Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historyczno-obyczajowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historyczno-obyczajowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

Charlotte Link - Dwie siostry


Wyjazd na Boże Narodzenie do Yorkshire, krainy wyżynnych torfowisk w północnej Anglii, miał być prezentem urodzinowym i ostatnią próbą uratowania rozpadającego się małżeństwa. Jednak od początku Barbarze i Ralphowi Ambergom nic się nie układa. Już od pierwszej nocy wynajęta przez nich posiadłość Westhill House zostaje odcięta od świata z powodu śnieżycy. Barbara, myszkując po domu, natrafia niespodziewanie na zapiski byłej właścicielki posiadłości, Frances Gray. Ich lektura ożywia niezwykłą historię sprzed pięćdziesięciu lat. Zagłębiając się w aurę miłości, nienawiści, pogardy i tęsknoty za wolnością, Barbara zaczyna poznawać własną duszę i dojrzewa do
najważniejszej decyzji. Decyzji, która nie tylko zmieni jej życie, ale będzie zarazem dopełnieniem losu Frances Gray.



Ostatnio mam sezon na nadrabianie zaległości u poczytnych i polecanych autorów. Do tej grupy zdecydowanie należy powieść nieznanej mi dotąd autorki - Charlotte Link. Książka pożyczona od znajomej jakiś czas temu przeleżala trochę na półce, teraz wiem, ze zdecydowanie za długo.
Wciągnęła mnie niemal od pierwszej strony, bo to historia z cyklu ulubionych-akcja rozpoczyna się na początku wieku, wraz z upływem alt poznajemy losy bohaterki i jej bliskich, pojawiają się nowe wątki, tajemnice i ciekawe postacie.
Wątek historyczny wraz z jego główną bohaterką Frances Gray to zdecydowanie najlepsza cześć całej powieści. Z dużym zainteresowaniem czytała o losach bohaterki tak odstającej społecznie i obyczajowo od czasów, w których przyszło jej żyć.
Wcale nie dziwię się, że główna bohaterka wątku współczesnego zatraciła się w lekturze pamiętnika Frances. Mi ona również bardzo przypadła do gustu.


Z drugiej strony mamy wątek współczesny - małżeństwo prawników oddanych karierom, przezywające duży kryzys relacji wzejemnyh wyjeżdża w odległy zakątek Anglii, by tam spędzić razem trochę czasu i spróbować naprawić, to co się da. Wynajmują od starszej Pani - Laury stary dom Westhill Odcięci od świata poprzez śnieżycę, muszą się zmierzyć z narastającymi pretensjami i zaprzepaszczonymi szansami, a z upływem czasu również topniejącymi zapasami żywności i głodem. W tak trudnej sytuacji paradoksalnie-czego zupełnie byśmy się nie spodziewali-nie zbliżają się do siebie,, bo przypadkiem znaleziony przez Barbarę pamiętnik dawnej mieszkanki, a siostry ich gospodyni wciąga ją tak bardzo, że zapomina tak naprawdę po co tu przyjechała.


Muszę przyznać, ze mimo, iż wątki te się łączą to niewątpliwie watek wcześniejszy dominuje i to zdecydowanie. Nie wiem, czy mi to przeszkadza, bo jest on zdecydowanie lepszy, bardziej przemyślany i dopracowany niż wątek  rozgrywający się współcześnie.

Mój główny zarzut, co do tej powieści to jej słabe, nawet bardzo, zakończenie. Na tle wciągającej całości jest nijakie i pozostawiające czytelnika ze sporym niedosytem.Do mniejszych zarzutów dołączyłabym ten o odwołaniu do wielkiego niebezpieczeństwa i wątku kryminalnego-pierwsze to dość duże naciągnięcie, drugie nadużycie, do tego przewidywalne.

Dużo miejsca autorka poświęciła problemom społecznym poszczególnych epok-że chociażby wspomnieć można ruch sufrażystek, czy problemy żołnierzy wracających do domu z walk wojennych. Ciekawe i sprawiające, ze powieść obyczajowa zyskuje nowe wymiar, stając się powieścią poniekąd historyczną.





niedziela, 11 stycznia 2015

Margaret Leroy - Fraulein Angielka

Znakomita powieść historyczna osadzona w Wiedniu tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, o młodej kobiecie, żyjącej w niezwykłych czasach, która ryzykuje wszystko dla miłości. Wiedeń, 1937. Kiedy siedemnastoletnia Stella Whittaker dostaje propozycję, by studiować w Wyższej Szkole Muzyki i Sztuki Dramatycznej w Wiedniu, jest to spełnienie jej marzeń; staje się ono możliwe dzięki dawnym znajomym rodziny, Rainerowi i Marthe Krause, którzy oferują jej pokój we własnym mieszkaniu. Piękno i elegancja miasta z jego wspaniałą architekturą uwodzą Stellę. Ale nie tylko to – atmosfera Wiednia otwiera ją na nieznane dotąd emocje. Przypadkowe spotkanie w galerii sztuki z młodym żydowskim lekarzem Harrim Reznikiem zmienia jej życie diametralnie. Stella poznaje miłość. Niestety, jej uczucie rodzi się w czasie, gdy na Europę pada mroczny cień wojny. Stella szybko przekonuje się, że i ludzie, i miasto, które zaczęła nazywać swoim domem, nie są tak przyjazne, jak sądziła. W tym przerażającym nowym świecie nikt nie jest bezpieczny.


Już sama okładka zachęca, prawda? I klimat całej powieści jest dokładni taki, jaki zapowiada ta okładka! Miałam ogromną nadzieję, że ta okładka będzie zapowiedzią fajnej historii, a nie rozczarowaniem i całe szczęście tak się stało!
Dzięki Stelli przenosimy się do Wiednia końca lat 30-tych. Klimat, który bardzo lubię - dwudziestolecie międzywojenne, do tego całkiem inna perspektywa - młodej Brytyjki, która trafia do Austrii w przededniu Anschlussu. Muszę przyznać, że te elementy książki - stricte powiązane z historią, tym, co działo się w Wiedniu, jakie panowały tam nastroje i jak podzieliło się społeczeństwo przed i po włączeniu do Rzeszy były dla mnie zdecydowanie najciekawsze. Perspektywa i społeczeństwo tak inne, niż nasze, które znam już dobrze z licznych publikacji czy filmów. Jeżeli kogoś to interesuje to polecam, chociażby dla tej części powieści.

Jeżeli chodzi o część obyczajową, to muszę przyznać, że są tu i lepsze i gorsze momenty. Za najsłabszy uważam sam wątek miłosny - pomiędzy studentką kkonserwatoriuma początkującym lekarzem. Dlaczego?Po prostu pierwsza miłość z perspektywy młodej dziewczyny chyba nie jest już czymś, czego szukam w powieściach obyczajowych, a pewne pensjonarskie wywody mnie po prostu męczyły.

Całe szczęście autorka dodała do tego wszystkiego wątek szpiegowski, tajemnicę z przeszłości, trochę zagadek i obraz pięknego miasta, jakim jest Wiedeń. Wszystko więc ułożyło się w spójną całość, z ciut słabszym, aczkolwiek w konwencji, wątkiem miłosnym.

Do tego bardzo plastyczne i sensualne opisy stanowiące uwiecznienie całego obrazu.
Polecam bo czyta się to bardzo dobrze.

Moja ocena 8/10

poniedziałek, 10 marca 2014

Éric-Emmanuel Schmitt - Kobieta w lustrze

Nie wiem jak to jest z książkami tego autora, ale każda z nich w jakiś sposób mnie zaskakuje, pozostawiając, po zakończeniu lektury z takim wielkim znakiem zapytania w głowie i uśmiechem na ustach.
Krótko - przyjemna lektura, chociaż wcale się na to nie zapowiadało.

"Życie to coś więcej.
Więcej niż rola do odegrania. Niż religia i konwenanse. Więcej niż mąż i dziecko. Pieniądze i sława.

Trzy kobiety. Gwiazda filmowa, mistyczka, arystokratka zafascynowana psychoanalizą.
Na pozór dzieli je wszystko.
Łączy obsesyjna myśl, że muszą porzucić swoje dotychczasowe życie i odnaleźć to, co naprawdę ważne.





Eric-Emmanuel Schmitt, zdobywca nagrody literackiej Goncourtów 2010, zabiera czytelników w niezwykłą podróż przez czas i historię, by przedstawić losy fascynujących kobiet. W swej najnowszej powieści z wrażliwością filozofa i pasją wytrawnego detektywa zgłębia tajemnice kobiecej duszy. W tym lustrze może się przejrzeć każda z nas."


Muszę przyznać, że ciężko przebijałam sie podczas lektury kilku pierwszych rozdziałów, ciągle przeskakując w kolejnych częściach po historiach życia trzech różnych bohaterek, gdzie każda z nich żyła w innym czasie, a do tego ich historie prowadzone były w różny sposób narracji. Już miałam odłożyć, bo przecież tak naprawdę nic się nie dzieje, a jedna z bohaterek - współczesna zaczęła mnie nawet irytować... tymczasem okazało się, że te trzy kobiece postacie zostały tak dobrze odmalowane przez autora, że im dalej w lekturze tym bardziej mnie ciekawiły - ich rozterki, wątpliwości, inność na tle środowiska i epok, w których przyszło im żyć. I co najważniejsze - ciągle przewijające się pytanie - czy te kobiety coś łączy, czy to po prostu trzy odrębne historie, przypadkowo wybrane... Autor zaskakuje w finale, wszystko układa się jak dobre puzzle.

I jak się okazuje autor przemyca ważna naukę dla tych kobiet, które przeczytają jego książkę - nie bój się zmian, zaufaj intuicji i bądź sobą, bez względu na to, czego oczekują od ciebie inni.

Same postacie kobiet-głównych bohaterek to materiały na osobne trzy powieści.
Anne średniowieczna mistyczka, która spotyka się z tak dziwnym darem, że ani ona ani jej współcześni nie potrafią sobie poradzić, a z czasem zaczynają się bać tego, co głosi ta dziewczyna. Nietrudno przewidzieć, co ją czeka, jednak jej odwaga i postawa, wierność sobie i prawdzie zasługują na szacunek, bez względu na czas, w jakim przyszło jej żyć.
Hanna - to kobieta, której życie na ówczesne czasy to spełnienie marzeń każdej dobrze urodzonej kobiety - ma pieniądze, kochającego męża, dom, zachodzi w ciążę, która jednak okazuje się tylko stanem urojenia. Zaniepokojona tymi zmianami - za namową ekscentrycznej ciotki decyduje się na leczenie psychoanalizą. I to zdecydowanie najbardziej fascynujący fragment książki - mamy szansę poznać, jak wyglądało to leczenie z perspektywy kobiety, jej obawy, ograniczenia konwenansów, a w końcu jej fascynacja tą metodą.
Anny - ostania z bohaterek to zepsuta i rozkapryszona gwiazda kina amerykańskiego, która ucieka w seks i używki dla zabawy? Ten wątek podobał mi się najmniej- może dlatego, ze było mi ciężko zrozumieć tą bohaterkę.

Tym niemniej lektura ciekawa, frapująca i dająca do myślenia.

Moja ocena 8/10




wtorek, 1 października 2013

Michael Benoit - Tajemnica 13 apostoła

"Co ukryto przed wiernymi po śmierci Jezusa, kiedy tworzyły się podwaliny wiary chrześcijańskiej? Czy faktycznie było trzynastu, a nie dwunastu apostołów? Jaki cel mógłby przyświecać Watykanowi, by ten fakt utrzymać w tajemnicy? Na postawione pytania odpowiada inteligentny thriller Michela Benoît, w którym teraźniejszość i przeszłość splatają się w jedną logiczną intrygę. Kościelny erudyta, ojciec Andriej, wchodzi w posiadania dowodu na istnienie trzynastego apostoła. Z listu apostolskiego dowiaduje się, że Jezus był tylko prorokiem, a nie Synem Bożym. Andriej zostaje zamordowany w pociągu, w drodze do Watykanu. Jego najbliższy przyjaciel, ojciec Nil, rozpoczyna śledztwo. Odkrywa nieznany wcześniej dokument
mówiący o początkach chrześcijaństwa, o wykluczonej z Kościoła społeczności nazarejczyków, z której w VII wieku narodzi się islam. Teraz i on znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie..."










Wydawałoby się, że temat frapujący, zagadkowy, taki, który zmusza do zastanowienia się, co jest prawdą a co fikcją. Do tego zagadka dotycząca religii chrześcijańskiej w połączeniu z islamem i wątkami żydowskimi. Brzmi obiecująco? do tego akcja podzielona na to, co dzieje się współcześnie - intryga w Watykanie połączoną z elementami kryminału, zagadki i polityki, oraz szeroka płaszczyzna historyczna odwołująca się do wydarzeń z przeszłości na przestrzeni wieków, mających wpływ na to, co dzieje sie aktualnie i to, co niektórzy starają się odkryć lub ukryć...

Niestety im większe obietnica tym większe rozczarowanie w przypadku tej książki, bo cóż z tego, że intryga dobrze skonstruowana, pomysł dobry, jak akcja się po prostu ciągnie, a książka jest nudna.
Z czego to wynika?Może autor mógłby trochę więcej miejsca poświecić akcji w teraźniejszości, bardziej podkręcić napięcie, popracować nad akcją, urozmaicić ją? Wtedy byłaby to pozycja od której nie można się oderwać, tak jest tylko jedną z wielu dużo zapowiadających, a nic nie wnoszących, bo ani szczególnie nie frapuje ani nie zaciekawia.

Jest za to pewnym rozliczeniem z hierarchią kościelną. Wydaje się, że auto w tej powieści chciał wyprać wszystkie możliwe brudy, z którymi sie spotkał lub o które podejrzewa przedstawicieli wysokich urzędów w Watykanie. Jeżeli to miało na celu zaakcentować rozbieżność pomiędzy dwójką mnichów, ich życiem i możliwościami, a realiami życia w Watykanie, to chyba aż nazbyt skupił sie autor na tym, co złe i niegodziwe, rozdźwięk, jak na potrzeby tej książki jest moim zdaniem przesadzony.

Sami główni bohaterowie, czy to pozytywne czy negatywne postacie, też zbudowane są niedbale, co w efekcie sprawia, że są po prostu nijacy. Myślę, że pomimo tego, że akcja dzieje się wśród środowiska kościelnego można byłoby wprowadzić jedna bohaterkę - kobietę, co z pewnością też urozmaiciłoby lekturę. Tak mamy walkę testosteronu z testosteronem na tle WIELKIEJ tajemnicy, której na koniec autor również nie rozwiązał, a tym samym niedosyt po lekturze się powiększył. 

Podobało mi się włączenie do głównego nurtu elementów politycznych i wywiadowczych w postaci spiskujących przedstawicieli islamu i agenta Mossadu. Niestety na tle rozgrywających się wydarzeń ich udział jest stosunkowo mały, a szkoda, bo to jeden z ciekawszych wątków powieści.

Moja ocena 4/10

środa, 17 lipca 2013

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak - Upalne lato Marianny i Upalne lato Kaliny

Książki, które otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa MG to prawdziwa gratka, dla tych, którzy lubią takie troszkę zagmatwane historie rodzinne, połączone z wątkiem historycznym, romansem, niespełnioną miłością... Mi lektura obu zajęła dwa popołudnia i nie mogłam się oderwać, mimo, że zwłaszcza w pierwszej części, jest mało dialogów, co nie zawsze mi odpowiada. Tymczasem paradoksalnie pierwszą część czytało mi się nawet lepiej.

"Ostatnie lato Marianny to stylowo opisana historia pierwszej miłości osiemnastolatki żyjącej w spokojnym dworze na wsi mazowieckiej. Mamy lato 1939 roku i choć wokół mówi się już tyle o wojnie, dla dziewczyny liczą się jedynie jej uczucia, których obiektem i celem jest poznany w Warszawie, a potem zjawiający się w sąsiedztwie, młody wykładowca prawa. 


Opowieść utkana została ze wspomnień dziadków Autorki. Osadzona w barwnych czasach ich młodości i zbudowana z retrospektyw dawno przebrzmiałych emocji, a jednak – jak sądzę – niezwykle współczesna. Bo Marianna, jak każdy dorastający człowiek ma nieokiełznany apetyt na życie. I jak wszyscy pragnienie dotknąć tabu – bez względu na cenę. Taka chęć zrozumienia własnej cielesności i odnalezienia miejsca w świecie często kończy się rozczarowaniem, niemniej jest nieodłącznym elementem dorastania. Nieodłącznym i ponadczasowym" 



Już same okładki są frapujące - widać tylko połowę twarzy bohaterki - co tym bardziej kusi, żeby zajrzeć do środka.

"Upalne lato Marianny" to tak naprawdę historia o panience z dobrego domu, która na tle gorącego i niespokojnego czasu w historii Polski walczy o emancypację kobiet i za wszelką cenę próbuje odkryć swoją seksualność. Pragnienie to przysłania jej zdrowy rozsądek, całkowicie się jemu oddaje. Nawet do końca nie wie, czy znajomość, w którą się wikła to prawdziwe uczucie, czy tylko pożądanie. Sama bohaterka niestety - przynajmniej we mnie nie wzbudza raczej pozytywnych uczuć. Bardziej ciekawiła mnie jej walka o emancypację i równouprawnienie społeczne w tym czasie. Do tego niezmiernie urzekła mnie sielskość przedwojennej polskiej wsi, polskiego dworu i jego zwyczajów w ostatnich przedwojennych chwilach świetności. aż chciałoby się tam być razem z bohaterami książki. Jednocześnie nie jest to sielskość idealna, w zderzeniu z problemami wsi, nadchodzącą wojną autorka tworzy obraz realistyczny, a jednocześnie wciągający.

W drugiej części - chociaż autorka zaznacza, że można czytać te książki niezależnie od siebie, to moim zdaniem zdecydowanie lepiej razem - poznajemy córkę Marianny Kalinę. 

"Jakim człowiekiem może stać się kobieta, silnie poturbowana przez wojnę, która wyrzekła się wszystkiego dla miłości?

Kalina prawie nie zna własnej matki – Marianna nigdy nie pozwoliła, by ktokolwiek, włącznie z córką, poznał jej przeszłość i zrozumiał życiowe motywacje. Dlatego Kalina, choć jest już dorosłą kobietą, nadal w głębi serca pozostaje małym, skrzywdzonym dzieckiem. Zagubionym, samotnym i niepewnym swojego miejsca w świecie.
Już nie ma sielskiego dworu wśród rozkołysanych, mazowieckich pól, a niezwykłą atmosferę ostatniego, przedwojennego lata zatarła w pamięci późniejsza zawierucha. Marianna jest zagubiona w nowej, siermiężnej rzeczywistości i nie potrafi uporać się z noszoną w sercu tajemnicą.
Ale los nie pozwoli jej być biernym obserwatorem życia. Kalina staje się żoną, matką… ale dopiero gdy na jej drodze staje Maciej, musi się rozliczyć sama ze sobą.

„Upalne lato Kaliny” pewnymi watkami nawiązuje do „Upalnego lata Marianny” (choć książka jest odrębną całością).
Tym razem autorka przenosi czytelnika w sugestywnie naszkicowany świat końca lat sześćdziesiątych."


Kalina to zdecydowanie postać niejednoznaczna, ciężka do rozgryzienia, momentami tak wycofana względem innych i swojego życia, że aż irytująca...jednak, wraz z lekturą kolejnych stron okazuje się, że los doświadczył ją tak, że ma wszelkie prawa, żeby taką być...A na słowa krytyki zasługuje przede wszystkim jej matka. O czym jest ta książka - według mnie przede wszystkim o ucieczce od wspomnień, tego, co już przeżyte, o grubej kresce odkreślającej, to co bolesne i niechciane aż w końcu o odnajdywaniu siebie. Mam nadzieję, że Katarzyna Zyskowska-Ignaciak napisze kolejna część, bo już teraz czekam na kontynuację...
Jedyne, co tak naprawdę przeszkadzało mi w tej książce, to to, że historię wojenną poznajemy tylko dzięki korespondencji, którą gospodyni wysyła do Kaliny, pragnąc jej w ten sposób wyjaśnić, czemu jej życie potoczyło się właśnie takim, nierównym torem. Według mnie dużo lepsza byłaby ta historia, gdyby poświecić jej osobne kilkadziesiąt stron, nie miałoby się na początku lektury tej części wrażenia, że czegoś brakuje, a odkrywanie prawdy o Kalinie pewnie i tak dawałoby czytelnikowi przyjemność. 
Powieści tej autorki to również dobrze ukazana historia Polski - jej realiów i ówczesnej rzeczywistości, bardzo dobrze splecionej z losami bohaterów książek.





Tym niemniej lektura obydwu części była dla mnie swoistą ucztą czytelniczą, za którą dziękuję Wydawnictwu 

czwartek, 31 stycznia 2013

Maria Nurowska - Innego życia nie będzie

"Innego życia nie będzie Marii Nurowskiej to wzruszająca, oparta na faktach opowieść o miłości, której źli ludzie i zły czas nie dali rozkwitnąć. O gorzkim romansie z komunizmem.

 Była bardzo ładna, głupia i wpatrzona w niego jak w obrazek. Taką zobaczył ją któregoś dnia, gdy tuż po wojnie objął urząd szczecińskiego wojewody. On, Stefan, miał raptem dwadzieścia cztery lata, skórzaną kurtkę i nadopiekuńczą matkę. Ona, Wanda – o pięć lat młodsza – była jego sekretarką. Wkrótce została żoną i urodziła mu dwóch synów. Jednak matka Stefana robiła wszystko, by rozbić to małżeństwo. Kiedy tego dopięła, zabrała do siebie starszego wnuka i powiedziała mu, że Wanda nie żyje. Teraz Stefan jest już stary. Z trudem wchodzi na trzecie piętro. Po zmianie ustroju jest nikim. Pewnego dnia dostaje przesyłkę pocztową z kilkoma zeszytami. Są to sekretne dzienniki, które Wanda prowadziła przez całe życie; chciała, by po jej śmierci trafiły do jego rąk. Za kilka dni z Ameryki przyleci jego drugi syn z jej trumną. W oczekiwaniu na to spotkanie Stefan czyta zapiski żony. I odnajduje utracone człowieczeństwo."

Powiem szczerze, że długo się zastanawiałam, czy mi się podobała ta książka...i dalej do końca nie wiem. Dlaczego? Bo z jednej strony mnie wciągnęła, chciałam przeczytać ją od razu do końca, z drugiej strony nie do końca jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak się stało.  Nie wiem, co w niej aż tak mnie wciągnęło.

Główna bohaterka Wanda, to kobieta, której nigdy nie byłabym w stanie zrozumieć...pusta, bez własnego życia  ślepa, bez reszty podporządkowana najpierw mężowi, który tak naprawdę nigdy jej nie kochał, później synowi, który dal jej dostęp do tylko wybranej części jego życia. 
Bez pomysłu na siebie, bezwolna, niczym plastelina w rękach innych. Cale życie manipulowana, popychana, kierowana. Do tego z głęboko ukrywanymi problemami na tle seksualnym. Pod koniec życia zdecydowała się przesłać swoje wspomnienia mężowi. Ten, najpierw niechętnie, później z coraz większym zaangażowaniem zaczyna czytać, nie mogąc się ostatecznie oderwać, zapominając nawet o cotygodniowych partiach brydża z kolegami. 
Do tego dwaj synowie tego dziwnego małżeństwa - Michał, podobnie jak ojciec w pewien sposób przegrał swoje życie - alkohol, kochanki, zapomnienie, kłamstwo to stałe elementy ich życia. Do tego rozgoryczenie, każdy z innego powodu. Syn, że nie dane mu było żyć lepszym życiem, które jego zdaniem stało się udziałem starszego syna Stefana w Ameryce. Ojciec, bo stracił wszystko, co kiedyś wydawało mu się ważne - komunistyczną przeszłość z wszystkimi jej gratyfikacjami i dostatkiem. Tak naprawdę żaden z nich nie potrafi kochać, zaangażować się i być szczerym. Jedyne jasne elementy ich życia - żona Wanda, córka Agnieszka zdają się im nie wystarczać. Żaden z nich tak naprawdę nie potrafił zawalczyć o coś, co inni ludzie  określają mianem szczęścia.
Drugi syn - Stefan - pochłonięty swoją kariera i pracą naukową, tak, że świat poza nimi wydawał się nie istnieć  A tym samym raniąc swoją żonę i matkę.
O czym jest ta książka? Podobno o rozliczeniu z przeszłością ..Dla mnie o chorych relacjach rodzinnych i braku miłości. O uczuciach podszytych wyrachowaniem i naiwnością.

Moja niezdecydowana ocena to 6/10



piątek, 21 grudnia 2012

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich

Jeżeli ktoś wczesniej czytał Cukiernie pod amorem tej samej autorki w zasadzie wie, czego może się spodziewać po najnowszej powieści Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Pytanie tylko tak naprawdę pozostaje jedno - czy autorce pomimo znanego schemtu uda się jednak zaskoczyć czytelnika?

"Tym razem wraz z główną bohaterką (znamy ją z pierwszego tomu Cukierni, w którym zawróciła w głowie Tomaszowi Zajezierskiemu) wyruszymy do Paryża okresu belle epoque. Poznamy historię Róży z Wolskich (późniejszej księżnej Rose de Vallenord) — malarki, emancypantki, skandalistki.
Równie ważnym bohaterem powieści będzie Paryż — miasto magiczne, w którym spełniają się marzenia. "



Podobnie jak we wsześniejszych książkach autorki akcja dzieje się równolegle w dwóch epokach. Pierwszy wątek to historia Niny - niespełnionej życiowo  trzydziestopieciolatki, która nie wie, czy chce wyrwać się spod wpływu toksycznej matki, dominującej nad jej życiem. O ile zawodowo można powiedzieć, że bohaterka sobie radzi, a wycieczka do Gutowa i poznanie Igi (również znanej czytelnikom z Cukierni pod aniołem) zdają się otwierać przed młodą panią historyk sztuki całkiem inne możliwości... to jej życie prywatne, które też ma szansę w końcu na odmianę (normalność), wraca do punktu wyjścia, dzięki "pomocy" matki Niny. Młoda kobieta bezwolna poddaje się dyktatowi rodzicielki. Moim zdniem to zdecydowanie najsłabszy element powieści Gutowskiej. Nina-bohaterka nijaka, bezmyślna i irytująca. Może gdyby autorka bardziej skupiła się na wątku jej pracy i odkrywaniu tajemnic związanych z historią obrazu Tomasza Zajezierskiego, niż na jej nieudanych relacjach z matką, byłoby ciekawiej, tak trąca to zdecydowanie kiepskim serialem obyczajowym.

Drugi wątek to historia Róży - córki polskiego powstańca zesłanego na Syberię oraz polskiej szlachcianki, z którą zmuszone zostały do ucieczki do Paryża. I tam właśnie poznajemy Krystynę - nieustępliwą, rozczarowaną życiem, sfrustrowaną i przywiązaną do reguł matke Róży - małej dziewczynki, zafascynowanej światem, w którym zmuszone zostały zamieszkać.Wraz z bohaterkami poznajemy Paryż magiczne miasto II połowy XIX w., nowoczene, pełne blistru i magii, ale również sprzeczności i niebezpieczeństw. Na dla barwnego miasta toważyszymy najpierw Róży - małej dziewczynce, niemowie, stającej się modelką francuskich malarzy, nastepnie Róży walczacej z biedą i choroba matki, potem nastolatce, projektującej suknie wielkim damom, następnie Róży młodek kobiecie zakochanej w księciu, skandalistce zrywającej z szablonowym, salonowym wychowaniem, walczącej o miłość i rozwijającej swoją pasję - malarstwo. W końcu wraz z Różą i jej zgorzkniałą matką wracamy do Gutowa...
Ten wątek - zdecydowanie dominujący i zdecydowanie lepszy od współczesnego. Ciekawy, interesujący motyw Paryża wraz z pelnym przekrojem przez zycie różnych warstw społecznych, wciagająca historia glównej bohaterki, do tego niewymuszona, ale ciekawa lekcja obyczjaowej historii. Polecam.

Moja ocena 8,5/10

piątek, 30 listopada 2012

Katarzyna Enerlich - Prowincja pełna gwiazd i Prowincja pełna słońca

Mam spory problem z tymi książkami Katarzyny Enerlich. Mimo, że przeczytałam je już jakiś czas temu to ciągle zwlekałam z recenzją, bo nie wiem jak do końca je ocenić. Nie miałam wcześniej okazji, żeby przeczytać pierwszą część serii, ale po lekturze dwóch kolejnych nie do końca mam ochotę ich szukać-myślę, że to mogłoby wystarczyć za całą recenzję, ale jednak napiszę wam o moich odczuciach trochę więcej.

"Refleksyjna opowieść o prowincjonalnej codzienności, której wielkie i małe historie rozgrywają się wśród mazurskich krajobrazów. Zaskakująca historia kobiety, która odbywa swoistą podróż w czasie, podróż do nieznanych korzeni. Odkrywa przeszłość, której nie znała i tajemnice, które niekoniecznie chciała poznać. Czytelnicy spotkali się z bohaterami powieści w książce – „Prowincja pełna marzeń”. Prowincja może być miejscem magicznym, pełnym wydarzeń i emocji, gdzie po prostu chce się żyć. Miejscem, w którym zdarza się tysiące spraw, zgodnie z przemianami tego świata, pokornie poddanym porom roku, biegnącym czasem może trochę wolniej, spokojniej, bez korków na ulicach i laptopów na kawiarnianych stolikach… Nad którym świecą te same gwiazdy, to samo słońce, brodzą w błękicie te same chmury. Nie ma spotkań przypadkowych. Nasze dzisiejsze spotkanie na pewno nie jest daremne…"


Te książki to kolejne z nurtu literarury kobiecej, gdzie główne bohaterki odnajdują spokój na prowincji. Czym różni się ta od innych, które czytałam wcześniej?Na pewno jest bardziej reflekcyjna, a akcji raczej nie wzbogacają ożywione dialogi głównych bohaterów. W większości to przemyślenia głównej bohaterki Ludmiły. Po wielu perypetiach Ludmiła wydawałoby się, ż eosiągnęła szczęście u boku ojca swojego dziecka, którego z radością oczekują. Niestety po narodzinach Zosi okazuje się, że sielanka jednak nie jest tak cukierkowa, jakby się moło wydawać. Przez jakiś czas Ludmila musi sobie radzić zupełnie sama, martin wyjeżdża do Niemiec i chyba nie do końca chce wracać do żony i dziecka. Jak się okazuje dręczą go ciągle wątpliwości an temat swojego ojcostwa, podsycane dodatkowo przez znajomą, z którą po powrocie zaczyna spędzać coraz więcej czasu....
Historia znana, łatwa do przewidzenia, w niczym nie zaskakuje, a całej powieści czegoś po prostu brakuje...Wszystko jest jakby płaskie, jednowymiarowe, nie wciąga czytelnika tak jaby mogło.
Ciekawy wątek-to poszukiwanie historii rodziny, odkrywanie judaizmu oraz wizyta Ludmiły i jej siostry w Łódzkiej Anatewce :)
Bardzo bym się jednak cieszyła, gdyby autorka jednak nie ograniczyła się do opisania fanatyzmu Hanki, po tym jak dowiedziąła się o swoich żydowskich korzenaich. Tak ma się wrażenie, że historia została odkryta, zadanie zaliczone, czas skupić sie na czymś innym, a naprawdę szkoda.
W dodatku, chyba nie trzeba być geniuszem, żeby się domyśleć, że ktoś noszący nazwusko Gold, może być pochodzenai żydowskiego. Chyba Pani Enerlich nie do końca wierzy w inteligencję swoich czytelników ;).

Ostatnia część tryptyku prznosi nas wraz z Ludmiłą-zmuszoną sytuacją życiową- do podjęcia pracy we Włoszech.

"Czy coś - oprócz pierwszej litery - łączy Mazury z Marokiem?
Ludmiła, bohaterka kolejnej części "prowincjonalnego" tryptyku, po raz kolejny stawia czoło życiowym wyzwaniom. Tym razem znajdzie się na emocjonalnym zakręcie. Tajemnicze zniknięcie najbliższej osoby spowoduje, że kobieta wyruszy w zmieniającą jej życie podróż do północnych Włoch.

Spotkanie z Aminą, ofiarą muzułmańskiej tyranii i organizacja jej ucieczki od męża to tylko niektóre z przystanków tej podróży. Na swoją mazurską prowincję wróci odmieniona i przekonana, że szczęście to nie tylko miłość. A gdy już przewartościuje wszystko i od nowa ułoży swoje życie, pojawi się ktoś, na kogo wcale nie czekała. Czy po raz kolejny spotkanie okaże się nieprzypadkowe?"


Ludmiła zostawia małe dziecko, wyrusza zarobić pieniądze na zycie i spłatę kredytu za ukochany dom, w którym w końcu zamieszkała. We Włoszech pomaga Marokance, która ucieka od znęcającego się nad nią męża i wraz z naszą bohaterką wraca na Mazury, by tutaj podobnie jak Ludmiła zbudować swoje życie od nowa.
Nowe postacie, wątki, uczucia, ale moje odczucia dokładnie takie same - wolne tempo akcji, duża naiwność łównej boahterki, która chyba sama przed sobą ucieka, irytuje czytelnika swomi decyzjami i małym, a własciwie żadnym zecydowaniem w kwestii tego z kim się związać uczuciowo...


Na plus-historyczne zdjęcia Mazur dodawne przez autorkę do obu książek-ciekawa lekcja historii-chociaż druk mógłby być trochę lepszy.
Podsumowując-są duzo lepsze pozycje o podobnej tematyce, stąd moja ocena 5/10


poniedziałek, 16 lipca 2012

Maria Nurowska - Anders

Bardzo cenię Marię Nurowską, każdej jej książki wypatruję z niecierpliwością. Bardzo ucieszyłam się, kiedy „Generał” wpadł w bibliotece w moje ręce. Mimo, iż nie przepadam za tego rodzaju książkami, bardziej lub mniej nawiązującymi do biografii, wiem, że w tej formie autorka też się sprawdza, miałam nadzieję na wciągającą lekturę.



Za Wydawnictwem W.A.B.:

„Jakim człowiekiem był Władysław Anders? Polityk, generał, dla wielu wzór poświęcenia w imię najwyższych idei. Zwycięski wódz spod Monte Cassino, który w drodze przez sowieckie łagry wycierpiał tyle samo bólu i upokorzeń, co jego żołnierze. Czerwone maki i biały koń niosący generała nabrały już charakteru symboli.

Z książki Marii Nurowskiej wyłania się także inne oblicze Andersa. Mężczyzny, któremu zabrakło odwagi, aby osobiście powiedzieć żonie, że po 25 latach wspólnego życia związał się z inną kobietą - artystką kabaretową w wieku ich córki. Przywódcy, którego plany nie zawsze były do końca przemyślane, co wielu jego podwładnych kosztowało życie. Polityka niezbyt dobrze znającego się na ludziach, o czym najdobitniej świadczy jego zaufanie do generała NKWD - Żukowa.

Autorka nie odmawia Andersowi wielkości, nie tworzy jednak pomnika. Dokumentując biografię listami i wspomnieniami znających go osób, dąży do wydobycia prawdy o nim we wszystkich aspektach jego życia. Maria Nurowska wielokrotnie udowodniła w swoich powieściach, że potrafi przykuwać uwagę czytelnika. Także i tutaj wykorzystywana przez nią technika zmiany perspektywy nie tylko nie pozwala się znużyć, ale również nadaje książce wiarygodność."



Tę powieść, bo ciężko nazwać ją biografią, przeplatają zdjęcia, oficjalne dokumenty i prywatna korespondencja. Nie do końca wiem, czemu miałoby to służyć - uwiarygodnieniu autorki? O ile zdjęcia przybliżają postać i konfrontują ją z naszymi wyobrażeniami, o tyle dołączone chociażby rozkazy czy nieczytelne listy, służą raczej „zapełnianiu stron” niż wnoszą coś do książki, bo ciężko ją jednocześnie traktować jako dokument historyczny.
Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie przez Nurowską równolegle generała w jego życiu zawodowym jak i prywatnym. Zabrakło mi jednak informacji z czasów sprzed wybuchu II wojny światowej - o tym okresie autorka zdecydowanie więcej pisze w kontekście życia rodzinnego. Dużo uwagi poświeca również miłostkom, miłościom i romansom generała. Myślę, że jest to zabieg celowy służący "uczłowieczeniu" tego bahatera i zdjęciu go z piedestału, na króry postawił go naród i historia. Jednak wymienianie licznych romansów i przedstawianie niepochlepbych opinii współpracowników Andersa bardziej go nie znormalni. Może trzeba byłoby bardziej pociągnąć wątek jego relacji z ukochaną córką, żeby pokazać go bardziej ludzkim?
Książka zawiera również korespondencję oraz dialogi, które generał prowadził zarówno ze swoimi współpracownikami jak i wrogami – to co miało urozmaicić lekturę spowodowało chaos i natłok informacji jak dla mnie zbędnych. W pewnym momencie miałam wrażenie, że bohaterem przestał być już Anders, a zostali wszyscy ci, którzy chcieli coś o nim powiedzieć. Do końca nie wiadomo, co jest fikcją, a co faktem – dysonans detali walczy z rozkazami wodzów. Ani to powieść historyczna, ani dokument, tym bardziej nie powieść biograficzna czy obyczajowa, najwidoczniej autorka nie mogła się zdecydować jaka forma będzie najlepsza, więc wprowadziła mało chronologiczny misz-masz, który nie zachęca do lektury.

Moja ocena 2,5/10

PS Jedyne co polecam to wywiad z autorką tutaj

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Camilla Läckberg – Kamieniarz

Jakoś mnie ciągnie do jej książek, mimo, ze zdroworozsądkowo pewne racje mogę przyznać jej przeciwnikom, że schematyczna, przewidywalna itp. Jednak mimo, że to kolejny tom, po który sięgnęłam, ciągle nie czuję przesytu. Za Wydawnictwem: „Październikowy poranek we Fjällbace. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, nie myli się, w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki... Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...” Ten tom, moim zdaniem różni się od poprzednich, jest mniej kryminalny, a bardziej historyczno-obyczajowy z wątkiem kryminalnym. Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach równolegle- aktualnie i od początku wieku. Ten zabieg bardzo mi się podoba, bo bardziej „nakręca” akcję, gdyż przed wszystkim bardzo długo nie dowiadujemy się, co łączy te dwa wątki. Do tego w tym tomie poznajemy trochę bardziej głównych bohaterów „od kuchni” – zarówno jeżeli chodzi o rodzinę i znajomych Ericki i Partika, jak również policjantów, z którymi Patrick pracuje. I tak jak w poprzednich i tym razem napięcie trzyma do ostatniej strony, przeczytanie książki tym samym zajęło mi niecały weekend. Moja ocena 9,5/10

poniedziałek, 6 lutego 2012

Północ-Południe miniserial BBC

North-Soth to kolejna udana produkcja BBC, tym razem na motywach powieści Elisabeth Gaskell. Jak usłyszalam ten tytuł oczywiscie jednoznacznie skojarzył mi się z amerykańską produkcją o wojnie secesyjnej. Natomiast w tym serialu BBC sielankowe południe Anglii zostaje skonrontowane z przemysłową, zdawałoby się burą i mroczną północą.

Cytując za FILMweb:

"Margaret Hale (Daniela Denby-Ashe) dorasta w komfortowych warunkach w rolniczej południowej Anglii. Ale kiedy jej ojciec, pastor Richard Hale (Tim Pigott-Smith), niespodziewanie opuszcza Kościół z pobudek sumienia, przenosi całą rodzinę: słabowitą żonę Marię (Lesley Manville) i służącą Dixon (Pauline Quirke) do miasta przemysłowej północy - Milton. Margaret i jej rodzina wystawiona jest na poważny kulturowy szok. Od razu po przybyciu do Milton społeczne koszty rewolucji przemysłowej są dla dziewczyny jasno widoczne. Toteż panna Hale zaczyna darzyć miasto i jego mieszkańców sporą niechęcią. Jednym z nich jest John Thornton (Richard Armitage), właściciel zakładu przemysłu bawełnianego. Margaret postrzega go jako uosobienie wszystkiego, czego nie znosi w północy Anglii. Jakkolwiek losy Margaret i Johna wyglądają na splecione... ."

 

 

 

Dla mnie serial był ogromnym zaskoczeniem, bo o ile filmów o sielankowej Jane Austionowskiej części Anglii jest sporo to nigdy nie widziałam serialu o wydawałoby się nudnej Anglii przemysłowej.  Dzięki temu serialowi poznajemy życie i problemy wszystkich warstw społecznych oraz widzimy relacje jakie miedzy nimi się tworzą. Serial też ukazuje jak ludzie łamali te sztywne bariery.  Główna bohaterka to  przedstawicielka klasy średniej, która przyjaźni się zarówno z robotnikami z fabryki, jak i uczęszcza na salony bogatych fabrykantów.  Tło społeczne i obyczajowe jest przedstawione przez scenarzystów z wyjątkową dbałością o odzwierciedlaenie realiów.

Oczywiście w serialu mamy też wątek miłosny, o którym pisać nie będę, bo wydaje mi się, że jednak jest on zgrabnie wpleciony w oddane z ogromną dbałością o szczegóły tło obyczajowo-społeczne.

Jedynym drażniącym mnie elementem jest postać głownej bohaterki, która jest taką typową siłaczką, jednocześnie według mnie mająca ogromne problemy z podejmowaniem decyzji co do swojego życiaprywatnego.  Z jednej strony wspołczująca, zaangażowana społecznie działaczka, z drugiej to typowa angielska panienka, która sama przed sobą się nie potrafi przyznać co dla niej jest ważne.

Polecam ze względu głównie na innowacyjność tematu

Moja ocena 7,5/10

 

piątek, 3 lutego 2012

Simon Montefiore - Saszeńka

Dziś napiszę o książce, która jest dla mnie jednym z większych rozczarowań  czytelniczych ostanich czasów. Spodziewałam się książki w stylu "Jeźdźca miedzianego", ale niestety okazłao się, że już na samym początku,  że nie mam się co spodziewać powtórki jednej z moich ulubionych książek.

Za merlin.pl

"Saszeńka to opowieść o trzech pokoleniach kobiet rosyjskich: od czasów ostatniego cara poprzez okres stalinowski po dzisiejszą Moskwę z jej oligarchami, którzy dorobili się miliardowych fortun na ropie naftowej. Opowiada o lekkomyślnej miłości kobiety do mężczyzny i bezgranicznej miłości matki do dzieci, okrutnej śmierci i tajemnicach, które kryje przeszłość - o zwyczajnej rodzinie żyjącej w niezwykłych czasach. Jej osią jest szaleńczy romans, który trwa tylko kilkanaście dni, ale zmienia całe życie bohaterów. Jeszcze po dziesięcioleciach miłość trwa, ale trwa też nienawiść, cierpienie i przemoc.Montefiore tworzy niezapomnianą postać kobiecą, której historia spina klamrą dzieje dwudziestowiecznej Rosji, i opowiada o dążeniu do prawdy w kraju, który pragnie zapomnieć o swojej mrocznej przeszłości. Główni bohaterowie książki to postacie fikcyjne, ale ich losy są oparte na prawdziwych historiach kobiet i dzieci należących do pokolenia Saszeńki.

"Saszeńkę" czyta się jednym tchem. To powieść o frapującej intrydze, która ukazuje radości i nadzieje rosyjskich rodzin, rewolucję, grozę lat trzydziestych - i prowadzone przez najnowsze pokolenie poszukiwania w zamkniętych wcześniej archiwach KGB. Montefiore ma ogromną wiedzę o dziejach Rosji i umiał ją wykorzystać do stworzenia wspaniałej opowieści. Jeszcze długo po przeczytaniu książki trudno zapomnieć o tragedii głównej bohaterki."
Thomas Kenneally, autor Listy Schindlera

Powiem tylke-nie potrafiłam się przemóc i utknęłam w 1/3 książki, próbowałam parokrotnie do niej wrócić, troche "przewinać", ale nic to nie dało. Mimo dobrego pióra autora, fascynującej Rosji, tego, że jest to saga rodzinna, które bardzo lubię to jednak nie zaskoczyło...

Bardzo zmęczyła mnie bolszewicka stylistyka pierwszej częściej, ślepe oddanie sprawie przez główną bohaterkę, dodatkowo  irytowało mnie zachowanie jej rodziców i w związku z tym nie doczytałam do końca. Czytałam wcześniej wiele recenzji tej pozycji, większość z nich to peany na jej cześć, natomiast ja nie dołączę jednak to fanów tej jakże dla mnie dla mnie infantylnej i zaślepionej bohaterki.

czwartek, 5 stycznia 2012

Małgorzata Gutowska - Cukiernia pod Amorem cz. III Hryciowie

Żeby w końcu dowiedzieć się, jak kończy się ta rodzinna saga zakupiłam wszytkie tomy i w półtora dnia przeczytałam ostatni tom, który muszę przyznac w porównaniu do poprzedniego ciut mnie rozczarował.

"Wojenna zawierucha. Dramatyczna podróż po okupowanej Europie. Trudy życia codziennego w ponurej rzeczywistości PRL-u. Miłość i pasja. Szczęście i cierpienie. Wielkie namiętności i rodzinne intrygi. " za merlin.pl

To krótki opis zapowiadający, czego mozemy się spodziewać w ostanim tomie. I tak w ostaniej części poznajemy wojenne losy Giny i jej kolejnego męża Jana, które w porównaniu do jej wątku rozwiniętego w II tomie tutaj trochę rozczarowują swoja powierzchownością.  Autorka dość dokładnie opisuje wojenne życie w okupowanym kraju-zarówno w mieście jak i na wsi. Podczas lektury tej cześci poznamy bliżej życie Celiny, jej nieszczęśliwej i utraconej miłości, oraz jej późniejszego małżeństwa, dowiemy się w jaki sposób Cukiernia pod Amorem vel Aniołem trafiła w ręce Hryciów oraz co się z nią działa w latach powojennych. W części teraźniejszej śledzić możemy dalej losy Igi, jej zakochanego ojca oraz powracającej do zdrowia babci Celiny.  Autorka również nie rozczarowywuje i ujawnia w końcu kim była odnaleziona przez archeologów dziewczyna. Niestety jeżeli - tak jak ja- spodziewacie się rozwiązania wszystkich zagadek na końcu powieści, czeka was jednak niedosyt i trochę jednak rozczarowanie. Nie będę ujawniaś detali, powiem tylko tyle, że ciężko było mi po jej zakończeniu odłożyć książkę na półke, bo jednak miałam nadzieję, że czegośtam niedoczytałam, pominęłam...Może jak producenci zdecydują się na ekranizację powieści wymyslą swoje własne zakończenie.

wtorek, 27 grudnia 2011

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Cukiernia pod Amorem cz. II Cieślakowie

Przeczytałam tą książke ekspresowo, bo jest po prostu bardzo dobra, śmiem twierdzić, że nawet lepsza niż pierwsza. I już nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce wpadnie ostania część.

"W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne środowisko przedwojennych teatrów i kabaretów.
I tym razem nie zabraknie pięknych, zdecydowanych kobiet, przełomowych wydarzeń z dziejów Polski i świata oraz ekscytujących historii miłosnych."
za merlin.pl

 

I tak znów czasy współczesne przeplataja się z przeszłością, której autorka poświęca większość książki. Realia zycia końca XIX i początku XX wieku są bardzo dokładnie odtworzne przez autorkę, co czyni książkę jeszcze bardziej interesującą. Dawno nie czytałam książki, w której wszytkie szczegóły były tak bardzo dopracowane, a jednoczesnie czytałoby się ją bez problemu, mimo wielu rozbudowanych opisów. Dodatkowo na uwagę zasługuje sposób przedstawienia losów ziem polsich podczas I wojny swiatowej, zupełnie jakby z innej strony niż proponowane nam ostanio przez kino czy telewizje obrazy - od strony zwykłego człowieka i jego problemów życia codziennego.  Do tego przerzucanie akcji pomiędzy wieloma miejscami, kontynentami, postaciami, mimo, że jest ich wiele nie sprawia śledzącemu rozwój wydarzeń czytelnikowi żadnych problemów.  Gorąco polecam, naprawdę warto.

 

Moja ocena 10/10

poniedziałek, 21 listopada 2011

Tym razem serialowo Downton Abbey

Jakiś czas temu odkryliśmy przyjemność oglądania różnych seriali, zaczeliśmy od ekranizacji Filarów ziemi, potem byli Borgiowie, teraz przyszedł czas na Downton Abbey

http://www.imdb.com/title/tt1606375/

To serial historyczny, którego akcja ropoczyna się przed I wojną światową a ostani odcinek, który obejrzeliśmy dzieje się w 1919 r. (na razie to 8. odcinek 2. serii). Zawsze fascynował mnie czas dwudziestolecia międzywojennego, dlatego tym bardziej ucieszył mnie serial dotyczący tych czasów. Głównymi bohaterami serilau jest rodzina Crawley i ich służący. Oglądając kolejne odcinki poznajemy życie zarówno jednych jak i drugich. Dla mnie niewątpliwie najbardziej fascynujące było to, jak bardzo ich życie jest ze sobą powiązane oraz to jak doskonale zorganizowane były ówczene rezydencje, tak, aby wszystko działo się tak, jak być pwonno, nie było żadnych wpadek itp. Ciekawym wątkiem jest też wprowadzanie różnego rodzaju nowinek technicznych-jak telefon czy gramofon oraz perypetie czesto z tym związane. Serial porusza wiele problemów tamtych czasów - emancypacja kobiet, powrót żołnieży do normalnego życia po wojnie, aranżowanie małżeństw i wiele innych, dzięki czemu mamy wyjątkowo dokładny obraz życia w tamtych czasach. Dla mnie to fascynujące. Dodatkowo serial zawiera wiele wiele watków, z których wiele opiera się na różnych intrygach, knowaniach i spiskach, co czyni serial jeszcze bardziej interesującym i wciągającym.

Polecam

Moja ocena 9/10