Na każdą z książek tej autorki czekam z ogromnym zainteresowaniem. dawno żadnej nie czytałam, więc jak udało mi się tą upolować w bibliotece moja radość byla ogromna.
"Korrigany, małe bretońskie duszki, potrafią porządnie zamieszać w ludzkich losach. Może to jakiś korrigan postanowił zburzyć spokój Claire Autret z maleńkiej wyspy u brzegów Bretanii?
Wysłał ją w polskie góry, aby tam spotkała dziwną i tragiczną postać Matki Wszystkich Lalek? Kazał jej przewartościować całe swoje dotychczasowe życie?
Pamiętajmy jednak, że korrigany umieją też leczyć rany i naprawić to, co same zepsuły..."
Zapowiedź mówi jednak dużo mniej o książce, niż możemy znaleźć w środku.
Akcja książki toczy się dwutorowo wokół dwóch kobiet, którym w końcu będzie dane się spotkać, chociaż początek bynajmniej tego nie zapowiada, bo zdawałoby się, że nic nie może połączyć młodej kobiety żyjącej na małej wysepce u brzegów Brytanii - Claire i Elżuni, małej dziewczynki, urodzonej przed wojną, mieszkającej na Śląsku.
Los (autorka ;) ) chciał jednak inaczej - na skutek wielu zawirowań, niespodzianek i zmian w życiu obu z nich Clarie i Elżunia spotykają się współcześnie w malowniczej miejscowości na Dolnym Śląsku i mieszkają w jednym domu - cudownej willi Klara. Jak do tego doszło? Tego nie będę zdradzać, bo perypetie obu bohaterek są interesujące i szkoda byłoby pisać o nich więcej, bo książkę niewątpliwie przeczytać warto. Według mnie bardziej ze względu na postać i losy Elżuni. Niczego nieświadome dziecko, którego życie tak bardzo zmieniło się na skutek włączenia do niemieckiego programu Lebensborn. Polka, którą na siłę zmieniono na Niemkę w rodzinie zagorzałych nazistów, nie przyjmujących do wiadomości prawdy historycznej, dla których Polacy to okupanci a obozy koncentracyjne to wymysł propagandowy. Bardzo ciekawe ujęcie wojennej i powojennej historii - z perspektywy dziecka i młodej osoby, której pamięć o życiu w Polce zostaje z czasem wyparta a jedyna prawda jaką zna to ta, którą przedstawiali jej dziadkowie i rodzice. Czy spotkanie z opiekunką z czasów młodości pomoże Eli odnaleźć prawdę?
Przeczytajcie same - piszę do pan, bo to raczej babska lektura, chociaż nie tak powierzchowna i oczywista, jak mogłoby się wydawać.
Na tle losów Eli, od którego to wątku ciężko mi było się oderwać, losy Clarie, pomimo ciekawego punktu wyjścia są dość przewidywalne i oczywiste. w tym elemencie książka zdecydowanie traci na wartości. Moim zdaniem dużo ciekawsza byłaby to pozycja, gdyby autorka ograniczyła sie tylko do jednego wątku i go rozbudowała. Byłoby ciekawiej.
Bardzo podobało mi się również umiejscowienie - w przeciwieństwie do większości książek autorki, gdzie akcja dzieje się nad morzem- na Dolnym Śląsku, który to miałam okazje w niewielkim stopniu poznać latem. I gdzie z pewnością wrócę, bo nie sposób nie tęsknić za jakąś tajemnicą, historią, która jest tam aż namacalna.
Moja ocena 7,5/10
niedziela, 29 grudnia 2013
niedziela, 15 grudnia 2013
Zaczytany grudzień
W naszej, a raczej głównie mojej babskiej, kolekcji przybyło trochę książek do przeczytania i zrecenzowania.
Część z nich otrzymaliśmy od wydawnictw, z którymi współpracujemy - Zwierciadła, Sonii Dragi, Instytutu Wydawniczego Erica.
Reszta to Mikołajkowe prezenty no i oczywiście przyszłościowy prezent - "Bolek i Lolek" dla naszego dwumiesięcznego synka, który swoją obecnością sprawia, że na czytanie mamy ciut mniej czasu, ale za to dużo radości w zamian :)
Część z nich otrzymaliśmy od wydawnictw, z którymi współpracujemy - Zwierciadła, Sonii Dragi, Instytutu Wydawniczego Erica.
Reszta to Mikołajkowe prezenty no i oczywiście przyszłościowy prezent - "Bolek i Lolek" dla naszego dwumiesięcznego synka, który swoją obecnością sprawia, że na czytanie mamy ciut mniej czasu, ale za to dużo radości w zamian :)
sobota, 7 grudnia 2013
Tadeusz Biedzki - Zabawka Boga
Autor dostaje list od dawnego przyjaciela, zakonnika z Etiopii, który trafił na ślad pamiątki sprzed dwóch tysięcy lat. Odnalezienie jej – ze względu na pierwszego właściciela – byłoby światową sensacją. Mnich prosi przyjaciela o podjęcie poszukiwań. Autor jedzie do klasztoru św. Katarzyny na Synaju, gdzie odbiera kopertę z wierszem-szyfrem. Wynika z niego, że musi przebyć trasę z Jerozolimy do Efezu. Czyni to, ale dowiaduje się niewiele. Dopiero kolejne podróże, wizyty w klasztorach Prowansji i w kościołach Lalibeli w Etiopii stwarzają mu szansę na odnalezienie historycznego skarbu. Czy ją wykorzysta?Nigdy nie lubiłam powiedzenia "nie sądź książki po okładce", bo po czym mamy osądzać książkę, którą mamy pierwszy raz w ręku? Poza tym jak w przypadku poznawania ludzi pierwsze wrażenie czasem się sprawdza innym razem nie.
Tym razem mamy do czynienia z pięknie wyglądającą, świetnie wydaną, pełną dobrych zdjęć i do tego cudnie pachnącą ;) Dobrze, że pierwsze pozytywne wrażenie pokrywa się z moimi odczuciami po przeczytaniu książki.
Muszę przyznać, ze chyba po raz pierwszy czytałam książkę, której akcja dzieje się trójtorowo - współcześnie, w latach wczesnego chrześcijaństwa i w czasach krucjat. A do tego do wszystkie miejsc, które poznajemy z historycznego ujęcia, trafiamy później wraz z głównym bohaterem-autorem i jego żoną. Do tego podróż tą umilają nam dołączone zdjęcia z miejsc, o których mowa. Muszę przyznać, że lektura w ten sposób zyskuje na wartości, bo gotowe obrazy mamy przed oczami, wyobraźnia musi tylko dopracować trochę wersję historyczną ;)
Po lekturze muszę przyznać, że ta część akcji rozgrywająca się w czasach wczesnego chrześcijaństwa podobała mi się najbardziej. Część miejsc dane mi było już kiedyś odwiedzić, te, które poznałam dzięki podróży Jana z Maryją zapragnęłam odwiedzić, sprawdzić, poszukać tajemnicy i magii. I własnie ten element - pewnego mistycyzmu, powrotu do korzeni, poszukiwania prawdy podobał mi się w tej powieści najbardziej. Był on na tyle nienachalny, że nie czytało się tej historii jak opowieści biblijnej, tylko jak wciągająca powieść z dodatkiem religii.
Do tego tajemniczy przedmiot, którego szuka autor, okazuje się być drewnianym osiołkiem, który dla Jezusa wystrugał przed wiekami Józef - w ten sposób tytuł, który interpretowałam zupełnie inaczej, okazuje się taki prosty, ale niepozbawiony tajemniczości.
Najmniej podobała mi się część współczesna - zwłaszcza początek i koniec powieści pozostawia wiele do życzenia. Oba wydają się ciut naciągane. A zakończenie nawet nierzeczywiste. Początek mnie zaskoczył o tyle, że ciężko mi sobie wyobrazić, jak można podjąć decyzję o podroży w nieznane tylko na podstawie takiego zagadkowego listu, od osoby, której nie znało się aż tak dobrze. do tego zabrakło mi wprowadzenia, kim są autor i jego żona, nie dowiedziałam się, dlaczego taką decyzje było im łatwo podjąć, bo nie dane mi ich było poznać na początku powieści. Niestety twórczość autora nie jest mi tak dobrze znana, żeby takie wprowadzenie nie było potrzebne.
Tym niemniej pomysł i wykonanie trójdzielnej akcji, poukładanej niczym tysiące puzli, gdzie ostatecznie każdy kawałek znajduje swoje miejsce, było wyjątkowo wciągające i nowatorskie. Do tego dobrze oddane tło historyczno-obyczajowe spowodowało, ze lektura była, pomimo wspomnianych minusów, udana.
Być może jakiś reżyser pokusi się o ekranizację tej powieści? Gdyby udało się zrobić to dobrze powstałoby z pewnością coś wyjątkowego.
Moja ocena 7,5/10
wtorek, 3 grudnia 2013
Body of proof (Anatomia prawdy), czyli tak nam minęło lato
Już jakiś czas temu miałam napisać recenzje serialu, pod znakiem którego upłynęło nam tegoroczne lato. Nieprzerwanie i aż szkoda, że to tylko 3 sezony, bo już dawno nie oglądaliśmy serialu tak wciągającego.
Dr Megan Hunt (Dana Delany), która kiedyś była jednym z najlepszych neurochirurgów w kraju, po dramatycznym wypadku samochodowym musi zacząć wszystko od nowa. Podejmuje pracę lekarza sądowego. Pomimo, iż ciężko jest jej zerwać ze starymi nawykami, pomaga w odnajdywaniu prawdy i przyczyn zgonów ofiar oraz ujawnianiu kto był odpowiedzialny za ich śmierć. Do rozwiązywania zagadek kryminalnych często stosuje niekonwencjonalne metody, które nie zawsze podobają się jej przełożonym. Niestety jest gadułą i często zapomina gdzie kończy się jej praca, a gdzie zaczyna dyskretny świat policji.
Dr Megan Hunt (Dana Delany), która kiedyś była jednym z najlepszych neurochirurgów w kraju, po dramatycznym wypadku samochodowym musi zacząć wszystko od nowa. Podejmuje pracę lekarza sądowego. Pomimo, iż ciężko jest jej zerwać ze starymi nawykami, pomaga w odnajdywaniu prawdy i przyczyn zgonów ofiar oraz ujawnianiu kto był odpowiedzialny za ich śmierć. Do rozwiązywania zagadek kryminalnych często stosuje niekonwencjonalne metody, które nie zawsze podobają się jej przełożonym. Niestety jest gadułą i często zapomina gdzie kończy się jej praca, a gdzie zaczyna dyskretny świat policji.
Dlaczego aż tak nas wciągnęło? Po pierwsze to bardzo dobra fabuła, ciekawe wątki, dobrze skonstruowane zgadali. A do tego bardzo dobrze wplecione wątki obyczajowe z życia głównych bohaterów. Trochę polityki, dużo zbrodni, przyjaźń, miłość, konflikty i tajemnice rodzinne oraz spora dawka medycyny sądowej w wyjątkowo przystępnym wydaniu- to bardzo dobry miks serialowy.
Do tego spora dawka humoru i ironii w dobrym stylu, tak, że serial ogląda się z niekłamaną przyjemnością a wątki są na tyle interesujące, że nie można się nudzić. Ja do tej pory nie miałam często styczności z filmami, które bazują na tajemnicach medycyny sądowej, tym bardziej dla mnie sposób pracy i rozwiązywania kolejnych zbrodni był tym bardziej ciekawy, czasem nawet imponujący.
Kiedy wydawało się, że tempo serialu wyraźnie zwalnia to producenci w 3. sezonie zaskoczyli - najpierw interesującym zakończeniem drugiego, potem nowymi bohaterami już w kolejnej serii, wątkami nie ograniczającymi się do jednego odcinka, tylko łączącymi dwa lub trzy kolejne. By ostatecznie zaprowadzić widza do bardzo ciekawego finału.
Spotkałam się z opinią, że Megan to damski Dr House. Niestety Dr Housa obejrzałam może 2 odcinki, więc ciężko mi porównywać, ale myślę, że coś jest na rzeczy. Megan to irytująca, prostolinijna postać, która prawdą strzela prosto w oczy. Albo ją się kocha albo nienawidzi, podobnie jak Housa.
No i oczywiście jeżeli chodzi o główną bohaterkę to wszystkie fanki szpilek i dobrego obuwia z przyjemnością popatrzą na imponującą kolekcję, której właścicielką jest główna bohaterka ;)
wtorek, 26 listopada 2013
Jacek Getner - Pan Przypadek i celebryci
Pan Przypadek i celebryci to druga z książek opowiadająca o przygodach rodzimego detektywa geniusza. Jej bohater, Jacek Przypadek, trochę romantyk, bardziej cynik, musi rozwiązać trzy niecodzienne zagadki. Pierwsza ze spraw nosi kryptonim "Miłość i medycyna". Opowiada o morderstwie dokonanym na planie najpopularniejszej w Polsce telenoweli pod tym właśnie tytułem. Bohaterem drugiej zagadki, "Znamiennych stanów świadomości" jest starzejący się "szołmen". Pada on ofiarą szantażysty grożącego, że ujawni kompromitujące go materiały. W "Blondynie wieczorową porą" uczestniczka wielu reality i talent show, słynna Kasiya, będzie poszukiwać swego zaginionego, nie mniej słynnego narzeczonego, Mikele.
W rozwiązywaniu tych zagadek głównemu bohaterowi pomaga jak zwykle nieoceniona pani Irmina Bamber, która zna absolutnie wszystkich wartych znania w Warszawie. A po każdym następnym sukcesie Jacka w odkrywaniu prawdy gwałtownie wzrasta liczba jego wrogów, którzy najchętniej pozbyliby się detektywa z tego świata.
Więcej o bohaterze można się dowiedzieć z jego bloga znajdującego się pod adresem www.panprzypadek,blogspot.com
Z dużą niecierpliwością czekałam na kolejny tom przygód Jacka Przypadka, byłam ciekawa, czy autorowi uda się powtórzyć z sukcesem pomysł zastosowany w pierwszym tomie (recenzję znajdziecie tutaj). Książkę przeczytałam w jeden wieczór, więc chyba sukces udało się powtórzyć.
Dlaczego?Po pierwsze ci sami bohaterowie, których poznaliśmy w pierwszej części, po drugie te same wątki, które tutaj są kontynuowane, co jest fajnym zabiegiem, który mi zawsze urozmaica lekturę.
Takie zabiegi sprawiają, że poszczególne części, mimo osobnej akcji i wątków głównych jednak tworzą dobrze zgarną całość i kończąc lekturę już ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejny tom. Co mam nadzieję stanie się szybko, bo ja akurat za długo na kolejne części czekać nie lubię.
Oczywiście główny bohater również ten sam, co mi się zdecydowanie najbardziej podoba, bo postać Jacka Przypadka jest w tym wszystkim chyba najbardziej interesująca. Irytujący, momentami męczący, przy tym inteligentny, spostrzegawczy i błyskotliwy. I jak tu go nie lubić? Przypomina troszkę jednego z moich ulubionych bohaterów serialowych - Patricka Jane z Metalisty. Dlatego tym łatwiej było mi sobie go wyobrazić, chociaż jednocześnie zastanawiam się, jak wyglądałaby ekranizacja przygód Jacka Przypadka w polskiej wersji.
Również tym razem każde ze zleceń, które otrzymuje detektyw to krótka osoba historia, ale sprawnie połączona z kolejną, rozpoczynająca się kilka kartek dalej.
Co jeszcze zwraca uwagę - to ciekawy sposób narracji zastosowany przez autora, przypominający mi osobiście trochę słuchowisko. Takie zabiegi zawsze umilają mi lekturę i sprawiają, że czuję się osobiście przez autora zachęcona do zagłębienia się w kolejne wątki.
Ciekawe i zaskakujące pomysły rozwiązania spraw, z którymi przyszło się zmierzyć Przypadkowi są przysłowiową wisienka na torcie.
Wszystko to sprawia, że ciężko zdefiniować gatunek, na który zdecydował sie autor przy pisaniu tej powieści. nie jest to klasyczny kryminał, zawiera elementy satyry, powieści obyczajowej. Cały ten miks sprawia, że książki o przygodach Jacka Przypadka są swoistym unikatem wśród książek, które do tej pory przeczytałam.
Co mi się nie podobało?Celebryci, których po lekturze trzech wątków im poświęconych, miałam po prostu dość ;) Taki swoisty gatunek -męczący dla czytelnika.
Moja ocena 8,5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.
W rozwiązywaniu tych zagadek głównemu bohaterowi pomaga jak zwykle nieoceniona pani Irmina Bamber, która zna absolutnie wszystkich wartych znania w Warszawie. A po każdym następnym sukcesie Jacka w odkrywaniu prawdy gwałtownie wzrasta liczba jego wrogów, którzy najchętniej pozbyliby się detektywa z tego świata.
Więcej o bohaterze można się dowiedzieć z jego bloga znajdującego się pod adresem www.panprzypadek,blogspot.com
Z dużą niecierpliwością czekałam na kolejny tom przygód Jacka Przypadka, byłam ciekawa, czy autorowi uda się powtórzyć z sukcesem pomysł zastosowany w pierwszym tomie (recenzję znajdziecie tutaj). Książkę przeczytałam w jeden wieczór, więc chyba sukces udało się powtórzyć.
Dlaczego?Po pierwsze ci sami bohaterowie, których poznaliśmy w pierwszej części, po drugie te same wątki, które tutaj są kontynuowane, co jest fajnym zabiegiem, który mi zawsze urozmaica lekturę.
Takie zabiegi sprawiają, że poszczególne części, mimo osobnej akcji i wątków głównych jednak tworzą dobrze zgarną całość i kończąc lekturę już ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejny tom. Co mam nadzieję stanie się szybko, bo ja akurat za długo na kolejne części czekać nie lubię.
Oczywiście główny bohater również ten sam, co mi się zdecydowanie najbardziej podoba, bo postać Jacka Przypadka jest w tym wszystkim chyba najbardziej interesująca. Irytujący, momentami męczący, przy tym inteligentny, spostrzegawczy i błyskotliwy. I jak tu go nie lubić? Przypomina troszkę jednego z moich ulubionych bohaterów serialowych - Patricka Jane z Metalisty. Dlatego tym łatwiej było mi sobie go wyobrazić, chociaż jednocześnie zastanawiam się, jak wyglądałaby ekranizacja przygód Jacka Przypadka w polskiej wersji.
Również tym razem każde ze zleceń, które otrzymuje detektyw to krótka osoba historia, ale sprawnie połączona z kolejną, rozpoczynająca się kilka kartek dalej.
Co jeszcze zwraca uwagę - to ciekawy sposób narracji zastosowany przez autora, przypominający mi osobiście trochę słuchowisko. Takie zabiegi zawsze umilają mi lekturę i sprawiają, że czuję się osobiście przez autora zachęcona do zagłębienia się w kolejne wątki.
Ciekawe i zaskakujące pomysły rozwiązania spraw, z którymi przyszło się zmierzyć Przypadkowi są przysłowiową wisienka na torcie.
Wszystko to sprawia, że ciężko zdefiniować gatunek, na który zdecydował sie autor przy pisaniu tej powieści. nie jest to klasyczny kryminał, zawiera elementy satyry, powieści obyczajowej. Cały ten miks sprawia, że książki o przygodach Jacka Przypadka są swoistym unikatem wśród książek, które do tej pory przeczytałam.
Co mi się nie podobało?Celebryci, których po lekturze trzech wątków im poświęconych, miałam po prostu dość ;) Taki swoisty gatunek -męczący dla czytelnika.
Moja ocena 8,5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.
niedziela, 24 listopada 2013
Katarzyna Miller - Blaski życia
Codzienność
przynosi nam dziesiątki zmartwień i problemów. Trudno wyłuskać z niej drobne
radości przydające życiu blask. A może to właśnie one są prawdziwym kluczem do
szczęścia? Katarzyna Miller przekonuje, że warto przyjrzeć się chwilom z pozoru
prostym i zwyczajnym. Delektować się z nimi i czerpać z nich prawdziwą radość
oraz siłę.
O czym jest ta książka? Najprościej ujmując o radości życia...tak po prostu. O herbacie w ulubionym kubku, radości z prostych gestów, spotkań z bliskimi, wspomnień, do których się wraca, radości z chwil, które dano nam przeżyć.
Idealna książka na jesienną chandrę, na zastanowienie się nad tym, co ważne, a ulotne, na poukładanie galopujących myśli, rozwianie wątpliwości, którą drogą iść. Takie proste zasady ubrane w historie, które mimo, że przystępne i proste, nie są infantylne. Ja nie jestem fanką ani anegdot ani krótkich historyjek, a te sprawiły, że przeczytałam książkę w półtorej godziny, tak na dobry mglisty i ponury listopadowy dzień. Dla mnie to po prostu zbiór felietonów o życiu, które nie zawsze nas rozpieszcza, ale zawsze oferuje nam coś dobrego. Czy książka nie jest zbyt cukierkowata? Otóż nie, autorka nie tworzy słodkiego obrazka, nie bombarduje złotymi radami w stylu "jakoś to będzie, zobaczysz ułoży się", ale zwraca uwagę na proste przyjemności, o których tak często zapominamy, poszukując idealnego życia.
Sam układ książki - każda historia w osobnym rozdziale o chwytliwym tytule, poprzedzonym myślą, motywem, który zapowiada, o czym będzie dana opowieść. Często ta krotka myśl wystarczy, żeby się zastanowić nad sobą, nad tym co robię, co warto zmienić...
Jedyne, co mi się nie podobało to nawiązywanie przez autorkę często do krążących w powszechnym obiegu anegdot i żartów, które mimo, że znane a zarazem pasujące do kontekstu to troszkę trącały przysłowiową myszką. Ale fanom takich żarcików z pewnością nie będzie to przeszkadzać, ja po prostu takich rzeczy nie lubię.
Moja ocena na dobry i zły dzień to 7,5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło
poniedziałek, 18 listopada 2013
Katarzyna Gacek & Agnieszka Szczepańska - Moc i cesarzowa
"Komisarz Anna Sarnowicz zostaje wezwana na miejsce tajemniczego morderstwa. Grupa licealistów znalazła ciała kobiety i mężczyzny splecione w miłosnym uścisku. Okoliczności zbrodni są zadziwiająco podobne do sprawy, którą komisarz prowadziła przed rokiem.
Czy to możliwe, że sprawcą znów jest obdarzony ezoterycznymi zdolnościami mężczyzna, który obecnie siedzi w więzieniu? A może ktoś, wzorując się na dawnych zbrodniach, pragnie kontynuować jego dzieło? Anna będzie musiała użyć wszystkich swoich umiejętności śledczych, aby rozwiązać tę sprawę. Czy to jednak wystarczy?"
Czy to możliwe, że sprawcą znów jest obdarzony ezoterycznymi zdolnościami mężczyzna, który obecnie siedzi w więzieniu? A może ktoś, wzorując się na dawnych zbrodniach, pragnie kontynuować jego dzieło? Anna będzie musiała użyć wszystkich swoich umiejętności śledczych, aby rozwiązać tę sprawę. Czy to jednak wystarczy?"
Jakiś czas temu dostałam tą książkę w prezencie od portalu Zbrodnia w biblitece. Trochę u mnie leżała ta książka zanim ją przeczytałam. Zapowiedź ezoteryzmu trochę mnie odstraszała, bo to zdecydowanie nie są klimaty mi bliskie. Z drugiej strony to nie jest moje pierwsze spotkanie z duetem Gacek & Szczepańska (tu można przeczytać recenzję), więc skuszona okładką sięgnęłam w końcu po tą pozycję.
Bardzo lubię policyjne kryminały, w zasadzie odkąd pamiętam były one moimi ulubionymi serialami. Bo tak się składa, że w większości w tym gatunku są to raczej seriale niż książki. U nas ostatnio pojawił się Miłoszewski ze swoim Szackim, ale on jest prokuratorem, a nie policjantem ;)
dlatego tym bardziej zaciekawiła mnie okładka tej książki zapowiadająca coś, z czym do tej pory na naszym rodzimym podwórku nie miałam do czynienia.
Fajna, ciekawa okładka, lecz książki mało w książce, aż chciałoby się dodać po lekturze- chcę więcej bo było za krótko na dobry kryminał. Dla mnie może dużym naciągnięciem było wplecenie do akcji wróżki, która pomaga prowadzącej śledztwo głównej bohaterce, bo myślę, że sama policjantka również bez problemu by sobie poradziła, ale skoro zamysł autorek był właśnie taki to się nie czepiam ;)
Akcja całkiem nieźle poprowadzona, dobrze się czyta, pomysł i rozwiązanie też nie najgorszy, tylko tego wszystkiego było za mało i za krótko. Pozytywne jest również to, że autorkom udało się mnie kilka razy zaskoczyć, a sama pani komisarz Anna Sarnowicz okazuje się wyjątkowo pozytywnym, budzącym ciepłe emocje bohaterem. Może to troszkę kopiowanie Marininy w polskich realiach, ale myślę, że całkiem udane. Trochę straciłam na lekturze, bo nie czytałam pierwszych dwóch części serii Przeznaczenie, dlatego też postać głównego podejrzanego, który nie wiadomo jak popełnia swoje zbrodnie, była mi obca, bo nie znałam jego historii z poprzednich części.
Po które z chęcią sięgnę, jak tylko będę miała taką możliwość.
Moja ocena 7/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)





