Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2019

Agnieszka Janiszewska - Szepty i tajemnice

„Szepty i tajemnice” to przedstawiona na tle wielkiej historii opowieść o skomplikowanych i nietuzinkowych losach rodziny Matzerów.


Pierwsze dwudziestolecie XX wieku. Paryż, Warszawa i majątek ziemiański Zaborów. Perspektywa nadciągającej Wielkiej Wojny. Akcja koncentruje się wokół dwóch głównych bohaterek – Alicji i Barbary. Dziewczęta, a później kobiety, łączy tajemnicza duchowa więź, odczuwalna pomimo dzielącej je odległości. Alicja – utalentowana pianistka, kobieta o postępowych poglądach i


obyczajach – wychowała się i mieszka w Paryżu, jest częścią środowiska artystycznego. Barbara – dziewczyna skromna, pracowita, uduchowiona, lecz targana namiętnościami i marząca o wielkim świecie – całe życie spędziła, pracując w Zaborowie – majątku, który ma wkrótce odziedziczyć. Obie pragną miłości i obie płacą wysoką cenę za dokonane w jej imię wybory.

Paryż, Warszawa i majątek ziemiański Zaborów to w dalszym ciągu miejsca, w których żyją kolejne pokolenia rodziny Matzerów. Dzieci dorastają, rodzą się wnuki. Najbliższych Basi i Alicji nie oszczędza choroba ani śmierć, a dwie bliskie sobie siostry wciąż dzieli nie tylko geograficzna odległość, ale i narastające z czasem pretensje i nieporozumienia.

Drugi tom powieści prowadzi czytelnika aż do pierwszych lat powojennych, w których ani majątek, ani dawne nieporozumienia nie mają już większego znaczenia, ponieważ liczą się jedynie bliscy sercu ludzie.










To nie jest taka powieść, którą się pochłania od pierwszej strony nie mogąc się oderwać. Jest to raczej opowieść wilewątkowa, raczej nie klasyczna saga, chociaż z jej elementami, której akcja rozgrywa się na przestrzeni półwiecza ukazujac zagmatwane losy jednej rodziny.
 "Szepty i tajemnice" to tytuł trochę mylący, bo więcej jest zdecydowanie tych drugich, które to nierzdko w sposób dramatycny determinują losy bohaterów. Po przeczytaniu całości można odnieść wrażenie, że nagromadzenie nieszcześć i przeciwności losu, które to spotkały członków tej rodziny jest zbytnio przesadzone - mamy tu zdrady, romanse, nieślubne dzieci, małżeństwa z rozsądku, trudne i ciężkie choroby, śmierć i nienawiść...
Później przyszła do mnie jednak refleksja, ze przecież tak wygląda życie, cięzko je ubrać w schamaty i ciężko nawet teraz, czy raczej zwłaszcza teraz zakwalifikować coś co można nazwać normalnym odrózniając je od dziwacznego, czy niestereotypowego. Może na początku wieku było to łatwiejsze, bo p wszyskim decydowały konwenanse i ramy spłeczne, ale jak się okazuje w historii tej rodziny to tylko pozory.

Opróc zoczywistych bohaterów, których losy śledzimy mamy tutaj również bohaterów drugoplanowych - miejsca, w których akcja się rozgrywa - wraz ze zmianami spolecznymi i politycznymi - widzimy zmiany i przeobrażenia polskiego zmieniańskiego dworku na prowincji - Zaborowa, widzimy rozwiajaącą się Warszawę i zmieniający się Paryż. Cisi obserwatorzy zdarzeń budują droiazgowe tło dla dramatycznych często wyydarzeń.

To w końcu, a moze przede wszytskim historia o kobietach - emancypantkach, paniach na włściach, zagubionych, porzuconych, oszukanych - tych, które spotkały miłości, tych, które miłośc odrzuciły, czy nie potrafiły o nia zawalczyć. Może nie porwie nas podczas lektury szalone tempo akcji, ale z pewnością urzeknie opowiedziana historia. Polecam.




środa, 10 stycznia 2018

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Piętno Midasa

Brudne podwórka wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego... Chłopak, który urodził się w niewłaściwej rodzinie i człowiek, który dał mu szansę. Tylko… na co?Jakub Rojalski, zabójczo przystojny pasjonat fotografii, podczas przyjęcia weselnego poznaje inspektor Karolinę Linde, szefową wydziału śledczego wrocławskiej policji. Kobieta jest sfrustrowana i przemęczona, ponieważ dochodzenie w sprawie płatnego zabójcy utknęło w martwym punkcie, tymczasem Midas uśmierca kolejne ofiary. Wbrew woli obojga jednorazowy incydent powoli zamienia się w romans, a Jakub uświadamia sobie, że nie potrafi dłużej żyć, tłumiąc w sobie wszelkie emocje. Jednocześnie w jego życiu pojawia się Anka, magister farmacji i maltretowana żona gangstera, marząca o zemście na mężu. Któregoś dnia okazuje się, że Jakub potrafi jej pomóc…

Jestem Midas. Do widzenia.
Karma to suka.

TA KSIĄŻKA MA DWA ALTERNATYWNE ZAKOŃCZENIA. WYBIERZ SWOJE!



Taka historia, może ciut filmowa, ale jednak tym razem ciekawie przedstawiona w formie do czytania. On z biednej i problematycznej rodziny, z bagażem doświadczeń, których starczyłoby dla kilku osób niespodziewanie dostaje od losu szansę na zmianę życia. Z której, jak nietrudno się domyśleć ta zmiana niestety ma swoją cenę. O czym on boleśnie przekona się w najtrudniejszym momencie w życiu.

Młody chłopak, któremu wydawałoby się życie nie jest w stanie zaoferować niczego, po wielu godzinach treningów staje się płatnym zabójcą na zlecenie. Po kilku wykonanych egzekucjach na koncie ma tyle, ze mógłby żyć gdziekolwiek zechce. Po rodzinnej tragedii na kilka lat znika za granicą. Kiedy wydaje mu się, że uporał się ze stratą wraca do rodzinnego Wrocławia, gdzie pod przykrywką zdolnego fotografia wiedzie życie numer 2. Niespodziewanie w jego życiu pojawiają się dwie kobiety. Maltretowana przez męża sąsiadka Anka i piękna pani policjant Karolina. W jednej z nich widzi siebie sprzed lat, drugiej powinien unikać, bo ta od alt ściga tajemniczego zabójcę Midasa. 

Jak zachowa się Łukasz? Sami musicie się o tym przekonać. Wciągająca historia oferuje nam dwa zakończenia, autorka bowiem sama nie mogła się zdecydować tylko na jedno z nich. Ciekawe rozwiązanie filmowej historii z rodzimego podwórka. Chociaż muszę przyznać, że takie historie w wykonaniu polskich autorów ciut trącają sztucznością, nie wiem z czego to wynika, może z braku autentyzmu, czy mojej niewiary w ich autentyczność?
Tym niemniej uważam książkę za jedną z ciekawszych powieści autorki.

czwartek, 14 grudnia 2017

Magdalena Knedler - Nie całkiem białe Boże Narodzenie

"Wszyscy kłamią. Ważne jest to, które kłamstwo ma dla nas znaczenie”.



Zagubiony w lesie pensjonat Mścigniew tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwyczajnymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić ten czas właśnie tam – w spokoju i w oddaleniu od zgiełku codzienności. Kiedy więc pewnego poranka amatorka nordic walkingu, Olga Mierzwińska, przed wyjściem na trening odkrywa w wannie trupa, nikt nie jest zadowolony, a najmniej właściciel, który staje na głowie, by zatrzymać gości w pensjonacie. Policja uznaje sprawę za wypadek, gdy jednak ta sama dziewczyna znajduje podczas spaceru kolejne zwłoki, sytuacja staje się poważna i do akcji postanawia wkroczyć detektyw Poziomka – amator krówek ciągutek i ekstrawaganckich krawatów.
Galeria oryginalnych postaci, gęstniejąca z dnia na dzień atmosfera i odkrywane jedno po drugim kłamstwa gości, z których każdy ma coś do ukrycia – a wszystko przy dźwiękach świątecznych przebojów i w blasku choinkowych lampek.


Jak co roku w grudniu na rynku wydawniczym pojawia się całe mnóstwo około bożonarodzeniowych propozycji książkowych. Zazwyczaj są to powieści obyczajowe osaczone w śnieżnym klimacie z szczęśliwym/ckliwym zakończeniem bądź zbiory opowiadań autorów różnych. W tym roku mam wrażenie wysyp jest szczególnie obfity. Tym bardziej zaskoczyła i ucieszyła mnie zarazem propozycja Magdaleny Knedler, żeby w ten szczególny czas zaproponować czytelnikom kryminał i do tego kryminał klasyczny, których ostatnio mało się ukazuje. 
W pensjonacie w małej miejscowości na końcu świata, ale ciągle w Polsce, spotykają się przypadkowi przyjezdni, którzy postanowili spędzić Boże Narodzenie z dala od wszystkiego i wszystkich. de facto okazuje się, że każdy z nim przed czymś lub przed kimś ucieka. W tej dość sennej scenerii pewnego ranka jeden z gości zostaje znaleziony martwy w wannie. O ile śmierć starszego mężczyzny, wydawałoby się, że z przyczyn naturalnych, jeszcze nie powoduje paniki wśród gości, o tyle znalezione w dniu następnym ciało miejscowego kłusownika powoduje, że goście zaczynają się czuć dość nieswojo. Do akcji wkracza również miejscowa policja, jednak nie w sposób zupełnie standardowy, albowiem komisarz pojawia się pensjonacie incognito wraz ze swoim dawnym przyjacielem, aktualnie uznanym detektywem, którzy to udając parę prowadzą swoje poszukiwania  w tajemnicy. W tych czynnościach pomaga im jeden z gości - młoda dziewczyna, która znalazła ciała obu mężczyzn.

Co ciekawe na pierwszy rzut oka żaden z gości nie jest szczególne podejrzany, jednak na skutek prowadzonego śledztwa okazuje się, że każdy z nich ma coś do ukrycia. Nie wiadomo tylko czyj sekret był tym, który chciał ujawnić zmarły mężczyzna...

Klasyczny kryminał, może nie z szalonym tempem akcji, ale z dobrym humorem i w klastycznym stylu gwarantując bardzo przyjemnie spędzony czas. W klimacie, zarówno świątecznym, jak i kryminalnym okraszony naprawdę sporą dawką specyficznego, ale dobrego humoru. Z pewnością spodoba się tym, którzy przesyt mają nowoczesnych kryminałów, wymagających od czytelnika maksymalnego skupienia, albowiem ten bazuje raczej na atmosferze niż na aferze, wprowadzając czytelnika w zimowy nastrój, gwarantując jednocześnie ciekawe rozwiązanie i pokazując, ze nawet lokalny stróż prawa może być wyjątkowo skuteczny. Polecam!

czwartek, 27 kwietnia 2017

Agnieszka Janiszewska - Aleja starych topoli t. I i II


Kiedy osiemnastoletnia Ewa zostaje wydana za starszego o dwadzieścia lat owdowiałego małżonka swojej starszej siostry, nikt nie ma wątpliwości, że ten zaaprobowany przez jej okrutnego ojca związek nie przyniesie dziewczynie nic dobrego. Szwagier, ojciec trójki dzieci, niecieszący się wśród towarzystwa dobrą opinią, nie budzi w niej jednak odrazy, lecz jako przyszły mąż niesie nadzieję na wyczekiwaną przez lata poprawę losu dziecka niechcianego i odtrącanego przez własnych rodziców tylko dlatego, że nie urodziło się chłopcem. Zahukana i poniewierana ostatnia córka mecenasa Więckowskiego zostaje panią we dworze i jest uwielbiana przez męża, który – podobnie jak ona – pragnie pogrzebać przeszłość na cmentarzu i odciąć się od nielubianego teścia. Dwór wznoszący się od lat na końcu alei starych topoli kryje jednak stare tajemnice, które nie pozwalają zapomnieć o tym, co było.

W drugim tomie jodłowskiej sagi na scenę wkracza młode pokolenie rodzin Celiowskich i Więckowskich. Najstarsza córka Andrzeja w dalszym ciągu prowadzi pamiętnik, a los rozpisuje swoją opowieść na wiele wzajemnie się uzupełniających wątków. Historia Klary i Gilberta, Huberta i Ewy, a także Maryli, Adeli, Andrzeja i Joanny udowadnia, jak bardzo złożony może okazać się dramat, gdy na scenie życia występują tak skomplikowani aktorzy oraz snujące się pomiędzy nimi tajemnice. Kim jest człowiek skrywający się pod enigmatycznie brzmiącym nazwiskiem Chambroux? Jak wiele jest gotów poświęcić ojciec rodziny w imię fałszywie pojmowanej dumy? Z jakiego powodu zmarła przed laty Maryla? Czy skrywane przez wiele lat urazy kiedykolwiek pozwolą na wybaczenie i powrót uczuć?


Agnieszka Janiszewska to autorka zupełnie mi nieznana. Byłam bardzo ciekawa, co może zaproponować w powieści rozgrywającej się w ulubionym dla mnie czasie - tle powieści obyczajowych, a już sag w szczególności.


Tym razem wydawać by się mogło, ze do czynienia będziemy mieć z czymś na kształt romansu, bo ona dużo młodsza, dotąd nieszczęśliwa wychodzi za mąż za męża swojej zmarłej siostry i odtąd żyli już długo i szczęśliwe dla obojga, jak dotąd nie było im dane. Brzmiało jak zapowiedź jakiegoś utartego schematu ze szczęśliwym zakończeniem. Tymczasem okazało się, że autorka ma do zaproponowania dużo więcej, bo oprócz przewidywalnego szczęścia rzuciła małżonkom pod nogi dużo najprzeróżniejszych problemów, dokładając do tego skrywane przez obojga tajemnice z przeszłości, których część zostanie ujawniona dopiero pod koniec drugiego tomu. Do tego propozycja samego drugiego tomu, gdzie skupiono się bardziej na młodszym pokoleniu, a duża cześć akcji powieści rozwija się nie w Polsce, a w Paryżu jest super pomysłem, znacznie podnoszącym walory lektury. sama akcja przez całe dwa tomy jest frapująca i ciekawa tak, że trudno się oderwać. 

To, co mnie bardzo ujęło podczas lektury to skupienie się przez autorkę na tematach społecznych, będących, w czasach, kiedy toczy się akcja niejednokrotnie tematem tabu. Niechciane ciąże, romanse, małżeństwa cywilne, zdrady i leczenie wstydliwych przypadłości to tematy, o których w tamtych czasach nikt nie mówił głośno, bądź oceniał jednoznacznie piętnując osoby, które się się ich dopuściły. Tutaj wiele z nich staje na drodze do szczęścia, czy porozumienia w rodzinie. Wielkie, skrywane tajemnice podszyte wstydem przed ich ujawnieniem, czy czasem w oczach obyczajowości tamtej epoki alternatywne poszukiwanie szczczęścia powodowały, że nie dane było im żyć w pełnej zgodzie i zrozumieniu. 

Po lekturze miąłam przemyślenie, ze bez względu na czas i okoliczności tajemnice i dziwne uprzedzenia potrafią namieszać w wielu rodzinach, to mimo upływu ponad stu lat nie zmieniło się w zasadzie w ogóle. Pozostaje mieć nadzieję, że opamiętamy się wcześniej niż bohaterowie powieści.


czwartek, 30 lipca 2015

Bonia Wit - Nie zabija się czarnego kota

„Nie zabija się czarnego kota” to nie kryminał. To opowieść o trudnych miłościach. 



Podróż na Mazury staje się dla Piotra pasmem dziwnych zdarzeń i niefortunnych okoliczności. Czarny kot, którego przejechał na drodze, nawiedza go w snach i powoli staje się jego obsesją. Od wyjazdu na Mazury mężczyznę nie opuszcza pech. Najpierw płonie jego tartak, potem dowiaduje się, że w wyniku przelotnego romansu ma pięcioletnią córkę Gabrysię.Dziwnie sformułowany testament staje się przyczynkiem do weryfikacji planów życiowych głównego bohatera oraz innego spojrzenia na dotychczasowe życie.


Ciepła, optymistyczna opowieść, którą czyta się z uśmiechem i wzruszeniem.






Ostatnio ze względu na spore zmęczenie przedurlopowe jakby chętniej sięgam po książki, które wymagają zdecydowanie mniejszego zaangażowania intelektualnego ;)
I chyba właśnie dlatego dokończyła lekturę tej książki, bo gdyby forma była lepsza z pewnością darowałabym ją sobie.

Zarówno pomysł, jak i bohaterowie, mimo, że jakby nam poniekąd znani z innych książek, bo motywy mazurskich wiosek panują w polskiej literaturze od kilku dobrych lat, to jednak wprowadzenie głównego bohatera,a  nie bohaterki jest fajnym pomysłem. Mimo, ze spodziewana przemiana lekkoducha w odpowiedzialnego ojca żadną nowością nie jest, to podobały mi się dwie rzeczy - motyw skomplikowanej miłości do kobiety będącej matką chłopczyka z zespołem Downa i wątek mazurskiej ziemi. Pierwsza z nich nie tak powszechna, ale dobrze opisana, ze spokojem, dystansem, a jednocześnie prawdziwie, z pewnym otwarciem oczy na to jak to naprawdę wygada. Drugi wspomniany przeze mnie wątek to ciekawie opisana rzeczywista sytuacja mazurskich wsi, ich trudności i problemów, tu w zderzeniu z Niemcem proponującym ich mieszkańcom niebotyczne sumy za wykup.
I z plusów to tyle, bo na tle całej reszty tylko one się wybijają. Cała akcja jest dość nudna, ciężkawo się to czyta, główny bohater drażni swoim egoizmem, co w zderzeniu z prawdziwym życiem i problemami po prostu razi niesamowicie.

A do tego jego miłość ma na imię tak samo, jak autorka książki....

Moja ocena 4,5/10

wtorek, 30 grudnia 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska - W szpilkach od Manolo

Wielokrotnie czytałam recenzje książek tej autorki na innych blogach, ale to tej pory nie dane mi było spotkać się czytelniczo z Panią Agnieszką. Byłam bardzo zadowolona, kiedy udało mi się upolować w bibliotece tą książkę, bo po tylu recenzjach byłam po prostu ciekawa jak ta autorka pisze.



Liliana ma trzydzieści pięć lat, kocha koty, wysokie szpilki i swoje auto. Posiada także kilka niegroźnych obsesji i bardzo wybujałą wyobraźnię. Pracuje w korporacji, ale ma dość wyścigu szczurów. Gdy pewien denerwujący przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce znajdzie się na celowniku. Tajemniczego Michała, irytującego Sekuli, a także pewnego socjopaty, który bardzo nie lubi pyskatych „młodych gniewnych”. Tajemnicze kartki z numerkami, porwania, szalone przyjaciółki, pragnąca zięcia Mamulka, znienawidzone korpo i… gorrrący romans. Wszystko to sprawi, że na punkcie „W szpilkach od Manolo” dostaniecie prawdziwego bzika!





Po raz pierwszy przeczytałam powieść, która rozrywa się w korporacji i muszę przyznać, że akcja, któraa rozgrywa się niejako na moim podwórku ma sporo plusów, bo lektura zdecydowanie zyskuje na wartości, bo pewne sytuacje są mi aż za dobrze - niestety!-znane.
Ciekawe, nietuzinkowe postacie- w tym główna bohaterka - Liliana. Kobieta, singielka, której nie udało się spotkać nikogo na całe życie. Mimo usilnych swtań matki gotowa jest za wszelką cenę bronić swojej niezależności. Tymczasem pojawia się ON i wszystko, jak możecie się domyśleć-zmienia się bardzo szybko, a historia w pewnym momencie staje się dość banalnym romansem. Jeżeli do tego dodamy wątek kryminalny, bo jak się okazuje ON jest zakamuflowanym policjantem szukającym porywacza młodych kobiet, który prawdopodobnie pracuje w firmie Liliany, to robi się troszkę bardziej ciekawie. 
Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, bo z jednej strony czytało się to bardzo fajnie, miło, w jeden wieczór - lektura lekka, łatwa, babska i przyjemna. Z drugiej strony raczej nie powiem, że to powieść szczególnie ambitna, czy wybitna. Jako czytadło na chłodne wieczory sprawdzi się idealni, ale wyryć w pamięci się raczej już nie zdoła. No i sam watek kryminalny dość słaby. Starała się autorka trochę go podkręcić, ale nie do końca wyszło.

Z plusów- gówna bohaterka nie ucieka na prowincję, tylko zmaga się z życiem i uczuciami w mieście, które rok temu pokochałam bezgranicznie -we Wrocławiu.

Moja ocena 6,5/10