wtorek, 15 grudnia 2015

Johanny Basford - Tajemny ogród dla wtajemniczonych

Trochę się wahałam, czy to pozycja dla mnie..bo w końcu malowanki to ja i owszem, ale raczej z moim dwuletnim synem niż takie zdecydowanie bardziej zaawansowane ;) i to dla mnie dorosłej kobiety. Przy tych rozważaniach i przemyśleniach spojrzałam na mój biurwar na biurku w pracy i już jakby odpowiedź leżała na wprost mnie. Gdyby nie brak kolorowych kredek i ograniczenie do czarnych i niebieskich długopisów, to byłby najlepszy dowód, ze dorosłym taka rozrywka również jest potrzebna (się należy ;)). Powiem więcej patrząc z jakim zapałem rodzice "pomagają" swoim pociechom w tym arcytrudnym zajęciu, jakim jest kolorowanie książka do kolorowania dla dorosłych to również całkiem udany pomysł na prezent gwiazdkowy :)





Znacie "Tajemny ogród"? To niezwykła książka do kolorowania, o której mówi już cały świat. Teraz powraca w wydaniu specjalnym dla kolekcjonerów – w znacznie większym formacie, na grubym, zadrukowanym jednostronnie papierze i z wyrywanymi kartkami – po to, by móc je pokolorować, oprawić i powiesić.
Ta ekskluzywna publikacja, zawierająca dwadzieścia ilustracji wybranych przez autorkę z "Tajemnego ogrodu", zachwyci kolorofanów w każdym wieku.



Tajemniczy ogród, to druga z kolorowanek dla dorosłych, z którą mam do czynienia i muszę przyznać, że pewnie na długi czas pozostanie punktem odniesienia dla kolejnych, które z pewnością ;) się pojawią. Dlaczego? Bo daje mnóstwo możliwosci, wiele obrazków do kolorowania - pięknych nawet w czerni i bieli -  ich różnorodnośc, mimo, ze powiązanych tematem wiodącym - ogrodem, sprawia, że są to kolorowanki na każdy dzień tygodnia. Tak bardzo mi się one podobają, że ciężko było mi zdecydować się, które z nich pokolorować jako pierwsze. Bardzo dobry czas na odstresowanie po ciężkim dniu... Polecam dla małych i dużych.



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Gabriela Gargaś - Droga do domu

Pięć kobiet, pięć historii, pięć marzeń do spełnienia, jedna wspólna podróż.
Ewa rozstaje się z Pawłem, mężczyzną swojego życia.
Alicji wciąż trudno pogodzić się ze śmiercią męża. Matylda obwinia siebie za wypadek samochodowy, w którym straciła najważniejszą osobę.
Antonina, starsza pani z bagażem doświadczeń i wielką pogodą ducha, postanawia odwiedzić przyjaciółkę, która mieszka nad morzem. 

Namawia ją do tego wnuczka, Majka, która za wszelką cenę pragnie wyrwać się z małego miasteczka. Wszystkie kobiety mają powód aby udać się w podróż, choćby na koniec świata. Każda z nich szuka czegoś innego, ale razem jest łatwiej stawić czoło swoim demonom. Na końcu podróży, w pięknym, słonecznym Sopocie przekonają się, że dom to szczęście i spokój duszy, nieważne w jakim miejscu się znajdujemy. A wybaczenie to jedno z najważniejszych słów. Poruszająca opowieść o tym, jak trudną sztuką czasem jest przyjęcie tego, co otrzymujemy od życia.










Jestem chyba jedną z niewielu czytelniczek, których ta powieść nie zachwyciła i którą to odłożyłabym na półkę - jedna z wielu podobnych. 

Może najpierw opowiem co mi się podobało ;) Zdecydowanie forma  i  pomysł - poznajemy 5 różnych kobiet, które to znajdują się na życiowych zakrętach i to w zasadzie jedyna rzecz, która je łączy. Ani upodobania, ani charaktery ani nawet wiek nie jest wspólnym mianownikiem. Bardziej to chęć zrobienia czegoś innego, podążanie za nutą szaleństwa i swoistego rodzaju ucieczka od kłopotów, trudnych decyzji, czy zagubienia skłania je do szalonej podróżny nad morze autem nie pierwszej już młodości...
Perspektywa wielu bohaterek, ich historie i trudności życiowe to zdecydowanie najmocniejsze strony powieści, bo każda z czytelniczek, bez względu na wiek znajdzie tutaj coś dla siebie, odszuka bohaterkę, którą darzy sympatią większa niż pozostałe i zaczyna jej kibicować. Oczywiście najwięcej sympatii wzbudza początkowo babcia Tosia, ale jak się okazuje to tylko pozory, bo każda z nich ma swoje mroczne tajemnice i decyzje, które teraz, z perspektywy czasu podjęłaby inne...

Co mnie rozczarowało?Najbardziej kiczowatość i przewidywalność zakończenia. Ckliwe uściski, wybaczanie starych grzechów, odnalezione miłości i pogodzenie z przeszłością. Brzmi znajomo?Owszem, bo wszystko to już było, tysiące razy i tym samym dobra lektura obyczajowej książki staje się tylko powielaniem schematu. A szkoda.

Moja ocena 5,5/10


czwartek, 10 grudnia 2015

Leila Meacham - Róże

Kiedy Toliverowie i Warwickowie przybyli do Teksasu, a było to w roku 1936, przywieźli ze sobą czerwone i białe róże świadczące o ich lojalności względem swoich angielskich przodków – rodów Lancasterów i Yorków. Zakładając wspólnie miasto Howbutker, rodziny uzgodniły, że, na znak panującej między nimi zgody będą w swoich ogrodach hodować obydwie odmiany róż. „Będą nam przypominać o szacunku, jaki winniśmy naszej przyjaźni, wspólnym staraniom i wysiłkom” – powiedział Jeremy Warwick do Silasa Tolivera.


Saga opisuje losy trzech pokoleń, ukazując bohaterów w czasach wojny i pokoju, w okresach wielkiego powodzenia i dotkliwych porażek, ciężkiej pracy na plantacjach bawełny, święcących triumfy i przeżywających swoje ludzkie tragedie – zawsze z różą w tle.














Może nie jestem fanką "Przeminęło z wiatrem" to jednak z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam książkę Leili Meacham. Mimo, ze na wskroś amerykańska, zarówno w warstwie obyczajowej, jak i historycznej, to zaprezentowane w bardzo przystępny sposób, tak, ze lektura okazała się wyjątkowo przyjemna.

Opisując historię głównych bohaterów do przewidzenia jest to, o czym ona będzie - o miłości wiadomo..., ale z drugiej strony ta miłość okazuje się być nieoczywista, trudna, targana watpliwościami, namiętnościami i trudnymi wyborami, których to bohaterom nie poskąpiła autorka. 
Sama historia rodzin ojców założycieli miasta ukazana w bardzo interesujący sposób - z perspektywy wielu osób, jakby oglądało się wszystko w kalejdoskopie- jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, zaskakujących decyzji i barwnych postaci sprawiając, że błaha z pozoru historia miłosna wciąga pokazując jak wiele jedna życiowa decyzja determinuje w życiu , nie tylko osoby ją podejmującej...
Parokrotnie autorce udało sie mnie zaskoczyć, zdziwić, a dodając do tego mój sprzeciw wobec postępowania głównej bohaterki - Marry, powstaje wrażenie powieści, która okazuje się nie aż tak oczywista, jakby mogło sie na początku wydawać.

Moja ocena 7,5/10

wtorek, 8 grudnia 2015

Opowiem Ci mamo, co robią samoloty; Opowiem Ci mamo, skąd się bierze miód

"Opowiem ci, mamo, co robią samoloty" Marcina Brykczyńskiego z ilustracjami Artura Nowickiego


Najnowsza pozycja w popularnej serii "Opowiem ci mamo", narysowanej z humorem przez Artura Nowickiego, tym razem pozwoli się wybrać w podniebną podróż i poznać bogaty świat odrzutowców, myśliwców, helikopterów i innych aeroplanów.
"Opowiem ci, mamo, co robią samoloty" to znakomity prezent dla dzieci w wieku od 2 do 6 lat. Książka ćwiczy spostrzegawczość, ilustracje wzbogacają rymowane zagadki Marcina Brykczyńskiego, a sztywne kartki pozwolą przetrwać wielokrotne przeglądanie.



To jest druga książka z serii Opowiem Ci mamo, którą z synem czytamy przed snem. Po przebojowym Co robią samochody, pozostając w sferze transportu i mechanicznych urządzeń przenosimy się nad nasze głowy. Myślę, że każdy chłopczyk w wieku naszego syna zafascynowany jest wszelkimi pojazdami, czy to będzie 'tit-tit', czy też 'Duuu brrr' - od koparki do szybującego po niebie samolotu wszystkie maszyny są w cenie. Z tym związany jest też sukces (przy, myślę, wzajemnej radości) książek tego typu. Samochody - rewelacja, samoloty cieszą się jednak troszeczkę mniejszym zachwytem. Pewnie to wynika z mniejszej dostępności samolotów na co dzień, albo wieku młodzieńca, któremu  samochodziki towarzyszą od dawna, a mała "dostępność" samolotów powoduje mniejszy popyt na lekturę. 
Zdecydowanie nasz syn byłby zachwycony opcją z pociągami, o którą tym samym postulujemy ;)

Książka rzeczywiście jest nieco trudniejsza, wprowadza perspektywę w trzech wymiarach, wyobraźnię przestrzenną, w tym rzutowanie (samolotów) z różnych stron (smyk nigdy nie widział samolotu od góry), większą ilość detali (wymusza większe skupienie, przy mniej rozpoznawalnych kształtach), nazwy i funkcje samolotów dotąd nieznane. Mamy balony, helikoptery, hydroplany, sterowce i poduszkowce. Ptaki, pszczoły i latające ryby. Cały ogromny nieznany świat. Niewątpliwie dla taty ten ogrom trochę go przerasta, nie nadąży z opowiadaniem o jednym, gdy jak w teledysku serwowane są już kolejne rzeczy.

Ogólnie rzecz biorąc poziom z Aut jest zachowany, obrazki ciekawe, śmieszne i pełne potencjalnych historyjek do opowiadania (Autka już w tym są nieco wyeksploatowane) jednak nie bardzo wiem jak wyjaśnić dwulatkowi czym jest Wilga i dlaczego zeskrobuje miodek... albo dlaczego samolot transportowy ma dwie pary oczu...



"Opowiem ci, mamo, skąd się bierze miód" Marcina Brykczyńskiego z ilustracjami Katarzyny Bajerowicz

Sztywne kartki (dzięki którym książka przetrwa wielokrotne przeglądanie), poręczny format, a przede wszystkim niezwykłe ilustracje Katarzyny Bajerowicz, którym towarzyszą rymowanki Marcina Brykczyńskiego – to prawdziwe dzieło sztuki!

Twoje dziecko z wypiekami na twarzy będzie oglądać ilustracje pełne licznych detali, przy okazji zdobywając wiedzę na temat życia pszczół i procesu powstawania miodu. To książka nie tylko do czytania, ale głównie do oglądania, zgadywania i opowiadania. Ćwiczy spostrzegawczość dziecka, umiejętność opowiadania, pobudza zainteresowanie światem, rozwija wiedzę na temat przyrody, ale przede wszystkim jest fantastyczną zabawą oraz sposobem na miłe i twórcze spędzenie czasu.

...a miód się bierze z...? 


na to pytanie odpowiedzi udzieli troszkę starszy smyk po lekturze książki "Opowiem Ci mamo, skąd się bierze miód". W tej części, właściwie, to w obu ksiązkach, do rysunków wiersze napisał Marcin Brykczyński. Przygodę z pszczołami młody czytelnik zaczyna wraz z pojawieniem się na drzewach puchatych baź wierzb. Później, przez całą wiosnę i lato, na kolejnych kartkach książki poznaje kolejne etapy powstawania miodu oraz wszystkich uczestników tego procesu. Przygodę z miodem kończymy jesienią, ale autor oprócz historii miodu ma dla młodych czytelników mnóstwo dodatkowych atrakcji. Z książki możemy dowiedzieć się także skąd się biorą owoce, jak w zbliżeniu wygląda pszczoła, odbyć możemy krótki kurs jak zostać pszczelarzem, by na koniec założyć ogród dla pszczół. Do tego na każdej kartce czekają na dzieci, ćwiczące spostrzegawczość, rozmaite zadania i zagadki. Książka na pewno spodoba się trochę starszym dzieciom, bo o ile historie samolotów zaciekawią już nawet dwulatka, to na historie o pszczołach i kwiatkach będzie musiał trochę zaczekać.



wtorek, 1 grudnia 2015

Małgorzata Musierowicz- Feblik

Feblik – najnowsza książka Małgorzaty Musierowicz – to ciąg dalszy bestsellerowej "Wnuczki do orzechów". Akcja przebiega w czasie tych samych kilku upalnych dni sierpniowych, a dotyczy przełomu w życiu Ignacego Grzegorza. Humor, dobra energia, radość życia i ciepło – znajome postacie i zaskakujące wydarzenia! – jednym słowem: Jeżycjada! – Tom 21!













Są takie książki, które czytam z sentymentu. To tego grona zaliczyć można niewątpliwie wszystkie tomy Jeżycjady. Chociaż, może jest to związane z wiekiem, innymi oczekiwaniami, czy bagażem doświadczeń, podchodzę do nich całkiem inaczej niż to miało miejsce kilkanaście alt temu. Teraz po prostu wiem, że wraz z lekturą czek a mnie miły wieczór, spędzony w cieple rodzinnych Borejków. i wiem, ze spodziewać mogę się mądrości ojca Borejko, ciepła Gabrysi i jej mamy... I tak się zastanawiam, czy nie chętniej sięgam po kolejne tomy serii ze względu na ta przewidywalność i gwarancję dobrze spędzonego wieczoru niż ciekawość, co teraz u nich się wydarzy...

O ile poprzednia cześć "Wnuczka do orzechów" (recenzja tutaj) mnie nie zachwyciła, to ta niezmiernie przypadła mi do gustu. Mimo początkowego sceptycyzmu i obawy powtórki z Wnuczki okazało się to powieść ta to powrót do znanych i lubianych przeze mnie historii letnich u Borejków. Tym razem autorka główną postacią uczyniła lubianego przeze mnie Ignacego Grzegorza oraz przeznaczyła dla niego momentami pogmatwaną, czy też śmieszną historię miłosna. Ale taką młodzieńczą, przyjemną, o której się czyta z sentymentem... 
Bardzo ucieszyło mnie również mnóstwo odwołań to codzienności, czy też należałoby napisać nowoczesności, w której muszą odnaleźć się starsi członkowie rodzinny, a młodsi korzystają z zyskiem dla lektury ;) - maile Idy są wprost genialne! Ale autorka nie byłaby sobą, nie przemycając w całej historii kilku mądrości...
Moja ulubiona:

"A zauważcie (...) jak media pilnie pracują nad tym, by ludzie uwierzyli, że dobrze jest być głupim, aroganckim, wulgarnym i niewykształconym. I ludzie wierzą, bo wtedy jest się po prostu kimś przeciętnym, a więc żyje się bezpiecznie."

To niewątpliwie jeden z tych tomów, do których zamierzam często wracać.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Jacek Getner - Pan Przypadek i fioletowoskórzy

To moje czwarte spotkanie z detektywem amatorem Jackiem Przypadkiem, który to amator zagadek skuteczność ma większą niż śledczy warszawskiej policji. Jednak skuteczność w rozwiązywaniu zagadek przysparza mu nie tylko zwolenników, ale również wrogów, których to jak się okazuje coraz więcej....

„Pan Przypadek i fioletowoskórzy” to czwarty tom przygód rodzimego detektywa geniusza. Tytułowy bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, ponownie musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki, tym razem z bezdomnymi zbieraczami surowców wtórnych w rolach głównych. W pierwszej ze spraw, o kryptonimie „Winetu i Old Spejs”, Jacek stara się odnaleźć zaginioną w dziwnych okolicznościach partnerkę swojego przyjaciela. W drugim ze śledztw, „Wszyscy jesteśmy winni”, detektyw musi oczyścić z zarzutów wszystkich przyznających się ochoczo do pewnego napadu i znaleźć prawdziwego sprawcę. W ostatniej zagadce, „Świentoszku”, Jacek bada komu tak naprawdę zależało na zabójstwie podfruwajki brązowonosej, .
Przy rozwiązywaniu tych spraw Przypadek wykaże się swoją powszechnie znaną umiejętnością przysparzania sobie wrogów wśród możnych tego świata. Najpotężniejszy z nich, złowrogi Klempuch, przystąpi do ataku. Jacek będzie się zmagał z kryzysem wiary w swoje słynne motto, że „ludzie są banalnie przewidywalni”.


Hmm muszę przyznać, że to chyba według mnie najsłabszy tom przygód Jacka Przypadka. dlaczego?Po pierwsze mało w tym tomie głównego bohatera. Jakoś tak zagadka się pojawia, detektyw wkracza, działa, ale skromnie, potem rach ciach zagadka rozwiązana. Ten trend zdecydowanie mi się nie podoba, bo skoro ma być to powieść o Przypadku to musi być go więcej i to zdecydowanie!
Tym razem miałam wrażenie, że mało było zagadki w tajemnicy, z którą to miał się zmierzyć nasz bohater. Mimo, ze ostatecznie Jacek wydawać by się mogło zażegnał kryzys związany ze swoim mottem i ostatecznie znów przyznał, że ludzie są banalnie przewidywalni to zabrakło mi czegoś więcej niż rozczarowania głównego bohatera, z którym zmaga się przez całą powieść, czy to swoistej gry podjazdowej, którą prowadził we wcześniejszych powieściach z podejrzanymi, czy też odniesień osobistych?

Musze przyznać też, że nie do końca za trafny uważam tytuł powieści, bo jakkolwiek z dużym przymrużeniem oka by nie patrzeć na głównych bohaterów akurat tego tomu, to tutaj jednak dla mnie to określenie bardziej ma wydźwięk pejoratywny, czy nawet nie do końca jest poprawny obyczajowo. Przymrużenie oko widoczne chociażby w poniższym cytacie:

"Wszyscy siedzieli z minami dość grobowo ponurymi i raczyli się Kwiatem Pustyni podawanym solidarnie, po jedynym wypitym łyku, w kręgu zgromadzonych. I mimo delikatnej natury jabłek dojrzewających na równinach Mazowsza, wzbogaconej o dodatki smakowe z grupy E, wzmocnionej siarczanami, złamanej średnim czasem dojrzewania, słowem głębi idealnej dla wytrawnych smakoszy potrafiących docenić kunszt winiarzy z doliny środkowej Wisły, nie potrafili z siebie wykrzesać choć odrobiny entuzjazmu"

to jednak w tytule się nie sprawdziło ;)
Pewna niekonsekwencja wkradła się również w przypadku jednej z postaci - Michrowski - właściciel skupu złomu, którego to klientelę stanowią tytułowi ;) bohaterowie, w pierwszej części kradnie pieniądze, popychając Old Spice to dramatycznych decyzji, w ostatniej historii tomu jest jednym z głównych ofiar batalii rozgrywanej przez ekologów. 

Moja ulubiona historia, to zdecydowanie ta środkowa, w której to wspomniany handlarz złomem nie bierze czynnego udziału ;), ale akurat to nie jest główny powód, dla którego akurat ja uważam za lepszą od pozostałych. Historia kamienicy, tajemnic z przeszłości, wielkich pieniędzy i jeszcze większych developerów z ochroniarzami w dresach jest w klimacie bardzo podobna do wcześniejszych zagadek, z którymi zmierzył się Jacek Przypadek i mając nadzieję na więcej takich historii w kolejnym tomie ten oceniam na 7/10.








czwartek, 26 listopada 2015

Sabina Waszut - Rozdroża i W obcym domu

Widocznie listopad to dla mnie miesiąc dobrej lektury kobiecej :) 



Tym razem było to bardzo ciekawe spotkanie z bohaterką z Górnego Śląska, a co lepsze nawet podwójnie przyjemne, bo od razu dane mi było przeczytać obie części.


Górny Śląsk, kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej. Dla młodziutkiej Sophie jedyną odskocznią od domowych obowiązków i pracy w jadłodajni są spotkania z Władkiem Zaleskim, chłopcem mieszkającym w tym samym domu. Wkrótce przelotna znajomość przeradza się w silne uczucie. Młodzi zakochują się w sobie na przekór rodzinom, którym trudno zaakceptować związek niemieckiej dziewczyny z synem śląskiego powstańca. Wydaje się, że wszystko zmierza do szczęśliwego zakończenia. 


Sophie i Władek pobierają się w maju 1939, pełni nadziei i perspektyw na lepsze i dostatniejsze życie. Wrzesień rujnuje wszystkie ich plany. Władek walczy w polskim wojsku, dostaje się do niewoli, a wkrótce zostaje wcielony do Wehrmachtu. Tymczasem Sophie kończy kurs stenotypistek i dostaje pracę w pszczyńskim urzędzie. Wyjazd z rodzinnego domu dla młodej, wchodzącej właśnie w życie kobiety nie jest łatwy, a kilkuletnia rozłąka z mężem wystawia ich uczucie na wiele prób. Sophie musi dokonywać trudnych wyborów i podejmować wiele niełatwych decyzji...


Oba tomy powieści, pomimo dość trudnego tła historycznego zauroczyły mnie tak, że nie mogłam oderwać się od lektury. Pierwszy tom to najpierw historia rodzącej się miłości dwojga bohaterów, będącej tutaj niemal preludium, do akcji, która to z młodzieńczym zauroczeniem będzie mieć niewiele wspólnego. Bo oto wybucha II wojna światowa, Władek zostaje wcielony do wojska, a Sophie zaczyna przymusowa pracę w niemieckim urzędzie. Ten dysonans będzie przewijał się przez całą powieść, bo jako Ślązak Władek dostawszy się do niewoli zostanie siłą wcielony do niemieckich sił zbrojnych. A Sophie zyska wielbiciela - niemieckiego oficera w niej zakochanego, będącego jednocześnie jej bezpośrednim przełożonym...Dysonans to także zderzenie młodości i świeżości z bolesną rzeczywistością-tutaj w wydaniu górnośląskim, tak innym, niż to, do czego przyzywczaiły nas powszechnie dostępne lektury. Widać, ze to temat bliski autorce, wzbogacony dodatkowo charakterystycznym dla regionu słownictwem. Fascynująca historia, dobrze zbudowane napięcie, dbałość o detale i niepospolity pomysł, pomimo pierwotnych obaw o schematyczność, okazało się, ze to bardzo dobra powieść, od której ciężko się oderwać.


W obcym domu to historia opowiadająca dalsze losy bohaterów Rozdroży.
Jest rok 1945, wojna dobiegła końca. Przychodzi czas oczekiwania na powracających mężczyzn. Czas gojenia ran.
Trudno jest odnaleźć się w powojennej rzeczywistości, bez względu na pochodzenie, na wyznawane zasady. Znów historia zmusza do dokonania wyborów, znów należy stanąć po którejś ze stron.

Zosia i Władek, główni bohaterowie książki, w tych pierwszych, powojennych latach, muszą odnaleźć coś jeszcze – siebie. Pobrali się w maju 1939 roku, więc nie mieli czasu na własne szczęście.
Czy uda im się walka o miłość, której tłem jest szara i niejednokrotnie smutna codzienność?
Książka porusza tematy, o których jeszcze do niedawna nie wolno było mówić: obóz na Zgodzie, wywózki górników w głąb ZSRR, to tylko niektóre z tragedii tamtych czasów.

Ale na stronach tej książki czytelnik odnajdzie również nastrój dawnego Śląska. Gwar miejskiego magla, ulice pachnące domowym obiadem i ludzką życzliwość, pomagającą przetrwać najtrudniejsze czasy.

Tutaj też historia była dla mnie przyjemną lektura nie tylko jeżeli chodzi o opowiedzianą historię obyczajową, ale również, czy może przede wszystkim o walory poznawcze - historia Górnego Śląska zaraz po wojnie, losy jej mieszkańców, w tym tych pochodzenia niemieckiego, walka o polskie obywatelstwo, a do tego zderzenie z nowym ustrojem to tylko niektóre z poruszonych przez autorkę zagadnień. wprowadzanie komunizmu na Górnym Śląsku okazało się być procesem dużo bardziej złożonym, ale tym samym wnikliwie przedstawiona sytuacja, problemy i rozterki bohaterów an tle zmieniającej się rzeczywistości dają gwarancję niezwykle ciekawej lektury.
W części obyczajowej poznajemy losy Sophie i Władka, któremu to udało się powrócić z wojennej tułaczki. Jednak wojenne wspomnienia, rodzinna przeszłość i problemy z nadaniem Sophie polskiego obywatelstwa powodują, że nie tylko ubóstwo i brak pracy są problemami, z którymi przyszło się im zmierzyć. Czy odnajdą szczęście w tak trudnym okresie? Tego już drogie czytelniczki musicie dowiedzieć się same, jedyne, co mogę napisać, że z każdą strona jest ciekawiej, ani przez moment lektura nie była nudna, co zwłaszcza w kontynuacji jest rzadko spotykane. 

To nie jest saga, czy historia rodzinna jakich wiele, to dwutomowa opowieść o wzbudzających sympatię bohaterach, którym to przyszło żyć w tak trudnych czasach. Dobrze przemyślana, z innym tłem historyczno-społecznym niż powszechnie proponowana warszawska rzeczywistość ;)