Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2020

Hanna Greń - Chodzi lisek koło drogi

Kiedy do gry wkracza zespół bielskich policjantów, oznacza to, że zabawa się skończyła.
W okolicach Bielska-Białej ktoś w niezwykle brutalny sposób morduje prostytutki. Narzędziem zbrodni okazuje się skórzany pas z ciężką klamrą, jednak tym, co szczególnie zwraca uwagę podkomisarz Marioli Koniecznej, jest mała figurka lisa, zostawiana przy zwłokach jako swego rodzaju „podpis” sprawcy.
Podczas śledztwa Mariola odkrywa, że pierwsza z ofiar uczestniczyła krótko przed śmiercią w imprezie urodzinowej odbywającej się niedaleko miejsca zbrodni. Policjantka bierze na cel pozostałych gości tej imprezy, jednak sytuacja komplikuje się, kiedy wychodzi na jaw, że jest wśród nich dwoje policjantów. Konieczna przy pomocy komisarza Sokołowskiego wpada na trop, który prowadzi ją do trudnego wyboru pomiędzy przyjaźnią a obowiązkiem.



Hanna Greń to autorka kryminałów, które łączą ze sobą ciekawy element kryminalny z dokładnym opisem czynności śledczych, dzięki jej powieściom czytelnik może dowiedzieć się, co dokładnie dzieje się " na zapleczu", czym zajmują się śledczy i jaką drogę odbywają do momentu odnalezienia przestępcy. 
Tym razem zbrodnia, którą mają zająć się policjanci jest szczególnie brutalna, zmordowana kobieta została bowiem zatłuczona na śmierć, paskiem z metalową klamrą. W toku postępowania okazuje się, że zmarła była prostytutką, która życie i matka alkoholiczka zmusiły do zajęcia się czyś innym, niż spełnianie marzeń.
Krótko potem zostaje znaleziona kolejna zamordowana w ten sam brutalny sposób kobieta. Okazuje się, że obie kobiety się kiedyś znały...
Czy takich kobiet jest więcej? Jeżeli tak, to kto dolny jest do takich czynów i dlaczego?
Śledztwem zajmuje się podkomisarz Mariola Konieczna, a pomagać jej ma policjant, którego nie darzy ona sympatią - komisarz Sokołowski.
W toku prowadzonego śledztwa okazuje się, że jedną, z kobiet była zmarła matka ich kolegi z pracy Wolfa, który to dość niespodziewanie ostatnio poznał swoją siostrę przyrodnią, która osierocona przez ojca zjawia się nieoczekiwanie na progu mieszkania Wolfa. 
Bardzo dobre, tak jak zawsze w przypadku tej autorki, połączenie wątków kryminalnych z życiem policjantów, wnikliwa analiza i opisy pracy policjantów i dobrze skonstruowana intryga kryminalna gwarantują bardzo dobrą lekturę!


piątek, 21 września 2018

Anna Klejzerowicz - List z powstania

W ostatnich dniach walk powstańczych w pięknej willi na warszawskim Żoliborzu zostają zamordowani Maria i Juliusz Bońkowscy, którzy oczekują na wieści od swojej dzielnej córki Hanki, biorącej udział w powstaniu. Osierocają nie tylko Hankę, ale także młodszą córkę, Julię. To właśnie ona poniesie brzemię tamtych wydarzeń. Po wojnie, gdy na jaw wychodzi śmierć rodziców, a starsza siostra uznawana jest za zaginioną, Julia trafia do sierocińca. Nie przyjmuje jednak do wiadomości pogłosek o śmierci Hanki, na którą wciąż czeka. Poszukiwanie śladów zaginionej siostry, tropienie najmniejszej chociaż informacji o powstańczej łączniczce, staje się życiową misją Julii i jej córki – Marianny. Można nawet odnieść wrażenie, że kobiety balansują na granicy szaleństwa i opętania. Prawda, której z takim uporem szukają, staje się dla nich i dla ich bliskich śmiertelnie niebezpieczna. Przeszłość skrywa bowiem mroczne tajemnice.
Choć tak naprawdę główna akcja fabularna dzieje się na przestrzeni lat powojennych, to życie tych dwóch kobiet naznaczone jest wydarzeniami z sześćdziesięciu trzech dni Powstania Warszawskiego.


Ta powieść to dramatyczna historia o tym, jak bardzo miłość i przeszłość mogą skomplikować życie nie tylko twoje, ale i twoich potomków. Tutaj tajemnice i zagadki przeszłości spowodowały swoistą tragedię nie tylko tajemniczej i zaginionej głównej bohaterki - Hanki, ale również poszukującej przez lata prawdy jej siostry Julii oraz córki Julii Marianny.

Muszę przyznać, że ta bolesna historia na długo zostanie w mojej pamięci. 
Poszukiwania zaginionej siostry  i chęć odkrycia prawdy co się z nią stało determinują życie Julii, która podporządkowuje wszystko jednemu celowi - odkryciu prawdy co stało się z jej starszą siostrą. Tym pragnieniem (obsesją?) zaraża męża, a potem córkę, których to życie również zostaje podporządkowane właśnie temu celowi. 
Regularne spotkania z powstańcami, wyjazdy z Gdańska do Warszawy, grzebanie w przeszłości niestety okazują się być dla niech również niebezpieczne. A PRL-owskie służby również nie ułatwiają życia rodzinie Julii. Prowadząc swoistą walkę o prawdę, wspierane przez znajomego z Wielkiej Brytanii, zatracają to, co w życiu najważniejsze. Starach o własne życie, kiedy giną najbliżsi, podsycany obsesją poszukiwań budzi pierwotne lęki i depresje. Czy Mariannie uda się wyrwać z tej matni? I czy prawda okaże się warta poszukiwań?

Trudna powieść, w bardzo dobrym wykonaniu sprawia, że mimo braku poparcia dla decyzji tych kobiet, jednak się im kibicuje i podobnie jak one czeka na to, co uda się im odkryć...

środa, 20 września 2017

Edyta Świętek - Cień burzowych chmur

Cień burzowych chmur to pierwszy tom pięcioczęściowej sagi Spacer Aleją Róż, traktującej o losach rodziny Szymczaków. To epicka opowieść mocno osadzona na płaszczyźnie społeczno-obyczajowej. Fikcja literacka przeplata się z autentycznymi zdarzeniami, a postaci wykreowane przez pisarkę ocierają się o osoby, które dzisiaj spoglądają na nas z kart książek historycznych. 
Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle. 

Jest rok 1949. W małopolskiej wsi Pawlice zamieszkują zamożni gospodarze, którzy od dawna byli solą w oku najpierw okolicznego ziemiaństwa – Pawłowskich, a po II wojnie światowej przedstawicieli nowej władzy. Pomiędzy głową rodziny, Bronisławem, a Bartłomiejem Marczykiem, bratem wysoko postawionego funkcjonariusza UB, dochodzi do konfliktu. Marczyk poprzysięga zemstę. Na skutek reformy rolnej Szymczakowie tracą gospodarstwo będące owocem pracy kilku pokoleń. We wsi zostaje utworzona spółdzielnia rolnicza, której zarząd obejmuje Bartek. Mężczyzna zaprowadza własne porządki, uprzykrzając życie ograbionej z majątku rodzinie. Z braku perspektyw Bronek postanawia szukać szczęścia w świecie. Porzuca dotychczasowe życie rolnika i podejmuje pracę przy budowie Nowej Huty. Po pewnym czasie dołącza do niego młodsza siostra Julia, uciekająca przed nienawiścią Marczyka.




"Cień burzowych chmur" to książka, która mnie urzekła niemal od pierwszej strony. Czym? Przede wszystkim niebanalnością tematu. Owszem dużo jest książek, które rozgrywają się w przełomowych momentach historii naszego kraju - jak chociażby druga woja światowa, koniec PRL, czy współcześnie. 
Powieść Edyty Świętek rozgrywa się w okresie traktowanym trochę po macoszemu - druga woja właśnie się skończyła, wojska radzieckie przetoczyły się już na zachód, a w Polsce zaczyna się budowanie całkiem nowego ustroju. 

Zmiany, które zachodzą dotykają wszystkich mieszkańców wsi, w której rozgrywa się akcja. Upaństwowienie ziemi zmienia całkowicie układ sił i tym samym stawia przed naszymi bohaterami - rodziną, która doskonale sobie radziła, posiadając sporo ziemi i dobytku - całkiem nowe wyzwania. Co ciekawe autorka w takiej codzienności ukazuje życiowe rozterki, tych, którym przyszło się zmierzyć z nowym systemem. Zdesperowani Szymczakowie podejmują decyzje, które na zawsze odmienią ich losy...

Głowa rodziny - Bronek - opuszcza dom rodzinny w poszukiwaniu zarobku trafia do powstającej właśnie Nowej Huty. Jestem pod ogromnym wrażenim płaszczyzny społeczno - obyczajowej przedstawionej przez autorkę. Wszystko to, co dzieje się w Nowej Hucie przedstawione jest z detalami, dokładnie, co powoduje, ze lektura staje się niezwykle wciągająca. Oprócz losów bohaterów śledzimy również zmiany w życiu społecznym tamtych czasów oraz realia, w których przyszło im żyć. Co ciekawe, te drugie momentami są nawet bardziej interesujące.
Z ogromnym zainteresowaniem i nadzieją czekam na drugi tom. 

sobota, 26 sierpnia 2017

Anna Klejzerowicz - Dom Naszej Pani i Zaginione miasto

Anna Klejzerowicz to taka autorka której książki albo mnie zachwycają, albo niezmiernie nudzą. Nie ma nic po środku. Tym razem trafiły do mnie dwa ostanie tomy serii z Emilem Żądło - dawnym policjantem, zajmującym się aktualnie dziennikarstwem śledczym, rozwiązującym wraz ze swoją partnerką zagadki i tajemnice w klimatycznym Gdańsku. 

Muszę przyznać, że moje wrażenia po przeczytaniu tych dwóch tomów są bardzo podobne, jak wrażania jakie miałam po lekturze pierwszej części (recenzja dostępna tutaj). Do tego niestety z racji tego, że czytałam oba te tomy jeden po drugim miałam wrażenie schematyczności w pisaniu obu z nich. Mimo, że zagadka była zupełnie inna, to przebieg akcji, sposób rozwiązania oraz poszukiwania motywów oraz odkrywanie tajemnic wyglądało dokładnie tak samo. O ile jeszcze w pierwszej części sama zagadka była interesująca tutaj nawet to nie przykuło mojej uwagi, powodując, ze tak naprawdę po skończonej lekturze ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć o co tak naprawdę chodziło. 

Zastanawia mnie również, jak te tajemnice mają się do rzeczywistości i jak duże jest prawdopodobieństwo, że tak mogło się wydarzyć. Zazwyczaj nie prowadzę takich rozważań, tutaj jednak z uwagi na wyjątkowo rozbudowaną część, którą określiłabym mianem historyczno-zagadkowej (czyli dochodzenie do odkrycia tajemnicy poprzez poszukiwania historycznych podstaw i motywów)  nasuwało mi się przypuszczenie wyjątkowo małego prawdopodobieństwa wystąpienia. Jeżeli historia jest dobra, akcja wartka i ciekawa to mi to nie przeszkadza. Tutaj niestety nic powieści nie uratowało.


Tym razem Emil Żądło na tropie archeologicznego spisku, którego początek miał miejsce w początkach XX wieku, a zagadka dotyczyć będzie jednej z największych tajemnic starożytności. Oczywiście miejscem akcji będzie Gdańsk (ponownie odniesienia do Gdańska jako miasta portowego, do historii żeglugi), a tłem konsekwentnie sztuka.














Emil Żądło powraca! A wraz z nim tajemnica pewnego zaginionego w dżungli amazońskiej prastarego miasta oraz ludzi od lat nadaremnie go poszukujących. Cóż może mieć ono wspólnego z Gdańskiem czasów II wojny światowej oraz z Gdańskiem współczesnym? Dlaczego znów giną ludzie, którzy dali się porwać zagadce? Przekonajcie się wraz z dziennikarzem śledczym Emilem Żądło oraz jego przyjaciółką, muzealniczką Martą Zabłocką. Będą Wam towarzyszyć żądza i obsesja, niebezpieczeństwo i śmierć. Ale także pasja i wielkie emocje.

wtorek, 29 listopada 2016

Ostanio przeczytane

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Łatwopalni, tom I, Wyd. Filia


Dolny Śląsk, poniemiecka przeszłość, spalona słońcem ziemia, intensywna, mieniąca się kolorami jesień i małe miasteczko
u stóp gór. Tam przyjeżdża on, mężczyzna, który wciąż ucieka. Kiedyś wydarzyło się coś, przez co już nigdy nie będzie mógł normalnie żyć, nie zazna spokoju. Ale spotyka ją, śliczną nauczycielkę, której brakuje wiary w siebie i którą dusi małomiasteczkowy konwenans. Ich spotkanie jest jak cud,
jesień wybucha, słońce pali, rodzi się miłość.
Ale los zadrwi znowu, z obojga.

Kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach...w tle ich miłość, a że to tom pierwszy nie jest trudno się domyśleć, ze happy endu nie będzie,a przynajmniej nie w tym tomie. On ma za sobą dramatyczne wydarzenia, utratę najbliższych w wypadku, który sam spowodował. Obwiniając siebie za to, co się stało nawet nie stara się poukładać sobie życia, egzystując z dnia na dzień, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. W pewnym śląskim miasteczku spotyka ją - nauczycielkę, z której kiedyś zadrwił los, wielka miłość z lokalną szychą okazała się nieporozumieniem, do tej pory nie udało się jej związać z nikim na stałe. Do tego mieszka z matką, która nie do końca akceptuje swoją córkę, do tego jej wieczne niezadowolenie i rezygnacja nie uprzyjemnia Monice życia. spotykają się przypadkiem, by okazało się, że mogą się nawzajem uratować...Niestety okazuje się, że nie wszystko jest tak łatwe, żeby doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.
Sama fabuła to chyba nie do końca jakieś novum, bo to raczej dość znany motyw, finał pierwszego tomu też dość łatwy do przewidzenia i muszę przyznać, ze książka ta okazała się być dla mnie sporym rozczarowaniem - swoją przewidywalnością, brakiem napięcia i oklepanym tematem... A pamiętam czytane kiedyś przeze mnie zachwycające recenzje tej powieści. Rzeczywistość okazała się być boleśnie prozaiczna.

Anna Klejzerowicz - Sąd ostateczny, Wyd. Replika


Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz 
w pojedynku z naśladowcą Hansa Memlinga 


Emil Żądło, który zrezygnował z pracy w policji na rzecz dziennikarstwa, przeżywa kryzys. Kryzys wieloraki: związany z pracą, z brakiem natchnienia na nowy artykuł, z finansami, z uczuciami, z życiem w ogóle… Za ostatnie pieniądze kupuje alkohol i papierosy, nie ma siły wstać z łóżka i wziąć się w garść, a na dodatek jego była żona utrudnia mu kontakty z synem i męczy o zaległe alimenty. 
Wszystko się zmienia, gdy któregoś razu w nocnym pubie spotyka córkę swojej starej sąsiadki, Dorotę. Młoda kobieta i jej narzeczony tej samej nocy zostają brutalnie zamordowani w niejasnych okolicznościach. Zaintrygowany Emil postanawia pomóc policji w śledztwie. 

Muszę przyznać, ze jedyne, co mi się podobało w tej powieści to finał, czy raczej motyw wykorzystany przez mordercę do przeprowadzenia całej intrygi i popełnienia morderstw. Może tajemnice z bolesnej przeszłości, zwłaszcza tej polsko-niemieckiej i to w Gdańsku, nie są szczególnie nowatorskie a przypadku motywu zbrodni, to jednak tutaj na tle całości okazują się być jedynym przyjemnym zaskoczeniem. Całe śledztwo prowadzone przez byłego policjanta, aktualnie dziennikarza bez pracy, któremu ledwo starcza pieniędzy na przeżycie, jest mało dynamiczne i nie trzyma w napięciu. Owszem pojawia się coraz więcej zamordowanych, ale to te ciała jakoś ciągną akcję do przodu, bo Emilowi to raczej nie wychodzi... A że policjantów byłych czy aktualnych degeneratów - bardziej lub mniej - jest w kryminałach cale mnóstwo każdy kolejny powinien być zaskakujący, lepszy, czy bardziej błyskotliwy. Ten taki nie jest...owszem odkrywa motyw obrazu, spotyka po drodze kobietę życia i doprowadza do rozwiązania zagadki to jednak całość wypada umiarkowanie dobrze. Duże rozczarowanie.

czwartek, 21 lipca 2016

Letni przegląd obyczajowy

Poniżej przedstawiam wam krótkie zestawienie książek przeczytanych przeze mnie niedawno, które określiłabym mianem "jestem zmęczona, czytam, nie wymagam wiele" ;-) Każda z nich okazało się, ze obiecuje trochę więcej niż oferuje. Dla relaksu dwie z nich można przeczytać, trzecią odradzam, bo szkoda czasu.


Agata Kołakowska - Płótno 

W życiu młodej malarki Niny Sadowicz zbiegają się dwa szczęśliwe wydarzenia. Zaręcza się z ukochanym Michałem, a jej obrazy zaczynają odnosić sukcesy na rynku aukcyjnym. To pierwsze zwiastuje szczęście w życiu prywatnym; drugie – pomaga jej uwierzyć, że w przyszłości będzie mogła utrzymywać się ze swojej pasji – malarstwa, a nie jak dotąd z pracy w biurze nieruchomości. Wszystko zaczyna się doskonale układać. Nina ma nadzieję, że wreszcie dostrzeże dumę również w oczach swego wymagającego ojca. Sielanka zostaje jednak przerwana… 

„Płótno” to historia o prawdziwej pasji. O przewrotnym losie, który daje i odbiera. O walce o siebie i ze sobą. To także opowieść o przyjaźni i o tym, że znalezienie oparcia w drugim człowieku może być receptą i lekarstwem na przeciwności losu.

Może troszkę przewidywalna historia kobiety, której życie diametralnie się zmienia, w pewnym momencie, w wyniku wypadku traci sprawność w ręce, jest to tym bardziej dotkliwe, że nie może malować. Malowanie, to jej cale życie, pasja i pomysł na przyszłość. Kiedy rehabilitacja nie przynosi zamierzonych efektów, frustracja dziewczyny rośnie, wtedy też postanawia ją opuścić jej ukochany, który podczas dalekich podróży nagle uzmysławia sobie, ze stateczna przyszłość u boku Niny to nie jest jego marzenie... Czy jest coś/ktoś, kto sprawi, że Nina postanowi powalczyć o siebie i swoje marzenia?Czy odnajdzie szczęście? Muszę przyznać, że tu autorka mnie zaskoczyła, bo nie wprowadziła akcji na utarte tory - spotkania przystojnego nieznajomego, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiąże jej wszystkie problemy - i dobrze, bo byłoby nudno i przewidywalnie, tak było z pomysłem i nawet ciekawie. Chociaż bez zachwytów. Miałam wrażenie, ze już o tym czytałam, nawet parokrotnie ;-)


Edyta Świętek - Tam gdzie rodzi się miłość

Tajemniczy wróg od lat czyha na rodzinę Hajdukiewiczów. W zemście za urojone krzywdy, daleki krewny postanawia odpłacić się swojemu kuzynowi, kierując swój gniew na jego dzieci. 
Daria od dzieciństwa trzymana była przez swoją rodzinę w złotej klatce. Groźba wisząca nad dziewczyną stała się jeszcze realniejsza, kiedy dwaj jej najstarsi bracia stracili życie. W obawie o jej bezpieczeństwo, rodzice nie pozwalali Darii samotnie opuszczać rodzinnej willi, za jedyną namiastkę wolności dając jej możliwość pracy w będącym ich własnością hotelu „Zacisze”. 
Przygnieciona ciągłym nadzorem Daria postanowiła wyrwać się spod rodzicielskiej kurateli. Kiedy w „Zaciszu” poznaje Marka – nieco tajemniczego mężczyznę, który usilnie stara się zwrócić na siebie uwagę dziewczyny – pozwala, aby głos serca stłumił rozsądek… 

Daria, z powodu groźby wiszącej nad jej rodziną, od dzieciństwa trzymana była przez rodziców pod ciągłym nadzorem. Jednak kiedy poznaje Marka – nieco tajemniczego mężczyznę, który usilnie stara się zwrócić na siebie uwagę dziewczyny – pozwala, aby głos serca stłumił rozsądek…

Historia miłosna?Jest Tajemnica? Jest Zbrodnie? Są Walka o uczucie, jest? Jest...no i niby wszystko się zgadza, bo założenia ambitne i jakiś pomsł do nich, to wszystko w ostatecznym rozrachunku wychodzi dość przewidywalnie i sprawia wrażenie, jakby amerykańską historię obyczajową z gangsterskimi porachunkami szkód z przeszłości przenieść na nasze, tu prowincjonalne, podłoże i środowisko. Wyszło tak ciut kiczowato i w sposób nie do końca dopracowany. 


Anna Klejzerowicz - Czarownica

Michał rezygnuje z miejskiego życia i stawia malowniczy dom na wsi. Od pierwszej wizyty w okolicy intryguje go mieszkająca na skraju wsi samotna kobieta, którą miejscowi zwą czarownicą. Poznanie jej i spotkanie sześcioletniej, zamkniętej w sobie dziewczynki na zawsze zmieni życie Michała i stanie się przyczyną wielu dramatycznych wydarzeń i trudnych decyzji... 

To historia o życiu w zgodzie z naturą – także własną. O pokonywaniu słabości, osobistych tragedii, demonów przeszłości, a także o upartym poszukiwaniu sensu życia. To także historia o miłości w jej najbardziej uniwersalnym wymiarze.

Ostania książka, to wspomniana przeze mnie propozycja, na którą szkoda czasu, mimo, że książkę czyta się szybko - duże litery/mało treści...Jedyne, co ciekawe to ucieczka na prowincję tym razem mężczyzny, który w prostocie życia odnajduje siebie. Oczywiście pojawia się się miłość, na początku trudna i nie bez problemów, ale jak nietrudno się domyśleć ostatecznie szczęśliwa. No i pojawia się dziecko, w trochę innych okolicznościach, niż można byłoby oczekiwać, i to chyba jedyny ciekawy wątek, cała reszta sprawia wrażenie opowieści niesionej popularnością nazwiska autorki, za którą nie stoi dobra historia. Niestety. 

czwartek, 14 stycznia 2016

Małgorzata Klumder - Droga do Achoty. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej

Ta książka to moje drugie spotkanie z rozdziną Niziołków. O pierwszym możecie przeczytać tutaj.

Musze przyznać, że drugie spotkanie uważam za dużo bardziej udane :) I czekam na kolejne!





W odróżnieniu od poprzedniej części sagi, która opisywała, bagatela, pół wieku historii rodziny, akcja Drogi do Achtoty zamyka się – przez czysty przypadek! – w dziewięciu miesiącach. David, syn Brendana, wieloletniego szkockiego przyjaciela rodziny, oświadcza się uroczyście Elce Niziołek. Mają pobrać się w czerwcu. W oczekiwaniu na wybranka, Ela obserwuje swojego drugiego ukochanego mężczyznę, czyli brata. Janek, po głębokich przemyśleniach, podejmuje decyzję co do swojej dalszej życiowej drogi. Decyzja jest z gatunku tych bardzo poważnych, lecz Pip nie traci przy tym nic z tego, co wpoiła mu przez lata rodzina Niziołków, a tylko dodaje do ich historii kolejny, niepowtarzalny Niziołkowy akcent. W tym samym czasie Elka i David pobierają się.

Seria o Niziołkach jest taką serią, którą trzeba czytać od pierwszego tomu, bo wtedy tylko ma się pełen obraz a tym samym większą przyjemność z lektury.
W przeciwieństwie do pierwszego tomu tym razem poznajemy dzieje członków rodziny w przeciągu jednego roku. Bynajmniej lektura na tym nie traci, bo dzieje się mnóstwo i ciekawie.
Wszystkim tym, którzy poznali już Niziołków mogę napisać, że jest dużo ciekawiej niż w pierwszym tomie-mnóstwo jak zawsze zagadek i ciekawostek literaturowo -czytelniczno-kulturalnych, co czasem jest sporym wyzwaniem ;), postacie dobrze znane ani przez moment nie spuszczają z tonu. 
Do tego wszyscy fani księdza Janka będą po lekturze wielce ukontentowani, bo w tej części jest postacią zdecydowanie wybijającą się na pierwszy plan, mimo, ze wydawać by się mogło, że to Elka i David będą w centrum.
Tym razem Janek pokazuje, ze zderzenie nowoczesności z chrześcijaństwem i jego założeniami (chociażby w kontekście nauk przedmałżeńskich ;) można pogodzić, mając nadzieję, ze takich kapłanów można spotkać również w rzeczywistości.
Rozgrywki i przygody wikarego i jego proboszcza to jak dla mnie zdecydowanie najlepsze wątki całej powieści. 
Co bardzo mi się podobało vs pierwszy tom to zdecydowanie dużo mnie powiązań i odwołań do "Władcy Pierścieni", której to serii nie jestem fanką.

Całość lektury oceniam na 8,5/10 polecając jako pozytywną lekturę na chłodne wieczory!


poniedziałek, 23 marca 2015

Małgorzata Klunder - Robert i Róża. Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej

Lubię książki przyjemne w lekturze i odbiorze, ale takie, które czy to skłaniają do głębszych refleksji czy też wyróżniają się czymś wyjątkowym na tle innych. Taka właśnie jest powieść, którą  wczoraj skończyłam czytać

Róża i Robert, i ich wchodzące w dorosłość dzieci − Gosia (Perełka), Jan Peregryn oraz Elanora Pulcheria, dla swoich po prostu Elka, to główni bohaterowie pierwszego tomu opowieści o rodzinie o wdzięcznym nazwisku Niziołek. Wszyscy czytają książki, a numerem jeden jest zdecydowanie Władca Pierścieni. Na przekór nadmiernej konsumpcji i wyścigowi szczurów, Niziołkowie oddychają atmosferą książek, żyją życiem bohaterów, toczą boje w ich imieniu, sami tworząc niezwykłą historię zwykłej, wielopokoleniowej rodziny. Powtarzając za Autorką, śmiemy marzyć, że Niziołkowie podarują Wam odrobinę uśmiechu i wzruszeń, jednocześnie wnosząc do Waszych domów ciepło i ponadczasowe, niezmienne wartości.






Powieść Pani Małgorzaty jest inna niż wszystkie-zaskakująca, śmieszna, zabawna i przy tym wymagająca! Momentami stanowi wyzwanie dla czytelnika, nawiązując w treści do mnóstwa innych powieści, wierszy i piosenek. Musze przynazać, że było to momentami naprawdę wymagające. Mnóstwo odniesień, dygresji, historii z motywem z innych powieści powodowało, ze trzeba było sobie naprawdę się wysilić intelektualnie i przypomnieć sobie wszystko, co czytało się kiedyś, wcześniej, tak by tylko bardziej skorzystać na lekturze.
Muszę przyznać, ze takie novum bardzo mi przypadków do gustu, chociaż były takie momenty, źe nagromadzenie odniesień było zbyt duże, na czym od czasu do czasu cierpiała akcja, rozgywając się na tle mnogości innych wątków literackich.
Niewątpliwie głównym wątkiem, nazwę do wtrąconym, jest odniesienie do Władcy pierścienia. O ile w rozsądnej dawce było to możliwe do przełknięcia nie-fanów tej trylogii(do których ja się zaliczam), o tyle poświęcenie długiego rozdziału rozważaniom dotyczącym ekranizacji pierwszego tomu i kłótni członków rodziny było dla mnie niestety zbyt męczące.
To tyle, jeżeli chodzi o moje zarzuty, bo poza tym z niecierpliwością czekać będę na kolejny tom przygód członków rodziny Nieziołek, zaintrygowana tym, co wydarzyło się w tej części.
Nietuzinkowe postacie - trochę jakby z Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz- zakochani w literaturze, niekonwencjonalni w decyzjach i postępowaniu są moim zdaniem największym atutem tej powieści. Do tego dobre wyważenie przez autorkę i poświęcenie każdemu z nich uwagi spowodowało, że w Poznańskim domu czytelnik mógł poczuć się jak w swoim, zwłaszcza, kiedy sam kocha książki.

A wszystko to okraszone sporą dawką dobrego humoru, słowem przyjemna lektura w niecodziennej odsłonie.

Polecam nie tylko fanom literatury moja ocena 7,5/10

środa, 22 października 2014

Marta Obuch - Szajba na peronie 5

Odkąd pamiętam fascynowały mnie podróże w czasie. W zasadzie odkąd przeczytałam powieść „Małgosia contra Małgosia” ;) Do tego z niezmiennym sentymentem czytam książki, których akcja dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym. Ten okres mnie fascynuje – kultura, ubrania  i historia tej epoki należą do moich. Dlatego zarówno produkcje – jak chociażby Allenowski film „O północy w Paryżu” , czy powieści, których akcja rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym bardzo mnie ciekawią.

Do tego od jakiegoś czasu miałam ogromną ochotę na powieść Marty Obuch, więc propozycja recenzji jej przedpremierowej powieści ucieszyła mnie ogromnie.

„Zosia jest rozczarowana swoim nieciekawym życiem. Czuje się stara, gruba i samotna, wręcz oddałaby wszystko, żeby mieć znowu dwadzieścia lat. Marzenia spełniają się, kiedy wypija butelkę wina z roku 1929 i wraz ze swoimi znajomymi przenosi się w czasie do przedwojennych Katowic. Szanowana pani doktor literatury to teraz Czarna Zośka, szefowa bandy rzezimieszków, która okrada majętnych Niemców. Jej zadaniem jest uwodzenie i typowanie mężczyzn. A ponieważ do niemieckich willi trzeba się włamywać, jej siostra, Danka, musi się nauczyć wielu zaskakujących rzeczy jak choćby chodzenia po gzymsie. Problem pojawia się, kiedy niejaki Mirek Mędrzycki, który również zajmuje się złodziejskim fachem, rzuca Czarnej Zośce wyzwanie. Gra toczy się o dużą stawkę, bo Zosia jednocześnie próbuje rozwikłać tajemnicę rodziną. Dotyczy ona pierwszego burmistrza Katowic, Louisa Diebla, który ograbił kasę miejską i uciekł z pieniędzmi za ocean. A może nie zabrał ze sobą wszystkiego? Odpowiedź kryje się w podziemnych korytarzach i tunelach, które do dziś ciągną się pod miastem.”




Moja recenzja mogłaby tak naprawdę ograniczyć się do jednego zdania – kocham takie powieści!! Na polskim rynku wydawniczym przydałoby się więcej takich pozycji, wtedy określenie "polska literatura kobieca" miałaby całkiem inny wymiar. W końcu - co udowadnia autorka - przenosić można się nie tylko na Mazury, czy w Sudety, można i 90 lat wstecz!

Spędziłam z tą książką 2 bardzo przyjemne wieczory i aż żal było mi się z nią rozstawać.

Co mnie urzekło? Przede wszystkim ogromne poczucie humoru ze sporą dawką ironii – taki humor jak u Chmielewskiej w jej najlepszych czasach. Dwie główne bohaterki Zofia i Danusia to mistrzynie ciętej riposty w dobrym stylu, a ich perypetie i przygody same prowokują do śmiechu. Po przeczytaniu  kilkunastu stron nie zdziwił nie nawet spacer Danusi ze świną na smyczy – o północy przez Katowice  nie był w stanie mnie zdziwić.


Zaskoczona byłam również obrazem Katowic z tego okresu. Mimo, że nie znam dobrze tego miasta, po przeczytaniu tej powieści maiłam chęć na wizytę na Śląsku. Do tego zdziwiona byłam dużą dbałością o szczegóły historyczne - mnóstwo szczegółów i detali uwiarygodniało całą opowieść. Z chęcią sięgnęłabym po kilka pozycji wspomnianych przez autorkę w bibliografii, mimo, że z reguły takich pozycji unikam, co świadczy o tym, że Pani Marta naprawdę mnie zaciekawiła!

Sama zagadka –poszukiwanie przodków oraz złota przez nich ukrytego to temat dość powszechnie stosowany przez autorów. Gdyby cala akcja pozbawiona była dodatków w postaci wspomnianego humoru, nietuzinkowych, choć zwyczajnych postaci oraz dobrego pomysłu z przeniesieniem w czasie, wtedy całość byłaby dość szablonowa i przewidywalna. Tak się jednak nie stało. I całe szczęście.


Zakończenie – mimo, że dużym zaskoczeniem nie było,  to pozostawiło czytelnika ze sporym niedosytem, bo jednak nie na wszystkie pytania dostaliśmy odpowiedź! Czy będzie ciąg dalszy Pani Marto?

Jedyne, co tak naprawdę mi się nie podobało to słownictwo – w kilku miejscach było wyjątkowo niewyszukane ;) na tle całości trochę raziło. Przynajmniej mnie.

Tym niemniej moja ocena to 8,5/10

wtorek, 1 lipca 2014

Irene Hannon - Tej idealnej wiosny

"Claire Summers jest zdeterminowaną, niezależną samotną matką, która daje z siebie wszystko, by przeciągnąć los na swoją stronę. Keith Watson jest pracoholikiem nastawionym na zyski, bez czasu na życie towarzyskie. Jako asystent kierownika, lokalnego filantropa przywykł do radzenia sobie z wnioskami o dotacje. Lecz gdy na jego biurko trafia list od jedenastoletniej córki Claire, wszystko się zmienia. Dziewczyna nie prosi o pieniądze, ale o pomoc w odnalezieniu zaginionego syna starszej sąsiadki. Gdy Keith niechętnie, pod naciskiem szefa, zaczyna badać sprawę, nie ma pojęcia, jak bardzo zwiąże to jego los z losem Claire, ani w jaki sposób dobroduszna prośba małej dziewczynki doprowadzi do całej serii szczęśliwych rozwiązań."



Lubię tego rodzaju książki czytać albo w chłodne zimowe wieczory, albo w leniwe letnie przedpołudnia... Zimą ogrzewają myśli, latem nastrajają pozytywnie na nadchodzący dzień. 

Historia wydawałaby się dość banalna i przewidywalna, jednak okazało się, ze wraz z kolejnymi przewracanymi przeze mnie stronami zaskakiwała pozytywnie.  

Autorka przedstawia nam czwórkę, a raczej piątkę -licząc sprawczynią całego zamieszania, najmłodszą postać Haley - bohaterów. Clarie - samotną, borykającą się z problemami - głownie finansowymi matkę, jej sąsiadkę panią profesor Maureen, samotną, chorą na raka kobietę w średnim wieku, ukrywającą tajemnicę z przeszłości, pragnącą poznać syna, którego oddala do adopcji. Keitha, któremu powierzono odszukanie syna pani profesor oraz jego szefa Davida McMillana, który powierzając zadanie swojemu podwładnemu, knuje spisek mający na celu emocjonalne pobudzenie Keitha i uchronienie go przed pracoholizmem, sam wpada w zastawianą przez siebie pułapkę. Każdy z bohaterów ma za sobą trudne momenty i doświadczenia. Aby zbudować nowy związek, zacząć od nowa muszą uporać się z przeszłością, zapomnieć o uprzedzeniach. Jak możecie się domyślać zakochani z zadaniem tym oczywiście sobie poradzą, ale droga do tego nie będzie już taka oczywista, a autorce uda się czytelnika niejednokrotnie zaskoczyć.

Dużą rolę w życiu bohaterów odgrywała modlitwa i obecność Wszechmogącego. Może nie wszystkim czytelnikom to się spodoba. Według mnie jest swoistą nowością w tego rodzaju powieściach. Wszystko jest realizacją planu z góry, z którym bohaterom przyszło się zmierzyć. 

To, co pozytywnie zaskoczyło mnie w tej powieści to dużo miejsca poświęconego przez autorkę na budowanie relacji, związku, przełamywanie barier itp. A dużo mniejsza rola fizyczności. Dobrze się to czytało, coś innego niż to, z czym mamy do czynienia w powieściach dla kobiet.

Muszę przyznać, ze trochę byłam rozczarowana zakończeniem - w pewnym momencie zdecydowanie autorka przesłodziła ;) Z chęcią przeczytałabym kilkanaście stron więcej, ale z pewnymi elementami dramatycznymi, czy też może mniej oczywistymi. 

Mimo tego wystawiam ocenę 7/10