Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Harlan Coben - Już mnie nie oszukasz

BĘDZIESZ MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ NAD TYM, W CO MOŻESZ WIERZYĆ I KOMU POWINIENEŚ UFAĆ…

Maya Stern, była oficer sił specjalnych, niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pewnego dnia zamontowana w jej domu ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki dwuletniej Lily, ukochanej córeczki Mai, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej. Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Czy może uwierzyć w to, co widziała? Ale to przecież by oznaczało, że Joe żyje. Czy to w ogóle możliwe? Była przecież naocznym świadkiem jego zabójstwa, a po wszystkim zorganizowała mu pogrzeb. Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o swoim mężu… i o sobie.



Muszę przyznać, że swego czasu Coben należał do moich ulubionych autorów. Każdą jego powieść czytałam niemal z zapartym tchem. Niestety w pewnym momencie moim zdaniem autor zaczął powielać schematy poprzednich powieści, a jego książki zaczęły być drukowane z coraz to większą czcionką. Stało się nudno i przewidywalnie, a bohaterowie coraz bardziej sztuczni, nawet w swojej amerykańskości.
Z dużym sceptycyzmem sięgnęłam po jedną z nowszych jego powieści. I całe szczęście, że zaryzykowałam, bo może nie był to zachwyt podobnych do tych sprzed kilku lat, ale powieść okazała się całkiem przyzwoita.

To, co przede wszystkim przykłuwa uwagę to tajemnica, albowiem w powieści od samego początku wszystko jest niejasne. Śmierć męża głównej bohaterki, zaatakowanego w środku dnia przez nieznanych sprawców, dziwna śmierć jej siostry, a krótko potem Joe pojawiający się na nagraniu nakręconym ukrytą kamerą w ramce na zdjęcia. Ramce, która miała kontrolować, jak spisuję się niania, która kiedyś opiekowała się Joem, teraz jego córką. Niania, którą Lily konfrontuje z nagraniem nagle ją atakuje, niania znika, a wraz z nią karta SD z nagraniem. Czy to zdarzenie to czyjś psikus, czy wydarzyło się naprawdę? Czy może Lily po bolesnych stratach i przeżyciach ciągnących się za nią po służbie w wojsku na urojenia i koloryzuje rzeczywistość, nie mogąc poradzić sobie, z tym co się stało?

Więcej zdradzać nie będę, napisze tylko, ze zakończenie jest zaskakujące, a finał może nie z happy endem, ale naprawdę robi wrażenie. Polecam nie tylko fanom autora.

piątek, 25 sierpnia 2017

Ken Follet - Stulecie t.1 Upadek giganów

Jestem fanką sag wszelkich historii, które toczą się przez lata, opowieści przedstawiających nam kolejne pokolenia. Jestem fanką Kena Folleta i zawsze z niecierpliwością czytam każdą kolejną jego powieść, wiedząc, że się nie zawiodę. Nieznana mi była wcześniej trylogia Stulecie i moja radość była ogromna, jak udało mi się w końcu upolować ją w bibliotece.


Powieść otwierająca epicką trylogię, rozgrywająca się na tle burzliwych, kształtujących XX wiek wydarzeń. Pełna napięcia opowieść o losach pięciu rodzin - amerykańskiej, niemieckiej, rosyjskiej, angielskiej i walijskiej. Wydarzenia opisane w "Upadku gigantów" przybliżają okres pierwszej wojny światowej, rewolucji październikowej i obrazują powstanie ruchu sufrażystek.

Wybuch pierwszego ogólnoświatowego konfliktu zbrojnego na zawsze zmienia życie bohaterów. Gdy trzynastoletni Billy Williams uczy się, jak być mężczyzną, w brutalnym świecie wojennych okopów, jego siostra trafia do domu arystokratki, Maud Fitzherbert, kobiety uwikłanej w niebezpieczny romans z niemieckim szpiegiem. Nieszczęśliwie zakochany Gus Devar, młody student prawa, otrzymuje szansę na wspaniałą karierę w Białym Domu. Inaczej potoczą się losy Grigorija i Lva Peshkovów, osieroconych bliźniaków, których planu emigracji do mitycznej Ameryki przekreśla wojna.

"Upadek gigantów" to historia o miłości, nienawiści, poczuciu obowiązku i zdradzie. Pełna napięcia i zwrotów akcja przenosi się z Waszyngtonu do Petersburga, z korytarzy najważniejszych światowych instytucji, do zacienionych buduarów, gdzie możni świata knują kolejne intrygi.


Powiem szczerze, że pod wieloma względami to powieść fenomenalna, chociaż nie bez wad.
Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką włożył autor by osiągnąć taki właśnie efekt końcowy.

Mamy tu bowiem do czynienia z jednej strony z powieścią obyczajową, której akcja dzieje się w kilku krajach, nie tylko europejskich, bo także i w Stanach, której to bohaterowie w przedziwny moementami sposób wpływają na swoje życie, towrząc swoistą mozaikę barwnych bohaterów, których zdawałoby się pozornie nikt by ze sobą nie połączył. Tymczasem okazuje się, że zrobił to autor w sposób tak przemyślany i dopracowany, że ciężko byłby mi wskazać inną powieść, która pod tym względem jej dorównuje.

Z drugiej strony mamy doczynienia z powieścią społeczno-obyczajową, która w ciagu pięciu lat, w czasie których rozgywa się akcja pokazuje nam najważniejsze wydarzenia historyczne i zmiany społeczne zachodzące w kilku krajach. Oczywiscie najważniejszy to przebieg pierwszej wojny światowej widziany oczami bohaterów po obu stronach barykady, ale oprócz tego autor serwuje nam również całą plejadę zmian i wydarzeń społecznych - jak ruch sufrażystek w Wielkiej Brytanii, czy rewolucja w Rosji jak również zakulisowe rozgrywki szpiegowsko-polityczne rozgrywające się w tle wydarzeń na froncie. Ich dopracowanie, dbałość o szczegóły i ogromny realizm gwarantuje dobrą lekturę oraz naprawdę szerokie ujęcie tematu i przedstawienie tego, co działo sie we wspomnianym okresie. 

Myślę, że po danej ekranizacji "Filarów Ziemi" tego autora ta trylogia z pewnością doczeka się jej również, bo niewątpliwie na to zasługuje i ma ku temu ogromny potencjał.
Tak, jak wspomnaiałam nie jest to jednak powieść bez wad, bo momentami podczas lektury miałam uczucie swoitego przytłoczenia - z jednej strony byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów, z drugiem odczuwałam zmęczenie nawałem faktów historycznych i społecznych, które w wielu fragmentach zdecydowanie dominowały. Brak było balansu i wyważnia pomiędzy jednym a drugim, szkoda, bo gdyby udąło się go osiągnąć byłoby genialnie i porywająco. 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Patricia Cornwell - Scarpetta

Kiedy spojrzałem na Wikipedii na listę książek Patricii Cornwell napisanych w cyklu Scarpetta oniemiałem - jest ich naprawdę dużo. Dotychczas miałem okazję zaznajomić się jedynie z kilkoma pierwszymi...
Te pierwsze spowodowały natychmiastową miłość do twórczości autorki. Post mortem było tak wciągające, że nie przeszkadzało mi zupełnie czytanie tych powieści w oryginale.

W Scarpetcie zrobiło się jednak inaczej... Dziwniej... zamiast wprowadzania do powieści wątku z akcją (w końcu tytułowa Scarpetta jest lekarzem sądowym - rozwiązuje sprawy 'post mortem' a nie na ulicy, więc nie ma co oczekiwać trzymającej non-stop w napięciu fabuły) autorka pokusiła się o wprowadzenie elementów obyczajowych.
Szczerze mówiąc nie ona pierwsza i nie ostatnia, ale moim zdaniem to właśnie zabija dobry kryminał (patrz dajmy na to serial Broadchurch, gdzie właśnie wątki obyczajowe IMHO wpływały bardzo ujemnie na odbiór, czy też Ann Cleves - Czerń Kruka gdzie ważniejszym od zbrodni było skupienie się na ludziach).

Mimo ciezkiego początku, po pewnej przerwie powróciłem do lektury, ale nie pamiętałem (nie używam zakładek - zbyt często je gubiłem) numeru strony na której skończyłem czytać, w związku z tym otworzyłem "Gdzieś w środku" i okazało się, że nic nie straciłem...

Powieść tak naprawdę ciągnie się bez sensu... Mamy wątek 
a) szkalowania Scarpetty on-line 
b) zabójstwa rzekomo dokonanego przez karła, który zażądał badania przez Scarpettę i 
c) rzekomego gwałtu na Scarpetcie przez jej współpracownika i te wątki są tak zajmujące, że przerwałem lekturę!

Szkoda... może kiedyś wrócę do twórczości autorki.
Niestety bardzo łatwo jest wyczuć kiedy zamiast porządnej wzniosłej treści mamy rzemieślniczy bubel, pisany wg wzorca 2/3 bzdetów a na końcu zróbmy ciekawie. Skok na kasę, czyli odcinanie kuponów. Ja rozumiem, że czasem wychodzi nawet najlepszemu pisarzowi bubel, ale to warto się zastanowić trochę, a nie pisać po osiemnastu latach od wielkiego sukcesu czegoś co nawiązuje do wzorca tylko postaciami (bo niestety już nie polotem).


Kay Scarpetta – młoda lekarz sądowa otrzymuje zlecenie zbadania rannego mężczyzny, Oscara Bane’a, który dobrowolnie zgłosił się na więzienny oddział psychiatryczny. Pacjent, podejrzany o brutalne zamordowanie swojej dziewczyny – czemu zaprzecza – zgadza się na badania, ale pod warunkiem, że zostaną przeprowadzone Scarpettę i jej męża. Wiadomo, że dziewczyna była torturowana przed śmiercią i że dojdzie do kolejnych morderstw. Bane, cierpiący na liczne fobie, jest paranoikiem przekonanym, że ktoś śledzi jego każdy ruch. Scarpetta stwierdza, że mężczyzna ma obsesję również na jej punkcie.

wtorek, 8 marca 2016

Robert Ludlum - Dyrektywa Jansona

Paul Janson w młodości walczył w Wietnamie pod dowództwem sadystycznego psychopaty Alana Demaresta. Po powrocie do kraju przystał do supertajnej komórki amerykańskiego wywiadu, tak zwanego Wydziału Operacji Konsularnych, i złożył zeznania obciążające byłego dowódcę. W rezultacie Demarest został rozstrzelany. 
Obecnie Janson jest niezależnym konsultantem do spraw bezpieczeństwa korporacyjnego. Niespodziewanie kontaktuje się z nim wicedyrektor Fundacji Wolności – organizacji, założonej przez słynnego miliardera i filantropa, Petera Novaka, który wpadł w ręce islamskich buntowników. Janson organizuje odbicie zakładnika, ale samolot z Novakiem na pokładzie eksploduje w powietrzu. 
Paul odkrywa, że w sprawę zamieszany jest sam prezydent Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie dowiaduje się o supertajnym programie Moebius, nad którym waszyngtońscy stratedzy pracowali od lat. Teraz były agent jest im niezbędny. Jego odwieczny wróg, żądny władzy, okrutny dowódca z Wietnamu, jednak żyje - i zagraża nie tylko jemu, ale rządowi Stanów Zjednoczonych i pokojowi na całym świecie. Tylko Janson jest w stanie zapobiec nadciągającej katastrofie…






Ludlum to w moim rodzinnym domu autor niemal kultowy, czytany po tysiąckroć przeze mnie i moja mamę, uwielbiany od zawsze. Niestety jakoś tak wyszło, że w naszej domowej kolekcji akurat tej części zabrakło. Z dużym napięciem sięgnęłam po książkę wielkiego autora mojej młodości z nadzieją na powrót do tamtych emocji i napięcia, które zawsze towarzyszyło mi podczas lektury. Tymczasem okazało się, że może na skutek zbyt dużych oczekiwań, sam sentyment nie wystarczył, żeby powieścią Ludluma zachwycić się i z przejmującym zainteresowaniem przekładać kolejne kartki. 

Owszem, jak w przypadku poprzednich powieści mamy tutaj do czynienia z charyzmatycznym głównym bohaterem, któremu przyszło zmierzyć się z trudnym zadaniem, z którym jak nietrudno przewidzieć oczywiście sobie poradzi, uciekając przed wszystkimi możliwymi snajperami i zasadzkami. Po drodze okaże się, że jeden z czyhających na niego snajperów to kobieta, w dodatku odczuwająca do niego pewną słabość...
Intryga dobrze skonstruowana, momentami dobrze skumulowane napięcie i narastająca akcja, ale powiem szczerze w pewnym momencie czułam pewne zmęczenie czy przytłoczenie ciągłymi ucieczkami i wymykaniem się polującym na Jansona mordercom. Zbyt piękne, żeby było realne, nawet w powieści.

Całe szczęście zakończenie okazało się być już ciekawsze, sam spisek zaintrygował, mimo, ze książka napisana już jakiś czas temu aktualna w dobie powszechnej cyfryzacji jeszcze bardziej. 

Trochę z sentymentu, trochę z tęsknoty oceniam na 7,5/10

piątek, 15 stycznia 2016

James Rollins - Wirus Judasza


Światu grozi zagłada biologiczna wywołana "wirusem Judasza", który przybył z otchłani Oceanu Indyjskiego. Ludzkość przetrwa – jeśli uda się odkodować wiadomość zapisaną w pradawnym "języku aniołów" pochodzącym sprzed ery starożytnego Egiptu, a więc starszym od pierwszego oficjalnego języka świata…

Powieść sensacyjno-przygodowa jednego z najpopularniejszych pisarzy tego gatunku, autora m. in. "Czarnego zakonu", "Burzy piaskowej" i "Amazonii". Dla fanów Kena Folleta, Clive′a Cusslera, Wilbura Smitha oraz filmów z Indianą Jonesem.



Zapierająca dech w piersiach akcja, starcie dobra ze złem, archeologiczne i medyczne zagadki oraz opisy egzotycznych miejsc to najważniejsze walory jego książek.





Uwielbiam Jamesa Rollinsa, jest to jedyny autor, u którego jestem w stanie znieść mniejszą lub większą dozę potencjalnego sc-fi, która objawia się jak dla mnie w konstruowaniu historii, które mało prawdopodobne, żeby wydarzyły się w rzeczywistości. Chociaż, muszę przyznać, że po każdej lekturze jego książek pojawia się u mnie refleksja, czy rzeczywiście historia przedstawiona przez autora jest tak całkiem nieprawdopodobna?
Tym razem wraz z agentami Sigmy przeniesiemy się na Wyspy Bożego Narodzenia, gdzie to wybuch epidemii, z wirusem nieznanego pochodzenia, rozprzestrzeniającej się w szybkim tempie.
Oczywiście tam gdzie jest problem zaraz pojawia się Sigma i jej odwieczny wróg Gilda i co?Dalej jest tylko ciekawiej ;) Ciężko napisać więcej nie zdradzając szczegółów powieści, ale to co jest bezsprzeczne to dobre tempo akcji, ciągle utrzymujące się napięcie, które ani przez moment nie słabnie, a autor zadbał o wielokrotne zmiany tempa i mnogość rzeczy/zdarzeń, które mogą zaskoczyć czytelnika.
Lubię książki, które z jednaj strony gwarantują dobra lekturę i mile spędzony czas, a z drugiej dają możliwość nauczenia się czegoś nowego, czy to skłonić czytelnika do pewnych przemyśleń.
Tym razem mamy historię Marco Polo połączoną z epidemią wirusa w XXI wieku-brzmi ciekawie?Bo właśnie tak jest. Z jednej strony dowiadujemy się jak wyglądać mógł powrót sławnego podróżnika, z drugiej widzimy sztab zarządzania kryzysem w obliczu światowej epidemii.

Może nie jest to moja ulubiona powieść autora, bo jednak po jakimś czasie - i kilku jego przeczytanych książkach-można dopatrzeć się pewnego schematu, to wystawiam jej ocenę 9/10












poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Lee Child - Poszukiwany

Siedemnasta powieść z Jackiem Reacherem. Zdobywca tytułu Thrillera i Kryminału Roku 2012 w Wielkiej Brytanii. Zimową nocą w nieczynnej pompowni w Nebrasce dochodzi do brutalnego morderstwa: niezidentyfikowany mężczyzna ginie od ciosów nożem. Zabójstwo wygląda na robotę zawodowców. Policja szybko rozsyła komunikat o dwóch podejrzanych, mężczyznach w czarnych garniturach, których widziano na miejscu zbrodni. Szeryf Victor Goodman oraz przysłana z lokalnego biura FBI agentka Julia Sorenson rozpoczynają śledztwo. W tym samym czasie podróżujący autostopem do Wirginii Jack Reacher stoi na węźle autostrady w pobliżu Omaha, czekając na okazję. Ze złamanym, zakrwawionym nosem nie budzi zaufania przejeżdżających kierowców; potrzebuje aż 93 minut, by zabrać się chevroletem, którym jadą trzy identycznie ubrane osoby: dwaj mężczyźni i kobieta. Karen Delfuenso wygląda na przestraszoną i praktycznie całą drogę milczy; natomiast jej bardziej rozmowni towarzysze, King i McQueen, najwyraćniej nie są ludćmi, za których się podają. Jack zastanawia się, jaka ma być jego rola. Czy chodzi o to, by łatwiej przedostać się przez policyjne blokady? Kim jest Delfuenso – współpracowniczką obu mężczyzn czy może ich zakładniczką? Wkrótce Reacher i agentka Sorenson przekonają się, że pozory mylą. W tej sprawie – którą, oprócz FBI, interesują się także CIA i Departament Stanu – nikt, ani nic, nie jest tym, czym się z początku wydaje. Gra toczy się o cooe znacznie poważniejszego niż zwykłe morderstwo... zdemaskowanie niebezpiecznego wroga ukrytego w samym sercu Ameryki.

Chyba powinnam wprowadzić na blogu specjalną etykietę - książki czytane sławą autora - li i jedynie. Niewątpliwie do tej kategorii zaliczyłabym tą powieść. Autora wcześniej mi nieznanego, którego -podobnie jak głównego bohatera jego powieści byłam bardzo ciekawa, bo skoro pojawia się już w tylko kolejnych tomach to musi być coś na rzeczy. Tymczasem w bibliotece udało mi się upolować w bibliotece 17.! tom przygód Jacka Reachera bardzo się ucieszyłam.

Tymczasem okazało się, że moja radość nie trwała długo, bo powieść najkrócej ujmując była średnia - najlepiej wypadł w ogólnym rozrachunku jej opis na okładce. Całą fabułę można podzielić na kilka elementów i określić ją po kolei bardzo powolne tempo - nudno - ciekawiej - nudno- bez pomysłu. Gdyby nie to, ze miałam ciągle złudną nadzieję, ze  w końcu po tym etapie ciekawiej coś się wydarzy, skończyłabym w połowie. Tymczasem moje czytelnicze poświęcenie nie zostało nijak nagrodzone, bo mimo fajnego pomysłu i jednego ciekawego zwrotu akcji to powieść ta niewiele oferuje. A sam Jack Reacher - postać niezwykle tajemnicza, nie wiele o nim wiadomo i sam niewiele o sobie mówi, to podejrzewam był fajny zabieg w pierwszym, czy drugim tomie, mającym na celu przyciągnięcie uwagi czytelnik, to w 17.-mimo, że dla mnie pierwszym - to i tak do końca mi się to nie spodobało, bo było aż przerysowane.

Moja ocena 4,5/10

środa, 28 stycznia 2015

Anchee Min - Perła Chin

Zanim zostałam Wierzbą, byłam nazywana Chwastem. Moja babka, Nainai, uparła się, że Chwast to najlepsze imię. Tata się z nią nie zgadzał. W wieku ośmiu lat byłam już doświadczoną złodziejką. Zaczęłam od kradzieży kadzidełak dla Nainai. I chociaż tata mnie krytykował, to jednak wiedział, że beze mnie rodzina umarłaby z głodu. Sprzedawła więc to, co ukradłam. 



Może sam opis książki szczególnie zachęcający nie jest, ja jednak mając za sobą kilka spotkań z prozą tej autorki wiedziałam, że mogę się spodziewać interesującej historii. Tak było i tym razem, chociaż początek lektury nie należał do najłatwiejszych, bo akcja rozkęcała się dość powoli i czytało się dość ciężko.
Lubie od czasu do czasu sięgnąć po książkę, której akcja dzieje się w zupełnie innym kręgu kulturowym, a rzeczywistość jest tak różna od tej znanej nam z tysięcy książek dostępnych na rynku. Takie właśnie są książki Anchee Min. 

Tym razem przenosimy się do Chin poczatku wieku i waraz z rozwojem akcji poznajemy losy Chińskiego społeczęństwa na tle burzliwych wydarzeń ubiegłego wieku. Zupełnie inna perspektywa, inne problemy społeczne, chociaż same wydarzenia historyczne doskonale znane. Jednym z ważniejszych wątków jest szerzenie chrześcijaństwa w Chinach-autorka dokładnie opisała losy misjonarza i jego najbliższych na tle wydarzeń w kraju środka. Szerzenie chrześcijaństwa - u nas znane przede wszystkim z perspektywy Mieszka ;) tutaj ma zupełnie inny obraz i wydźwięk.

Dużo miejsca poświęca autorka polityce komunistycznych Chin zarówno w odniesieniu do mieszkańców, jak i imigrantów mieszkających w Chinach. ta cześć powieści jest zdecydowanie najcięższa w odbiorze. Polityka władz komunistycznych zdeterminowała życie naszych głównych bohaterek - zaprzyjaźnionych w dzieciństwie Pearl i Wierzby. Rozdzielone na skutek decyzji politycznych, których konsekwencją był powrót Pearl do USA, nigdy nie spotkają się już ponownie.

Symbolicznym spotkaniem będzie podróż Wierzby do USA, odwiedziny w chińskim ogrodzie przyjaciółki wywołają lawinę wspomnień.

Ciekawa historia, nietuzinkowe bohaterki, książka inna od czytanych przeze mnie ostatnio, chociaż sama lektura do najłatwiejszych nie należy.

Moja ocena 7/10




czwartek, 22 maja 2014

Guillaume Musso - Telefon do przyjaciela

"Madeline Greene była policjantką, teraz prowadzi piękną kwiaciarnię w Paryżu. Jonathan Lempereur był wielkim szefem kuchni, ale wpadł w finansowe tarapaty, zbankrutował i opuściła go żona. Obydwoje mają za sobą trudne chwile, a kiedy wpadają na siebie na lotnisku w Nowym Jorku, nie mają ochoty na uprzejmości. W zatłoczonej kawiarni jest jeden wolny stolik, muszą więc usiąść razem... Zarówno Madeline, jak i Jonathan mają telefony komórkowe. Ale, że przypadkiem je zamienili, zdają sobie sprawę po dotarciu do celu podróży... Przypadek, czy przeznaczenie?
Ludzka ciekawość jest nieposkromiona. Ani Madeline, ani Jonathan nie mogą powstrzymać się od przejrzenia zawartości komórek tego drugiego, a prywatne dokumenty kryją różne tajemnice... "


Pierwsze wrażenie, po przeczytaniu kilkunastu stron - będzie banalnie i przewidywanie, nawet zbyt banalnie jak na książkę na leniwe popołudnie, a zapowiedzi trzymającego w napięciu thrillera, które przeczytałam na okładce zdają się być zdecydowanie przesadzone. Wraz z rozwojem akcji okazało się, że jest lepiej niż sądziłam, autorowi udało się mnie parę razy zaskoczyć. Tajemnice dwójki bohaterów wplatane w akcję główną okazały się na tyle interesujące, że postanowiłam doczytać do końca. Oczywiście motyw romansu głównych bohaterów nie trudno odgadnąć, a zakończenie jest przewidywalne, to jednak jeżeli nie oczekujemy przesadnie ambitnej książki z zaskakująco wartką akcją można przeczytać.
Najciekawsze dla mnie to sprawa tajemnic ukrytych w telefonie komórkowym, który dla większości z nas stał się nieodzownym atrybutem życia, gadżetem, pomocą, smyczą, uzależnieniem-ile osób tyle pomysłów, w czym ten sprzęt może być przydatny. Tymczasem - jak na przykładzie Madeline i Jonathana - okazuje się, że nawet pilnie strzeżone tajemnice łatwo rozszyfrować, schowane za hasłami sekrety wychodzą na jaw szybciej niż nam się wydaje, a prywatność, którą tak chronimy za loginami, hasłami i pseudonimami w internecie to łatwa do zdobycia twierdza, która tak naprawdę jest fasadą.

Do przemyślenia...zanim znów będziemy online ;)

Moja ocena 6,5/10