Pan Przypadek i celebryci to druga z książek opowiadająca o przygodach rodzimego detektywa geniusza. Jej bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki. Pierwsza ze spraw nosi kryptonim "Miłość i medycyna". Opowiada o morderstwie dokonanym na planie najpopularniejszej w Polsce telenoweli pod tym właśnie tytułem. Bohaterem drugiej zagadki, "Znamiennych stanów świadomości" jest starzejący się "szołmen". Pada on ofiarą szantażysty grożącego, że ujawni kompromitujące go materiały. W "Blondynie wieczorową porą" uczestniczka wielu reality i talent show, słynna Kasiya, będzie poszukiwać swego zaginionego, nie mniej słynnego narzeczonego, Mikele.
W rozwiązywaniu tych zagadek głównemu bohaterowi pomaga jak zwykle nieoceniona pani Irmina Bamber, która zna absolutnie wszystkich wartych znania w Warszawie. A po każdym następnym sukcesie Jacka w odkrywaniu prawdy gwałtownie wzrasta liczba jego wrogów, którzy najchętniej pozbyliby się detektywa z tego świata.
Więcej o bohaterze można się dowiedzieć z jego bloga znajdującego się pod adresem www.panprzypadek,blogspot.com
Z dużą niecierpliwością czekałam na kolejny tom przygód Jacka Przypadka, byłam ciekawa, czy autorowi uda się powtórzyć z sukcesem pomysł zastosowany w pierwszym tomie (recenzję znajdziecie tutaj). Książkę przeczytałam w jeden wieczór, więc chyba sukces udało się powtórzyć.
Dlaczego?Po pierwsze ci sami bohaterowie, których poznaliśmy w pierwszej części, po drugie te same wątki, które tutaj są kontynuowane, co jest fajnym zabiegiem, który mi zawsze urozmaica lekturę.
Takie zabiegi sprawiają, że poszczególne części, mimo osobnej akcji i wątków głównych jednak tworzą dobrze zgarną całość i kończąc lekturę już ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejny tom. Co mam nadzieję stanie się szybko, bo ja akurat za długo na kolejne części czekać nie lubię.
Oczywiście główny bohater również ten sam, co mi się zdecydowanie najbardziej podoba, bo postać Jacka Przypadka jest w tym wszystkim chyba najbardziej interesująca. Irytujący, momentami męczący, przy tym inteligentny, spostrzegawczy i błyskotliwy. I jak tu go nie lubić? Przypomina troszkę jednego z moich ulubionych bohaterów serialowych - Patricka Jane z Metalisty. Dlatego tym łatwiej było mi sobie go wyobrazić, chociaż jednocześnie zastanawiam się, jak wyglądałaby ekranizacja przygód Jacka Przypadka w polskiej wersji.
Również tym razem każde ze zleceń, które otrzymuje detektyw to krótka osoba historia, ale sprawnie połączona z kolejną, rozpoczynająca się kilka kartek dalej.
Co jeszcze zwraca uwagę - to ciekawy sposób narracji zastosowany przez autora, przypominający mi osobiście trochę słuchowisko. Takie zabiegi zawsze umilają mi lekturę i sprawiają, że czuję się osobiście przez autora zachęcona do zagłębienia się w kolejne wątki.
Ciekawe i zaskakujące pomysły rozwiązania spraw, z którymi przyszło się zmierzyć Przypadkowi są przysłowiową wisienka na torcie.
Wszystko to sprawia, że ciężko zdefiniować gatunek, na który zdecydował sie autor przy pisaniu tej powieści. nie jest to klasyczny kryminał, zawiera elementy satyry, powieści obyczajowej. Cały ten miks sprawia, że książki o przygodach Jacka Przypadka są swoistym unikatem wśród książek, które do tej pory przeczytałam.
Co mi się nie podobało?Celebryci, których po lekturze trzech wątków im poświęconych, miałam po prostu dość ;) Taki swoisty gatunek -męczący dla czytelnika.
Moja ocena 8,5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.
wtorek, 26 listopada 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Katarzyna Miller - Blaski życia
Codzienność
przynosi nam dziesiątki zmartwień i problemów. Trudno wyłuskać z niej drobne
radości przydające życiu blask. A może to właśnie one są prawdziwym kluczem do
szczęścia? Katarzyna Miller przekonuje, że warto przyjrzeć się chwilom z pozoru
prostym i zwyczajnym. Delektować się z nimi i czerpać z nich prawdziwą radość
oraz siłę.
O czym jest ta książka? Najprościej ujmując o radości życia...tak po prostu. O herbacie w ulubionym kubku, radości z prostych gestów, spotkań z bliskimi, wspomnień, do których się wraca, radości z chwil, które dano nam przeżyć.
Idealna książka na jesienną chandrę, na zastanowienie się nad tym, co ważne, a ulotne, na poukładanie galopujących myśli, rozwianie wątpliwości, którą drogą iść. Takie proste zasady ubrane w historie, które mimo, że przystępne i proste, nie są infantylne. Ja nie jestem fanką ani anegdot ani krótkich historyjek, a te sprawiły, że przeczytałam książkę w półtorej godziny, tak na dobry mglisty i ponury listopadowy dzień. Dla mnie to po prostu zbiór felietonów o życiu, które nie zawsze nas rozpieszcza, ale zawsze oferuje nam coś dobrego. Czy książka nie jest zbyt cukierkowata? Otóż nie, autorka nie tworzy słodkiego obrazka, nie bombarduje złotymi radami w stylu "jakoś to będzie, zobaczysz ułoży się", ale zwraca uwagę na proste przyjemności, o których tak często zapominamy, poszukując idealnego życia.
Sam układ książki - każda historia w osobnym rozdziale o chwytliwym tytule, poprzedzonym myślą, motywem, który zapowiada, o czym będzie dana opowieść. Często ta krotka myśl wystarczy, żeby się zastanowić nad sobą, nad tym co robię, co warto zmienić...
Jedyne, co mi się nie podobało to nawiązywanie przez autorkę często do krążących w powszechnym obiegu anegdot i żartów, które mimo, że znane a zarazem pasujące do kontekstu to troszkę trącały przysłowiową myszką. Ale fanom takich żarcików z pewnością nie będzie to przeszkadzać, ja po prostu takich rzeczy nie lubię.
Moja ocena na dobry i zły dzień to 7,5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło
poniedziałek, 18 listopada 2013
Katarzyna Gacek & Agnieszka Szczepańska - Moc i cesarzowa
"Komisarz Anna Sarnowicz zostaje wezwana na miejsce tajemniczego morderstwa. Grupa licealistów znalazła ciała kobiety i mężczyzny splecione w miłosnym uścisku. Okoliczności zbrodni są zadziwiająco podobne do sprawy, którą komisarz prowadziła przed rokiem.
Czy to możliwe, że sprawcą znów jest obdarzony ezoterycznymi zdolnościami mężczyzna, który obecnie siedzi w więzieniu? A może ktoś, wzorując się na dawnych zbrodniach, pragnie kontynuować jego dzieło? Anna będzie musiała użyć wszystkich swoich umiejętności śledczych, aby rozwiązać tę sprawę. Czy to jednak wystarczy?"
Czy to możliwe, że sprawcą znów jest obdarzony ezoterycznymi zdolnościami mężczyzna, który obecnie siedzi w więzieniu? A może ktoś, wzorując się na dawnych zbrodniach, pragnie kontynuować jego dzieło? Anna będzie musiała użyć wszystkich swoich umiejętności śledczych, aby rozwiązać tę sprawę. Czy to jednak wystarczy?"
Jakiś czas temu dostałam tą książkę w prezencie od portalu Zbrodnia w biblitece. Trochę u mnie leżała ta książka zanim ją przeczytałam. Zapowiedź ezoteryzmu trochę mnie odstraszała, bo to zdecydowanie nie są klimaty mi bliskie. Z drugiej strony to nie jest moje pierwsze spotkanie z duetem Gacek & Szczepańska (tu można przeczytać recenzję), więc skuszona okładką sięgnęłam w końcu po tą pozycję.
Bardzo lubię policyjne kryminały, w zasadzie odkąd pamiętam były one moimi ulubionymi serialami. Bo tak się składa, że w większości w tym gatunku są to raczej seriale niż książki. U nas ostatnio pojawił się Miłoszewski ze swoim Szackim, ale on jest prokuratorem, a nie policjantem ;)
dlatego tym bardziej zaciekawiła mnie okładka tej książki zapowiadająca coś, z czym do tej pory na naszym rodzimym podwórku nie miałam do czynienia.
Fajna, ciekawa okładka, lecz książki mało w książce, aż chciałoby się dodać po lekturze- chcę więcej bo było za krótko na dobry kryminał. Dla mnie może dużym naciągnięciem było wplecenie do akcji wróżki, która pomaga prowadzącej śledztwo głównej bohaterce, bo myślę, że sama policjantka również bez problemu by sobie poradziła, ale skoro zamysł autorek był właśnie taki to się nie czepiam ;)
Akcja całkiem nieźle poprowadzona, dobrze się czyta, pomysł i rozwiązanie też nie najgorszy, tylko tego wszystkiego było za mało i za krótko. Pozytywne jest również to, że autorkom udało się mnie kilka razy zaskoczyć, a sama pani komisarz Anna Sarnowicz okazuje się wyjątkowo pozytywnym, budzącym ciepłe emocje bohaterem. Może to troszkę kopiowanie Marininy w polskich realiach, ale myślę, że całkiem udane. Trochę straciłam na lekturze, bo nie czytałam pierwszych dwóch części serii Przeznaczenie, dlatego też postać głównego podejrzanego, który nie wiadomo jak popełnia swoje zbrodnie, była mi obca, bo nie znałam jego historii z poprzednich części.
Po które z chęcią sięgnę, jak tylko będę miała taką możliwość.
Moja ocena 7/10
wtorek, 1 października 2013
Michael Benoit - Tajemnica 13 apostoła
"Co ukryto przed wiernymi po śmierci Jezusa, kiedy tworzyły się podwaliny wiary chrześcijańskiej? Czy faktycznie było trzynastu, a nie dwunastu apostołów? Jaki cel mógłby przyświecać Watykanowi, by ten fakt utrzymać w tajemnicy? Na postawione pytania odpowiada inteligentny thriller Michela Benoît, w którym teraźniejszość i przeszłość splatają się w jedną logiczną intrygę. Kościelny erudyta, ojciec Andriej, wchodzi w posiadania dowodu na istnienie trzynastego apostoła. Z listu apostolskiego dowiaduje się, że Jezus był tylko prorokiem, a nie Synem Bożym. Andriej zostaje zamordowany w pociągu, w drodze do Watykanu. Jego najbliższy przyjaciel, ojciec Nil, rozpoczyna śledztwo. Odkrywa nieznany wcześniej dokument
mówiący o początkach chrześcijaństwa, o wykluczonej z Kościoła społeczności nazarejczyków, z której w VII wieku narodzi się islam. Teraz i on znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie..."
Wydawałoby się, że temat frapujący, zagadkowy, taki, który zmusza do zastanowienia się, co jest prawdą a co fikcją. Do tego zagadka dotycząca religii chrześcijańskiej w połączeniu z islamem i wątkami żydowskimi. Brzmi obiecująco? do tego akcja podzielona na to, co dzieje się współcześnie - intryga w Watykanie połączoną z elementami kryminału, zagadki i polityki, oraz szeroka płaszczyzna historyczna odwołująca się do wydarzeń z przeszłości na przestrzeni wieków, mających wpływ na to, co dzieje sie aktualnie i to, co niektórzy starają się odkryć lub ukryć...
Niestety im większe obietnica tym większe rozczarowanie w przypadku tej książki, bo cóż z tego, że intryga dobrze skonstruowana, pomysł dobry, jak akcja się po prostu ciągnie, a książka jest nudna.
Z czego to wynika?Może autor mógłby trochę więcej miejsca poświecić akcji w teraźniejszości, bardziej podkręcić napięcie, popracować nad akcją, urozmaicić ją? Wtedy byłaby to pozycja od której nie można się oderwać, tak jest tylko jedną z wielu dużo zapowiadających, a nic nie wnoszących, bo ani szczególnie nie frapuje ani nie zaciekawia.
Jest za to pewnym rozliczeniem z hierarchią kościelną. Wydaje się, że auto w tej powieści chciał wyprać wszystkie możliwe brudy, z którymi sie spotkał lub o które podejrzewa przedstawicieli wysokich urzędów w Watykanie. Jeżeli to miało na celu zaakcentować rozbieżność pomiędzy dwójką mnichów, ich życiem i możliwościami, a realiami życia w Watykanie, to chyba aż nazbyt skupił sie autor na tym, co złe i niegodziwe, rozdźwięk, jak na potrzeby tej książki jest moim zdaniem przesadzony.
Sami główni bohaterowie, czy to pozytywne czy negatywne postacie, też zbudowane są niedbale, co w efekcie sprawia, że są po prostu nijacy. Myślę, że pomimo tego, że akcja dzieje się wśród środowiska kościelnego można byłoby wprowadzić jedna bohaterkę - kobietę, co z pewnością też urozmaiciłoby lekturę. Tak mamy walkę testosteronu z testosteronem na tle WIELKIEJ tajemnicy, której na koniec autor również nie rozwiązał, a tym samym niedosyt po lekturze się powiększył.
Podobało mi się włączenie do głównego nurtu elementów politycznych i wywiadowczych w postaci spiskujących przedstawicieli islamu i agenta Mossadu. Niestety na tle rozgrywających się wydarzeń ich udział jest stosunkowo mały, a szkoda, bo to jeden z ciekawszych wątków powieści.
Moja ocena 4/10
mówiący o początkach chrześcijaństwa, o wykluczonej z Kościoła społeczności nazarejczyków, z której w VII wieku narodzi się islam. Teraz i on znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie..."
Wydawałoby się, że temat frapujący, zagadkowy, taki, który zmusza do zastanowienia się, co jest prawdą a co fikcją. Do tego zagadka dotycząca religii chrześcijańskiej w połączeniu z islamem i wątkami żydowskimi. Brzmi obiecująco? do tego akcja podzielona na to, co dzieje się współcześnie - intryga w Watykanie połączoną z elementami kryminału, zagadki i polityki, oraz szeroka płaszczyzna historyczna odwołująca się do wydarzeń z przeszłości na przestrzeni wieków, mających wpływ na to, co dzieje sie aktualnie i to, co niektórzy starają się odkryć lub ukryć...
Niestety im większe obietnica tym większe rozczarowanie w przypadku tej książki, bo cóż z tego, że intryga dobrze skonstruowana, pomysł dobry, jak akcja się po prostu ciągnie, a książka jest nudna.
Z czego to wynika?Może autor mógłby trochę więcej miejsca poświecić akcji w teraźniejszości, bardziej podkręcić napięcie, popracować nad akcją, urozmaicić ją? Wtedy byłaby to pozycja od której nie można się oderwać, tak jest tylko jedną z wielu dużo zapowiadających, a nic nie wnoszących, bo ani szczególnie nie frapuje ani nie zaciekawia.
Jest za to pewnym rozliczeniem z hierarchią kościelną. Wydaje się, że auto w tej powieści chciał wyprać wszystkie możliwe brudy, z którymi sie spotkał lub o które podejrzewa przedstawicieli wysokich urzędów w Watykanie. Jeżeli to miało na celu zaakcentować rozbieżność pomiędzy dwójką mnichów, ich życiem i możliwościami, a realiami życia w Watykanie, to chyba aż nazbyt skupił sie autor na tym, co złe i niegodziwe, rozdźwięk, jak na potrzeby tej książki jest moim zdaniem przesadzony.
Sami główni bohaterowie, czy to pozytywne czy negatywne postacie, też zbudowane są niedbale, co w efekcie sprawia, że są po prostu nijacy. Myślę, że pomimo tego, że akcja dzieje się wśród środowiska kościelnego można byłoby wprowadzić jedna bohaterkę - kobietę, co z pewnością też urozmaiciłoby lekturę. Tak mamy walkę testosteronu z testosteronem na tle WIELKIEJ tajemnicy, której na koniec autor również nie rozwiązał, a tym samym niedosyt po lekturze się powiększył.
Podobało mi się włączenie do głównego nurtu elementów politycznych i wywiadowczych w postaci spiskujących przedstawicieli islamu i agenta Mossadu. Niestety na tle rozgrywających się wydarzeń ich udział jest stosunkowo mały, a szkoda, bo to jeden z ciekawszych wątków powieści.
Moja ocena 4/10
czwartek, 26 września 2013
Bogna Ziembicka - Droga do Różan
"Romantyczna opowieść o miłości, przyjaźni i rodzinie
Dworek w Różanach to rodzinny dom Zosi Boruckiej, która żyje tam szczęśliwie z ojcem, swoją dawną nianią Zuzanną, wśród przyjaciół. Z pasją zajmuje się kwiatowym ogrodem oraz ekologicznymi uprawami. I marzy o założeniu rodziny z Krzysztofem, którego kocha od dawna.
Jednak życie bywa przewrotne – rodzina Boruckich traci ukochane Różany. W Krakowie Zosia zaczyna nowe, zupełnie inne życie. Czy zazna jeszcze radości i szczęścia? Spełni marzenia o miłości? Czy otuchę i wsparcie da jej Krzysztof czy Eryk – przyjaciel, który nie ukrywa, że chciałby być kimś więcej?
Romantyczna opowieść o miłości, przyjaźni i rodzinie. O tym, że chcemy kochać i być kochane. O przyjemności, jaką czerpiemy z drobnych rzeczy: zapachu świeżego chleba, smaku konfitury z czereśni, feerii barw różanego ogrodu, spotkań z bliskimi. O radości życia. O szczęściu."
Z uwagi na moje, jak się okazało jakiś czas temu, pewne intelektualne ograniczenia wynikająca z ciąży oraz panująca za oknem ponura aura sprawiły, że moje zapotrzebowanie na romantyczne, łatwe i przyjemne książki gwałtownie wzrosło, bo fajnie jest czytać, może być mało wymagająco... ;)
Co można powiedzieć o tej książce?Wbrew jej objętości nie tak dużo. Na pewno jest klimatyczne - mamy stary dworek, przemierzamy wraz z bohaterami magiczny Kraków, podróżujemy z Zosią w góry. Jest miło, bo z góry wiadomo, jakie będzie zakończenie. Bo to raczej typowa babska książka, po której wielkiego odkrycia raczej nie należy się spodziewać.
Fajny zabieg to przeplatane historie z życia trzech głównych bohaterek - Zosi, Marianny i Zuzanny, umiejscowione w różnych realiach historycznych i obyczajowych. Dobrze skonstruowana mozaika.
Niestety to, co sprawiło, że lektura do tak przyjemnych, jak się spodziewałam nie należała to głupota głównej bohaterki Zosi - całkowicie zaślepionej w bezsensownym uczuciu, zachowującej się jak nastolatka a nie dorosła kobieta. Parokrotnie podczas lektury pojawiało się w mojej głowie pytanie: "Czy ona się otrząśnie, czy dalej będzie żyć mrzonkami?". Niestety mrzonki pozostały do końca książki. Nie lubię infantylnych bohaterek, lubię takie, które owszem może się gubią, ale ostatecznie wykazują się zdrowym rozsądkiem. Tutaj tego brak, przez co cała historia jest jak dla mnie nie do końca wiarygodna, trochę naciągana i bazuje na tandetnej głupocie.
Klimat klimatem, zapachy z kuchni Zuzanny nęcą i pobudzają apetyt, bohaterom się zazdrości miejsc, w których przyszło im mieszkać, ale niestety wszystko to przyćmiła mi nie do końca udana główna bohaterka. Chyba raczej nie spotkamy się już podczas lektury kolejnej części.
Moja ocena 4/10
Dworek w Różanach to rodzinny dom Zosi Boruckiej, która żyje tam szczęśliwie z ojcem, swoją dawną nianią Zuzanną, wśród przyjaciół. Z pasją zajmuje się kwiatowym ogrodem oraz ekologicznymi uprawami. I marzy o założeniu rodziny z Krzysztofem, którego kocha od dawna.
Jednak życie bywa przewrotne – rodzina Boruckich traci ukochane Różany. W Krakowie Zosia zaczyna nowe, zupełnie inne życie. Czy zazna jeszcze radości i szczęścia? Spełni marzenia o miłości? Czy otuchę i wsparcie da jej Krzysztof czy Eryk – przyjaciel, który nie ukrywa, że chciałby być kimś więcej?
Romantyczna opowieść o miłości, przyjaźni i rodzinie. O tym, że chcemy kochać i być kochane. O przyjemności, jaką czerpiemy z drobnych rzeczy: zapachu świeżego chleba, smaku konfitury z czereśni, feerii barw różanego ogrodu, spotkań z bliskimi. O radości życia. O szczęściu."
Z uwagi na moje, jak się okazało jakiś czas temu, pewne intelektualne ograniczenia wynikająca z ciąży oraz panująca za oknem ponura aura sprawiły, że moje zapotrzebowanie na romantyczne, łatwe i przyjemne książki gwałtownie wzrosło, bo fajnie jest czytać, może być mało wymagająco... ;)
Co można powiedzieć o tej książce?Wbrew jej objętości nie tak dużo. Na pewno jest klimatyczne - mamy stary dworek, przemierzamy wraz z bohaterami magiczny Kraków, podróżujemy z Zosią w góry. Jest miło, bo z góry wiadomo, jakie będzie zakończenie. Bo to raczej typowa babska książka, po której wielkiego odkrycia raczej nie należy się spodziewać.
Fajny zabieg to przeplatane historie z życia trzech głównych bohaterek - Zosi, Marianny i Zuzanny, umiejscowione w różnych realiach historycznych i obyczajowych. Dobrze skonstruowana mozaika.
Niestety to, co sprawiło, że lektura do tak przyjemnych, jak się spodziewałam nie należała to głupota głównej bohaterki Zosi - całkowicie zaślepionej w bezsensownym uczuciu, zachowującej się jak nastolatka a nie dorosła kobieta. Parokrotnie podczas lektury pojawiało się w mojej głowie pytanie: "Czy ona się otrząśnie, czy dalej będzie żyć mrzonkami?". Niestety mrzonki pozostały do końca książki. Nie lubię infantylnych bohaterek, lubię takie, które owszem może się gubią, ale ostatecznie wykazują się zdrowym rozsądkiem. Tutaj tego brak, przez co cała historia jest jak dla mnie nie do końca wiarygodna, trochę naciągana i bazuje na tandetnej głupocie.
Klimat klimatem, zapachy z kuchni Zuzanny nęcą i pobudzają apetyt, bohaterom się zazdrości miejsc, w których przyszło im mieszkać, ale niestety wszystko to przyćmiła mi nie do końca udana główna bohaterka. Chyba raczej nie spotkamy się już podczas lektury kolejnej części.
Moja ocena 4/10
środa, 25 września 2013
Barbara Iskra Kozińska - "Czerwone niebo nad Wołyniem" i "Maria"
"Jest to książka wartościowa z kilku względów. Jej Autorka, aczkolwiek z racji wieku nie uczestniczyła bezpośrednio w opisywanych zdarzeniach, zna je bardzo dobrze z relacji uczestniczących w nich członków swej najbliższej rodziny - ziemiańskiej rodziny Kozińskich, zamieszkałej na Kresach "od zawsze"; stąd jej wartości dokumentalne.
Są i wartości inne - humanistyczne i artystyczne. Autorka mocno podkreśla to, co łączy, a nie to, co dzieli narody polski i ukraiński. Uwidacznia się to w jej głębokim uznaniu i podziwie dla bogactwa kultury ukraińskiej - jak choćby w cytowaniu ukraińskich pieśni, opisywaniu obyczajów, szczegółów ubioru, i ukazywaniu i podkreślaniu postaw bohaterów książki"
O historii tego obszaru mówi się niewiele, oprócz tego, co przekazano nam w szkole, tego, co niewspominane jest podczas rocznic, nierzadko bolesnych, czy niewygodnych z politycznego punktu widzenia - bo w końcu jak budować wspólną Europe, kiedy tak wiele nas dzieli?
Tym bardziej z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po tą książkę która okazała się być barwną opowieścią o życiu ziemiańskiej rodziny podczas dwudziestolecia międzywojennego i w czasie II wojny światowej. Autorka dużo więcej miejsca i uwagi poświęciła w tej opowieści czasom przed wybuchem wojny - poznajemy więc razem z nią szerokie tło historyczno -obyczajowe tych ziem. Ta nostalgiczna opowieść, powstała na podstawie wspomnień przodków autorki, przedstawia nam świat częściowo nieznany - świat gdzie odwieczna polska tradycja zderzała się przez lata z ukraińskim patriotyzmem czy nacjonalizmem. Obraz konfliktu poznajemy bardzo dokładnie - zwłaszcza w kontekście wołyńskich zakochanych, którym animozje narodowościowe nie pozwoliły cieszyć się szczęściem.
Jedyne co mi się nie podobało w tej historii to język, którym została napisana - coś pomiędzy pamiętnikiem, gawędą a powieścią historyczno-obyczajową. Tak jakby autorka nie potrafiła się zdecydować na którąś konkretną formę i eksperymentowała ze wszystkimi. Do tego dialogi prowadzone są w dwojaki sposób - raz standardowo, po to, żeby za moment przejść do cudzysłowu nie wiadomo po co. bardzo mnie to męczyło podczas lektury, często musiałam ją przerywać, by trochę odpocząć od takich zabiegów stylistycznych i znów powrócić po kilku dniach, bo sama historia przedstawiona przez autorkę jest bardzo ciekawa i interesująca.
Moja ocena 4,5/10
"Dalsze losy rodziny Kozińskich, od zakończenia wojny. Przesiedlenie na tereny zachodniej Polski w Wierzbicy. Losy Kozińskich w Wierzbicy ulegają zwrotowi z chwilą powrotu Niemców, właścicieli gospodarstw, do swoich opuszczonych domów. Niemieckie rodziny przyjmują obywatelstwo Polskie i zamieszkują na powrót w swoich opuszczonych domach, już jako obywatele Polski. Równolegle z losem rodziny Kozińskich, toczy się opowieść o rodzinie Zawadzkich z Wileńszczyzny, którzy zostali przesiedleni na tereny przy granicy polsko-niemieckiej. Książka opowiada o pracy, trudnych początkach na nowym miejscu, codziennym życiu i miłości."
Ta część opowieści o losach przesiedlonych z dawnych terenów Polski Wschodniej podobała mi się dużo bardziej. To wbrew zapowiedziom na okładce zdecydowanie bardziej rzetelna historia tysięcy Kargulów i Pawlaków zmuszonych do opuszczenia własnych domów, dotychczasowego życia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa w rzeczywistości całkowicie im nieznanej, zbudowanej na lęku i obawie, że ci mieszkający po drugiej stronie granicy powrócą lada dzień i nie wiadomo co się z nimi stanie.
Historie dwóch rodzin ukazane w tej powieści wyczerpują pełen wachlarz możliwości jakie mieli przesiedleńcy w tamtym okresie. Poznajemy ich z różnych perspektyw - punkt wyjścia to decyzja o wyprowadzce, opuszczeniu domu rodzinnego, pakowaniu i trudnych decyzjach co ze sobą zabrać a co zostawiać. O tym pisze się mało, a obraz, który przedstawiła nam autorka na podstawie wspomnień swojej rodziny jest bardzo wyczerpujący. Obrazy, z których składa się ta historia, walka o życie w nowym świecie na długo zapadną mi w pamięć.
Druga perspektywa to podróż i wielka niewiadoma co i gdzie czeka na mieszkańców Kresów Wschodnich no i ostatecznie rozpoczęcie życia od nowa, w miejscu gdzie zatrzymał się transport i tam, gdzie udało im się znaleźć dom, czy raczej domostwo, bo dom rodzinny często musieli budować na nowo, żyjąc w obawie, że to tylko stan przejściowy.
Niestety podobnie jak i w pierwszej części narracja autorki sprawiła, może książka traci dużo podczas lektury, aczkolwiek mi trochę lepiej czytało się akurat tą część.
Przeszkadzało mi również przedstawienie głównej bohaterki - Marii, matki autorki - w tylko pozytywnym świetle, gdzie jawi się ona jako kobieta pozbawiona wad, radząca sobie doskonale ze wszystkim i w każdej sytuacji. Na tle dramatycznych wydarzeń historii, kiedy toczy się akcja wydaje się to być aż nazbyt wyidealizowane. Owszem pozytywni bohaterowie są potrzebni, jednak przydałoby się tutaj troszkę więcej realizmu, żeby postać tak bardzo nie kontrastowała z tłem powieści.
Moja ocena 6/10
Za możliwość przeczytania obu książek dziękuję Wydawnictwu
Są i wartości inne - humanistyczne i artystyczne. Autorka mocno podkreśla to, co łączy, a nie to, co dzieli narody polski i ukraiński. Uwidacznia się to w jej głębokim uznaniu i podziwie dla bogactwa kultury ukraińskiej - jak choćby w cytowaniu ukraińskich pieśni, opisywaniu obyczajów, szczegółów ubioru, i ukazywaniu i podkreślaniu postaw bohaterów książki"
O historii tego obszaru mówi się niewiele, oprócz tego, co przekazano nam w szkole, tego, co niewspominane jest podczas rocznic, nierzadko bolesnych, czy niewygodnych z politycznego punktu widzenia - bo w końcu jak budować wspólną Europe, kiedy tak wiele nas dzieli?
Tym bardziej z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po tą książkę która okazała się być barwną opowieścią o życiu ziemiańskiej rodziny podczas dwudziestolecia międzywojennego i w czasie II wojny światowej. Autorka dużo więcej miejsca i uwagi poświęciła w tej opowieści czasom przed wybuchem wojny - poznajemy więc razem z nią szerokie tło historyczno -obyczajowe tych ziem. Ta nostalgiczna opowieść, powstała na podstawie wspomnień przodków autorki, przedstawia nam świat częściowo nieznany - świat gdzie odwieczna polska tradycja zderzała się przez lata z ukraińskim patriotyzmem czy nacjonalizmem. Obraz konfliktu poznajemy bardzo dokładnie - zwłaszcza w kontekście wołyńskich zakochanych, którym animozje narodowościowe nie pozwoliły cieszyć się szczęściem.
Jedyne co mi się nie podobało w tej historii to język, którym została napisana - coś pomiędzy pamiętnikiem, gawędą a powieścią historyczno-obyczajową. Tak jakby autorka nie potrafiła się zdecydować na którąś konkretną formę i eksperymentowała ze wszystkimi. Do tego dialogi prowadzone są w dwojaki sposób - raz standardowo, po to, żeby za moment przejść do cudzysłowu nie wiadomo po co. bardzo mnie to męczyło podczas lektury, często musiałam ją przerywać, by trochę odpocząć od takich zabiegów stylistycznych i znów powrócić po kilku dniach, bo sama historia przedstawiona przez autorkę jest bardzo ciekawa i interesująca.
Moja ocena 4,5/10
"Dalsze losy rodziny Kozińskich, od zakończenia wojny. Przesiedlenie na tereny zachodniej Polski w Wierzbicy. Losy Kozińskich w Wierzbicy ulegają zwrotowi z chwilą powrotu Niemców, właścicieli gospodarstw, do swoich opuszczonych domów. Niemieckie rodziny przyjmują obywatelstwo Polskie i zamieszkują na powrót w swoich opuszczonych domach, już jako obywatele Polski. Równolegle z losem rodziny Kozińskich, toczy się opowieść o rodzinie Zawadzkich z Wileńszczyzny, którzy zostali przesiedleni na tereny przy granicy polsko-niemieckiej. Książka opowiada o pracy, trudnych początkach na nowym miejscu, codziennym życiu i miłości."
Ta część opowieści o losach przesiedlonych z dawnych terenów Polski Wschodniej podobała mi się dużo bardziej. To wbrew zapowiedziom na okładce zdecydowanie bardziej rzetelna historia tysięcy Kargulów i Pawlaków zmuszonych do opuszczenia własnych domów, dotychczasowego życia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa w rzeczywistości całkowicie im nieznanej, zbudowanej na lęku i obawie, że ci mieszkający po drugiej stronie granicy powrócą lada dzień i nie wiadomo co się z nimi stanie.
Historie dwóch rodzin ukazane w tej powieści wyczerpują pełen wachlarz możliwości jakie mieli przesiedleńcy w tamtym okresie. Poznajemy ich z różnych perspektyw - punkt wyjścia to decyzja o wyprowadzce, opuszczeniu domu rodzinnego, pakowaniu i trudnych decyzjach co ze sobą zabrać a co zostawiać. O tym pisze się mało, a obraz, który przedstawiła nam autorka na podstawie wspomnień swojej rodziny jest bardzo wyczerpujący. Obrazy, z których składa się ta historia, walka o życie w nowym świecie na długo zapadną mi w pamięć.
Druga perspektywa to podróż i wielka niewiadoma co i gdzie czeka na mieszkańców Kresów Wschodnich no i ostatecznie rozpoczęcie życia od nowa, w miejscu gdzie zatrzymał się transport i tam, gdzie udało im się znaleźć dom, czy raczej domostwo, bo dom rodzinny często musieli budować na nowo, żyjąc w obawie, że to tylko stan przejściowy.
Niestety podobnie jak i w pierwszej części narracja autorki sprawiła, może książka traci dużo podczas lektury, aczkolwiek mi trochę lepiej czytało się akurat tą część.
Przeszkadzało mi również przedstawienie głównej bohaterki - Marii, matki autorki - w tylko pozytywnym świetle, gdzie jawi się ona jako kobieta pozbawiona wad, radząca sobie doskonale ze wszystkim i w każdej sytuacji. Na tle dramatycznych wydarzeń historii, kiedy toczy się akcja wydaje się to być aż nazbyt wyidealizowane. Owszem pozytywni bohaterowie są potrzebni, jednak przydałoby się tutaj troszkę więcej realizmu, żeby postać tak bardzo nie kontrastowała z tłem powieści.
Moja ocena 6/10
Za możliwość przeczytania obu książek dziękuję Wydawnictwu
wtorek, 24 września 2013
Katarzyna Miller - Słone ciasteczka. 10 opowiadań erotycznych
"Ceniona i lubiana psychoterapeutka, psycholożka, poetka i felietonistka – w zupełnie nowej odsłonie!
Słone ciasteczka to zbiór pikantnych opowiadań erotycznych autorstwa Katarzyny Miller.
Znakomity portret ludzkich uczuć, pragnień i fantazji erotycznych realizowanych w stałych związkach, przelotnych romansach lub pozostających jedynie w sferze pragnień…"
Katarzyna Miller znana mi jest przede wszystkim z comiesięcznych felietonów, które bardzo lubię czytać w miesięczniku "Zwierciadło". Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie z jej prozą w wersji opowiadań erotycznych.
Po pierwsze okładka - chyba to nie do końca stylistyka, której bym oczekiwała, o ile lukrowany róż może dałoby się się radę znieść to ten obrazek niczym z tandetnego Harlequina już nie zapowiadał niczego dobrego...
Niestety jak się okazało równie rozczarowująca jest treść tej książki.
Opowiadania przede wszystkim ciężko nazwać erotycznymi. Owszem w niektórych z nich pojawiają się jakieś fantazje czy ukryte pragnienia, ale że raczej są to zapowiedzi erotyzmu niż to, czego należałoby oczekiwać po książce promowanej pod hasłem "opowiadania erotyczne". Niestety tego, czego oczekujecie nie znajdziecie w środku.
Po drugie, moim zdaniem, brak w nich budowania napięcia, są takie powiedziałabym dość nijakie, ani podczas lektury wątki się nie rozwijają ani nie ma tak charakterystycznego dla opowiadań niedosytu w lekturze, który często odczuwam przy tego rodzaju formie literackiej.
Do tego wplątanie w niektóre z opowiadań wulgaryzmów i braku wyczucia stylu powodują, że niestety lektura nie zyskuje na wartości. Samo słownictwo nie do końca jest też właściwie dobrane, momentami nawet wyjątkowo mało wyszukane.
Wszystko to po prostu mało pikantne, nieerotyczne i bardzo powierzchowneNie mam możliwości porównania tej książki z innymi, podobnymi dostępnymi na rynku, jednak muszę przyznać, ze spodziewałam się dużo więcej i w trochę lepszym stylu.
Moja ocena 3/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło.
Słone ciasteczka to zbiór pikantnych opowiadań erotycznych autorstwa Katarzyny Miller.
Znakomity portret ludzkich uczuć, pragnień i fantazji erotycznych realizowanych w stałych związkach, przelotnych romansach lub pozostających jedynie w sferze pragnień…"
Katarzyna Miller znana mi jest przede wszystkim z comiesięcznych felietonów, które bardzo lubię czytać w miesięczniku "Zwierciadło". Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie z jej prozą w wersji opowiadań erotycznych.
Po pierwsze okładka - chyba to nie do końca stylistyka, której bym oczekiwała, o ile lukrowany róż może dałoby się się radę znieść to ten obrazek niczym z tandetnego Harlequina już nie zapowiadał niczego dobrego...
Niestety jak się okazało równie rozczarowująca jest treść tej książki.
Opowiadania przede wszystkim ciężko nazwać erotycznymi. Owszem w niektórych z nich pojawiają się jakieś fantazje czy ukryte pragnienia, ale że raczej są to zapowiedzi erotyzmu niż to, czego należałoby oczekiwać po książce promowanej pod hasłem "opowiadania erotyczne". Niestety tego, czego oczekujecie nie znajdziecie w środku.
Po drugie, moim zdaniem, brak w nich budowania napięcia, są takie powiedziałabym dość nijakie, ani podczas lektury wątki się nie rozwijają ani nie ma tak charakterystycznego dla opowiadań niedosytu w lekturze, który często odczuwam przy tego rodzaju formie literackiej.
Do tego wplątanie w niektóre z opowiadań wulgaryzmów i braku wyczucia stylu powodują, że niestety lektura nie zyskuje na wartości. Samo słownictwo nie do końca jest też właściwie dobrane, momentami nawet wyjątkowo mało wyszukane.
Wszystko to po prostu mało pikantne, nieerotyczne i bardzo powierzchowneNie mam możliwości porównania tej książki z innymi, podobnymi dostępnymi na rynku, jednak muszę przyznać, ze spodziewałam się dużo więcej i w trochę lepszym stylu.
Moja ocena 3/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








