Magdalena Kordel - Córka wiatrów
Życie Konstancji już raz legło w gruzach. Dzięki własnej sile i determinacji stanęła na nogach. Jest panią dużego majątku, ale trzyma się na uboczu, wiedzie spokojne, choć samotne życie. Jej powiernicą jest stara ochmistrzyni Pelasia.
Kiedy po wielu latach do jej dworu przyjeżdża Jan, Konstancja jest przekonana, że stoi za tym coś więcej niż chęć spotkania się z dawną miłością. Z niezwykłą siłą wracają wspomnienia i uśpione uczucia: rozpacz po śmierci męża, powstanie listopadowe, rozstanie z najlepszą przyjaciółką. Wizyta Jana sprawia, że Konstancja zaczyna inaczej patrzeć na otaczający ją świat i ludzi, dostrzega sprawy, które dotąd umykały jej uwadze. A to dopiero początek zmian. Co musi się stać, by jej życie wróciło do dawnego rytmu?
Pierwszy tom nowej serii Wilczy dwór Magdaleny Kordel to wciągająca opowieść o długo skrywanych tajemnicach, a także o sile więzi, magii wspomnień i meandrach uczuć. Dzięki niej przeniesiesz się do świata ponadczasowych emocji.
Magdalena Kordel to autorka, po której książki sięgam z ogromną przyjemnością, bo wiem, ze lektura będzie przyjemna. Tym razem sięgnęłam po powieść w klimacie retro, której akcja dzieje się daleko od Malowniczego ;)
Muszę przyznać, że to zdecydowanie największe rozczarowanie czytelnicze od bardzo dawna, albowiem w połowie powieści nie dzieje się nic. Autorka opisuje JEDEN dzień z życia samotnej dziedziczki, której mąż umarł w czasie powstania styczniowego, a którą to odwiedza znajomy z lat młodości, który od dawna jest w niej zakochany.
Niestety wbrew pozorom romans tu nie rozkwitnie, albowiem Jan przekazuje Konstancji smutną wiadomość, że jej dawna przyjaciółka umiera i pragnie zostawić pod jej opieką swoją jedyną córkę, jej chrześnicę.
Owszem już w końcówce powieści coś się dzieje, zapowiadając kolejny tom przygód bohaterów, jednak podsumowując lekturę użyłabym słowa, które mój syn czteroletni ostatnio używa nagminnie - nuda ;)
Marta Guzowska - Reguła numer 1
Simona Brenner jest archeolożką i złodziejką. W dzień bada starożytną biżuterię, a nocą ją kradnie. W obu tych dziedzinach jest bezkonkurencyjna. Jest też niecierpliwa, ma ostry język i brak jej szczęścia do mężczyzn.
Ktoś wciągnął Simonę w makabryczną grę. Kazał jej odszukać i ukraść złote runo, najcenniejszą na świecie złotą sztabę, która… nie istnieje.
Ale kiedy dookoła niej giną ludzie, Simona zaczyna podejrzewać, że mit o złotym runie jest prawdą. W tej sytuacji najgorsze, co może się wydarzyć, to pozbawiony skrupułów przeciwnik, wyrachowany, piekielnie inteligentny i doskonale ukryty. Ktoś, w kim obsesja zamienia się w żądzę krwi.
W poszukiwaniu skarbu Simona jedzie na kazachskie stepy, do centralnej Anatolii i do Aten. Musi stawić czoło demonom przeszłości i cały czas oglądać się za siebie. Walcząc ze śmiertelnie niebezpiecznym cieniem, musi też zaryzykować i komuś zaufać. Problem w tym, że najważniejsza reguła dobrej złodziejki brzmi: nie ufaj nikomu…
Najlepsze,m co czytałam w wykonaniu Marty Guzowskiej to wywiad z nią....
Myślałam, że Simona Brenner okaże się bohaterką chociaż trochę lepszą niż ekscentryczny Mario Ybl, z drugiej serii autorki. Owszem - początek był obiecujący archeolożka, która w ciągu dnia szuka skarbów na wykopaliskach, nocą je kradnie ma przed sobą nowe zadanie - odzyskania i kradzieży złotego runa. Tymczasem okazuje się, że tajemnicy, gdzie ono jest ukryte strzeże zaginiony przed laty ojciec Simony, którego ona nigdy nie spotkała. Dość niespodziewanie również w poszukiwaniach zaczyna jej pomagać miłość sprzed lat.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nasza bohaterka - rzekomo taka utalentowana złodziejka stosująca reguły co do swojego podwójnego życia zaskakująco nie wpadała w coraz to nowe pułapki, wykazując się daleko posuniętą naiwnością. Owszem pomysł na bohaterkę super, samo założenie akcji również, całkiem niezły finał, ale niestety wiodoąca postać okazuje się naiwna idiotką, do tego wyjątkowo irytującą, a akcja w pewnym momencie niemal zamiera, żeby ciut ożyć pod koniec powieści. Chyba zakończę czytelnicze eksperymenty z twórczością autorki...
Książki, dzięki którym tysiące dziewczyn już rozpoczęły swoją przygodę z programowaniem!
Opowieści, w których przygody, zabawa i codzienne sprawy szkolne i domowe przeplatają się z praktyczną wiedzą o kodowaniu.
Lucy nie może się doczekać zajęć w szkolnym klubie kodowania. Ma cel - chce się nauczyć programowania, żeby stworzyć aplikację, która usprawni życie chorego wujka. Gdy ktoś zacznie jej wysyłać zaszyfrowane wiadomości, będzie potrzebowała pomocy koleżanek
z klubu. Wkrótce Lucy odkryje, że kodowanie, przyjaźń i dobra zabawa mają ze sobą wiele wspólnego...
Kto powiedział, że pisać programy mogą tylko faceci? Autorka udowadnia, że dziewczyny - nawet te trochę młodsze doskonale dają sobie z tym radę.
Do szkolnego klubu kodowania zapisuje się całkiem sporo dziewczyn, które - podobnie jak nasza bohaterka Lucy nie mogą się doczekać, kiedy nauczą się tej trudnej sztuki. Lucy ma bowiem ambitny plan - chce napisać program, który pomoże jej wujkowi zażywać leki o określonych porach, wysyłając mu odpowiednie powiadomienia.
Niestety nauczycielka prowadząca zajęcia ma trochę inny pomysł na naukę kodowania, zaczyna bowiem od zupełnych podstaw, które zdaniem naszej bohaterki niewiele mają wspólnego z kodowaniem.
Jednak los szykuje dla Lucy małą niespodziankę- na drzwiach szkolnej szafki znajduje list, dzięki któremu sztuka kodowania ma się stać dla niej dużo mniej skomplikowana. Okazuje się również, że list ten rozpoczyna całą serię zdarzeń, dzięki którym nasza bohaterka odkryje nie tylko tajniki kodowania, ale również moc przyjaźni.
Ciekawa i nowoczesna opowieść dla dziewczynek pokazująca ile znaczy moc przyjaźni oraz niosąca przesłane o szczęściu w różnorodności - tutaj na przykładzie hobby dziewczynek.
Owszem jest o kodowaniu - o podstawach, w całkiem przystępnej formie, ale jest przede wszystkim o mocy wzajemnej pomocy, zaufaniu i dziewczęcej przyjaźni. Polecam nie tylko młodym fankom kodowania!
Vivian Moore to matka czwórki dzieci, szczęśliwa żona idealnego ojca i męża, Matta. Jednocześnie to również analityczka CIA zajmująca się rozpracowywaniem działalności rosyjskich szpiegów w USA.
Pewnego dnia dociera do zawartości komputera potencjalnego rosyjskiego współpracownika. To, co tam znajduje, zagraża wszystkiemu, co dla niej ważne – jej rodzinie, jej pracy, jej samej…
Vivian obiecała bronić swojego kraju przed wszystkimi wrogami, obcymi i domowymi. Ale teraz stoi przed niemożliwymi wyborami. Rozdarta między lojalnością a zdradą, miłością a podejrzliwością, komu może zaufać?
Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się jak wygląda życie szpiega - kreta sięgnij po tę książkę...
Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak daleko obce państwo jest w stanie się posunąć, żeby ukraść tajemnice innego państwa - sięgnij po tę książkę...
Jeżeli chcesz wiedzieć, co przeżywa kobieta, której mąż okazuje się szpiegiem obcego państwa - sięgnij po tę książkę...
Jeżeli chcesz wiedzieć, dlaczego ludzie decydują się na współpracę z obcym wywiadem - sięgnij po tę książkę...
Vivian pracuje w CIA, zajmuje się rozpracowywaniem szpiegów z sekcji rosyjskiej, pewnego dnia uruchamia algorytm, który ma ją doprowadzić do siatki śpiochów - agentów ukrytych na terenie USA. Jej życie diametralnie się zmienia, kiedy okazuje się, że na jednym ze zdjęć jest jej mąż, ojciec czwórki jej dzieci...
Od tej pory w życiu Vivian nic nie będzie już takie samo, wszystkie decyzje, które będzie podejmować będą wypadkową strachu o życie dzieci, odpowiedzialnością za kra, poczuciem obowiązku i lojalnością wobec męża. Nigdy też nie dowie się, czy obrana droga okaże się tą właściwą i czy zapewni spokój jej rodzinie. Wraz z odkrywaniem kolejnych tajemnic okazuje się, że Rosjanie mają wśród bliskich kobiety nie tylko jednego szpiega, a wiele zdarzeń i wspomnień to historie pisane rękami obcego wywiadu.
Przejmująca historia, która pokazuje, jak daleko można zinfiltrować środowisko wywiadowcze, jak bardzo ludzie są słabi, a słabość tą potrafią wykorzystać silniejsi do swoich celów...
Przerażające, wstrząsające i prawdziwe...autorka udowadnia tą historią, że często to, co wydaje nam się jedyną prawdą, czy szczęściem jest złudne, a losami de facto kieruje ktoś inny...
Czy Vivian uda się ocalić rodzinę? Przekonajcie się sami, zachęcam do lektury!
Niewinna gra w pokera w domu Alicji okazała się nowym rozdaniem nie tylko kart, ale i uczuć. Kiedy serce Alicji rozdarło się pomiędzy dwóch mężczyzn, nie wiedziała jeszcze, że konsekwencje swoich wyborów będzie czuła przez wiele lat.
Nie potrafiła oprzeć się przystojnemu Leszkowi. Nie spodziewała się, że cichy i spokojny Janek pojawi się przypadkiem w jej życiu i wywróci wszystko do góry nogami. Gdzieś pomiędzy starymi kamienicami pięknego Krakowa, w szalonych latach 90., gdy wszystko wydawało się możliwe, splatają się historie miłości i pożądania.
W cieniu magnolii to poruszająca historia o burzliwych uczuciach, bliskości i wyborach dokonywanych przez każdego z nas. Ta powieść daje nadzieję i pokazuje, że warto zaufać uczuciom, nawet gdy sądzimy, że świat zwrócił się przeciwko nam.
Czy utracona przed laty miłość ma szansę się odrodzić?
Czy los okaże się dla Alicji łaskawy i przyniesie jej upragnione szczęście?
To książka, która zauroczyła mnie zupełnie. Historia, wydawałoby się banalna i prosta, została opisana w taki sposób, ze ciężko było mi się od niej oderwać. Niby lekko, niby powieść obyczajowa, a jednak chwyciło i zachwyciło tak, ze mam ochotę na kolejne powieści tej autorki!
Autorka prowadzi narrację dwutorowo - retrospektywnie poznajemy młodzieńcze losy Alicji jako młodej studentki - oraz współcześnie Alicji dojrzałej kobiety, matki po przejściach i zawirowaniach losu. Jak nietrudno się domyśleć współczesna Alicja jest samotna - jedyna córka kilka miesięcy temu wyjechała na studia do Wrocławia, matka zmarła kilka miesięcy po mężu Alicji, ojca kobieta nigdy nie poznała. Syndromu pustego gniazda nie wypełnia również pies, którego Alicja sobie sprawiła.
Zupełnie nieoczekiwani pewnego dnia w drzwiach Alicji pojawia się Janek - wielka, niespełniona romantyczna miłość kobiety sprzed lat... Byłby banalnie, gdyby autorka rozwinęła tylko wątek współczesny - ona i on, spotkanie po latach, nieszczęśliwa miłość, nadrabiają stracony czas i żyli długo i szczęśliwie. Całe szczęście autorka punkt ciężkości powieści przesunęła do przeszłości obojga malując barwną historię miłosną lat młodości naszych bohaterów, opisując wycinek z życia tych dwojga. Ale nie tylko, bo oprócz wątków typowo miłosno -obyczajowych Anna Płowiec pokazuje młodych ludzi u progu dorosłości w dość interesującym okresie - początku lat dziewięćdziesiątych, pokazując jak na fali zmian społeczno - obyczajowych zmieniało się życie młodych studentów. Do tego akcja dzieje się w moim ukochanym Krakowie!
To ciepła i nostalgiczna opowieść, która spodoba się wszystkim tym, którzy chociaż na chwilę chcieliby wrócić do czasów młodości - tu w ujęciu dopracowanym, z pomysłem, nie trącającym infantylnością. Romantycznie, klimatycznie, z klasą! Z niecierpliwością czekam na kolejną powieść autorki!
Ten portret legendarnego himalaisty to coś więcej niż rzecz o determinacji i górach. To zapierająca dech opowieść o granicach ryzyka, które bywają granicami człowieczeństwa.
„Logicznie rzecz biorąc, nie powinienem z tobą jechać, bo wszyscy ludzie koło ciebie giną” – powiedział Jerzemu Kukuczce w oczy jeden z kolegów alpinistów. Upiorne fatum czy faktycznie był odpowiedzialny za śmierć, która niemal zawsze podczas jego wypraw zbierała żniwo? Czy skoro już komuś nie możesz pomóc, bo odpadł od ściany lub umarł na obrzęk płuc, nie powinieneś już wchodzić na szczyt, po wielu miesiącach przygotowań będący w zasięgu ręki, spełniając swe marzenia?
Jak to się stało, że niewysoki, małomówny chłopak ze Śląska, elektromonter po szkole zawodowej, stał się „wielki”? Autorzy, dysponując ogromnym materiałem – pamiętnikarskimi zapiskami Kukuczki i jego książkami, rozmowami z żoną Cecylią, wywiadami z członkami wypraw, w jakich Kukuczka uczestniczył itd. – stworzyli fascynujący portret człowieka uparcie dążącego do celu, pełnego sprzeczności i zdającego sobie sprawę, że wszystkiego i wszystkich nie da się w życiu pogodzić, od młodości naznaczonego czyhającą w pobliżu śmiercią.
Miał dwadzieścia trzy lata, gdy po raz pierwszy stracił w górach swego przyjaciela, rówieśnika. I czterdzieści, odpadając w 1989 roku od południowej ściany Lhotse stanowiącej bodaj najtrudniejszą próbę dla alpinisty. Tego ostatniego dnia zapisał w pamiętniku dwa zagadkowe słowa: Paradise – Raj… Ciała nie odnaleziono, grób jest… pusty!
To jedna z tych książek, które na długo zostają w pamięci. Mimo, że ciągle ciężko mi pojąć az taką miłość do gór, to jednak jestem pod wrażeniem - zarówno lektury, jak i jej bohatera.
Jeżeli chodzi o samą lekturę to to, co zaskakuje przede wszystkim to rozmach opowieści. Bo, jak mówi sam tytuł to przede wszystkim opowieść o sławnym himalaiście, ale jednak podczas lektury okazuje się, że nie tylko.
To opowieść o pewnym etapie w dziejach historii polskiego himalaizmu, to opowieść o jego uczestnikach, specyfice czasu, jaki ten etap determinował. I to chyba najciekawsze - poza losami bohatera - albowiem autorzy przedstawiają z detalami organizację wypraw w siermiężnej Polsce lat PRL, gdzie cześć sprzętu potrzebnego na wyprawę uczestnicy konstruowali sami, to historia sprytnej kontrabandy - czyli jak zdobyć pieniądze na kolejne wyprawy, to w końcu opowieść o załatwianiu dewiz, pozwoleń i wyprawami z agentami SB w ekipie. To również detale o brutalnej codzienności w górach - czyli to, co zawsze intryguje tych, którzy zastanawiają się, jak wpinacze radzą sobie z higieną ;)
To historia nie tylko o Kukuczce, ale o całej plejadzie polskich himalaistów - m.in. Kurtyce, Wandzie Rutkiewicz oraz ich wzajemnych relacjach. Najciekawsza zdecydowanie jest historia swoistej przyjaźni z Kurtyką - polecam!
Powieść to pełen obraz dramatycznych decyzji, dramatów, rozstań i pożegnań. To pełen obraz naszego bohatera - jego wad, zalet, dziwnych zachowań wzlotów i upadków, dramatów i wątpliwości, które przeżywał. Autorzy pokusili się nawet o rozdział o etyce gór, zachwianiach niejednoznacznych, ocenach wypraw, w których ginęli przyjaciele. Pełna dramatyzmu napisana historia pokazuje, że himalaizm niejedno ma imię, a bycie na szczycie nie zawsze oznacza sukces.
Polecam gorąco!

Upalne lato w Larvik, mieszkańcy norweskiego miasteczka pogrążają się w sielankowej bezczynności. Spokój nieoczekiwanie burzy zaginięcie kobiety. Kasja Berg – znana piłkarka ręczna nie dociera na trening i przepada bez śladu. W momencie, gdy nieznajomy mężczyzna odnajduje pusty dół na skraju lasu, instynkt Wistinga podpowiada najgorsze. Czy słusznie? Śledztwo pełne niedomówień prowadzi na manowce, a kluczowi świadkowie zdają się ukrywać niewygodne prawdy. Pożar lasu obnaża jednak nową, makabryczną poszlakę – zwęglone ciało przykute do drzewa. Czy to Kasja? Teraz o sprawie zaginionej dziewczyny usłyszy nie tylko Norwegia, ale i cały świat.
Po raz kolejny udało się autorowi mnie zaskoczyć... Nie ukrywam, że sam początek dość mocno mnie rozczarował, niby coś się działo, ale nie za dużo, było dość leniwie, jak w norweskim miasteczku, w czasie, w którym rozgrywa się akcja kryminału...
Tymczasem wraz z rozwojem akcji okazało się, że tajemnic jest całe mnóstwo i każdy, z którym zaginiona miała do czynienia coś ukrywa, czegoś się boi lub nie mówi o swojej - często mrocznej - przeszłości. Wraz z odkrywaniem kolejnych tajemnic okazuje się, że tropów wprawdzie jest coraz więcej, ale niestety część z nich to ślepe trafy.
Cała plejada bohaterów zamieszanych/podejrzanych to niewątpliwie jedna z największych zalet tej powieści. Jeszcze chyba w żadnej z powieści autora nie było ich tak wielu, a rozpisane dla nich role nie okazywały się aż tak powiązane i zawikłane.
W tym tomie - podobnie jak we wszystkich pozostałych - otrzymujemy również kolejny wycinek z historii rodziny Wistinga. Tym razem nasz bohater bezskutecznie próbuje skontaktować się ze swoją żoną, przebywającą w Afryce, jak w końcu mu się udaje rozmawiają dość sztucznie, obco i o sprawach z nimi bezpośrednio niezwiązanych. W finale komisarz otrzymuje druzgocącą wiadomość... i nagle przypomina sobie, ze nie zdążył żonie powiedzieć podczas ostatniej rozmowy jak bardzo za nią tęskni i jak mocno ją kocha. Tragiczny finał po brawurowo zakończonym śledztwie.
Ciekawa jestem, czym autor zaskoczy mnie w kolejnej powieści :)
Piękno z pól i łąk przesycone jest zapachem ziół, pasją ich zbierania oraz praktyką uważności nad tygielkiem pełnym olejów i aromatów.
To nie tylko zbiór przepisów na naturalne kosmetyki, ale również okazja do spotkania z osobami, które na drodze pełnej naturalnych składników odnalazły istotę swojego życia.
To zapiski z domowej alchemii, której może nauczyć się każdy, i zachęta do tego, by codziennie poznać coś nowego. Autorka zaraża zielarskim entuzjazmem i zachęca do własnych eksperymentów, twierdząc, że wiele z potrzebnych składników mamy w domu, nie wiedząc nawet o tym, że możemy z nich produkować kosmetyki.
Ja na tą książkę czekałam od dawna. Zakochana w książkach autorki czekałam na poradnik z przepisami pojawiającymi się w jej powieściach, na rady (w końcu sprawdzone i prawdziwe) na spotkanie przy kuchannym stole ze zbiorami z pól i łąk. Spotkanie o tyle autentyczne, o ile autentyczna jest sama autorka. W końcu nie jest to kolejny eko poradnik kolejnej celebytki, która nafali bycia tredny zdobywa większą popularność wdając poradnik nic nie wnoszący. To poradnik prawdziwy, bliski i co najważniejsze normalny i nieudziwniony. Kto zna książki Pani Kasi wie czego się spodziewać, kto znie zna musi poznać!
Autorka proponuje czytelnikom szereg przepisów na domowe kosmetyki - pielęgnacyjne i te zastępujące domową chemię przemycając po drodze mnóstwo porad dotyczących małych zmian w tym, czego używamy w domu i po co sięgamy w łazienkowych szafkach. Do tego przepisy te są proste i pozwalające wykorzystać wszystkie produkty - jak chociażby sam ryż, jak i wodę , która nam zostanie z przygotowania mleka ryżowego. Co najciekawsze proponowane składniki w większości nas nic nie kosztują - możemy je bowiem sami zerwać i zebrać na pobliskich łąkach i polach, a że teraz jest idealny czas na takie zbiory zamierzam skorzystać z kilku przepisów, by móc cieszyć się samodzielnie przygotowanymi mieszankami i kosmetykami. Polecam, nie tylko fascynatkom!