka. Ich ogrom spowodował tak naprawdę, że większość z nich została potraktowana dość powierzchownie, jakby żaden z nich nie zasługiwał na większą uwagę. Wiele osób, ich historii, często krótko wspominanych-zaledwie kilka akapitów, czy zdań powodowało dla mnie pewien chaos czytelniczy - 3 strony o Maxie, 2 strony o Kasi, potem wzmianka o Bośniaku, który pojawia się na jedno popołudnie, żeby znów zaraz zniknąć. Ubarwienie akcji poprzez nagromadzenie dużej ilości bohaterów, niestety w większości mało wyrazistych, po prostu się nie udało...
Niestety rozczarowała mnie również część poświęcona czasom, w którym akcja się rozgrywa. Owszem są wzmianki, są one ciekawe, czytałam je z dużym zainteresowaniem i przyjemnością, ale było mi tego zdecydowanie za mało na tle perypetii głównej bohaterki. Myślę, ze to jednak moje duże oczekiwania spowodowały to rozczarowanie ;)

Bardzo podobała mi się perspektywa  akcji - z punktu widzenia Polki, która osiadła w Niemczech - jak ona widzi swój stary i nowy kraj, przemiany w nich zachodzące, konfrontuje mentalność ludzi, tradycje i sposób życia. Bardzo ciekawe z punktu widzenia dawnej studentki niemcoznawstwa!


Moja ocena 7/10 

Myślę, że dla lepszej lektury, przynajmniej dla mnie, z części zwrotów z innych języków, przy tak dużym ich nagromadzeniu, można byłoby zrezygnować. Ciągłe zerkanie na dół strony męczy, mimo, że ja te po niemiecku rozumiałam bez problemu.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Katarzyna Enerlich - Prowincja pełna szeptów

"Wiadomość z Syberii spada na Ludmiłę jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Czy kobieta znajdzie siły, by wrócić do normalnego życia? Przecież tak wielu ludzi jej potrzebuje.
W książce spotkamy prawdziwe szeptuchy, które zamieszkują rubieże naszego świata. Mazury, Podlasie czy daleka Syberia – w tych i innych miejscach zawsze żyły tajemnicze kobiety, które swoimi szeptami pomagały innym stawać się lepszymi i szczęśliwszymi.
Czy to one pomogą Ludmile przetrwać trudne chwile? A może raczej miłość do córki i wsparcie najbliższych przyjaciół? Czy ma w tym jakiś udział pewien rzadki syberyjski kamień czaroit? 
Ludmiła, odnajdując smak życia, otwiera się na różne nietypowe smaki kulinarne. W książce znajdziemy dużo przepisów na niezwykłe potrawy ze zwykłych, choć często zapomnianych produktów, które można wyhodować w ogródku, albo wręcz na balkonie czy parapecie."




Poprzednia książka o życiu Ludmiły miała być według autorki ostatnią (recenzja do przeczytania tutaj).  Całe szczęście tak się nie stało. Z dużą niecierpliwością czekałam na kolejny tom, byłam ciekawa jak poradzi sobie autorka z tragedią, która spotkała główną bohaterkę. I muszę przyznać - jestem pod wrażeniem - bez patetyzmu, sztuczności cała prawda o życiu, o tym jak to jest, jak traci się kogoś bliskiego, ale też jak można sobie z tym radzić lub nie. Taki zdrowy rozsądek i zdrowe podejście w powieści o zwykłych ludziach, bohaterach z problemami...
I jak zawsze u Katarzyny Enerlich jest smacznie, pachnąco i inspirująco kulinarnie. Bez wyszukanych składników, trendy połączeń. Swojsko, prawdziwie, dostępnie dla wszystkich. Ogromnie ucieszyłaby mnie książka kulinarna lub przeplatana przepisami tej autorki. Może następnym razem?
W każdej z powieści autorka nawiązuje też do historii rejonu, które czyta się z prawdziwą przyjemnością, bo dotyczą ziem o tak skomplikowanej przeszłości. Wszystko to zgrabnie wplątane w losy głównych bohaterów. 
Tym razem przedstawia nam też całkiem nowe bohaterki - szeptuchy, kobiety od pokoleń leczące ludzkie ciała i dusze, czytające przyszłość i pomagające radzić sobie z tym, co nas spotyka. Do takiej szeptuchy Bronia zaprowadzi Ludmiłę. Czy starsza kobieta jej pomoże? Musicie przekonać się sami. Ja z dużą przyjemnością czytałam o kobietach, o których tak naprawdę więcej jest legend niż prawdziwych opowieści. Tutaj mamy relację niemal z pierwszej ręki. Dużo ciekawsze niż w powieści Iwony Menzel (recenzja tutaj). Tam czułam niedosyt, tutaj moja ciekawość została zaspokojona. Z nadzieją, że w kolejnej powieści autorka rozwinie ten wątek.
Katarzyna Enerlich dużo uwagi w tej powieści poświęciła również jodze. Sama moją przygodę z jogą rozpoczęłam jakiś czas temu, ostatnio wróciłam do niej po przerwie. I sama wiem ile dobrodziejstw niesie ona ze sobą, miałam ochotę sama wraz z Ludmiłą rozłożyć swoją matę i popracować nad ciałem i oddechem.
Mało jest na polskim rynku czytelniczym autorek tak autentycznych jak Katarzyna Enerlich. Polecam gorąco.

Moja ocena 8/10




wtorek, 27 maja 2014

Joanna M. Chmielewska - Mąż zastępczy

"Piotra poznajemy w momencie, gdy po analizie swojej sytuacji życiowej dochodzi do wniosku, że jest po prostu nieudacznikiem. Odejście żony było dla niego kompletnym zaskoczeniem. Tym boleśniejszym, że kochankiem Karoliny okazał się jego szef. Piotr unosi się honorem i rzuca pracę. Mimo że jest świetnym fachowcem (z wykształcenia mechanik obróbki skrawaniem, z doświadczenia budowlaniec, z zamiłowania złota rączka), a przy tym pracowity, wytrwały, dokładny, uczynny, nie może znaleźć pracy, która by go satysfakcjonowała. I ciągle przeżywa odejście Karoliny.




Kiedy sąsiadka prosi go o pomoc, nasz bohater wpada na pomysł, żeby jako „mąż zastępczy” wynajmować się do tzw. męskich prac domowych oraz innych zadań, jakie zlecą mu pozbawione wsparcia mężczyzny klientki. To zajęcie staje się dla niego czymś więcej niż tylko sposobem wykorzystania swoich zdolności i zamiłowań do zarabiania na życie. Daje mu możliwość poznania różnych kobiet. A Piotr ma wciąż nadzieję, że dzięki temu uda mu się lpiej zrozumieć kobiecą psychikę i przede wszystkim własną żonę. Nowa praca wypełnia niemal całe jego życie. Zlecenia typowe i nietypowe. Sytuacje zabawne, wzruszające, irytujące.

Dziesiątki drzwi, a za każdymi drzwiami inny świat, inna ludzka historia..."


Dotychczasowa twórczość tej autorki nie była mi znana. Do tej pory Joanna Chmielewska dla mnie była tylko jedna-ale o tym w kolejnej recenzji ;).  Tymczasem okazało się, że warto sięgnąć po powieści autorki, o której dużo dobrego czytałam na innych blogach.

To, co najgorsze w tej książce to zdecydowanie jej okładka - mało zachęcająca i dość ponura, jak na powieść, która niesie za sobą optymistyczne przesłanie.

Co najciekawsze - a dość unikatowe wśród babskich czytadeł - to narracja z punktu widzenia mężczyzny - tego zdradzonego, porzuconego i oszukanego. Tego, który musi sobie poradzić z prawdą, bolesną oraz tym co niesie ze sobą życie - samotnością, niewiadomą zawodową, nieznanym.
No i Piotr jest zdecydowanie takim bohaterem, o którym chciałoby sie czytać, bo radzi sobie świetnie, wpada na pomysł założenia firmy oferujacej niecodzienne usługi, a firma ta z czasem się rozkręca, on zdobywa coraz to nowych klientów-nie tylko pań, ale również męzczyzn, zawiera nowe, interesujące znajomości i przyjaźnie.
Taką powieść czyta się po prostu przyjemnie - historie spotykanych ludzi są autentyczne, problemy, o których mowa dotykają  wielu z nas. Ludzie, których poznaje Piotr mogą być sąsiadami czy znajomymi wielu czytelników. Nie są to banalne jednocześnie historie, tylko takie, o których czyta się z zaciekawieniem.

Bardzo przyjemna lektura, która jednocześnie pomimo pewnej nutki przewidywalności może nas zaskoczyć na każdej stronie.
Najlepsze podsumowanie o czym jest ta książka to jej fragment:



Moja ocena 7,5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG

wtorek, 6 maja 2014

Iwona Menzel - Szeptucha

"W zagubionych wśród nadbiebrzańskich bagien Waniuszkach modlitwą i ziołami leczy stara Oleszczukowa. Kiedy niespodziewanie umiera, wieś oczekuje od jej wnuczki Oleny, że będzie kontynuowała rodzinną tradycję. Olena rezygnuje z marzeń o studiach medycznych i zostaje wioskową szeptuchą.

Życie w Waniuszkach wciąż jeszcze opiera się na niewzruszonym fundamencie zasad, tradycji i Słowa Bożego. Wszystko ma tam swój ład, ludzie czynią to, co do nich należy, każdy wie, gdzie jest jego miejsce. Jednak nawet i do Waniuszek nieuchronnie nadciąga nowe.



Legenda o tajemniczym pustelniku, który na uroczysku Łojmy zbierał popsute lalki i przybijał je do drzew, sprowadza do Waniuszek znanego filmowca z Warszawy, Alka Litwina. Olena pomaga mu odnaleźć ślady zagadkowego samotnika, uważanego przez okoliczną ludność za świętego. Choć szeptucha i reżyser żyją w dwóch zupełnie odmiennych światach, wspólne poszukiwania zbliżają ich do siebie. Olena znajduje w Alku przyjaciela i powiernika, z którym może się podzielić sekretami swojej sztuki lekarskiej i najskrytszymi myślami. Po raz pierwszy w życiu nie czuje się samotna…"

Jeżeli oczekujecie kolejnej typowej babskiej, oczywistej książki to ta nią nie jest! Już samo miejsce akcji zapowiada, że przewidywalnie nie będzie - mała wieś, niedaleko Białoruskiej granicy, żadne modne Mazury, gdzie nagminnie wyjeżdżają bohaterki książek dostępnych na polskim rynku ;) Wieś, gdzie czas, a przede wszystkim obyczajowość zatrzymała się już jakiś czas temu, gdzie powoli wkrada się nowoczesność, europejskość i modernizacja, ale gdzie tak naprawdę tradycja zakorzeniona jest tak bardzo, że wszystko, co nowe musi z nią poniekąd stoczyć walkę. I to zdecydowanie największy walor tej książki - starcie starego z nowym, w miejscu, gdzie ludzie nie zawsze chcą nowinki przyjmować i akceptować. Ciekawe ujęcie obyczajowości opartej na wierzeniach, ziołach, czasem magii w zetknięciu z nowoczesnością w postaci internetu, agroturystyki, lansu i bogatych gości z warszawskiej śmietanki towarzyskiej. Ciekawe, inne, momentami śmieszne. Tak z przymrużeniem oka pozwalające patrzeć na obie strony - tą tradycyjną i tą nowoczesną. Duży plus za trafne obserwacje, autentyczność postaci, języka, motywów i wierzeń.

Minusem na tle tego wszystkiego jest zdecydowanie postać głównej bohaterki Oleny, która wydaje się być w tym wszystkim bezwolna, ślepo poddając się wszystkiemu temu, co dostaje od losu. Czy to dobre, czy złe ona po prostu niesie się na fali życia. Raz potrafi sprzeciwić się temu, co zgotował jej mężczyzna, któremu ona zaufała. Ale nie potrafi wyciągnąć żadnych wniosków z losu kobiet w jej rodzinie. A szkoda, bo gdyby Olena była postacią dużo bardziej wyrazistą, lektura byłaby o wiele ciekawsza i pasjonująca. Tak mamy tylko nijaką bohaterkę, w miejscu i czasie, na tle którego mogłaby ona wiele zdziałać. w mojej głowie widocznie pojawiło się dużo więcej scenariuszy i możliwości dla Oleny niż miała dla niej sama autorka. 
Do tego zabrało mi trochę w niej tej tytułowej szeptuchy, chciałabym więcej - poza przygodą miłośną i szukaniem pustelnika - przeczytać o tym jak radziła sobie z tym swoistym darem, jak leczyła ludzi itp.Mało szeptuchy w "Szeptusze"!


Mity, wierzenia, tradycje, podania i historie o pustelniku ubogacają lekturę pokazując, że wiele z tego, czym ludzie żyli kilkanaście lat temu jest ciągle gdzieś aktualne i jak mówią bohaterowie żadne internety tego nie zmienią. Czy to dobrze? Myślę, że każdy po lekturze tej książki będzie miał swoją własną odpowiedź. Tym bardziej w kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Czy mieszkańcy Waniuszek wzięliby w nich udział? Dobre pytanie... 

Moja ocena 7/10

Dziękuję Wydawnictwu z egzemplarz recenzencki