Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie-Autobiografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie-Autobiografie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Deborah Feldman - Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów

NIEZWYKŁA HISTORIA O CENIE WOLNOŚCI I GROŹBIE FUNDAMENTALIZMU

Nowy Jork, Brooklyn - chasydzka dziewczyna uwięziona w jednym z najbardziej otwartych miast świata. Nastolatka bez książek, kina, teatru, koncertów, spotkań z rówieśnikami. Poddana opresyjnej tradycji i religii ortodoksyjnej społeczności.
Trudno sobie wyobrazić świat nastoletniej Deborah, zmuszonej do małżeństwa, ogolonej na łyso w dniu ślubu i poddanej przyśpieszonej lekcji dojrzewania seksualnego. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku dziewczyna mieszkająca w Nowym Jorku nie może posługiwać się angielskim, bo to język zepsucia i zła i jest więziona w domu?

Feldman wpuszcza nas do hermetycznego świata, którego grzechy są starannie ukrywane
i wypierane. Autorka w przejmujący sposób relacjonuje jak wyglądało jej życie, pełne nakazów
i zakazów. Życie, które opierało się na milczącym przyzwoleniu na cierpienie, zniewolenie
i przemoc. Przypłaca je ciężką nerwicą.
Deborah ucieka. Po urodzeniu dziecka wie, że jeśli chce uchronić swojego syna przed podobnym losem musi porzucić męża, rodzinę i wspólnotę. Rozpoczyna nowe życie.

To nie jest książka, którą się czyta od deski do deski... to książka, którą trzeba sobie dawkować, albowiem informacje w niej zawarte zaskakują, przerażają, sprawiają, że ani przez moment nie jest się obojętnym.

Niby wiadomo, że są rożne religie na świecie, wiele z nich ma swoje obostrzenia, wymagania i reguły. Jednak  historia nastolatki, żyjąca w sercu jednej z największych metropolii świata, której nie wolno uczyć się angielskiego i czytać w tym języku, przeraża od pierwszej strony...
To także historia, która niesie nadzieję, pokazując, że są odważne kobiety, które wbrew nakazom i zakazom wybierają życie, w naszym rozumieniu tego słowa, normalne. Kobiety, które, tak jak Deborah, wiedzą, że jej marzenie kiedy się spełni, że nadejdzie dzień, kiedy nikt nie będzie jej karał, za to jaka jest, że będzie mogła jawnie iść na lody i pokochać kogoś z wzajemnością. 

wszystko, o czym przeczytałam wydaje się być nie z tego świata... niczym wyrwane z obrazu sprzed kilkudziesięciu lat... Tymczasem wszystko to odbywa się niemal obok nas, w enklawach najbardziej demokratycznego państwa na świecie. Niewiarygodne i przerażające.
Autobiograficzna opowieść - historia sprzed dekady, pokazująca świat ultraortodoksyjnych Żydów w sposób niezwykle realistyczny , widziany od środka oczami nastolatki, która chciałaby chociaż przez chwilę wyzwolić się ze wszystkich ograniczeń i odsunąć od rodziny, która jej nie szanuje. 
Przedstawiciele narodu wybranego jawią się tutaj jako ciemiężyciele własnego narodu, w najmniejszej z możliwych wspólnocie - rodzinie, gdzie wszystkie przejawy współczesności postrzegane są jako naruszenie odwiecznych reguł...

Nie oglądałam jeszcze serialu, z tego, co przeczytałam wynika, że jest inny niż książka, wie jedno, że historia ta na długo postanie w ojej głowie, jako ta, której części nigdy nie będę w stanie zaakceptować.

piątek, 18 maja 2018

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski - Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście

Ten portret legendarnego himalaisty to coś więcej niż rzecz o determinacji i górach. To zapierająca dech opowieść o granicach ryzyka, które bywają granicami człowieczeństwa.
„Logicznie rzecz biorąc, nie powinienem z tobą jechać, bo wszyscy ludzie koło ciebie giną” – powiedział Jerzemu Kukuczce w oczy jeden z kolegów alpinistów. Upiorne fatum czy faktycznie był odpowiedzialny za śmierć, która niemal zawsze podczas jego wypraw zbierała żniwo? Czy skoro już komuś nie możesz pomóc, bo odpadł od ściany lub umarł na obrzęk płuc, nie powinieneś już wchodzić na szczyt, po wielu miesiącach przygotowań będący w zasięgu ręki, spełniając swe marzenia?
Jak to się stało, że niewysoki, małomówny chłopak ze Śląska, elektromonter po szkole zawodowej, stał się „wielki”? Autorzy, dysponując ogromnym materiałem – pamiętnikarskimi zapiskami Kukuczki i jego książkami, rozmowami z żoną Cecylią, wywiadami z członkami wypraw, w jakich Kukuczka uczestniczył itd. – stworzyli fascynujący portret człowieka uparcie dążącego do celu, pełnego sprzeczności i zdającego sobie sprawę, że wszystkiego i wszystkich nie da się w życiu pogodzić, od młodości naznaczonego czyhającą w pobliżu śmiercią.
Miał dwadzieścia trzy lata, gdy po raz pierwszy stracił w górach swego przyjaciela, rówieśnika. I czterdzieści, odpadając w 1989 roku od południowej ściany Lhotse stanowiącej bodaj najtrudniejszą próbę dla alpinisty. Tego ostatniego dnia zapisał w pamiętniku dwa zagadkowe słowa: Paradise – Raj… Ciała nie odnaleziono, grób jest… pusty!


To jedna z tych książek, które na długo zostają w pamięci. Mimo, że ciągle ciężko mi pojąć az taką miłość do gór, to jednak jestem pod wrażeniem - zarówno lektury, jak i jej bohatera.
Jeżeli chodzi o samą lekturę to to, co zaskakuje przede wszystkim to rozmach opowieści. Bo, jak mówi sam tytuł to przede wszystkim opowieść o sławnym himalaiście, ale jednak podczas lektury okazuje się, że nie tylko. 

To opowieść o pewnym etapie w dziejach historii polskiego himalaizmu, to opowieść o jego uczestnikach, specyfice czasu, jaki ten etap determinował. I to chyba najciekawsze  - poza losami bohatera - albowiem autorzy przedstawiają z detalami organizację wypraw w siermiężnej Polsce lat PRL, gdzie cześć sprzętu potrzebnego na wyprawę uczestnicy konstruowali sami, to historia sprytnej kontrabandy - czyli jak zdobyć pieniądze na kolejne wyprawy, to w końcu opowieść o załatwianiu dewiz, pozwoleń i wyprawami z agentami SB w ekipie. To również detale o brutalnej codzienności w górach - czyli to, co zawsze intryguje tych, którzy zastanawiają się, jak wpinacze radzą sobie z higieną ;)

To historia nie tylko o Kukuczce, ale o całej plejadzie polskich himalaistów - m.in. Kurtyce, Wandzie Rutkiewicz oraz ich wzajemnych relacjach. Najciekawsza zdecydowanie jest historia swoistej przyjaźni z Kurtyką - polecam!

Powieść to pełen obraz dramatycznych decyzji, dramatów, rozstań i pożegnań. To pełen obraz naszego bohatera - jego wad, zalet, dziwnych zachowań wzlotów i upadków, dramatów i wątpliwości, które przeżywał. Autorzy pokusili się nawet o rozdział o etyce gór, zachwianiach niejednoznacznych, ocenach wypraw, w których ginęli przyjaciele. Pełna dramatyzmu napisana historia pokazuje, że himalaizm niejedno ma imię, a bycie na szczycie nie zawsze oznacza sukces.
Polecam gorąco!

niedziela, 6 maja 2018

Katarzyna Droga - Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej.

W 1901 roku dziewiętnastoletnia Ola Szczerbińska przyjeżdża z Suwałk do Warszawy. Marzy o zdobyciu wykształcenia i o wolnej Polsce. W czasach, kiedy uważano, że jedynym zadaniem kobiet jest dobrze wyjść za mąż i wychować dzieci, ona przemyca dynamit w gorsecie i rewolwery w fałdach spódnicy, organizuje siatkę wywiadowczyń i walczy z bronią w ręku.
Podczas prezentacji składu broni, wśród mauzerów i browningów poznaje Piłsudskiego, legendę podziemnej Polski, bohatera… oraz męża innej kobiety.
Mimo przeszkód stanie u jego boku, odważnie stawi czoła konwenansom epoki i wyzwaniom historii, a ta zawiedzie ją do Belwederu i uczyni pierwszą damą II RP.
Co takiego miała w sobie Ola, że Piłsudski obdarzył ją wielkim uczuciem i uczynił partnerką nie tylko w życiu, ale też w walce o wolność?
Dzieje tej niebanalnej pary to jedna z najpiękniejszych i najbardziej intrygujących historii miłości, determinacji i wielkiej odwagi. Historia, która pokazuje, że wielkość nie liczy się z konwenansami.


Fascynująca historia, od której trudno się oderwać. Opowieść o kobiecie, która swoją postawą i czynami wyprzedziła czasy, w których przyszło jej żyć. Historia kobiety, która w naszych czasach mogłaby stać się przywódczynią wolnej Polski...

Tymczasem na początku dwudziestego wieku za wsparciem babci patriotki udała się z rodzimych Suwałk do Warszawy, by tam się kształcić i walczyć o odrodzenie niepodległego państwa polskiego. Z czasem jednak okazało się, że działalność społeczno-niepodległościowa stała się jej całym życiem, a Ola została jedna z aktywniejszych działaczek PPS, gdzie poznała miłość swojego życia Józefa Piłsudskiego. Przedsiębiorcza, odważna, nieustępliwa, uparcie wierząca w swoje ideały - do tego młoda i piękna - nie dziwne, że przyszły marszałek dał się oczarować tej niezwykłej kobiecie. I tak zaczyna się niewiarygodna historia, nie tylko o miłości, uczucia i relacji dwojga ludzi, którym przyszło żyć w niepewnych i ciężkich czasach. Czasach trudnych, ale i radosnych, za sprawą odzyskanej niepodległości i rozwijającego się uczucia, które długo czekać musiało na swoje spełnienie. 

Nietuzinkowa, jedyna w swoim rodzaju - tak można byłoby określić Olę Piłsudską. Prawdziwa bohaterka żyjąca w cieniu męża stanu. To ta, która wraz z nim napadała na transporty pieniędzy do Rosji, to ta, która uparcie walczyła o prawa wyborcze kobiet oraz poprawę losu najbiedniejszych. 
Od dawna nie czytałam historii kobiety tak wyrazistej, o której historia jakby zapomniała. Dobrze, że autorka pokazując ją w pełnym świetle - wraz z momentami trudnymi, wraz z targanymi nią wątpliwościami, nie idealizując naszej bohaterki, przypomniała czytelniczkom, że warto walczyć o swoje i korzystać, z tego, co kiedyś dla nas wywalczono. 
Do tego to trochę historia o czasie pomijanym - epoce, jakby zbyt odległej, by ją gloryfikować, tymczasem jakże barwnej, historycznie ważnej i ciekawej. 
Gorąco polecam!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Łukasz Maciejewski, Danuta Stenka - Flirtując z życiem

Piękna, emocjonalna, temperamentna, kobieta sukcesu, gwiazda ekranu. Wykreowany przez media wizerunek Danuty Stenki nawet w połowie nie oddaje prawdy o jej niezwykłej osobowości. Pełne szczerości rozmowy z Łukaszem Maciejewskim odsłaniają jej inne, nieznane oblicze.

Aktorka opowiada o swoim dzieciństwie spędzonym w maleńkiej kaszubskiej wsi, o wyboistej ścieżce kariery, która zaprowadziła ją na najważniejsze sceny stolicy, wreszcie o fascynującej pracy w telewizji, teatrze, na planie filmowym. Anegdoty z życia ludzi kina i teatru przeplatają się z wyznaniami na temat prywatnych spraw.
Stenka nie waha się otwarcie mówić o kosztach, jakie wiążą się z jej wymagającym zawodem – o towarzyszącym jej przez lata stresie, ciągłym braku pewności siebie i o zmaganiach z depresją, z którą od lat walczy o zachowanie radości życia.
Z jej poruszających wspomnień wyłania się opowieść o dojrzewaniu kobiety do niezależności i spełnienia, w której każdy łatwo odnajdzie cząstkę własnego życia.


Muszę przyznać, ze książki-wywiady nie są moją ulubioną formą literacką, często mnie nużą i ciężko mi dotrwać do końca. Dla tej formy zdecydowanie wolę krótszą formę w postaci wywiadów w czasopismach czy gazetach. Tym razem było jednak inaczej, bo ten wywiad wciągnął mnie na tyle, że przeczytałam całość w dwa wieczory.

Co przede wszystkim przykuwa uwagę to ogromna charyzma głównej bohaterki wywiadu i to charakterystyczność w normalności i spokoju. Bo taką właśnie kobieta jest Danuta Stenka. Autorka, do której sukces zawodowy rozumiany jako popularność w szklanych ekranach, przyszedł bardzo późno, de facto stał się wisienką na torcie dla kariery i sukcesów odnoszonych przez nią przez lata na deskach przeróżnych teatrów. Sukces, który został niestety okupiony depresją, o której, w przeciwieństwie do wielu celebrytów, nie boi się aktorka mówić. Duży autentyzm (i odwaga!) sprawiają, że historię Danuty Stenki - od dzieciństwa do współczesności - czyta się z dużą przyjemnością, jakby czytało się wspomnienia kogoś bliskiego. Brak tutaj narzekania, raczej jest tu zdrowy osąd i mimo wszystko obiektywizm w ocenie tego, co się jej zdarza i, co ją spotyka. 
To także opowieść o kobiecie, której życie może różni się od naszego, ale o kobiecie, która marzy, podejmuje ryzyko, walczy o swoje, ale i czasem odpuszcza, czy popełnia błędy. 
Wizerunek, który gdzieś tam miałam w głowie, moje wyobrażenia  niej idealnie zgrały się w tym, co pokazano w wywiadzie. Bardzo przyjemna lektura, dająca nadzieję, że w wielkim świecie można spotkać normalne kobiety :)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Paweł Wilkowicz - Robert Lewandowski. Nienasycony

Po półfinale z Realem usiadł w szatni i zaczął się śmiać sam do siebie. "Czy to się zdarzyło naprawdę? Strzeliłem cztery gole w półfinale Ligi Mistrzów?" Gdy strzelał pięć Wolfsburgowi, był w swoim świecie, widział tylko miny obrońców i chciał więcej. Zdziwił się potem, że to wszystko rozegrało się w ledwie dziewięć minut. 

Podczas Euro 2016 minie 10 lat, od kiedy w Legii orzekli, że nie ma zdrowia do wielkiego futbolu. Jak to się stało, że Robert Lewandowski wygrał z przeznaczeniem? Jak największy chuderlak w dziecięcych drużynach stał się gladiatorem? Jak piłkarz z kraju, którego kluby od 20 lat nie są w stanie przebić się do Ligi Mistrzów, został jednym z najskuteczniejszych strzelców w tych rozgrywkach? Jak zmieniał się w napastnika, który strzela cztery gole Realowi? Jak w tym czasie zmieniała się Polska, nasz futbol, reprezentacja? Jak rodził się zespół, który pokonał Niemców i wywalczył awans do Euro 2016?

"Nienasycony" to książka o obsesji strzelania goli, o sukcesie i jego cenie. O napastniku, który nie chciał przyjąć do wiadomości, że historia taka jak jego nie może się wydarzyć w polskim futbolu.


Jestem niefutbolowa, zupełnie. Ale z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po biografię Roberta Lewandowskiego. Małżeństwo niemal królewskie, będące ucieleśnieniem spełnienia marzeń wszelkich, kariera obojga małżonków, ich sukcesy, a ostatnio informacja o potomku w drodze, wszystko to sprawia, że każdy chciałby wiedzieć, jakie były początki, jak wyglądała jego droga, do miejsca, w którym się znajduje. 

Zdecydowanie najmocniejszą strona książki jest ukazanie całej historii wielkiego piłkarza, jego początków kariery, pierwszych sukcesów i porażek, punktów zwrotnych i momentów przełomowych. Oczywiście są rozdziały poświęcone również początkom znajomości z Anią oraz diecie i ćwiczeniom obojga. Fajne uzupełnienie całości, żeby nie było tak już całkowicie futbolowa.

I niestety na tym plusy się kończą, bo lektura zapowiadająca się bardzo ciekawie, uzupełniona o archwalane zdjęcia po jakimś czasie nuży. Dlaczego? Przede wszystkim w pewnym momencie wkrada się w nią chaos, brak chronologii, mnóstwo odwołań - późniejszych i wcześniejszych - oraz całe mnóstwo nazwisk postaci związanych z piłką nożną, nie zawsze dla niefana piłki znanych. Wszystko to sprawiło, ze często musiałam od lektury po prostu odpocząć i ja przerwać. A szkoda bo historia młodego piłkarza, jakich wiele pojawia się na boiskach, a niewielu dociera do punktu, w którym znajduje się Robert, jest bardzo ciekawa. Historia piłkarskiego głosu prowadzącego na szczyty została niemal zduszona przez kiepską narrację. A szkoda.

piątek, 21 października 2016

Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka - Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość

Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Autobiografia, biografia, wspomnienia.



Jeden z najbardziej lubianych polskich księży w rozmowie życia.

Ceniony za swój autentyzm, odwagę i szczerość. Podziwiany zarówno przez katolików, jak i niewierzących. Sam o sobie mówi, że jest onkocelebrytą, czyli człowiekiem znanym głównie z tego, że ma raka. Zanim się o tym dowiedział, wybudował hospicjum w Pucku.

W szkole nie chodził na religię. Gdy już zyskał pewność do swojego powołania - odrzucili go jezuici (Niech żałują!). Kłopoty ze wzrokiem prawie uniemożliwiły mu święcenia (- A pieniądze widzi?; - Widzi!; -To święcić!)

W inspirującej rozmowie z Piotrem Żyłką ks. Jan zdradza źródła swojej niesamowitej energii i nieskończonych pokładów optymizmu. O swoim życiu i polskim Kościele mówi z odwagą i dystansem osoby, która pokonała własny strach. Wzruszające do łez świadectwo człowieka, który wie, że być może nie zostało mu wiele czasu.


Pamiętam moje pierwsze "spotkanie" z ks. Janem - to był wywiad w jednym z kobiecych miesięczników. Wrażenie, jakie na mnie wywarł pamiętam do dziś, wielokrotnie do niego wracałam oczarowana prawą, jaką potrafił przekazać na zaledwie trzech czy czterech stornach wywiadu.

Kiedy trafiła do mnie książka - wywiad byłam bardzo ciekawa, czy wrażenie z pierwszego czytelniczego spotkania się powtórzy. Okazało się, że było jeszcze lepiej, bo przyjemność czytania, dodatkowo rozsądnie dawkowana, starczyła mi na kilka dni. 
Ciężko książkę oceniać nie przez pryzmat jej poniekąd głównego bohatera, bo cokolwiek nie powiedziałoby się o niej będzie jednocześnie w jakiś tam sposób ocena księdza Jana. 
To, co uderza przede wszystkim to jego prawdziwość i normalnośc, brak rozdźwięku pomiędzy sacrum i profanum, brak wywyższania siebie i przekaz, który niosą jego słowa.
Często wytykany jako buntownik nie boi mówić się o sprawach trudnych, wytyka błędy polskich księży, krytykuje hierarchów, jednocześnie żyjąc i pracując, tak, jakby się oczekiwało od ludzi jego stanu. Wiele zdań, myśli i stwierdzeń można czytać parokrotnie, wracać do nich i mieć nadzieję, ze w tym tak specyficznym środowisku jest więcej takich osób, jak ksiądz Jan.

Myślę, ze zderzenie osoby księdza Jana chociażby z pokazywanym ostatnio wielokrotnie w mediach społecznościowych zdjęciem :



dają na to niestety nikłą nadzieję, utwierdzając przeciwników w przekonaniu, że polski kościół niestety bardzo się zagubił. dlatego ten wywiad okazuje się być tym cenniejszy, bo odziera życie kapłana z blichtru, pokazuje jego ciemne strony, boli momentami prawdą. Jestem pod ogromnym wrażeniem postaci, książki... w głowie wiele myśli i stwierdzeń utkwiło, zafrapowało i każe wracać do lektury co jakiś czas. Dla równowagi.

czwartek, 7 stycznia 2016

Maria Nurowska - Sergiusz, Czesław, Jadwiga

Przedwojenne Wilno. On jest młodym zdolnym poetą, ona piękną, zakochaną w nim studentką prawa. Kiedy on zostawia ją w krytycznym momencie, z czasem pojawia się ten trzeci - wrażliwy bandyta, który zaopiekuje się porzuconą kobietą. W tle: wojenna zawierucha i lata emigracyjnej tułaczki. Historia ta dotyczy dwóch wyjątkowych postaci z artystycznego parnasu: przyszłego noblisty, wówczas początkującego poety, oraz byłego przestępcy, szpiega i więźnia, a zarazem literackiego odkrycia lat trzydziestych.
Czesław Miłosz, po latach spędzonych na emigracji, doczeka się największych literackich splendorów i międzynarodowego uznania, pod koniec życia wróci do Polski. Sergiusz Piasecki, również emigrant, już nigdy nie zobaczy kraju i do śmierci będzie żył w zapomnieniu i biedzie. Łącząca ich, choć nie bezpośrednio, znajomość z tajemniczą Jadwigą i tragiczne losy kobiety znajdują odzwierciedlenie w licznych utworach obydwu artystów. Po latach na ślad tych dramatycznych wydarzeń wpada przez przypadek młoda studentka polonistyki, a później badaczka literatury, dla której z czasem wyjaśnienie nieznanej historii przeradza się w coraz głębszą fascynację, wykraczającą daleko poza życie zawodowe...


Mam wrażenie, ze od jakiegoś czasu powieści pisane przez Marię Nurowską są nie do końca udane. Kiedyś zachwycałam się wszystkim, co wyszło spod jej pióra, teraz perełki to żadkość. Ta konieczność poszukiwań czegoś odkrywczego i innego sprawia, ze coraz to z mniejszą chęcią sięgam po to, co wydaje autorka. 
Niestety i przy tej powieści rozczarowanie było całkiem spore. Z jednej strony potencjał ogromny, bo temat ciekawy-poznajemy trójkę bohaterów Sergiusza-pisarza niedocenionego, choć z szansa na Nobla, który opuszczony i zapomniany mieszka w wielkiej Brytanii, gdzie w latach osiemdziesiątych przypadkiem odnajduje do młodą studentka, Jadwigę - niespełnioną miłość pisarza, która to jednak zawsze kochała - Czesława -  późniejszego Noblistę, który w latach młodości ja porzucił. Sekrety z przeszłości, pragnienie poznania prawdy i pewnego "odkurzenia" pamięci po Sergiuszu Piaseckim, który niestety umiera zanim nasza studentka pozna całą prawdę o losie tej trójki. Dzięki temu jednak Anna postanawia skontaktować się zarówno z Miłoszem jak i z Jadwigą, no i zdecydowanie robi się ciekawiej. O jej odkryciach pisać nie będę, żeby nie psuć lektury tym, którzy wytrwają do końca, bo dla mnie to jednak było spore osiągnięcie. Dlaczego? Bo to ani powieść obyczajowa ni biografia- choć zawiera elementy obu gatunków. Gdzieś około połowy miałam wrażenie, ze ta cześć stricte biograficzna, z mnóstwem odwołań i cytatów przeważa i wtedy lektura zaczęła mnie po prostu męczyć, bo spodziewałam się dobrej obyczajowej historii o młodości sławnego pisarza, a dostałam zbiór cytatów. Szkoda. Chociaż muszę przyznać, że sama końcówka była już dużo lepsza, tym niemniej pewien chaos gatunkowy mnie zniechęcił.

Moja ocena 5,5/10




wtorek, 17 listopada 2015

Christopher W. Gortner - Mademoiselle Chanel

Powiem szczerze, że wybór tej właśnie książki był impulsem. Bo ani nie jest fanką Mademoiselle ani autor nie był mi znany - tymczasem lektura okazała się strzałem w 10, na tyle dobrym, że ciężko mi było się od niej oderwać!
Okazuje się, ze impulsy czasem bywają dobre :)


Widzę odwieczny konflikt między skromną dziewczyną, którą kiedyś byłam, a legendą, którą celowo wykreowałam, żeby nikt nie mógł zajrzeć w moje serce. W tej opowieści postaram się w miarę możliwości trzymać prawdy, choć mity i plotki spowijają mnie w nie mniejszym stopniu niż moje słynne krepdeszyny i tweedy.
Postaram się pamiętać o tym, że mimo wszystkich swoich triumfów, mimo wszystkich błędów, które popełniłam – wciąż jestem tylko kobietą…

Kim naprawdę była Coco Chanel? Wielką wizjonerką, niemieckim szpiegiem, namiętną dziewczyną poszukującą uczucia? Teraz nareszcie może opowiedzieć własną historię. Z powieści Mademoiselle Chanel wyłania się obraz kobiety pełnej pasji, wdzięku i uroku, której sława i fortuna nie uchroniły przed złamanym sercem.

Nowa powieść C.W. Gortnera. Zanim został poczytnym pisarzem, autorem wielu powieści przetłumaczonych na ponad dwadzieścia języków, C.W. Gortner pracował w przemyśle modowym. Coco Chanel fascynowała go od zawsze. Teraz powraca do niej w swojej najnowszej książce, poszukując odpowiedzi na nurtujące go pytanie: jakie sekrety skrywała Coco Chanel?







Historię osławionej bogini świata mody dzięki autorowi poznajemy od jej dzieciństwa - tak trudnego, ale z którego to potrafiła się poniekąd wyswobodzić, tworząc punkt wyjścia czy raczej determinant dla dalszych swoich poczynań. Wychowana przez siostry w klasztorze szybko odkrywa swój talent, a co za tym idzie zdeterminowana młoda dziewczyna zaczyna zastanawiać się co może z takim talentem uczynić....A potem? Potem jest już dużo ciekawiej, bo historię Coco poznajemy przez jej pryzmat, wiemy co nią kierowało, co w danej chwili sobie myślała i jak powstawały pomysły jej kreacji - tym perfum i małej czarnej. Dzięki temu zabiegowi Gabriele Chanel przestaje być guru, czy niedoścignioną ikoną, a staje się bohaterką powieści. Kobietą targaną emocjami, często sprzecznymi, kobietę dążącą do sukcesu, ale przede wszystkim osobę, która przez całe swoje życie szukała miłości i akceptacji. Lokująca swoje uczucia w nie zawsze właściwych mężczyznach przeżywając romans za romansem wzbudzała skrajne emocje. Jednego jednak nie można było jej zarzucić- wyrazistości. Musze przyznać, ze jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści, bo autor w doskonały sposób zawarł nie wszystkim tak dobrze znaną historię takiej osobistości w powieści obyczajowej, od której nie sposób się oderwać. Historia, którą czytamy pełna jest dobrze skonstruowanych postaci, wyrazistych i barwnych, umieszczonych w doskonale przemyślanym - z najmniejszymi drobiazgami-otoczeniu właściwym dla epoki, w której rozgrywa się akcja. Aż momentami chciałoby się wraz z bohaterami znaleźć w centrum tych wydarzeń, poznać Coco, ale bardziej znaną z powieści Gortnera niż tą uchodzącą za ikonę mody.

Moja ocena 9,5/10


wtorek, 11 sierpnia 2015

Herbjørg Wassmo - Te chwile

Czasem lubię czytać książki inne niż wszystkie, może zabrzmi to trywialnie, bo przy takim nagromadzeniu nowości na rynku czytelniczym ciężko trafić na coś rzeczywiście innego, to jednak tym razem się udało.

Harbjorg Wassmo - była to dla mnie autorka dotychczas nieznana, ale czytałam dużo recenzji jej książek i byłam bardzo ciekawa, czy lektura najnowszej jej powieści przypadnie mi do gustu.


Pierwsze, co już na początku zaskakuje to specyficzna narracja, która nie każdemu czytelnikowi może się spodobać oraz anonimowość głównej bohaterki, narratorki. Nie znamy jej imienia, ale po lekturze książki wiemy o NIEJ naprawdę dużo, ciągle zastanawiają się, ile tak naprawdę JEJ jest w autorce, bo w końcu to powieść  w dużym stopniu autobiograficzna.

Jeżeli chodzi o narrację to miałam momentami wrażenie, że zdania na karcie książki to krótkie, często dosadne, albo dla odmiany urwane- niczym w wierszach Szymborskiej i o ile poezja w ilości hurtowej na raz może nie zawsze jest dobrym pomysłem, to tutaj taka forma pasowała idealnie - do historii i do bezimiennej bohaterki.


Dlaczego ta historia jej inna niż wszystkie, przede wszystkim dlatego, że jest boleśnie szczera i prawdziwa. Bez ubarwiania i ozdobników autorka opisuje historię najpierw biednej dziewczynki molestowanej, później młodej matki aż w końcu żony i pisarki u szczytu sławy. Historia poruszająca, niebanalna, frapująca, wzbudzająca mnóstwo, często skrajnych emocji.

Mimo, ze skończyłam czytać tą książkę już kilka dni temu ciągle wracam do jej epizodów, momentów, chwil, dosadnych twierdzeń, odnośników... Ciągle się zastanawiam, analizuję, myślę..
Nietuzinkowa, inna, boleśnie szczera niebanalnie prawdziwa. Polecam







W książce zostajemy porwani przez wir historii rozgrywającej się na przestrzeni lat, a właściwie całego jej życia. Podróż jest długa i trudna – od dziewczynki, która wyrosła w biednych warunkach w Vesterålen do pisarki u szczytu sławy, żyjącej wśród artystycznej elity.

Podobnie jak Tora i Dina – główne bohaterki w twórczości Wassmo – powoli wyłania się przed nami postać głównej bohaterki. Wrażliwej i nieskończenie silnej. Serce i ból.

"Chwile" to na jednym poziomie fascynująca powieść o dorastaniu i rozwoju, a na innym – ujawnienie drastycznej prawdy o głównej bohaterce, o byłym mężu, matce i ojcu, o łatwo rozpoznawalnych mężczyznach, z którymi ją łączyły uczuciowe relacje.





poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Monika Jaruzelska - Towarzyszka panienka

"Jakim ojcem był generał Jaruzelski? Jaką córką była Monika? Autobiograficzna opowieść Moniki Jaruzelskiej to pełna ironii i dowcipu opowieść o dorastaniu u boku sławnego ojca. Okazuje się, że niełatwo być córką generała. Zarówno, gdy się jest nieśmiałą nastolatką, jak też dojrzałą kobietą, idącą przez życie z „gorącym” nazwiskiem."









Od dawna mialam ochotę na tą książkę. Chciałam poznać tą kobietę, o której ile wywiadów i artykułów tyle opinii. Pierwsze kilkanaście krótkich rodziałów wciągnęło mnie tak, że przeczytałam je w jeden wieczór nie mogąć się oderwać. Początek książki to wspomnienia z dzieciństa, momenty radosne przeplatane emocjonalnym zagubieniem, którego powodem był pracujacy ojciec i niezainteresowana dzieckiem matka.
Później bylo trochę gorzej - dużo wspomnień o postaciach, które według autorki powinny byc znane czutelnikowi, ale mi akurat nie wszystkie. To zdecydowanie nasłabsza część tej autobiografi.
Końcówka to wspomnienia podróży z ojcem, swoiste rozliczenie z aktualną historią i  opisy życia zawodowego.

Bardzo przyjemna w odbiorze pozycja. Sama forma - krótkie i bardzo krókie rozdziały dotyczące danego fragmentu czy wsponienia z życia Moniki. Wszystko to przedstawione z dużą dozą dystanu do siebie i innych. No i z ogromnym poczuciem humoru, przymrużeniem oka na świat, który serwuje jej nie zawsze miłe niespodzianki, a wszystko to tylko dlatego, że rodziców się nie wybiera. W jej przypdku to ojciec, którego postać wzbudza w Polsce wiele kontrowersji.  Sama autorka nie unika tego tematu - otwarta na innych, ich nieraz skarajne opinie - przedstawia różne punkty widzenia, rozlicza przeszłość z dużym obiektywizmem.

Z dużym podziwem czytałam również o życiu zawodowym Moniki Jaruzelskiej - polonistka, która została odnoszącą sukcesy busineswoman. O tym również nie przeczytamy w formie przechwały, czy narzekania jak to było jej trudno, Raczej odebrac to będzie można jako szansa, którą postanowiła wykorzystać.

Postać nietuzinkowa, barwna, jednocześnie krytyczna i zdrowo patrząca na to, co dzieje się wokół niej.
Warto przeczytać. Moja ocena to 8,5/10

wtorek, 10 czerwca 2014

Jarek Szubrycht, Maryla Rodowicz - Wariatka tańczy

"Wariatka tańczy" – przyjmijcie od Maryli Rodowicz zaproszenie w szaloną podróż, która wiedzie od powojennych Ziem Odzyskanych, przez zadymione kluby Manhattanu, złocone korytarze Kremla i piaski Iraku, aż do jej domowego zacisza. "Wariatka tańczy", a partnerują jej m.in. Agnieszka Osiecka, Czesław Niemen, Seweryn Krajewski, Daniel Olbrychski, Włodzimierz Wysocki i... Fidel Castro. "Wariatka tańczy", bo takie życie to bal jest nad bale.









Niezbyt często sięgam po książki wywiady, zazwyczaj zaczynają mnie one nudzić gdzieś w połowie, bo dla mnie dobry wywiad to wywiad krótki. Mam też dość mieszane uczucia co do samej Maryli - postacią nietuzinkową jest na pewno, tylko mi nie zawsze ta oryginalność się podoba, czasem jest moim zdaniem znacznie przesadzona. Taki przerost formy, męczący w odbiorze. Z drugiej strony mało na polskiej scenie muzycznej wokalistki, która od tylu lat potrafiłaby zachwycać publiczność w takim stylu i niezmiennie.
Jednak ta książka pozytywnie mnie zaskoczyła, pierwsze dwa rozdziały niemal pochłonęlam, ciężko było mi się oderwać. Niespodzianka. Natomiast później było już według mnie gorzej - wkradło się trochę chaosu, dziennikarz przeskakiwał z tematu na temat, wracał do pytan zadanych dużo wczesniej, a podpowiedź w zasadzie się powatarzała. Mimo tych mankamentów przeczytałam całość. Dlaczego? Bo było po prostu ciekawie - realia zycia artystów w PRL, zagraniczne tourne artystki, ludzie, z którymi pracowała, mężczyźni, z którymi była związana. dużo historii, spotkąń, anegdot a wszystko z humorem i dystansem do siebie. Brak tematów tabu - bo i przeczytamy o Bogu, polityce, wadach artystki. No i rzecz jasna o strojach :)
Dobrym pomysłem jest podział książki na osiem rozdziałów zatytułowanych tekstami z jej piosenek - autentyczne i zachęcające do lektury, bo mamy szansę skonfrontować śpiewane słowa z tym, co działo się w życiu Maryli.
Z mankamentów - w pewnym moemencie mailam wrażenie, że książka przeznaczona jest przede wszystkim dla dobrych znawców jej twórczości - mnóstwo odwołań do plyt, konkretnych piosenek - nie zawsze powszechnie znanych. Do tego mnóstwo nazwisk, głównie współpracowników, trochę za dużo postaci dla mnie nieznanych te fragmenty były dla mnie dość męczące.

Całość jednak oceniam na 7,5/10
 

piątek, 12 kwietnia 2013

Mariola Pryzwan - Anna German o sobie

"Mariola Pryzwan - wydaje już drugą książkę poświęconą Annie German, jednej z najwybitniejszych gwiazd polskiej estrady. Pozycja wychodzi równo 30 lat po śmierci popularnej wokalistki. Zawiera 164 fotografie, pochodzące głównie z rodzinnego archiwum, a także prywatne listy i dokumenty.

Mariola Pryzwan losami piosenkarki interesuje się od dawna, jest też wielbicielką jej talentu. Książka "Tańcząca Eurydyka" zawierała wspomnienia znajomych, przyjaciół i krewnych artystki. Tym razem biografka postanowiła oddać głos samej Annie German. Pozbierała jej wypowiedzi z audycji radiowych, prasy polskiej, rosyjskiej i włoskiej. Zadanie nie było łatwe, ponieważ gwiazda nie lubiła udzielać wywiadów.

Dzięki lekturze publikacji "Anna German o sobie" poznamy wiele szczegółów z ciekawego życia piosenkarki. Przeczytamy o dzieciństwie spędzonym w środkowej Azji, o studiach geologicznych na Uniwersytecie Wrocławskim, o współpracy z teatrem studenckim Kalambur, o sukcesach na festiwalach w Opolu, Sopocie, San Remo i Ostendzie. Dowiemy się sporo na temat pobytu Anny German we Włoszech, na temat jej tragicznego wypadku samochodowego, długotrwałej rehabilitacji oraz heroicznej walki o powrót na estradę. Zobaczymy Annę German nie tylko jako wielokrotnie nagradzaną wokalistkę, ale również jako wrażliwego, ciepłego i dobrego człowieka. Przeczytamy, o czym marzyła, co myślała o szczęściu, jak pięknie mówiła o swojej babci, matce i synku..."


Zanim Wydawnicto przedstawilo mi propozycję recenzji tej książki i zanim obejrzałam film transmitowany w TVP1 niewiele wiedziałm o Annie German. Była dla mnie raczej dawną, ciut zapomniana gwiazdą. Tymaczasem - sądząc po oglądalności serialu - wielu z nas chyba tęskni za gwiazdą wielkiego formatu, którą można byłoby się pochwalić za granicą. Anna German wydaje się być tutaj niedoścignionym wzorem...

Spragniona większej ilości informacji o ARTYSTCE z wielką ciekawością sięgnęłam po książkę Marioli Pryzwan. Książka obiecywała wiele - wieloma fotografiami Anny, jej bliskich, jej listów, historycznych wycinków z gazet, ciekawostek. Powiem szczerze - lektura książki zajęła mi 45 minut... Stąd można sobie wyobrazić moje rozczarowanie lekturą. Owszem pomysł bardzo intersujący - Anna German poprzez swoje wywiady, ułożone zdawałaoby się w jakąś tam całość opowiada o swoim życiu, karierze, opowiada historię nie tylko gwiazdy estrady, ale także żony, matki, córki i wnuczki. Wszystko to przeplatane fotografiami (jak dla mnie największe zaskoczenie - zdjęcie artystki w Opolu w takiej samej sukience, w jakiej w serialu wystąpiła Joanna Miro). Jednak, wydaje mi się, że autorka wyszła z założenia, że każdy z czytelników powinien Annę German znać bardzo dobrze, jednak dla mnie brakowało często informacji, np. kim dla Anny były osoby, z którymi korespondowała, bo oprócz jej męża nie rozpoznałam wielu, co czyniło lekturę mniej atrakcyjną.
Moim zdaniem, zabrakło też krotkich biograficznych wprowadzeń dla rozdziałów, które dotyczyły konkretnych okresów z życia Anny German. Mnie w tym przypadku ratowało trochę to, ze oglądam serial, więc jestem troszkę zorientowana. Tym, którzy serialu nie oglądali pewnie będzie ich tym bardziej brakować.
Jeżeli autorka chciała się skupić tylko na wspomnieniach, wywiadach i zdjęciach to zdecydowanie część "do czytania" jest tu za mało rozbudowana, jeżeli ta część miała być dodatkiem do historii, to brak odwołań do biografii czyni tą książkę wyjątkowo niedopracowaną pod tym względem.
Nie pozostawia watpliwości fakt, że Anna German, nawet 30 lat po swojej śmierci  fascynuje kolejne pokolenia Polaków.

Moja ocena to 6/10


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu

środa, 2 stycznia 2013

Urszula Dudziak - Wyśpiewam wam wszystko



Po książkę sięgnęłam bardziej z ciekawości niż sympatii do wokalistki, która pewnie jak większość znałam w zasadzie tylko z utworu PAPAJA.









"KSIĄŻKA ze wspomnieniami Artystki. Niesamowite historie spisane dzięki pamiętnikom pisanym od wczesnych lat młodości. Opowieści przez które przetaczają się niezwykłe osobowości takie jak Jerzy Kosiński, Miles Davis, Sting, Herbie Hencock i wielu, wielu innych. Historia życia, podróży Artystki, jej życie w Polsce a potem przez 20 lat w Nowym Jorku. Zabawna, poruszająca i pełna emocji opowieść. Biografia, dzięki której poznajemy historie współczesnego jazzu, ale także poznajemy wspaniałą kobietę, która mimo wielu trudności tak bliskich każdemu z nas potrafi z humorem i ufnością patrzeć na świat. Poznajemy człowieka zakochanego w świecie, ludziach i życiu. Poznajemy Urszulę Dudziak."

Po lekturze okazało się, że jestem jazzową ignorantką, bo oprócz wspomnianej Papai Pani Ula ma muzycznie do zaoferowania dużo więcej. Książka - wpomnienia nie są poukładane chronologicznie, autorka "skacze" po sworóżnych okresach życia, przepaltając je ciekawymi zdjęciami oraz fragmentami swoich dzienników, spisywanych przez nią od lat.
Ten brak zachowania  sekwencyjności mi osobiście jednak nie do końca się podobał, sprawiał wrażenie chaosu. Autorka jakby zakładała, że czytelnik zna dokładnie poszczególne etapy jej życia, tak, że przeskoki pomiedzy nimi nie powinny być dla czytającego problemem. Dla mnie były, bo nie należałam do tych, którzy śledzili dokonania akrystyczne i życie prywatne Urszuli Dudziak.
Poza tym sama opowieść pełna ciekawostek, anegdot, luźnych wspomnień, odniesień do innych twórców, sportowców i osób znanych. Tak naprawdę nie poznajemy za dużo samej bohaterki, mało Uli w jej wspomnieniach - o ile jeszcze w rozdziałach dotyczących jej dzieciństwa jest tego więcej, to w tych dotyczacych jej młodości i lat późniejszych już tego zabrakło.
Mimo, że autorka porusza tematy dla niej bolesne, trune - jak chociażby choroba nowotworowa, to jednak są to raczej takie przebłyski szczerości na tle całości opowieści.
Z kart wspomnień poznajemy Ulę jako osbe pogoną, otwartą, nnie poddającą się niczemu co ją spotyka, ale raczej zgodnie z tytułem książki Ula niczego tajemniczego nam nie wyśpiewa, tak jaby chciała nam pokazać tylko część siebie. A szkoda, bo jak dla mnie - mimo, że podczas lektury dowiedziąłm się trochę więcej o artystce, to jednak czegoś zabrakło, może zamiast na wspominki o innych i opowiastki z życia trzeba było bardziej postawić na szczerość?

Moja ocena 7/10






poniedziałek, 16 lipca 2012

Maria Nurowska - Anders

Bardzo cenię Marię Nurowską, każdej jej książki wypatruję z niecierpliwością. Bardzo ucieszyłam się, kiedy „Generał” wpadł w bibliotece w moje ręce. Mimo, iż nie przepadam za tego rodzaju książkami, bardziej lub mniej nawiązującymi do biografii, wiem, że w tej formie autorka też się sprawdza, miałam nadzieję na wciągającą lekturę.



Za Wydawnictwem W.A.B.:

„Jakim człowiekiem był Władysław Anders? Polityk, generał, dla wielu wzór poświęcenia w imię najwyższych idei. Zwycięski wódz spod Monte Cassino, który w drodze przez sowieckie łagry wycierpiał tyle samo bólu i upokorzeń, co jego żołnierze. Czerwone maki i biały koń niosący generała nabrały już charakteru symboli.

Z książki Marii Nurowskiej wyłania się także inne oblicze Andersa. Mężczyzny, któremu zabrakło odwagi, aby osobiście powiedzieć żonie, że po 25 latach wspólnego życia związał się z inną kobietą - artystką kabaretową w wieku ich córki. Przywódcy, którego plany nie zawsze były do końca przemyślane, co wielu jego podwładnych kosztowało życie. Polityka niezbyt dobrze znającego się na ludziach, o czym najdobitniej świadczy jego zaufanie do generała NKWD - Żukowa.

Autorka nie odmawia Andersowi wielkości, nie tworzy jednak pomnika. Dokumentując biografię listami i wspomnieniami znających go osób, dąży do wydobycia prawdy o nim we wszystkich aspektach jego życia. Maria Nurowska wielokrotnie udowodniła w swoich powieściach, że potrafi przykuwać uwagę czytelnika. Także i tutaj wykorzystywana przez nią technika zmiany perspektywy nie tylko nie pozwala się znużyć, ale również nadaje książce wiarygodność."



Tę powieść, bo ciężko nazwać ją biografią, przeplatają zdjęcia, oficjalne dokumenty i prywatna korespondencja. Nie do końca wiem, czemu miałoby to służyć - uwiarygodnieniu autorki? O ile zdjęcia przybliżają postać i konfrontują ją z naszymi wyobrażeniami, o tyle dołączone chociażby rozkazy czy nieczytelne listy, służą raczej „zapełnianiu stron” niż wnoszą coś do książki, bo ciężko ją jednocześnie traktować jako dokument historyczny.
Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie przez Nurowską równolegle generała w jego życiu zawodowym jak i prywatnym. Zabrakło mi jednak informacji z czasów sprzed wybuchu II wojny światowej - o tym okresie autorka zdecydowanie więcej pisze w kontekście życia rodzinnego. Dużo uwagi poświeca również miłostkom, miłościom i romansom generała. Myślę, że jest to zabieg celowy służący "uczłowieczeniu" tego bahatera i zdjęciu go z piedestału, na króry postawił go naród i historia. Jednak wymienianie licznych romansów i przedstawianie niepochlepbych opinii współpracowników Andersa bardziej go nie znormalni. Może trzeba byłoby bardziej pociągnąć wątek jego relacji z ukochaną córką, żeby pokazać go bardziej ludzkim?
Książka zawiera również korespondencję oraz dialogi, które generał prowadził zarówno ze swoimi współpracownikami jak i wrogami – to co miało urozmaicić lekturę spowodowało chaos i natłok informacji jak dla mnie zbędnych. W pewnym momencie miałam wrażenie, że bohaterem przestał być już Anders, a zostali wszyscy ci, którzy chcieli coś o nim powiedzieć. Do końca nie wiadomo, co jest fikcją, a co faktem – dysonans detali walczy z rozkazami wodzów. Ani to powieść historyczna, ani dokument, tym bardziej nie powieść biograficzna czy obyczajowa, najwidoczniej autorka nie mogła się zdecydować jaka forma będzie najlepsza, więc wprowadziła mało chronologiczny misz-masz, który nie zachęca do lektury.

Moja ocena 2,5/10

PS Jedyne co polecam to wywiad z autorką tutaj

niedziela, 15 lipca 2012

Isaacson Walter - Steve Jobs

Jeśli przeczytaliście mój poprzedni post znacie moją nietolerancję niekorzystnych warunków atmosferycznych i wpływu ich na moje rozdrażnienie - ale tu, oto wpadła w moje ręce ponad siedemset stronicowa biografia!

Co było robić - przyjąć dar od Niebios (chciałem przeczytać tę pozycję ale niekoniecznie w takich okolicznościach). Małe podziękowanie dla Itaki, która chcąc zorganizować wakacje marzeń dla wszystkich wyposażyła Animatorów/Rezydentów w dosyć pokaźną biblioteczkę nowości, dostępną za symboliczną kaucję.

Pomiędzy rozlicznymi konkursami, drinkami, wypadami nad morze i do okolicznych miejscowości z zacięciem czytałem opasłe tomisko, mimo, że wiedziałem, iż główny bohater i tak na końcu umiera...

Ogromnej determinacji w czytani sprzyjały też niektóre rozmowy nad basenem zblazowanych mieszkańców stolicy o tym, co oni będąc w piątej klasie podstawówki już zdołali osiągnąć. (Całe szczęście, że w stolicy mieszkają też normalni ludzie, o czym też nam dane było się przekonać)

Po tych rozległych emocjonalnych dywagacjach, powinienem napisać coś o tej pozycji - czyta się dobrze, postacie są żywe, procesy (myślowe,decyzyjne, życiowe - niepotrzebne skreślić) są klarowne i czytelne, jedyne co mogę zarzucić autorowi, to fakt, że na każdym kroku próbował czytelnikowi uświadomić iż Steve miał problemy psychiczne na tle emocjonalnym - i naprawdę pokazał faceta z problemami. Mimo, że była to prawda, wskazywał na przypadki pewnych zachowań niejednokrotnie, aby celowo i dobitnie wskazać na te problemy.

Do plusów jednak można zaliczyć to, że tak jak i przy rewelacyjnych powieściach, czytelnik chciałby się utożsamiać z głównym bohaterem tak i tu następuje pewne zestawienie cech Steve'a i tych które sam czytelnik posiada. Następuje projekcja osobowości i czytelnik kończy siedemsetną stroną z poczuciem że jest jak Steve tylko lepszy i zaczyna rozważać dlaczego Steve osiągnął miliony, a czytelnik nic...
Jest to spostrzeżenie nie tylko moje.

Polecam, nawet osobom, które nie mają nic wspólnego z komputerami - 8,5/10


niedziela, 6 maja 2012

Danuta Wałęsa - Marzenia i tajemnice, czyli mój pierwszy audiobook...

Nigdy wcześniej nie miałam chęci/okazji, żeby posłuchać jakieś książki w postaci audiobooka. Tą dostałam w prezencie wraz z "Twoim Stylem". I od razu włożyłam ją do odtwarzacza w aucie, bo już wcześniej dużo czytałam o tej książce i nawet miałam sporą ochotę na jej zakup. Teraz po przesłuchaniu płyty, cieszę się, że tego nie zrobiłam.
"Bardzo osobista, szczera opowieść o życiu, miłości, rodzinie i politycznych przemianach. Z wspomnień wyłania się portret odważnej i mądrej kobiety, która pragnęła miłości i rodzinnego szczęścia, a znalazła się w centrum rewolucyjnych wydarzeń, które przetaczały się przez Polskę i jej małą kuchnię na gdańskim blokowisku. Często ponad siły zmęczona, pod nieobecność męża, który tworzył ruch Solidarności, Danuta była podporą rodziny. Śmiała, otwarta na ludzi, teraz, kiedy spełniła się jako matka i żona, znalazła czas dla siebie i dała światu opowieść o wielkiej historii i własnej rodzinie" za Lubimyczytać.pl Na pewno jest to bardzo osobista książka, pewien sposób rozliczenia się autorki z przeszłością, która okazuje się momentami zupełnie inna, niż ta prezentowana nam powszechnie. To bardzo osobista książka, o marzeniach, pragnieniach, rozczarowaniach matki, żony, Pierwszej Damy. Poznajemy kobietę prostą, skupiająca się przede wszystkim na rodzinie, kobietę tylko pozornie słabą, bo jednak walczącą o normalność dla swoich bliskich bez względu na okoliczności, w których przyszło im żyć, czy to czasy powstawania Solidarności, czy stan wojenny, czy też lata prezydentury jej męża. Dlatego to książka w dużej mierze również o rodzinie, o tym co w niej najważniejsze. To również znakomita kronika historyczna, widziana oczami świadka, który pokazuje nam początki Solidarności, życie w stanie wojennym, pewne kulisy życia politycznego lat 90-tych. Niestety jest to również książka żalu i rozliczeń- przede wszystkim z mężem Pani Danuty (przez całą książkę mówi o nim "mój mąż", rzadko używa jego imienia), o jej rozczarowaniu, momentami opuszczeniu, o braku ciepła i zaangażowania w rodzinne życie, o swoistym egoizmie jej męża. Przez to niewątpliwie książka ta wzbudza wiele kontrowersji, a wypowiedzi Lecha Wałęsy po lekturze tej książki, o straconych latach małżeństwa tylko dodają sprawy pikanterii. Uważam jednak, że to zbędne, bo staje się swoistym "praniem przysłowiowych brudów" publicznie, co może zniechęcać czytelników do sięgnięcia po tą pozycję. Bohaterka dnia codziennego, tak niewątpliwie powinno się określić Panią Danutę i o tym przede wszystkim powinna być tak książka, bo jej nie zawaham się przysłowiowych użyć słowa heroizm w tych jakże trudnych czasach, pozwolił jej mężowi realizować się w polityce, jej poświęcenie i miłość dla rodziny jest godna pochwały. Wszystko to niestety zaburzają mi rozliczenia autorki z konkretnymi postaciami z przeszłości, czy swoistego rodzaju rozliczenia z właśnym mężem. Nie do końca podoba mi się również język książki, bo to taka jak dla mnie wyjątkowo prosta, momentami zbyt prosta-ciagłe powtarzanie tych samych sformowań, zwrotów itp. gawęda a nie autobiografia. Mimo wszystko polecam Moja Ocena 4,5/10