„Pan Przypadek i korpoludki” to już trzeci tom przygód rodzimego detektywa geniusza. Tytułowy bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, ponownie musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki. Wszystkie one dzieją się w świecie pracowników wielkich międzynarodowych korporacji. Pierwsza ze spraw nosi kryptonim „Morderstwo w Orient Espresso” i opowiada o tytułowym zabójstwie dokonanym w modnej kafejce serwującej ulubione przez korpoludków sushi. Druga zagadka, „Zbrodniarz i kara”, to historia największej zbrodni, jaką można sobie wyobrazić w świecie korporacji. Ponieważ jednak zbrodni tej nie przewiduje kodeks karny, firma musi wynająć do jej wyjaśnienia detektywa Przypadka. W ostatniej sprawie, „Moralności pana Julskiego”, Jacek musi z kolei odnaleźć złodzieja, który okradł… złodzieja.
Przy rozwiązywaniu tych zagadek Przypadek przysporzy sobie jak zwykle mnóstwa wielu wrogów. W tle będzie się wciąż czaił największy z nich, złowrogi Klempuch, szykujący dla niego szczególną niespodziankę. Chociaż tym razem Jacka zaskoczy najbardziej samo życie…
Więcej o bohaterze można dowiedzieć się z jego bloga znajdującego się pod adresem www.panprzypadek.blogspot.com
Jak wielu z nas - w tym i ja niestety - wie, że życie w korporacji jest specyficzne, momentami aż za bardzo, a ich pracownicy dzielą się na różne kategorie. Z uwagi na to, że korpoludki znane mi są aż za dobrze, z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po kolejną powieść o przygodach Jacka Przypadka, który tym razem miał się zmierzyć z zagadkami niemal z mojego podwórka.
Muszę przyznać, że autor wyodrębnił w każdej z tych historii tylko skrajnie dziwne czy też tendencyjne przykłady pracowników wielkich koncernów. Może miało to na celu uwypuklenie negatywnych cech? Nie wiem, ale dla osoby, która nigdy w tego rodzaju firmie nie pracowała będzie to obraz dość jednostronny, tym niemniej znając autora wiadomo, że jednak będzie to obraz z przymrużeniem oka. I całe szczęście. Gdyby wszyscy pracownicy mieli takie problemy to zapotrzebowanie na Jacków Przypadków byłoby ogromne. Absurdalność problemów i sposób życia oraz bycia tych ludzi zmusza do refleksji, jak daleko są oni w stanie podporządkować wszystko układom w pracy, chorej ambicji i często grze pozorów, w której zaczynają się czy to gubić, czy wciągać w nią członków swoich rodzin.
To co najbardziej podobało mi się tym razem to w końcu duże zmiany w wątkach, które towarzyszą nam od początku serii. W życiu większości bohaterów, których poznaliśmy wcześniej, w tym samego Jacka Przypadka, zachodzą zmiany, dokonują się przełomy, które zaskakują zarówno ich samych jak i czytelników. A nawet jak się okazuje sam główny bohater zaczyna rozważać związanie się z kimś na stałe... Zupelne zaskoczenie! Ale to, co ucieszyło mnie najbardziej to szykujące się zmiany w życiu jego przyjaciela Błażeja - który z boga seksu gawędziarza dzięki mocy plotek w oczach wielu kobiet zaczyna być nim naprawdę. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, który mam nadzieje przyniesie tyle zmian i tyle razy mnie zaskoczy jak ten, który właśnie skończyłam.
Przecież nawet sam Jacek Przypadek w ostatniej scenie powieści dowiaduje się jednak, że nie wszyscy są tak przewidywalni jak dotąd uważał...
Moja ocena 7,5/10
Myślę, jednak, że osobom, które zaczną czytać serię od tej powieści ciężko będzie się odnaleźć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spisek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spisek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 listopada 2014
poniedziałek, 27 października 2014
Paul Sussman - Tajemnica światyni
Detektyw Yusuf Khalifa pracuje w luksorskiej dochodzeniówce i nie czuje się zbytnio zrealizowany. Wszystko się zmienia gdy tuż obok piramidy Cheopsa zostają odnalezione zwłoki jednego z miejscowych bogaczy, Pieta Jansena. W domu denata Khalifa odkrywa nielegalne muzeum sztuki. Prowadzi pełne niespodzianek śledztwo, by odkryć że Jansen naprawdę nazywał się Hoth i był dumnym z siebie nazistą. Równocześnie Layla Al-Madani, palestyńska dziennikarka otrzymuje list oferujący zaszyfrowaną wiadomość w zamian za skontaktowanie się z jednym z palestyńskich terrorystów, Al-Mulathamem. List traktuje o niedawno przeniesionym skarbie, a ze sprawą najwyraźniej związani byli także... naziści. Layla odkrywa, prowadząc własne śledztwo, że z Jerozolimy wyniesiono jeden z żydowskich skarbów, pierwszą menorę, zbudowaną dla Jahwe przez kowala Bezalela, pokazującą czystą moc Boga.
Kiedy przeczytałam opis tej książki miałam wrażenie, że już ją czytałam, temat też znany, a połączenie historii starożytnej z historią z II wojny światowej i współczesnością to już zabieg zbyt często powtarzany, żeby mógł mnie zaskoczyć czymś nowym, czy nieoczekiwanym.
I mimo, że rzeczywiście lektura nie okazała się przełomowa, to spędziłam z nią całkiem miłe popołudnie i wieczór. Akcję można, według mnie podzielić na 3 części - 1. droga do rozwikłania zagadki - zdecydowanie najlepsza, z dużą ilością zwrotów i dobrym tempem, 2 - droga po tajemniczy skarb - dość nudna i przewidywalna oraz 3 - zakończenie, w którym to niektóre odkrycia okazały się być zaskakujące, a niektóre ciut przerysowane czy nawet tandetne w swym mistycyzmie.
To, co mi się podobało najbardziej to ujęcie problemu z dwóch perspektyw - izraelskiej i palestyńskiej, czy może lepsze określenie w tym wypadku to arabskiej, bo mamy tutaj również do czynienia z Egipcjanami. Bardzo ciekawa konfrontacja, bo ja się okazuje - to co dla naszych bohaterów jest czarne czy białe, okazać się może zupełnie inną barwą, a prawda ukryta jest gdzieś po środku. Ludzie, którzy wydają się nam sprzyjać to tak naprawdę zakamuflowani wrogowie. Z takiej perspektywy była to ciekawa lektura. Chociaż zapatrywanie autora na możliwości kompromisu i sposób zażegnania konfliktu uważam za zbyt idealistyczne - opracowanie nowej mapy drogowej przez odizolowanych na pustyni przywódców obu narodów - to dwie płaszczyzny oglądu tej samej akcji to ciekawy zabieg.
Duży plus, że autor zwrócił uwagę na okrywanie prawdy o obozach koncentracyjnych - tutaj o Oświęcimiu. Możemy przeczytać o tym, jak ktoś, kto wcześniej niewiele o nich wiedział, poznaje całą prawdę z relacji osób, które to przeżyły. Wstrząsające i inne. Skłaniające do refleksji nad prawdą historyczną, sposobami jej przekazywania i rolą propagandy i polityki informacyjnej.
Moja ocena 6,5/10
Kiedy przeczytałam opis tej książki miałam wrażenie, że już ją czytałam, temat też znany, a połączenie historii starożytnej z historią z II wojny światowej i współczesnością to już zabieg zbyt często powtarzany, żeby mógł mnie zaskoczyć czymś nowym, czy nieoczekiwanym.
I mimo, że rzeczywiście lektura nie okazała się przełomowa, to spędziłam z nią całkiem miłe popołudnie i wieczór. Akcję można, według mnie podzielić na 3 części - 1. droga do rozwikłania zagadki - zdecydowanie najlepsza, z dużą ilością zwrotów i dobrym tempem, 2 - droga po tajemniczy skarb - dość nudna i przewidywalna oraz 3 - zakończenie, w którym to niektóre odkrycia okazały się być zaskakujące, a niektóre ciut przerysowane czy nawet tandetne w swym mistycyzmie.
To, co mi się podobało najbardziej to ujęcie problemu z dwóch perspektyw - izraelskiej i palestyńskiej, czy może lepsze określenie w tym wypadku to arabskiej, bo mamy tutaj również do czynienia z Egipcjanami. Bardzo ciekawa konfrontacja, bo ja się okazuje - to co dla naszych bohaterów jest czarne czy białe, okazać się może zupełnie inną barwą, a prawda ukryta jest gdzieś po środku. Ludzie, którzy wydają się nam sprzyjać to tak naprawdę zakamuflowani wrogowie. Z takiej perspektywy była to ciekawa lektura. Chociaż zapatrywanie autora na możliwości kompromisu i sposób zażegnania konfliktu uważam za zbyt idealistyczne - opracowanie nowej mapy drogowej przez odizolowanych na pustyni przywódców obu narodów - to dwie płaszczyzny oglądu tej samej akcji to ciekawy zabieg.
Duży plus, że autor zwrócił uwagę na okrywanie prawdy o obozach koncentracyjnych - tutaj o Oświęcimiu. Możemy przeczytać o tym, jak ktoś, kto wcześniej niewiele o nich wiedział, poznaje całą prawdę z relacji osób, które to przeżyły. Wstrząsające i inne. Skłaniające do refleksji nad prawdą historyczną, sposobami jej przekazywania i rolą propagandy i polityki informacyjnej.
Moja ocena 6,5/10
wtorek, 29 kwietnia 2014
Dan Brown - Inferno
"Światowej sławy specjalista od symboli, Robert Langdon budzi się na szpitalnym łóżku w zupełnie obcym miejscu. Nie pamięta, jak i dlaczego znalazł się w szpitalu. Nie potrafi też wyjaśnić, w jaki sposób wszedł w posiadanie tajemniczego przedmiotu, który znajduje we własnej marynarce. Czasu na rozmyślania nie ma niestety zbyt wiele. Ledwie na dobre odzyskuje przytomność, ktoś próbuje go
zabić. W towarzystwie młodej lekarki Sienny Brooks Langdon opuszcza w pośpiechu szpital. Ścigany przez nieznanych wrogów przemierza uliczki Florencji, próbując odkryć powody niespodziewanego pościgu. Podąża śladem tajemniczych wskazówek ukrytych w słynnym poemacie Dantego… Czy jego wiedza o tajemnych sekretach, które skrywa historyczna fasada miasta wystarczy, by umknąć nieznanym oprawcom? Czy zdoła rozszyfrować zagadkę i uratować świat przed śmiertelnym zagrożeniem?"
Nie do końca lubię recenzować książki, które są modne, wszyscy chcą je przeczytać często nie z rzeczywistej chęci tylko dlatego, że tak wypada. Taką pozycją jest najnowsza powieść mistrza upolowana ostatnio przeze mnie w bibliotece.
Osobiście, pomimo różnych opinii, które dane mi było przeczytać, lubię Browna, jego zagadki, teorie spiskowe, które traktuje raczej z przymrużeniem oka niż na serio, ale które do tej pory dostarczały mi dużo przyjemności podczas lektury.
Tak było do tej pory, "Inferno" rozczarowuje całkowicie. Jest po prostu nudno. Pomimo ciekawego początku - dobrze poprowadzonej akcji, intrygującej tajemnicy, utraty pamięci i pościgu z dreszczykiem - później niestety jest tylko gorzej. Dla tych, którzy nigdy, tak jak ja, nie byli fanami "Boskiej komedii' Dantego jest po prostu męcząco - stanowi ona punkt wyjścia dla tajemnicy, którą przyszło Langdonowi rozwiązać, stąd mnóstwo do niej odwołań. Niestety tym razem teoria spiskowa zaproponowana przez autora - zagrożenie ludzkości wirusem, który rozprzestrzenia się wyzwolony przez szalonego naukowca - jest bardzo naciągane, wręcz niewyobrażalne, bo nie stanowi on broni biologicznej, dotyka ludzi bardziej na zasadzie genetycznej mutacji, niż choroby, którą miałby wywoływać.
Gdyby sama intryga była ciekawa, zwroty akcji obiecujące, a całość czytało się z zapartym tchem, to wycieczka po Włoskich miastach wraz z Langdonem byłaby przyjemnością, a że tego nie ma to już po kilkudziesięciu stronach "bieganie" po mieście, które się widziało raz w życiu, a którego się nie zna, którego planu nikt w książce nie umieścił...jest niesamowicie męczące. Coś co mogłoby być majstersztykiem jest po porstu lekturą jakich tysiące. Gdyby nie znane nazwisko autora powieść nie doczekałaby się tylu czytelników. Tak mamy tutaj zdecydowanie do czynienia z przereklamowaniem i bazowaniem na sławie autor, któremu pomysłów zaczyna już chyba brakować.
Coś co zachwycało jeszcze kila lat temu, w nie do końca dopracowanym wydaniu teraz - przy mnogości podobnych powieści na rynku - nudzi i męczy.
Mając nadzieję, że kolejna książka tego autora będzie powrotem do dawnego, lepszego Browna wystawiam ocenę 3,5/10
zabić. W towarzystwie młodej lekarki Sienny Brooks Langdon opuszcza w pośpiechu szpital. Ścigany przez nieznanych wrogów przemierza uliczki Florencji, próbując odkryć powody niespodziewanego pościgu. Podąża śladem tajemniczych wskazówek ukrytych w słynnym poemacie Dantego… Czy jego wiedza o tajemnych sekretach, które skrywa historyczna fasada miasta wystarczy, by umknąć nieznanym oprawcom? Czy zdoła rozszyfrować zagadkę i uratować świat przed śmiertelnym zagrożeniem?"
Nie do końca lubię recenzować książki, które są modne, wszyscy chcą je przeczytać często nie z rzeczywistej chęci tylko dlatego, że tak wypada. Taką pozycją jest najnowsza powieść mistrza upolowana ostatnio przeze mnie w bibliotece.
Osobiście, pomimo różnych opinii, które dane mi było przeczytać, lubię Browna, jego zagadki, teorie spiskowe, które traktuje raczej z przymrużeniem oka niż na serio, ale które do tej pory dostarczały mi dużo przyjemności podczas lektury.
Tak było do tej pory, "Inferno" rozczarowuje całkowicie. Jest po prostu nudno. Pomimo ciekawego początku - dobrze poprowadzonej akcji, intrygującej tajemnicy, utraty pamięci i pościgu z dreszczykiem - później niestety jest tylko gorzej. Dla tych, którzy nigdy, tak jak ja, nie byli fanami "Boskiej komedii' Dantego jest po prostu męcząco - stanowi ona punkt wyjścia dla tajemnicy, którą przyszło Langdonowi rozwiązać, stąd mnóstwo do niej odwołań. Niestety tym razem teoria spiskowa zaproponowana przez autora - zagrożenie ludzkości wirusem, który rozprzestrzenia się wyzwolony przez szalonego naukowca - jest bardzo naciągane, wręcz niewyobrażalne, bo nie stanowi on broni biologicznej, dotyka ludzi bardziej na zasadzie genetycznej mutacji, niż choroby, którą miałby wywoływać.
Gdyby sama intryga była ciekawa, zwroty akcji obiecujące, a całość czytało się z zapartym tchem, to wycieczka po Włoskich miastach wraz z Langdonem byłaby przyjemnością, a że tego nie ma to już po kilkudziesięciu stronach "bieganie" po mieście, które się widziało raz w życiu, a którego się nie zna, którego planu nikt w książce nie umieścił...jest niesamowicie męczące. Coś co mogłoby być majstersztykiem jest po porstu lekturą jakich tysiące. Gdyby nie znane nazwisko autora powieść nie doczekałaby się tylu czytelników. Tak mamy tutaj zdecydowanie do czynienia z przereklamowaniem i bazowaniem na sławie autor, któremu pomysłów zaczyna już chyba brakować.
Coś co zachwycało jeszcze kila lat temu, w nie do końca dopracowanym wydaniu teraz - przy mnogości podobnych powieści na rynku - nudzi i męczy.
Mając nadzieję, że kolejna książka tego autora będzie powrotem do dawnego, lepszego Browna wystawiam ocenę 3,5/10
wtorek, 7 stycznia 2014
Daniel Silva - Reguły Moskwy
Daniel Silva jest tym autorem, do którego dość często wracam. Wcześniejsze moje recenzje jego książek możecie przeczytać tutaj i tu. Tym razem chciałabym napisać trochę o jego książce "Reguły Moskwy", którą przeczytałam ostatnio.
"Gabriel Allon, agent, który odszedł ze służby, by zostać konserwatorem sztuki, idąc tropem zabójstwa pewnego dziennikarza, trafia do Rosji. Odkrywa, że gra szpiegowska, w którą się wplątał, toczy się o stawkę, jakiej jeszcze nigdy nie widział. Teraz musi grać według reguł Moskwy.
To nie jest ponura Moskwa z czasów Związku Radzieckiego, ale Moskwa współczesna, pławiąca się w petrodolarowym dostatku i luksusie. To tutaj młode pokolenie wiernych wyznawców Stalina knuje spisek, który pozwoli im odzyskać utracone mocarstwo i rzucić wyzwanie odwiecznemu wrogowi – Stanom Zjednoczonym.
Jednym ze spiskowców jest Iwan Charkow, były agent KGB, który na gruzach ZSRR wybudował światowe imperium inwestycyjne. Jego częścią są ukryte interesy, lukratywne i zarazem śmiertelnie niebezpieczne. Charkow handluje bronią i właśnie ma zamiar dostarczyć najnowocześniejsze rosyjskie uzbrojenie Al Kaidzie. Jeżeli Allon nie dowie się na czas, gdzie i kiedy ma zostać przekazany towar, świat będzie świadkiem najkrwawszych zamachów terrorystycznych od 11 września 2001. A czasu jest niewiele…"
Pomimo mojej ogromnej sympatii do rosyjskich autorów niekoniecznie lubię książki, których akcja dzieje się w Rosji. Nie znam tych realiów dobrze, jednak mam wrażenie, ze większość autorów, niepochodzących z tego kraju, dość jednostronnie przedstawia Rosję i to, co w fikcji literackiej, opartej często na przekazach telewizyjnych, a nie rzeczywistości, co tam się dzieje. Tutaj całe szczęście Daniel Silva ograniczył akcję w Rosji w zasadzie do minimum, chociaż to, co wydarzyło się tam ciągle przedstawiane jest jako trzeci swiat, bardzo zakorzeniony w komunizmie i jego regułach. Z drugiej strony poznajemy Rosję, czy raczej Rosjan poprzez pryzmat jej oligarchy, którego to przechytrzyć próbuje znany czytelnikom tego autora as izraelskiego wywiadu Gabriel Allon.
Ja jestem fanką szpiegów i związanych z tym książek czy filmów, dlatego też z ogromnym zainteresowaniem czytam zawsze jak to się robi w Izraelu, bo to mila odmiana od wszechobecnych CIA i MI6. Mossad pojawia się zdecydowanie rzadziej na kartach literatury, a szkoda.
Bardzo podobał mi się początek książki, gdzie wspomniany wcześniej Allon pracuje nad kolejnym zleceniem z Watykanu, tym razem to jednak nie jest zlecenie dla szpiega, tylko dla artysty, konserwatora dziel sztuki. Dzięki temu postać głównego bohatera jest dla mnie dużo bardziej ludzka, nie jest to zimy i wycofany niczym James Bond, tylko ktoś, kto swoim zajęciem i pasją skłania do blizszego poznania.
Jak sie później okaże umiejętności Allona w zakresie sztuki i malarstwa okażą się pomocne w zwróceniu uwagi żony rosyjskiego oligarchy.
Pomimo mojej sympatii do autora i głównego bohatera, w tej książce zdecydowanie przeszkadzało mi to, ze w zasadzie wszystko działo się bez problemow, gładko, zgodnie z planem, a zaskoczenie i zwroty akcji mogłyby być dużo lepsze. Tak czytało się dobrze, ale bez zachwytu.
"Gabriel Allon, agent, który odszedł ze służby, by zostać konserwatorem sztuki, idąc tropem zabójstwa pewnego dziennikarza, trafia do Rosji. Odkrywa, że gra szpiegowska, w którą się wplątał, toczy się o stawkę, jakiej jeszcze nigdy nie widział. Teraz musi grać według reguł Moskwy.
To nie jest ponura Moskwa z czasów Związku Radzieckiego, ale Moskwa współczesna, pławiąca się w petrodolarowym dostatku i luksusie. To tutaj młode pokolenie wiernych wyznawców Stalina knuje spisek, który pozwoli im odzyskać utracone mocarstwo i rzucić wyzwanie odwiecznemu wrogowi – Stanom Zjednoczonym.
Jednym ze spiskowców jest Iwan Charkow, były agent KGB, który na gruzach ZSRR wybudował światowe imperium inwestycyjne. Jego częścią są ukryte interesy, lukratywne i zarazem śmiertelnie niebezpieczne. Charkow handluje bronią i właśnie ma zamiar dostarczyć najnowocześniejsze rosyjskie uzbrojenie Al Kaidzie. Jeżeli Allon nie dowie się na czas, gdzie i kiedy ma zostać przekazany towar, świat będzie świadkiem najkrwawszych zamachów terrorystycznych od 11 września 2001. A czasu jest niewiele…"
Pomimo mojej ogromnej sympatii do rosyjskich autorów niekoniecznie lubię książki, których akcja dzieje się w Rosji. Nie znam tych realiów dobrze, jednak mam wrażenie, ze większość autorów, niepochodzących z tego kraju, dość jednostronnie przedstawia Rosję i to, co w fikcji literackiej, opartej często na przekazach telewizyjnych, a nie rzeczywistości, co tam się dzieje. Tutaj całe szczęście Daniel Silva ograniczył akcję w Rosji w zasadzie do minimum, chociaż to, co wydarzyło się tam ciągle przedstawiane jest jako trzeci swiat, bardzo zakorzeniony w komunizmie i jego regułach. Z drugiej strony poznajemy Rosję, czy raczej Rosjan poprzez pryzmat jej oligarchy, którego to przechytrzyć próbuje znany czytelnikom tego autora as izraelskiego wywiadu Gabriel Allon.
Ja jestem fanką szpiegów i związanych z tym książek czy filmów, dlatego też z ogromnym zainteresowaniem czytam zawsze jak to się robi w Izraelu, bo to mila odmiana od wszechobecnych CIA i MI6. Mossad pojawia się zdecydowanie rzadziej na kartach literatury, a szkoda.
Bardzo podobał mi się początek książki, gdzie wspomniany wcześniej Allon pracuje nad kolejnym zleceniem z Watykanu, tym razem to jednak nie jest zlecenie dla szpiega, tylko dla artysty, konserwatora dziel sztuki. Dzięki temu postać głównego bohatera jest dla mnie dużo bardziej ludzka, nie jest to zimy i wycofany niczym James Bond, tylko ktoś, kto swoim zajęciem i pasją skłania do blizszego poznania.
Jak sie później okaże umiejętności Allona w zakresie sztuki i malarstwa okażą się pomocne w zwróceniu uwagi żony rosyjskiego oligarchy.
Pomimo mojej sympatii do autora i głównego bohatera, w tej książce zdecydowanie przeszkadzało mi to, ze w zasadzie wszystko działo się bez problemow, gładko, zgodnie z planem, a zaskoczenie i zwroty akcji mogłyby być dużo lepsze. Tak czytało się dobrze, ale bez zachwytu.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Steve Berry - Klucz Jeffersona
Chociaż w wyniku zamachu zginęło czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych – Abraham Lincoln (1865), James Garfield (1881), William McKinley (1901) i John F. Kennedy (1963) – nikt nigdy nie podejrzewał, że zabójstwa te mogą być ze sobą powiązane.
A jeśli wszyscy oni zginęli z tego samego powodu: pewnego fragmentu Konstytucji Stanów Zjednoczonych, który mógłby zbulwersować większość Amerykanów?
Nowe przygody słynnego agenta Departamentu Sprawiedliwości, Cottona Malone.
Kiedy w okolicy hotelu Grand Hyatt, w samym sercu Manhattanu, dochodzi do zuchwałego zamachu na życie prezydenta Danny’ego Danielsa, Malone podejmuje próbę udaremnienia spisku. Śledztwo prowadzi do niebezpiecznej konfrontacji ze korsarską Wspólnotą, tajnym bractwem piratów, które powstało za czasów amerykańskiej rewolucji. Razem z Cassiopeią Vitt, Malone przemierza Stany i wypływa na szerokie wody oceanów. W trakcie dochodzenia łamią sekretny szyfr używany przez Thomasa Jeffersona i ujawniają tajemnicę prezydenta Andrew Jacksona – stary dokument sporządzony przez Ojców Założycieli, który dzięki klauzuli konstytucji jest wystarczająco potężny, aby zapewnić bezkarność Wspólnocie.
To aż dziwne, że tyle czasu prowadzimy bloga, a jeszcze nie znalazła się na nim recenzja ani jednej książki autora, którego książki od dawna mnie fascynują. Całe szczęście Wydawnictwo Sonia Draga sprezentowało mi przed Świętami możliwość przeczytania najnowszej książki tego autora :) A jak sie okazało Mikołaj również skorzystał i zainspirowany tą niespodzianką obdarował mnie pozostałymi - brakującymi w mojej kolekcji- książkami tego autora. W związku z tym niewątpliwie początek roku 2014 upłynie mi pod znakiem Cottona Malone :)
Muszę przyznać, że z dużym dystansem podchodzę do książek amerykańskich autorów, którzy piszą o swojej historii. Ciężko byłoby mi wymienić takich, którzy robią to na dobrym poziomie a jednocześnie bez patosu, trudnego często do zniesienia dla czytelników spoza USA.
Tym razem jest jednak inaczej. Steve Berry przedstawia nam historię, jej fragmenty, które po pierwsze nie zawsze są chwalebne, a po drugie stanowią tylko punkt wyjścia dla akcji głównej.
Do tego miałam możliwość przeczytania o faktach nieznanych mi do tej pory, takich, które niewątpliwie zaskakują, bo trudno sobie wyobrazić, ze w takim kraju jak Ameryka, ciągle tak wielka władzę, czy raczej możliwość funkcjonowania poza nią, mają korsarze, którzy pomimo upływu czasu ciągle rabują i grabią. W dodatku robią to bezkarnie, na mocy przywilejów nadanych im przed wiekami.
By to ukrócić te procedery i rozwiązać zagadkę, której klucz sięga aż do czasów Jeffersona, na pomoc prezydentowi zostaje wezwany Cotton Malone i jak zawsze u Stev'a Berrego jest mnóstwo niewiadomych, szybkie tempo akcji, mnóstwo jej zakrętów i niespodziewanych zwrotów. Do tego ciekawe odwołania do historii, które nie nudzą, a zaciekawiają czytelnika i pewne elementy powieści obyczajowej sprawiają, że nie sposób oderwać się od tej lektury.
Każda z powieści tego autora to również dla mnie podróż w świat szpiegów, tajemnic i zagadek, grata, dla tych, którzy lubią takie klimaty,
Jedyny minus jaki zauważyłam, to to, że na początku akcja może rozkręcała się ciut wolniej, niż w poprzednich książkach tego autora, no i mój ulubieniec Cotton pojawiał się w dużo mniejszej dawce, niż spragniona fanka tego oczekiwała ;) Ale autor szybko to nadrobił.
Thriller historyczny, to chyba, oprócz dobrego kryminału. mój ulubiony gatunek, a lektura każdej z powieści Stev'a Berrego tylko mnie w tym utwierdza. Jego książki to dla mnie mistrzostwo gatunku.
Moja ocena 9,5/10, ale w przypadku Steva Berrego ja po prostu nie jestem obiektywna ;)
A jeśli wszyscy oni zginęli z tego samego powodu: pewnego fragmentu Konstytucji Stanów Zjednoczonych, który mógłby zbulwersować większość Amerykanów?
Nowe przygody słynnego agenta Departamentu Sprawiedliwości, Cottona Malone.
Kiedy w okolicy hotelu Grand Hyatt, w samym sercu Manhattanu, dochodzi do zuchwałego zamachu na życie prezydenta Danny’ego Danielsa, Malone podejmuje próbę udaremnienia spisku. Śledztwo prowadzi do niebezpiecznej konfrontacji ze korsarską Wspólnotą, tajnym bractwem piratów, które powstało za czasów amerykańskiej rewolucji. Razem z Cassiopeią Vitt, Malone przemierza Stany i wypływa na szerokie wody oceanów. W trakcie dochodzenia łamią sekretny szyfr używany przez Thomasa Jeffersona i ujawniają tajemnicę prezydenta Andrew Jacksona – stary dokument sporządzony przez Ojców Założycieli, który dzięki klauzuli konstytucji jest wystarczająco potężny, aby zapewnić bezkarność Wspólnocie.
To aż dziwne, że tyle czasu prowadzimy bloga, a jeszcze nie znalazła się na nim recenzja ani jednej książki autora, którego książki od dawna mnie fascynują. Całe szczęście Wydawnictwo Sonia Draga sprezentowało mi przed Świętami możliwość przeczytania najnowszej książki tego autora :) A jak sie okazało Mikołaj również skorzystał i zainspirowany tą niespodzianką obdarował mnie pozostałymi - brakującymi w mojej kolekcji- książkami tego autora. W związku z tym niewątpliwie początek roku 2014 upłynie mi pod znakiem Cottona Malone :)
Muszę przyznać, że z dużym dystansem podchodzę do książek amerykańskich autorów, którzy piszą o swojej historii. Ciężko byłoby mi wymienić takich, którzy robią to na dobrym poziomie a jednocześnie bez patosu, trudnego często do zniesienia dla czytelników spoza USA.
Tym razem jest jednak inaczej. Steve Berry przedstawia nam historię, jej fragmenty, które po pierwsze nie zawsze są chwalebne, a po drugie stanowią tylko punkt wyjścia dla akcji głównej.
Do tego miałam możliwość przeczytania o faktach nieznanych mi do tej pory, takich, które niewątpliwie zaskakują, bo trudno sobie wyobrazić, ze w takim kraju jak Ameryka, ciągle tak wielka władzę, czy raczej możliwość funkcjonowania poza nią, mają korsarze, którzy pomimo upływu czasu ciągle rabują i grabią. W dodatku robią to bezkarnie, na mocy przywilejów nadanych im przed wiekami.
By to ukrócić te procedery i rozwiązać zagadkę, której klucz sięga aż do czasów Jeffersona, na pomoc prezydentowi zostaje wezwany Cotton Malone i jak zawsze u Stev'a Berrego jest mnóstwo niewiadomych, szybkie tempo akcji, mnóstwo jej zakrętów i niespodziewanych zwrotów. Do tego ciekawe odwołania do historii, które nie nudzą, a zaciekawiają czytelnika i pewne elementy powieści obyczajowej sprawiają, że nie sposób oderwać się od tej lektury.
Każda z powieści tego autora to również dla mnie podróż w świat szpiegów, tajemnic i zagadek, grata, dla tych, którzy lubią takie klimaty,
Jedyny minus jaki zauważyłam, to to, że na początku akcja może rozkręcała się ciut wolniej, niż w poprzednich książkach tego autora, no i mój ulubieniec Cotton pojawiał się w dużo mniejszej dawce, niż spragniona fanka tego oczekiwała ;) Ale autor szybko to nadrobił.
Thriller historyczny, to chyba, oprócz dobrego kryminału. mój ulubiony gatunek, a lektura każdej z powieści Stev'a Berrego tylko mnie w tym utwierdza. Jego książki to dla mnie mistrzostwo gatunku.
Moja ocena 9,5/10, ale w przypadku Steva Berrego ja po prostu nie jestem obiektywna ;)
wtorek, 23 lipca 2013
Agnieszka Krawczyk - Morderstwo niedoskonałe
"Akcja toczy się w małym wydawnictwie, publikującym wszystko: od kolorowanek dla dzieci po słowniki gwary więziennej. Bohaterami jest czwórka przyjaciół. Koledzy każdego dnia na nowo muszą stawiać czoła różnym śmiesznym i absurdalnym sytuacjom w pracy. Pewnego dnia okazuje się, że w redakcji zginął rękopis powieści z gatunku SF, którą właściciel firmy postanowił wydać jak najszybciej, gdyż uzyskano na nią dotację. Cóż pozostaje biednym bohaterom, którym udało się odzyskać jedynie 100 stron tego "arcydzieła", absolutnie nienadającego się do publikacji? Muszą napisać książkę od nowa. W trakcie, okazuje się, że pierwotny autor zaginął bez wieści, a naszymi bohaterami zaczyna interesować się policja. Koledzy podejmują śledztwo na własną rękę, ponieważ bardzo interesuje ich, czy autor żyje, czy też został przez kogoś zamordowany... "
Jeżeli jesteś fanem "Lesia" i starych, dobrych książek Chmielewskiej to mogę ci spokojnie polecić tą książkę do przeczytania. Może nie jest ona równa ideałowi, który czytany przeze mnie chyba już ze sto razy ciągle śmieszy tak samo, ale jednak jeżeli Agnieszkę Krawczyk potraktujemy jako następczynię lub wzorującą się na to momentami książka bawi podobnie.
Komedia pomyłek, absurdu i momentami groteski. Ciężko nazwać ją typowym kryminałem, jednak pewne jego elementy zawiera. Całość okraszona dobrym humorem, więc czas lektury nie był czasem straconym.
Tym niemniej muszę przyznać, że było kilka momentów, kiedy czytało mi się ciężej, kiedy sam humor nie wystarczał i chciałam, żeby jednak w końcu jakiś gwałtowny zwrot akcji nastąpił. I to chyba najbardziej mi przeszkadzało.
Mimo, że moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki nie było udane, szczegóły możecie przeczytać tutaj, to w przyszłości z pewnością sięgnę po inne jej powieści, gdyż zdecydowani widać potencjał i jestem ciekawa jak objawił się on w innych wydaniach.
Za tą powieść moja ocena to 6,5/10 - miło, lekko i przyjemnie.
Jeżeli jesteś fanem "Lesia" i starych, dobrych książek Chmielewskiej to mogę ci spokojnie polecić tą książkę do przeczytania. Może nie jest ona równa ideałowi, który czytany przeze mnie chyba już ze sto razy ciągle śmieszy tak samo, ale jednak jeżeli Agnieszkę Krawczyk potraktujemy jako następczynię lub wzorującą się na to momentami książka bawi podobnie.
Komedia pomyłek, absurdu i momentami groteski. Ciężko nazwać ją typowym kryminałem, jednak pewne jego elementy zawiera. Całość okraszona dobrym humorem, więc czas lektury nie był czasem straconym.
Tym niemniej muszę przyznać, że było kilka momentów, kiedy czytało mi się ciężej, kiedy sam humor nie wystarczał i chciałam, żeby jednak w końcu jakiś gwałtowny zwrot akcji nastąpił. I to chyba najbardziej mi przeszkadzało.
Mimo, że moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki nie było udane, szczegóły możecie przeczytać tutaj, to w przyszłości z pewnością sięgnę po inne jej powieści, gdyż zdecydowani widać potencjał i jestem ciekawa jak objawił się on w innych wydaniach.
Za tą powieść moja ocena to 6,5/10 - miło, lekko i przyjemnie.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Daniel Silva - Spowiednik
Kolejna recenzja w klimacie Watykańskim, bo akcja dzieje się w cudownym mieście - Rzymie, a jednym z głównych bohaterów jest papież.
Tutaj - w przeciwieństwie do poprzednio czytanej przeze mnie książki najważniejsza jest przede wszystkim intryga i wszystko to, co wokół niej się dzieje. To bardzo ciekawy zabieg, który nieczęsto spotyka się w powieściach kryminalnych. Nie znałam wcześniej żadnej książki tego autora, dlatego lektura tej książki była dla mnie sporą przyjemnością, pomimo odkrytych tajemnic już we wczesnej fazie akcji. Mimo tego udało się Silvie mnie zaskoczyć i to nie raz, tym bardziej więc lektura była ciekawa.
Sama tajemnica dotyczy konferencji Wannsee, która miała miejsce w 1942 roku, kiedy to naziści podjęli decyzję o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Wątkiem, który autor łączy z tajemnicami z czasów II wojny światowej to milczące przyzwolenie kościoła katolickiego w tej sprawie, zachowanie papieża - Piusa XII. Na tle tych tajemnic rozgrywa się współczesna akcja- ulubiony bohater Silvy Gabriel Allon, agent Mosadu, został poproszony o wyjaśnienie zagadki śmierci swojego przyjaciela Benjamina Sterna, który jak się okazuje krótko przed śmiercią pracował nad książką dotyczącą wspomnianej wcześnie przeze mnie konferencji z 1942 roku.
Dobre tempo akcji, dużo zwrotów, dobrze zbudowana intryga i prowadzone napięcie, do tego agencji, szpiedzy, morderstwa i pościgi. Powiem szczerze, ze nie spodziewałam się takiego nagromadzenia elementów, które lubię w tak niepozornej książce.
Jedyne, co mi tak naprawdę przeszkadzalo, ale to chyba czysto osobiste odczucie, to deprecjonowanie roli i osiągnięć polskiego papieża Jana Pawła II. Jawi się on w oczach Silvy jako nieudolny i nijaki, bardzo zachowawczy i mało stanowczy. A nie jest to obraz, który istnieje w moim umyśle i ktory uważam za słuszny.
Moja ocena to 7,5/10
Tutaj - w przeciwieństwie do poprzednio czytanej przeze mnie książki najważniejsza jest przede wszystkim intryga i wszystko to, co wokół niej się dzieje. To bardzo ciekawy zabieg, który nieczęsto spotyka się w powieściach kryminalnych. Nie znałam wcześniej żadnej książki tego autora, dlatego lektura tej książki była dla mnie sporą przyjemnością, pomimo odkrytych tajemnic już we wczesnej fazie akcji. Mimo tego udało się Silvie mnie zaskoczyć i to nie raz, tym bardziej więc lektura była ciekawa.
Sama tajemnica dotyczy konferencji Wannsee, która miała miejsce w 1942 roku, kiedy to naziści podjęli decyzję o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Wątkiem, który autor łączy z tajemnicami z czasów II wojny światowej to milczące przyzwolenie kościoła katolickiego w tej sprawie, zachowanie papieża - Piusa XII. Na tle tych tajemnic rozgrywa się współczesna akcja- ulubiony bohater Silvy Gabriel Allon, agent Mosadu, został poproszony o wyjaśnienie zagadki śmierci swojego przyjaciela Benjamina Sterna, który jak się okazuje krótko przed śmiercią pracował nad książką dotyczącą wspomnianej wcześnie przeze mnie konferencji z 1942 roku.
Dobre tempo akcji, dużo zwrotów, dobrze zbudowana intryga i prowadzone napięcie, do tego agencji, szpiedzy, morderstwa i pościgi. Powiem szczerze, ze nie spodziewałam się takiego nagromadzenia elementów, które lubię w tak niepozornej książce.
Jedyne, co mi tak naprawdę przeszkadzalo, ale to chyba czysto osobiste odczucie, to deprecjonowanie roli i osiągnięć polskiego papieża Jana Pawła II. Jawi się on w oczach Silvy jako nieudolny i nijaki, bardzo zachowawczy i mało stanowczy. A nie jest to obraz, który istnieje w moim umyśle i ktory uważam za słuszny.
Moja ocena to 7,5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)






